Narciarska przezorność
Odsłony: 4038

helikopter.jpgUBEZPIECZENIA DLA NARCIARZY

Wyjazd na narty bez stosownego ubezpieczenia to po prostu brak rozsądku. Wypadek na stoku może zdarzyć się nawet najlepszym - czasem zawiedzie rutyna albo sprzęt, czasem powodem będzie inny narciarz. Tymczasem najdrobniejsza pomoc lekarska za granicą oznacza wydatki, i to zwykle. spore.


Ponieważ narciarstwo i snowboard to sporty dość urazowe, tak więc wymagają specjalnej polisy. W zależności od firmy ubezpieczeniowej może być to jeden pakiet obejmujący wszystko co dla narciarza jest istotne, ale bywa też, że jest to  ubezpieczenie typu "turystyczny standard", do którego musimy dokupić opcję "narciarską".

akcja na stoku.jpg Co powinno być zawarte w naszej polisie? Z punktu widzenia narciarzy najważniejsze są "koszty leczenia" (KL), bo od tego zależy, ile nasz ubezpieczyciel w razie czego zapłaci za udzieloną nam pomoc medyczną, oraz "koszty ratownictwa", czyli kwota jaką ewentualnie przeznaczy na akcję ratowniczą (zwiezienie nas ze stoku, odtransportowanie do szpitalna, być może najpierw również odszukanie i np. wyciągnięcie ze szczeliny lodowca). Dobrze jest też, jeśli polisa obejmuje ubezpieczenie "od następstw nieszczęśliwych wypadków" (NNW) - w tym przypadku chodzi o odszkodowanie jakie po powrocie do kraju dostaniemy za nasze zdrowotne udręki. Nie zaszkodzi również uwzględnić punkt "koszty sprzętu", na wypadek gdybyśmy go stracili, choć dużo bardziej istotna jest sprawa OC, czyli ubezpieczenia "od odpowiedzialności cywilnej" .

Czasem trudno się w tym połapać, tym bardziej, że wariantów polis jest zwykle kilka. Jaki wybrać, żeby nie przepłacać, ale z drugiej strony - potem nie żałować chęci zaoszczędzenia? Poniżej dajemy kilka rad, na co zwracać uwagę, by nasza polisa w razie czego była rzeczywiście użyteczna.

Najważniejsze -  uważnie czytać


Największy grzech polskich turystów to nie czytanie warunków polisy. Zazwyczaj lekturę otrzymanych od agenta ubezpieczeniowego broszurek kończymy na cenniku i ewentualnie (choć już nie zawsze) przejrzeniu, co nam dana polisa gwarantuje.

Ze szczególną uwagą sprawdźmy, jakie przypadki są wyłączone z odpowiedzialności ubezpieczyciela. Istotne jest też jakie dokumenty, kwity i zaświadczenia musimy w razie czego dostarczyć, by liczyć na zwrot pieniędzy (są sytuacje kiedy musimy zapłacić za poradę lekarską lub leki sami, a dopiero po powrocie do Polski rozliczamy się z ubezpieczycielem). Na wszelki wypadek broszurkę z warunkami ubezpieczenia dobrze jest mieć z sobą na wyjeździe.

Kosztowna podróż


helikopter z kaprun.jpg Koniecznie trzeba sprawdzić czy nasza polisa obejmuje koszt akcji ratowniczej. W Polsce póki co za  pomoc ratowników poszkodowany jeszcze nie płaci (tzn. płaci NFZ, z pieniędzy ogółu społeczeństwa), ale za granicą zwiezienie ze stoku nawet i toboganem, to często płatna usługa. Nie raz już dochodziło do dramatów, kiedy poszkodowanym Polakom leżącym w zagranicznych szpitalach przynoszono horrendalne rachunki za akcję ratowniczą (użycie helikoptera to koszt kilku tysięcy euro), po czym okazywało się że firma ubezpieczeniowa ich nie pokryje, bo w umowie tego nie było.

Nie mniej istotny jest transport do Polski. Jeśli nie daj Boże złamiemy sobie kręgosłup, nie mamy szans na powrót zwykłym samochodem - musimy mieć zapewniony specjalny transport, nie wykluczone że samolotowy. Kto za to zapłaci? O to też lepiej zapytać agenta ubezpieczeniowego jeszcze przed wyjazdem.

Przewlekle chorzy


Kiedy pytam w biurze Rzecznika Ubezpieczonych o żale klientów firm ubezpieczeniowych, moja rozmówczyni - pani Krystyna Krawczuk opowiada mi historię narciarza, który owszem, miał ubezpieczenie, i to właśnie typowo narciarskie, tyle że dopadł go atak woreczka żółciowego. Firma ubezpieczeniowa za leczenie nie zapłaciła. Dlaczego? Bo po pierwsze - zdarzenie miało miejsce w hotelu, a polisa dotyczyła... wypadków na stoku. Po drugie - podczas sprawdzania dokumentacji medycznej (a w takich wypadkach klient musi się zgodzić na przewertowanie jego teczki zdrowotnej u w przychodni gdzie się leczy) stwierdzono, że atak był związany z przewlekłą chorobą, o której poszkodowany dobrze wiedział.

