Muzykalne sławojki - rzecz o toaletach
Odsłony: 2927

Tym razem będzie o toaletach. Temat, hmm, delikatny, ale cóż, bądź co bądź ludzki.Naszło mnie na tak na te toalety po moim pobycie w Japonii, kiedy okazało się, że skorzystanie z sedesu jest bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

 

Z tymi toaletami to naprawdę w Japonii nie jest łatwo. Wystarczy rzut oka na zamontowany tam przy muszli klozetowej panel z mnóstwem przycisków i już człowiek głupieje. Regulacja stopnia podgrzania deski klozetowej to jeszcze proste, ale dochodzą różne bidetowe fontanny (bo przecież inny strumień jest na tył, a inny na przód naszych czterech liter), no i ustawianie podkładu dźwiękowego! Bo Japończyk krępuje się odgłosami jakie mogą wymsknąć mu się w toalecie, tak więc  pragnie owe odgłosy zagłuszyć. Najczęściej do wyboru jest szum wodospadu (ew. symulacja spuszczania wody), nastrojowa muzyczka albo świergot ptaków. A tak na marginesie to wielu Japończyków ma też obsesję na punkcie zostawianych po sobie w toalecie zapachów. Dlatego też noszą ze sobą specjalne kropelki które wpuszczone na odchody niwelują ich odór. Inna sprawa że o zapachy z innych otworów ciała – tu mam na myśli usta – też dbają. Moja koleżanka, Polka pracująca w Japonii jako nauczycielka opowiadała, że w umowie pracy miała zobowiązanie do mycia zębów przed każdą lekcją, żeby przypadkiem w rozmowie z uczniem nie narażać go na dyskomfort.

Ale wróćmy do toalet… Do oryginalniejszych z jakich korzystałam należała jedna taka na chińskiej prowincji. Pomieszczenie przecinał wąziutki kanałek którym płynęła woda, a kobitki jedna za drugą (bez żadnych ścianek działowych) nad nim kucały i załatwiały się patrząc na wypięte pośladki poprzedniczki. Kameralności i prywatności nie było także w toaletach starożytnego Rzymu, o czym świadczą pozostałości toalet w antycznym Efezie (teraz Turcja, ale w dawnych czasach część imperium rzymskiego). Tam również nie było przepierzeń – siadano obok siebie, każdy nad swoją dziurą w wygodnej ławie, a marmury i eleganckie wykończenia satysfakcjonujące największych estetów sprzyjały prowadzeniu długich dysput lub też wymienianiu się plotkami. Przy okazji warto wspomnień, że to właśnie dzięki rzymskim toaletom powstało powiedzenie „pieniądze nie śmierdzą”. Jego autorem był żyjący w I wieku n.e. cesarz Wespazjan, który w ten to dość konkretny sposób uargumentował nałożenie podatki na publiczne szalety.

A zresztą do historii dzięki toaletom wszedł też premier polskiego dwudziestolecia międzywojennego - Sławoj Składkowski, który zainicjował akcję budowy ustępów, co też osobiście nadzorował. Stąd właśnie nazwa "sławojki", która przylgnęła do wolnostojących ustępów z charakterystycznym z serduszkiem (co ciekawe - w Ameryce Północnej zamiast serduszek stosuje się często... półksiężyce).

Najpopularniejsze w świecie toalety, rozpowszechnione zwłaszcza w Azji czy w Afryce, to tak zwane „nogi słonia”, czy „na Małysza” (mam nadzieję że nasz słynny skoczek się nie obrazi). Zamiast sedesu jest dziura, nad którą się kuca stając na wyznaczonych miejscach na nogi. Szczerze mówiąc z punktu widzenia higieny i fizjologii to lepsze niż sedes, ale mimo to wielu Europejczyków ma problem, by się do tej formy przyzwyczaić. Z papierem w takich przybytkach bywa różnie – na wszelki wypadek lepiej mieć swój, bo w wielu kulturach miejscowi przyzwyczajeni są do użycia wody (z kranu albo wiadra) oraz ręki. Lewej ręki! Prawa musi być czysta, bo używa się ją do celów „reprezentacyjnych” – sięga się nią np. po ciasteczka, czy komuś coś podaje. Wbrew temu co myślą niektórzy, stosowanie lewej ręki w toalecie nie jest zwyczajem typowo muzułmańskim, w innych kulturach (choćby w hinduizmie) też się go stosuje.
Ale czasem toalety w ogóle nie ma i trzeba zdać się na warunki polowe, „busz toilet”. Na łonie natury, często z ładnymi, przestrzennymi widokami. Inna sprawa że nadmierna ilość odchodów w wydawałoby się dziewiczej scenerii wyjątkowo mnie bulwersuje, dlatego też ze zrozumieniem przyjmuję coraz częściej stosowany na niektórych górach system przydzielania wspinaczom worka, który muszą zapełniać  śmieciami i "grubszymi sprawami". Jeśli się z takowego worka przy schodzeniu nie rozliczą, płacą całkiem wysokie kary (tak jest m.in. na McKinleyu, najwyższym szczycie Ameryki Północnej, czy na najwyższej w Ameryce Południowej Aconcagule, gdzie  karą jest kwota  bodajże 200 dolarów).  A przy okazji - jak jest z sikaniem w górach wysokich? No cóż, w ekstremalnych sytuacjach (zimno, niebezpiecznie z wychodzeniem z namiotu) wspinacze załatwiają się do butelek (kobietom ułatwiają to zadanie specjalne lejki).

Załóżmy jednak, że jesteśmy w cywilizowanych warunkach i toaleta teżjest w miarę cywilizowana. Tu z kolei może się pojawić problem, która z nich jest damska, która męska, bo opisanie ich krzaczkami, czy robaczkami (mowa o literach w lokalnych językach) nie musi być dla nas jasne. Zresztą nie tylko litery są mylne - sama kiedyś w Kenii widząc na toaletowych drzwiach dwie głowy - jedną ogoloną drugą z warkoczykami, śmiało wparowałam do tej z warkoczykami. Dopiero napotykając pana przy pisuarze przypomniałam sobie, że przecież owe głowy to Masajowie, słynne kenijskie plemię, u którego to panowie zaplatają sobie warkoczyki, podczas gdy kobiety golą głowy na łyso.

Po prostu nie ma to jak swojskie kółeczko i trójkącik!

Back to top