Image
Image
Image
Image
Image

Ale towarzystwo!

Islamabad - Skardu ---

Wkręcam się powoli w wyprawowy klimat, choć na razie jeszcze nie za sprawą gór, ale ludzi wokół których
kręcił się dzisiejszy dzień.23.09


Zaczęło się od wyjazdu na lotnisko - jedynymi pasażerami samochodu, którym zabrano nas z hotelu byłam ja i miły Nepalczyk. -Pemchhiri Sherpa - przedstawił się grzecznie. -Jesteś z Seven Summits? [czyli z „mojej” agencji] - zapytałam, uznając to za czystą formalność, a tymczasem... -Nie, od Nimsa. Z Elite Expedition. - uświadomił mnie. Coo? Od Nimsa! Brzmiało dobrze, ale przecież Nims zatrudnia wiele osób (swoją drogą Nims też lada chwila się zjawi). Chwilę potem siedzieliśmy już w samochodzie, a ja, tak dla podtrzymania rozmowy, rzuciłam jeszcze: -A na K2 to już 23.09cbyłeś, czy pierwszy raz będziesz? -No już byłem. Zimą... - przyznał się dość nieśmiało, podczas gdy ja omal nie zakrztusiłam się wodą, którą właśnie piłam.

Resztę półgodzinnego przejazdu przegadaliśmy. Trochę o tym zimowym ataku szczytowym, trochę o Nimsie i jego nowo powstałej agencji. Zapytałam ile u Nimsa kosztuje wyprawa na K2... Siedzicie? Ano ceny zaczynają się od 80 tys. dolarów! Po prostu kosmos! Ciekawa jestem co jest w tej cenie wliczone, choć rozumiem że już samo prawo mówienia, że się było na wyprawie z Nimsem, z założenia musi kosztować.

Rozmowa układała się na tyle miło, że już po odprawie na lotnisku postawiłam 23.09anowemu koledze cappuccino i już mieliśmy kontynuować nasze górskie pogaduchy, ale pojawił się Dawa z Eriksem - Meksykaninem, który wybiera się na Broad Peak, więc wypadało się przywitać. Minęło 5 minut, a tu entuzjastyczny okrzyk „Hi Monika” i oto dołączył do nas Dan Mazur, szef agencji Summit Climb, w ramach której w 2013 roku wspinałam się na Everest. Ale fajne spotkanie się zrobiło - Dana widziałam po raz ostatni 4 lata temu, miło było więc dowiedzieć się, co tam w międzyczasie się zdarzyło i u niego, i u znajomych Szerpów.

Lot do Skardu upłynął wyjątkowo szybko, po części na oglądaniu widoków (- Na lewo K2, 23.09bna prawo Nanga Parbat - rozległ się przez głośniki głos pilota), po części na kontynuowaniu pogaduch z Pemchhiri. Okazało się że koleś ma 42 lata (a ja go za takiego młodziaka wzięłam :)) i trójkę dzieci, z czego dwoje pełnoletnich. Zapytałam czy synowie też myślą iść w zawodowe ślady ojca. Okazuje się że nie, w ogóle nie są zainteresowani górami, zresztą tak jak i większość szerpańskiej młodzieży. Potwierdza się to co mówili mi Szerpowie w bazie pod Everestem - młode pokolenie, mając dużo lepszą edukację niż rodzice, zdecydowanie woli życie w mieście, komfortowe mieszkanie, pracę łatwiejszą i lepiej płatną. Zresztą żona Pemchchira też nie jest zachwycona tym co robi. W jego przypadku pieniądze jakie zarabia małżonek są jeszcze bardzo sensowne, no ale świadomość ryzyka które ponosi, życia jej nie ułatwia.


Okej, przyjechaliśmy do Skardu, zakwaterowaliśmy się w całkiem 23.09uprzyjemnym hoteliku (żadne luksusy, ale woda jest, łóżko z czystą pościelą też), a o takie drobiazgi jak brak prądu już się czepiać nie będę, bo podobno tak jest w całym Skardu - prąd włącza się tylko na wieczór.


Po mniej więcej godzinie względnej ciszy przerywanej jedynie nawoływaniami sprzedawczyni wielbłądziego mleka i działaniem jakiegoś niedalekiego generatora, zrobił się prawdziwy tumult, bowiem przyjechała ekipa! Z dwóch nabitych ludźmi busów wysypał się tłumek osób, już na pierwszy rzut oka wyglądających na wspinaczy i to w większości takich dość mocno zaprawionych w bojach.

Ależ to miłe było spotkanie! Bo od razu się okazało że z niektórymi się znam, z innymi mam wspólnych znajomych, a jak ani jedno ani drugie, to od razu znajomymi się stawaliśmy. Najbardziej ucieszyło mnie spotkanie z Moesesem, Brazylijczykiem z którym byłam na wyprawie na Manaslu i na Lhotse, Tanią - Ukrainką poznaną 2 miesiące temu w bazie pod Everestem i Vladimirem, z którym zakumpliłam się w lutym na Kilimandżaro. Ciekawe że Ukrainka i Rosjanin trzymają się razem w jak najlepszej komitywie, choć w sumie trudno żeby nie, bo Vladimir nie kryje wcale swoich antyputinowskich poglądów.

No dobra, a kto jest w ekipie? Wymienię narodowości, bo imion jeszcze nie opanowałam. 23.09gWięcej ludzi idzie na Broad Peak - jest wśród nich m.in. Austriak, Meksykanin, dwóch Kanadyjczyków, Brazylijczyk, Włosi... Skład na K2 to sześciu Włochów, jeden Ekwadorczyk, para z Hiszpani, Omanka, chłopak z Malezji, Brytyjka, no i wspomniana Ukrainka z Rosjaninem oraz dwóch Czechów. Czesi akurat są dość pechowi, bo nie doleciał im bagaż. Stracili już chyba majątek na telefony, wydzwaniają gdzie się da, a po bagażu ani śladu. Ogromnie mi chłopaków żal, bo wiem co czują (-Rok przygotowywałem tę wyprawę! - z goryczą wyjawił jeden z nich). Proponowałam im, że z czym mogę ich poratuję, ale żadna to dla nich pociecha, bo przecież butów im nie oddam, a zresztą rozmiarowo też się różnimy.


Póki co jest wieczór. Ekipa z autobusu poszła spać, bo widać że droga wykończyła ich strasznie (wczoraj jechali 17 godzin, dzisiaj 10), ja próbuję trochę popracować. Chyba za bardzo się nie uda, bo znowu wyłączyli prąd (a wieczorem miał być :) ), zaś laptop już na końcówce baterii. Chyba w takim razie wezmę prysznic - przy świetle czołówki :)

Image
Image
© 2022 Monika Witkowska. All Rights Reserved. Designed by grow!