Co z tego wynika? Przy wykupywaniu polisy trzeba uczciwie powiedzieć, na co się leczymy. Być może trzeba będzie podwyższyć stawkę ubezpieczenia, albo wyjechać ze świadomością, ze jeśli chorujemy na serce, a zdarzy nam się zawał, czy też mamy dyskopatię i znowu wyskoczy nam dysk - wówczas za leczenie trzeba będzie zapłacić samemu.

znak.jpgGrzecznym być


Przybywa miłośników jazdy poza wyznaczonymi szlakami. Tymczasem większość firm ubezpieczeniowych nie zwraca kosztów pomocy i leczenia tym, którzy decydują się na takie pozatrasowe szaleństwa. Podobnie jest z tymi, którzy wjeżdżają na zamknięte z jakichś powodów trasy. Pamiętajmy też, że na pieniądze z ubezpieczenia nie ma co liczyć, jeśli zrobiliśmy sobie krzywdę będąc w stanie "wskazującym", czyli pod wpływem alkoholu, albo środków uderzających, ewentualnie - jesteśmy poturbowani w efekcie udziału w bójce.

Sprzęt - był, nie ma i co dalej?


W ramach standardowego ubezpieczenia, jeśli stracimy sprzęt w wyniku wypadku (wpadliśmy na drzewo i złamaliśmy nie tylko nogę, ale i nartę) - firma ubezpieczeniowa najprawdopodobniej za niego zapłaci (nie więcej niż do wysokości sumy określonej w umowie). Warunkiem jest przy tym wyłacznie rekreacyjne uprawianie narciarstwa, jeśli bowiem sprzęt uszkodzimy w czasie zawodów, na hojność ubezpieczyciela nie liczmy.

Często w polisie wyraźnie wpisana jest też opcja ubezpieczenia od kradzieży. Z tym jednak różnie bywa - jeśli zginą nam np. narty zostawione przed wejściem do schroniska gdzie jemy obiad, odszkodowania raczej nie dostaniemy. Co innego jeśli sprzęt zginie nam np. z zamkniętego pokoju hotelowego, bagażnika samochodu (też zamkniętego), czy przechowalni i będziemy to mogli potwierdzić odpowiednim kwitem, np. z policji.

Skąpstwo - nie opłacalne


akcja ratunkowa we wloszechok.jpg Na ubezpieczeniu oszczędzać nie należy. Bardzo istotna jest kwota ubezpieczenia. Im wyższa (a polisa droższa), tym w razie czego na więcej możemy liczyć. Ubezpieczenia kosztów leczenia poniżej 20 tys. euro nie mają sensu. Owe 20 tys. euro w Słowacji pewnie wystarczy, ale już w Austrii - zapewne nie.

Z powyższego powodu nie ufaj biurom podróży. Wyjeżdżając na imprezę zorganizowaną, jesteśmy "odgórnie" ubezpieczeni - należy to do obowiązków biura. Jak się można jednak spodziewać, są to na ogół ubezpieczenia po najmniejszych stawkach, czyli zapewniające minimalne świadczenia. Lepiej żeby nie okazało się, że owszem, w razie potrzeby gips nam założą, ale na zrobienie np. tomografii pieniędzy nie będzie. Podpisując umowę z biurem warto się dowiedzieć szczegółów na ten temat i w razie czego - wykupić lepszą polisę. Niekiedy zdarza się też, że biura w ogóle nie wykupują klientom opcji ubezpieczenia narciarskiego, poprzestając na najprostszej wersji turystycznej, która na stoku nic nie daje.

Niedoceniane OC


Coraz częściej okazuje się, że nawet niegroźna kolizja dwóch narciarzy nie kończy się zwykłym "przepraszam". Nie będzie tłumaczeniem że dopiero się uczymy jeździć, albo że nas poniosło, i tak naprawdę to wszystko stało się "niechcący".

akcja na stoku2.jpg Jeśli jesteśmy winni, możemy zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Wystarczy że najdziemy na kogoś robiącego zdjęcia, podetniemy go i uszkodzimy mu drogi sprzęt albo rozerwiemy modny kombinezon i już mamy problem. Jeśli poszkodowany skieruje sprawę do sądu (a tak w ostatnich latach dzieje się coraz częściej), a mamy polisę OC (od odpowiedzialności cywilnej) - nie musimy się o nic martwić. Jeśli nie mamy - grozi nam znaczne uszczuplenie naszego konta.

Jedno jest pewne - decyzje jaką polisę powinniśmy wykupić nie mogą być podejmowane zbyt pochopnie, na szybko. Pieniądze, które płacimy za ubezpieczenie mają zagwarantować nam spokój, że gdyby coś, będziemy mogli liczyć na pomoc. Jak twierdzi Krystyna Krawczuk z biura Rzecznika Ubezpieczonych, "nie chodzi o to by się ogólnie ubezpieczyć, ale żeby się DOBRZE ubezpieczyć".

Po radę i pomoc:

Gubisz się w zawiłościach polis ubezpieczeniowych? Wykupiłeś polisę, ale zdarzyły ci się problemy z wykorzystaniem przysługujących Ci świadczeń? Zadzwoń:
"    Polska Izba Ubezpieczeń, tel. (22) 656 79 56/57
"    Rzecznik Ubezpieczonych, tel. (22) 631 12 30

Back to top