Narciarskie ślady Hemingway'a
Odsłony: 4039
NARTY W MONTAFONIE (AUSTRIA)


Zimą lubił do austriackiego Montafonu przyjeżdżać Hemingway. Jako zapalony narciarz cenił sobie tutejsze stoki, spokój doliny i gościnność mieszkańców.


montafon-silvretta.jpgHemingway spędził w Montafonie dwie zimy (w 1924 i 1925 roku). Okoliczni mieszkańcy nazywali go "uwielbiającym kirsz Chrystusem". No cóż, młody jeszcze wówczas brodacz rzeczywiście lubił lokalną wiśniówkę.

Powody, jakie niegdyś przyciągały pisarza-noblistę, nie straciły na aktualności. W Montafonie nadal jest pięknie, względnie tanio, utrzymały się też tradycje wyrobu wysokoprocentowych nalewek. Może tylko w kwestii nart jest inaczej - nie trzeba już gór zdobywać na piechotę, pokryła je bowiem pajęczyna wyciągów.

 

 

Silvretta dla smakoszy


montafon-ludzie.jpgMontafon to ciągnąca się na przestrzeni 40 km dolina w zachodniej Austrii (kraj związkowy: Voralberg), przy granicy ze Szwajcarią. "Bramą" wjazdową do regionu jest Bludencja (Bludenz), z drugiej zaś strony ogranicza go masyw Silvretty. Na okolicznych stokach  rozlokowało się kilka ośrodków narciarskich, na jeden skipass oferujących w sumie 222 km tras. Największy z nich to Silvretta Nova, gdzie 26 wyciągów obsługuje 114 km nartostrad plus 5 szlaków zwanych "skiroute`ami" (wyznaczone, ale nie ratrakowane).

Nam Montafon od razu się podoba. Niewątpliwie jest to miejsce dla miłośników przestrzeni - metodą kombinacji wyciągów i tras skaczemy po różnych górskich grzbietach podziwiając fantastyczne widoki przypominające lodowcowe pustynie. Na horyzoncie widać mający 3312 m Piz Buin, najwyższy szczyt w masywie Silvretty, wielu osobom kojarzący się z nazwą firmy produkującej szminki i kremy dla narciarzy. Granica ze Szwajcarią jest na wyciągnięcie ręki - przebiega grzbietami pobliskich gór. Na nartach skitourowych  w ciągu kilkugodzinnej wycieczki można dotrzeć do słynnego Davos!

Dumą regionu Silvretta Nova jest największy w Austrii snowpark. Obserwujemy skaczących po 120 metrowym halfpipe`ie snowboardzistów,  po czym jedziemy pościgać się na ogólnie dostępnym slalomie carvingowym. Testujemy też kolejne trasy. Najwięcej jest niebieskich, ale stromych czarnych też nie brakuje. Na obiad wpadamy do "Nova Stoba" - jednej z największych w całych montafon-jedzenie.jpgAlpach restauracji i zamawiamy lokalne specjały - zupę serową oraz kässpätzle, czyli zacierki zapiekane z serem i cebulą. Nie dajemy im rady - nie dlatego, że niesmaczne, wręcz przeciwnie, ale dlatego że czytając menu nie zwróciliśmy uwagi na wielkość porcji. -Jako region jesteśmy znani, że u nas można się nie tylko wyjeździć, ale i dobrze zjeść, w dodatku za rozsądne pieniądze - mówi kelner. Swoją drogą zabawić się też można - zadba o to DJ urzędujący w ustawionym na stoku wagoniku kolejki linowej!

Każda z restauracji na stoku ma inny wystrój - np. "Valisera Hüsli" to typowa tradycyjna chata o rustykalnym wyglądzie i wnętrzu przypominającym muzeum. Zupełnie inaczej jest w "Bella Nova" specjalizującej się w kuchni włoskiej, a ozdobionej wielkimi kolorowymi żyrandolami z oryginalnego szkła sprowadzonego z Murano. -Cena takiego żyrandola to 40 tys. euro - słyszymy. Co tam jednak żyrandol, ważniejszy serwowany w schronisku sznaps. To rewelacyjna w smaku pigwówka, której nazwa brzmi "Wkurzony narciarz".

