Co sobie podłożysz, tak się wyśpisz..
Odsłony: 1000

Karimata - dobra rzecz, ale w górach wysokich nie za bardzo się sprawdza. Są inne patenty - równie lekkie, zajmujące mniej miejsca, a przy tym - lepiej izolujące od zimnego śniegu czy lodu. Jak dla mnie - nie ma to jak materace firmy Therma-Rest

Testowany produkt: Materace Thermarest
Model: NeoAir XTherm
Okres testu: wyprawy na Broad Peak (2017) oraz Manaslu (2018 r.)
Przedstawiciel w Polsce:  firma Paker
Cena: 1 099,99 zł
Opis w internecie: https://paker.pl/materace-dmuchane-neoair

Pamiętam jak dawno już temu wspinałam się na Mont Blanc. Miałam ze sobą najzwyklejszą w świecie karimatę, zwykłą, przypominającą gąbkę, żeby więc ją jakoś od lodowcowego podłoża odizolować, podkładałam pod nią folię NRC. Na Everest pojechałam wyposażona w dwie karimaty - jedna zwijaną, drugą składaną w harmonijkę, obie grube i trzeba przyznać że dające w miarę komfort spania, niemniej z racji gabarytów w noszeniu kłopotliwe.
W końcu przyszedł czas na docenienie dobrodziejestwa materaca. Konkretenie - materaca NeoAir XTherm amerykańskiej//// firmy Therm-A-Rest, bo akurat tych używam. Producentów podobnych produktów jest na rynku więcej,  m.in. Quechua, czy Sea to Summit czy jeszcze innych firm, ale powiem szczerze - jakoś w Therm-A-resty najbardziej wierzę.

Moja kanadyjska koleżanka też miała Therm-a-Resta.Przed wyprawą na Broad Peak (lato 2017 roku) długo zastanawiałam się jaki materac wybrać. Właściwie kryteria miałam sprecyzowane: miał być jak najlżejszy (przy wyprawie na ośmiotysięczniki liczy się każdy gram), jak najmniejszy gabarytowo (pojemność plecaka jest jednak ograniczona), a zarazem jak najlepiej izolujący. Cena była mniej istotna - raz, że uznałam że taką rzecz kupuje się raz na wiele lat, więc ma być to produkt naprawdę dobry (niestety, trzeba się pogodzić z tym że dobre jakościowo tanie nie będzie), dwa - że nie ja za ten materac płaciłam - był to prezent od zaprzyjaźnionej osoby. Decyzję podjęłam szybko - wybór padł na wspomniany NeoAirXTherm, bo to materacdo spania w ekstremalnych, zimowych warunkach dedykowany.

Jakie wrażenia? Rewelacyjne. Przede wszystkim plus za to że to takie lekkie i małe. Wersja jaką mam, czyli rozmiar regular (bo jeszcze jest L - ciut większy, ale przez to ciut cięższy), po nadmuchaniu daje mający zaokrąglone rogi materac o wymiarach 51 x 183 cm. Czyli wyciągnąć się spokojnie mogę (więksi mogą kupić wersję ciut dłuższą, albo prostokątną, bez tych zaokrąglonych rogów, ale to oznacza trochę więcej do noszenia). Po spakowaniu robi się z tego zgrabny rulon mający 23 x 10 cm, co w praktyce oznacza niewiele więcej niż butelka o pojemności 1 litra, z wagą zaledwie 430 gram.

Jak się na tym śpi? Wygodnie, choć przyznaję - zdarzało mi się z materaca zjeżdżać (śliski śpiwór plus śliski materac, a jeszcze nie daj boże nierówne podłoże i zsuwanie mamy jak w banku). Inna sprawa, ze mój model był jednak sprzed 2 lat, a w sprżęcie górskim postęp idzie szybko. W każdym razie wg zapewnień producenta obecnie produkowane materace mają już specjalną powłokę, która staje się "lepka" i utrudnia ślizganie się śpiwora. To co najważniejsze, to izolacja - nawet przy minus 20 jakie miałam w rozbitym na śniegu czy lodzie namiocie, nic mi od podłoża "nie ciągnęło". Trudno jednak żeby było inaczej, skoro materac po napompowaniu ma 6,3 cm grubości, a to jednak konkret.

Ale co do podłoża... Trzeba brać pod uwagę, że nie każde jest dla takiego materaca bezpieczne. Jeśli materac rozłożymy na kamieniach czy gałęziach, jest ryzyko jego przebicia. I niekoniecznie chodzi o od razu wielką dziurę - często dziury nawet nie widać, ale powietrze uchodzi. W każdym razie warto mieć ze sobą zestaw naprawczy (łatki i klej) jaki na wszelki wypadek producent załącza do zakupionego materaca. A jeśli wiemy, że będziemy sypiać na takim niepewnym podłożu, albo z tego akurat modelu materaca zrezygnujmy, albo połóżmy pod niego jakąś folię, plandekę czy zwykłą karimatkę.

I jeszcze jedna sprawa. Wbrew temu co niektórzy myślą, nie jest to materac samopompujący. Otóż nie, a powietrze trzeba do niego jakoś wtłoczyć. Tradycyjnie można to zrobić na przykład siłą płuc. Oczywiście im wyżej, tym będzie trudniej, ale na wyprawie na Manaslu dmuchałam sobie swój Therm-A-rest na wysokości 7450 m i jakoś dałam radę. W bardzo zimnych warunkach minusem tej opcji, poza tym że jest dość wyczerpująca, jest także to, że ciepłe powietrze wtłoczone z płuc skrapla się i zamarza, co materacowi dobrze nie robi. W rezultacie w takich warunkach zamiast dmuchania lepiej wziąć pod uwagę inne warianty - np. wykorzystanie  dedykowanej do tych materaców pompki na baterie - patent nieduży (mieści się w dłoni), ale niestety dość drogi (230 zł). Można też wykorzystać specjalny worek do pompowania, z odpowiednim wentylem. Wymaga to trochę wprawy, ale patent jest nad wyraz skuteczny, no i przy okazji może służyć jako worek np. na rzeczy, śpiwór, cokolwiek (materac też).

I na koniec - jeśli nie lubicie produktów "made in China" to uprzejmie donoszę, że ten akurat sprzęt produkowany jest w Irlandii!

 

Ps. Oo udanych doświadczeniach z opisanym wyżej modelem, który już kilka wypraw górskich ze mną zaliczył, kupiłam sobie jedzcze jeden Therm-a-Rest, na wyjazdy globtroterskie w miejsca gdzie może zimno nie jest, ale potrzebowałam do spania coś maksymalnie lekkiego i małego. W tym przypadku wybór padł na model Thermarest NeoAir XLite, który wybrałam w wersji "Women`s". Nie, w wersji kobiecej nie chodziło o jakieś specjalne kolorki (w każdym razie nie jest to materac różowy :) ) ani inne udogodnienia - faceci też mogą na nim spać. W każdym razie w tym przypadku  nadmuchamny materac ma wymiary 51x168 cm, zaś zwinięty 23 x 10 cm, z wagą 340 g. Polubiłam go bardzo - był ze mną m.in. na wyjeździe autostopowym do Surinamu i Gujany Brytyjskiej, ale też na majaówce w Beskidzie Niskim. W każdym razie karimatka poszła w zapomnienie :)

 

Back to top