Przefiltrowany świat
Odsłony: 12831

OKULARY PRZECIWSŁONECZNE

Oczy mamy tylko jedne – brzmi trochę jak moralizatorski slogan. Tylko że większość z nas nosi okulary, które nie dość że wcale nam wzroku nie chronią, to jeszcze go… psują!


O okularach przeciwsłonecznych przypominamy sobie zwykle latem. Z różnych powodów: bo razi nas słońce, bo to taki twarzowy gadżet idealny do przytrzymania spadających na czoło włosów, albo po prostu dlatego, że nagle wszystkie media straszą, że bez okularów narażamy się na poważne choroby oczu. Z tym ostatnim to akurat prawda – może nie nagle, ale faktycznie brak okularów może przyczynić się do poważnych problemów ze wzrokiem. Co może nam grozić? Na przykład zapalenie spojówek, siatkówki czy uszkodzenie rogówki, powodujące tzw. zwyrodnienie plamki żółtej, u osób po 60-tce - także zaćmę, a w skrajnych sytuacjach nawet nowotwory oka. O zwykłych zmarszczkach wokół oczu (tzw. kurze łapki) już nie wspominam – w młodym wieku się o nich nie myśli, ale w pewnym momencie, oj, wychodzą! Mało kto się też zastanawia, że noszenie właściwych okularów przeciwsłonecznych wydłuża czas, kiedy możemy się obejść bez szkieł korekcyjnych. Poza tym nie tylko przed słońcem okulary oraz gogle chronią - także przed wiatrem, który może nadmiernie wysuszyć powierzchnię oczu, powodując męczącą dolegliwość zwaną „suchym okiem”. Jak widać chronić oczy - warto!


Uwaga na podróbki

okulary1.jpgPrawda jest taka, że o okularach przeciwsłonecznych powinniśmy pamiętać o każdej porze roku i nie tylko wtedy, gdy słońce zmusza nas do mrużenia oczu. Pamiętam jak na wyjeździe górskim na jeden z sześciotysięczników w zadymce i mgle przemierzaliśmy lodowiec. Wieczorem jeden z kolegów walcząc z bólem oznajmił, że… przestał widzieć. Niestety, niefrasobliwe chodzenie bez okularów (bo „przecież nie było słońca”) zakończyło się ślepotą śnieżną – dolegliwością bolesną, ale na szczęście przemijającą. Zwłaszcza w górach, na lodzie i śniegu, słońce jest szczególnie zdradzieckie, a im wyżej, tym skutki promieniowania są dotkliwsze.

W jakie okulary przeciwsłoneczne zainwestować, zależy od tego, w jakich warunkach zamierzamy je nosić. Te, w których zamierzamy przechadzać się po nadmorskim deptaku, traktując je jako modny dodatek, różnią się zwykle od specjalistycznych okularów w których będziemy startować w regatach, uczestniczyć w spływach kajakowych albo zdobywać himalajskie szczyty. Renomowani producenci coraz częściej wprowadzają „specjalizację” produktów. Przykładem choćby francuska firma Julbo, która do niedawna była kojarzona głównie z okularami „górskimi”, ale teraz rozszerza profesjonalną kolekcję dla żeglarzy. Inna sprawa, że nasze rodzime firmy też mają dobre produkty (i co tu kryć – tańsze), o czym świadczy to, że część swojej produkcji sprzedają na Zachód. Przykładem Brenda, mająca siedzibę koło Warszawy, coraz bardziej doceniana na rynku niemieckim i brytyjskim.

okularki.jpgA co do marek bardziej „wizerunkowych” niż „sportowych”, niech nas nie kuszą „Ray ban`y” za 5 euro (tego typu podróbki popularne są np. w Turcji) czy „Gucci made in China” ze straganu przy nadbałtyckiej promenadzie. Nie ma siły, za 20 zł nie da się kupić dobrych  jakościowo okularów, a i sam fakt wspierania rynku podróbek nie zasługuje na pochwałę. Z drugiej strony nie ma jednak potrzeby krzywić się na azjatyckie pochodzenie produktu – w obecnych czasach mało która już firma produkuje w Europie. Większość z nich, także te najsłynniejsze, mają swoje linie produkcyjne właśnie w Chinach, na Tajwanie, w Japonii, Korei, czy Indonezji, tyle że w przeciwieństwie do podróbek, w oryginałach bardzo restrykcyjnie nadzoruje się kwestię jakości i nie oszczędza na materiałach. To że okulary spełniają normy Unii Europejskiej, potwierdza widoczny na szkłach albo na metce znaczek „CE”. Oczywiście, przy założeniu że znaczek o którym mowa też nie jest podrobiony.