 

Świstak poleca


montafon-golm.jpg Zupełnie inny charakter niż rozległa Silvretta Nova ma kameralny Golm. W tym przypadku chodzi o jedną kopiastą górę (2124 m n.p.m.), na której oprócz mającej 5,4 km gondoli (po drodze są aż dwie stacje pośrednie) ustawiono jeszcze 6 innych wyciągów. To dobre miejsce dla rodzin - trasy mają różne stopnie trudności i co ważne, w razie potrzeby łatwo się na tym niezbyt rozległym terenie znaleźć. Przy centralnie położonej restauracji i barze serwującym m.in. "Golm drink" (tym razem chodzi o gorącą śliwowicę z cynamonem i bitą śmietaną) wydzielono stok dla najmłodszych - jego maskotką jest sympatyczny świstak. Kolorowe przeszkody wykorzystują szkółki i narciarskie przedszkola, w których można zostawić dziecko pod opieką wykwalifikowanych opiekunów (pierwsza godzina za darmo!).

Z boku góry jest natomiast miejsce dla tych, którzy już pewnie czują się na deskach. "Tylko dla ekspertów" - uprzedza stosowna tablica. Chodzi o "czarną dziesiątkę" zwaną też "Diabelskim Zjazdem". To ulubiona trasa Mario Reiter`a, urodzonego w Voralbergu mistrza olimpijskiego w kombinacji alpejskiej (w 1998 r.) i mistrza świata z roku 1995. Golm znane jest wielu słynnym zawodnikom - swego czasu odbywały się tu zawody Pucharu Świata Kobiet (stąd też znajdującej się tu pucharowej trasie nr 8 patronuje Anita Wachter - pochodząca z Montafonu zdobywczyni trzech medali na Igrzyskach Olimpijskich w latach 1988 i 1992) . Bardzo sympatyczną trasą jest ponadto nietrudny, długi zjazd do doliny. Po drodze mamy widok na przecięte tamą seledynowe jezioro, a na dole "lądujemy" przy kuszącym skoczną muzyką i wesołą zabawą barze après ski.

 

Na dobre plony i zdrowie!


montafon - stos.jpgMontafon to rejon, gdzie wciąż utrzymywane są dawne tradycje. Mamy okazję przekonać się o tym podczas "Funken", święta będącym symbolicznym zakończeniem zimy, obchodzonym 3 dni po Środzie Popielcowej. Już w ciągu dnia zwracamy uwagę na wzniesione w każdej miejscowości wysokie, drewniane wieże. Wieczorem, razem z mieszkańcami St Gallenkirch, niewielkiej wioski, w której mieści nasz hotel, idziemy na plac, na którym wśród aplauzu zebranego tłumu i przy muzyce orkiestry dętej następuje uroczyste podpalenie prawie 40-metrowej wieży. Wszyscy stoją wpatrzeni w słup ognia dopóki nie rozlegnie się huk - to wybuch ustawionej na szczycie "czarownicy". -Jeśliby nie wybuchła, byłby to bardzo zły znak jeśli chodzi o letnie plony. Profilaktycznie trzeba by było zrobić "czarownicy" pogrzeb, tzn. zakopać ją w ziemi. Ale to się praktycznie nie zdarza!  - z przejęciem tłumaczy mi dziewczyna sprzedająca grzane wino (zysk idzie na pokrycie kosztów materiałów do budowy wieży).

