Wombat Lady czyli kobieta z pasją
Odsłony: 2680

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Cenię ludzi, którzy mają pasję. Nie ważne w sumie jaką, choć najlepiej taką, z której coś dobrego wynika. Z poznanych ostatnio pasjonatów, takich najbardziej "zakręconych", na czoło wysuwa się Kate z australijskiej Flinders Island

 Flinders Island to mała wysepka u wybrzeża Tasmanii, dokąd przyjechałam ze względu na znajdującą się tam Górę Strzeleckiego. Uznałam że wszyscy wchodzą na Górę Kościuszki, no bo najwyższa w całej Australii (2228 m), ale często zapomina się, że sam Kościuszko nigdy tam przecież nie był.  Nazwę tę nadał wędrujący po Australii w XIX wieku Paweł Edmund Strzelecki, którego właśnie postanowiłam "uczcić".

Ale nie o górach miałam pisać, ale o Kate...

Powiedział mi o niej David, właściciel miejscowego hotelu, który zabrał mnie na tak zwanego "stopa". Zaczęło się od widoku leżących na drodze dość licznych, rozjechanych kangurów, czy raczej wallabies, bo tak mówią w Australii o mniejszych kangurowatych. Problem w tym, że po zmroku zwierzaki dość często wybiegają na drogę, a rozpędzony samochód zwykle nie daje im żadnych szans.
- Nie lubimy ich, to szkodniki... - przyznał szczerze David, dodając że mają ich na wyspie 3 miliony (!), o wiele za dużo.

Ale jak się okazało, miejscowi lubią wombaty. Też torbacze, ale nie skaczące, chodzące na czterech, krótkich łapkach, z wyglądu  kojarzące się z niedźwiadkami, innym z  wyrośniętymi chomikami, choć genetycznie najbardziej zbliżone do koali (-Za to dużo od koali mądrzejsze - podkreśliła potem Kate).

Okazuje się, że jak na drodze ginie wombat, kierowcy często zatrzymują się, i sprawdzają czy w kieszeni zabitej samicy nie ma przypadkiem malucha (przy wollaby nikt tego nie robi). Jeśli jest, zawożą go do którejś z kilku na wyspie "wombat`s ladies", czyli kobiet które zajmują się ich ratowaniem.

Kate Mooney jest jedną z nich. Kiedy ją odwiedziłam, miała ponad 30 futrzastych podopiecznych. Pogodziła się, że na środku podwórka ma wombacie nory i że zwierzaki zniszczyły jej w mieszkaniu różne rzeczy. Te najmniejsze wymagają niemałego zaangażowania - trzeba je trzymać w specjalnie zrobionej torbie i poić z butelki  pięć razy dziennie (także w nocy),  specjalnie przygotowywanym mlekiem (nie takim ze sklepu).  Starszym podsypuje się specjalne płatki, na które Kate wydaje większość swojej wcale nie dużej pensji (normalnie pracuje w sklepie, do którego zresztą czasem te najmniejsze wombaciotką ze sobą przynosi).

Zwierzaki są śliczne, dają się wziąć na ręce, ale wyraźnie widać, że Kate lubią, a mnie tylko tolerują. Każde z nich ma swoje imię, choć trudno powiedzieć że na nie w jakiś żywy sposób reagują. Nagrodą za trud ich odchowania jest to, że wcześniej czy później... odchodzą. Idą w busz i już do Kate nigdy nie wracają. Kate to rozumie, bo wie, że tam, mając pełną wolność, są w pełni szczęśliwe.

Wszystko w życiu Kate toczy się wokół wombatów. Nawet dom kupiła z myślą o nich, w takim miejscu, żeby nie było w okolicy ruchliwej drogi, na której wychowankowie mogliby stracić życie. Na skrzynce na listy widnieją namalowane wombaty, kwietnik to gliniany wombat,  nawet notes ma ozdobiony wombatem. Rodziny nie ma, bo jak sama się śmieje: "który facet zaakceptowałby jej zwariowaną pasję?". Na wakacje praktycznie nie wyjeżdża, bo przecież nie zostawi swojego zwierzyńca bez opieki.

- Nie masz czasem myśli, by już z tymi wombatami skończyć,  odpocząć od nich, nie wydawać już na nie kasy? - pytam choć przecież wiem jaka będzie odpowiedź.
- A co ja, pieniądze do grobu wezmę? - wzrusza ramionami i głaszcze dwie futrzaste kulki które właśnie do niej podbiegły.

Wiem, Kate nie jest wyjątkiem. Wrażliwych ludzi, którzy ratują zwierzaki, czy w jakiejkolwiek sferze życia robią coś pożytecznego, są w różnych miejscach świata tysiące. Ale każde spotkanie z takimi pasjonatami to dla mnie zastrzyk dobrej energii i powiew optymizmu, że wciąż nie brakuje osób, dla których liczą się nie tylko pieniądze, kariera, i rozgłos. To właśnie plus podróży - szansa aby takich właśnie ludzi poznawać, a najlepiej jeszcze ich w tych pasjach wspierać.

Back to top