Jeśli chodzi o jakość, ważne by oprawki były z tworzyw, które nie uczulają, zaś soczewki - plastikowe (akrylowe) lub szklane, dobrze jeśli mają utwardzoną powierzchnię utrudniającą ich zarysowanie. Do tego dochodzi kwestia trwałości ramek i odpowiednio mocnych łączeń (zawiasów), tak by nie zepsuły się już następnego dnia po zakupie. Najważniejsza sprawa to jednak odpowiednie filtry.


Tajemnicze UV

okulary100.jpgPomysł szkieł z filtrami zawdzięczamy amerykańskiej agencji NASA, która swego czasu pracowała nad zabezpieczeniem okien promów kosmicznych. Chodziło o to, aby szyby takiej „rakiety” nie przepuszczały szkodliwego dla kosmonautów światła. Z czasem patent rozpowszechnił się też na Ziemi, m.in. w okularach.

Promieniowanie ultrafioletowe, bo o nie chodzi, określa skrót UV, przy czym dzieli się ono jeszcze dodatkowo na zakresy związane z długością fal, co określa się w nanometrach (przykładowo – promieniowanie UV-A to zakres 315 do 400 nanometrów, UV-B – 280 do 315 nanometrów, a jest jeszcze generowane sztucznie, np. przez lampy bakteriobójcze, mające krótszą rozpiętość promieniowanie UV-C).

Ogólnie na większości okularów można znaleźć naklejkę lub przywieszkę z informacją „UV 400”, co teoretycznie oznacza że okulary mają na tyle mocny filtr, że pochłania on 100 % promieniowania słonecznego. Tylko że znowu, pytanie czy nie jest to wyłącznie trick marketingowy, bo czy rzeczywiście na szkłach jest taki filtr, na straganie zwykle nie stwierdzimy. Można to sprawdzić jedynie przy użyciu fachowego testu, np. u optyka (testem jest zwykle obrazek, który przez okulary z filtrem jest widoczny, a bez filtra już nie). A zresztą i tak szybko odczujemy jak jest: jeśli kupimy okulary w których obraz nam się rozmywa, a w dodatku po godzinie chodzenia w nich boli nas głowa, znaczy, że żadnego filtra w nich nie ma.

Nie chodzi o to by nosić na oczach cokolwiek, wyłącznie po to, by nie raziło nas słońce - brak filtra na szkłach może mieć gorszy efekt niż chodzenie w ogóle bez okularów. Problem w tym że zakładając  przyciemnione okulary nasza źrenica się rozszerza, przez co do oka wpada dużo niebezpiecznych promieni. Jeśli okulary będą miały filtr, wtedy niebezpieczne promienie zostaną zablokowane, jeśli będą bez filtra – robimy sobie krzywdę.


Polaryzacja, fotochromy – wot technika!

okulary2.jpgNie każde okulary z filtrami UV są polaryzacyjne, za to każde szkła polaryzacyjne zapewniają 100%-ową ochronę przed promieniowaniem UV-A i UV-B. Główny atut polaryzacji to poprawienie widzenia – dzięki niej lepiej postrzegamy kolory i kontrasty, no i wyeliminowane są refleksy świetlne powstałe po odbiciu się promieni słonecznych np. od śniegu, lodu, powierzchni wody, piasku, mokrego asfaltu, karoserii samochodu i ogólnie metalu. Wadą okularów z polaryzacją jest jednak to, że na tyle przyciemniają obraz, że jest w nich problem z odczytywaniem tego co mamy na ekranach ciekłokrystalicznych (LCD) – np. w bankomatach, na telefonach komórkowych czy aparatach fotograficznych. No cóż, najwyżej trzeba będzie na chwilę okulary zdjąć.