Zamiłowanie do tradycji widać także w budownictwie (mówi się nawet o tzw. stylu montafońskim), w lokalnym dialekcie (wpływy języka retoromańskiego, używanego także po drugiej stronie gór, w szwajcarskiej Gryzonii) i w sposobie życia mieszkańców, przywiązanych do natury. Do takich osób należy m.in. Ojciec Joe Egle Ksiądz Joe Egle otwiera organy, tzn. szafę z nalewkami- proboszcz parafii w Gaschurn. Wszyscy go w okolicy znają - jest nie tylko przesympatycznym księdzem, ale i instruktorem narciarskim. -Jutro mam wolne, idę pojeździć - cieszy się pokazując przyszykowane "deski". Jednak to, z czego najbardziej słynie ksiądz, to nalewki! W piwnicach swojej plebanii ma całą "fabrykę" do ich produkcji, pomoce naukowe do identyfikacji roślin, no i arcyciekawą szafę, z zewnątrz przypominającą organy, a wewnątrz zastawioną butelkami. Ich zawartość jest nie tylko dobra, ale i zdrowa, bo robiona na tym, co daje przyroda. Swoją wiedzę na temat kwiatów, korzeni, łodyg, owoców i wszystkiego co można wykorzystać w tego typu medycynie naturalnej Pfarrer Joe opisał w wydanej po niemiecku książce "Elixiere aus der Natur". Szczerze mówiąc nie przyszłoby mi do głowy, że nawet z liści pokrzywy czy kwiatów zwykłego mlecza można zrobić nalewkę!

 

Pół kilometra w tunelu


Nie mamy szans sprawdzenia wszystkich ośrodków narciarskich Montafonu. Krótki pobyt w dolinie kończymy testem regionu Hochjoch. Tu z kolei wyznaczono 44 km tras, obejmujących dość rozległy obszar, chociaż zgubić się trudno, bo wszystkie krzyżują się na wysokości 1850 m przy tzw. Kapell, miejscu z charakterystyczną dużą restauracją i ozdobionym postaciami wesołych żab dużym parkiem narciarskim dla dzieciaków.

montafon-tunel.jpgNajtrudniejsza tutejsza  trasa to "czarna trójka", a najdłuższa  - 12-kilometrowa "niebieska jedynka". Ze szczytu o wysokości 2305 m zjeżdża się na nartach do dolnej stacji gondoli na poziomie ok. 700 m, po drodze zaliczając prawie 500-metrowy tunel - najdłuższy na świecie tunel narciarski! Po drodze podziwiamy śmiałków śmigających w stromych żlebach i skaczących przez skały; trenują przed rozgrywanymi tutaj co roku zawodami freerajdowymi. -Lawiny? W razie zagrożenia odstrzeliwujemy je - mówią ludzie z obsługi ośrodka. W każdym razie na wyznaczonych trasach nikomu nic nie grozi.

Odpinając przy parkingu narty stwierdzamy, że żal nam opuszczać Montafon, ale cóż, postanowiliśmy pojechać jeszcze do niedalekiego Ischgl. "Niedalekiego" to zresztą pojęcie względne. Teoretycznie słynny tyrolski kurort narciarski leży zaraz po drugiej stronie przedzielających dolinę gór. Dość powiedzieć, że Partenen - ostatnią miejscowość w Montafonie i Galltur koło Ischgl dzieli w linii prostej zaledwie 9 km. Wijącą się zakosami przez przełęcz drogą jest nieco dalej - dystans 23 km. Niestety, zimą przez przełęcz przejechać się nie da, a to oznacza żę musimy zrobić ogromne półkole o długości 120 km!

Wyjeżdżając z doliny rozmawiamy o Hemingwayu. Ciekawe, jak by mu się teraz Montafon podobał? Na pewno polubiłby proboszcza z Gaschurn! Pewnie by razem jeździli na nartach, a potem zasiadali nad szklaneczką dobrej nalewki.

 

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE (dane z 2008 r.):

montafon-tablica.jpgJak dotrzeć: Najbliższe lotniska, do których możemy dolecieć bezpośrednio z Polski, znajdują się w Zurychu (150 km) i w Monachium (280 km). Jeżeli jedziemy samochodem, autostradą S16 musimy dojechać do obrzeży Bludencji (Bludenz) i drogą nr 188 odbić w dolinę Montafon. Z Warszawy do Schruns, największego miasta w Montafonie jest ok. 1270 km.

Skipassy: 1 dniowy - 38 euro, 6 dniowy - w zależności od terminu 108-180 euro. Skipassy od 3 dni ważne są na wszystkie ośrodki Montafonu.

Internet: http://www.montafon.at , http://www.silvrettanova.at , http://www.hochjoch.com , http://www.golm.at

Back to top