A co jeśli na co dzień nosimy okulary korekcyjne? Wtedy najlepiej sprawdzą nam się soczewki fotochromowe, „automatycznie” zmieniające kolor w zależności od warunków oświetleniowych (im więcej światła tym stają się ciemniejsze). Mogą być one barwione na dowolny kolor zarówno zwykłym filtrem UV, jak i polaryzacyjnym. Jednym z rozwiązań, dobrym zwłaszcza dla kierowców, są soczewki zabarwione stopniowo – u góry ciemniejsze, na dole jaśniejsze. Tego typu okulary robi się w salonach optycznych, a choć są odpowiednio droższe od zwykłych, jest to zwykle inwestycja na lata.


Do wyboru, do koloru

oku3.jpgSzkła okularów mają bardzo różne kolory. Jakie wybrać? Norbert Brenda, właściciel firmy Brenda, której okulary można kupić w większości dobrych sklepów sportowych i podróżniczych, nie ma jednoznacznych rad: - To bardzo indywidualna sprawa, bo każdy z nas ma inną barwę oczu, inaczej widzi, inaczej postrzega kolory. Dużo zależy od tego w jakich warunkach będziemy z nich korzystać. We mgle, o zmierzchu albo w ciągu dnia w ciemnym lesie, lepiej sprawdzą się szkła pomarańczowe/żółte, bo poprawiają kontrast. Najbardziej uniwersalne są jednak szkła brązowe (polecane zwłaszcza krótkowidzom) oraz szare, choć mogą być też np. zielone (dobre dla dalekowidzów), niebieskie i inne.

Warto wiedzieć, że do określenia intensywności zabarwienia soczewki (to już coś innego niż filtry UV czy polaryzacja) stosowana jest specjalna, międzynarodowa skala, od 1 do 4. W warunkach polskich w zupełności wystarczą „dwójki”, przy uprawianiu kitesurfingu przy plażach Egiptu lepsze będą  „trójki”, jeśli zaś jedziemy w wysokie góry, na lodowce, dla maksymalnej ochrony oczu powinno się zainwestować w nietanie wprawdzie, ale za to skuteczne „czwórki” (za to do prowadzenia samochodu już się one nadawać nie będą – są zbyt ciemne).


Serduszka na oczach

Paradoksalnie najwięcej uwagi przy okularach zwraca się zwykle na to, co najmniej ważne, czyli na wygląd oprawki (ramki). Najłatwiej z decyzją wyboru mają osoby z owalną twarzą – im pasuje praktycznie wszystko. Ci z nas którzy mają twarz okrągłą, powinni wybierać okulary kanciaste, a ci z rysami ostrymi lepiej wyglądają w oprawkach łagodniejszych. Ogólnie przyjmuje się że idealnie dobrane okulary swoją górną krawędzią nie powinny okular112.jpgzasłaniać brwi. W ostatnie lato szczególną popularnością cieszyły się okulary „pilotki” (a`la Tom Cruz z filmu „Top Gun”), a także grube, wielkie „muchy”, trochę jak za młodości naszych mam. Moda jednak się zmienia, a poza tym – każdy nosi, to co lubi. Przy okularach sportowych, zwłaszcza górskich, ważniejsze od twarzowości oprawki jest to, żeby przylegała szczelnie do twarzy, uniemożliwiając promieniom słonecznym dostanie się do kącików oka. Stąd też okulary „górskie” często mają jeszcze specjalne skórzane osłonki boczne.

Sprawa wpadających do oka promieni jest szczególnie istotna w przypadku dzieci. Fantazyjne kształty oprawek typu kwiatki czy serduszka, nie są dla nich dobre – również i w tym przypadku lepiej kupić okulary przylegające do buzi, zasłaniające całe oczy. I koniecznie z dobrymi szkłami.

Na dobrych okularach nie ma co oszczędzać. Fakt, mam koleżankę która ma ich kilkadziesiąt par, bo zmienia je w zależności od koloru ubrania. Ja wolę mieć nieliczne, ale za to dobre. No bo w końcu: oczy mamy tylko jedne…

Back to top