Brązowy medal - złote serce czyli zakręcona Zośka
Odsłony: 4562

ZOFIA KLEPACKA
Rozmowa z Zosią Klepacką - zdobywczynią brązowego medalu olimpijskiego w windsurfingu, a wcześniej – mistrzynią świata w deskowej klasie RS:X. O kulisach Igrzysk w Londynie, godzeniu treningów z wychowaniem synka, tatuażach i życiowych zasadach...


Zosię Klepacką pierwszy raz spotkałam gdy miała 11 lat. Jako dziennikarka przyjechałam do Giżycka relacjonować windsurfingowe regaty, Puchar 7Up Cup i od razu zwróciłam uwagę, na małą dziewczynkę, traktowaną trochę jako maskotkę, ale na wodzie – zawzięta i walczącą wyjątkowo ambitnie. –Ma talent… - usłyszałam od organizatora regat.

Minęły lata, Zośka z małego urwisa stała się ładną, dojrzałą kobietą, a lata treningów i niezliczone zawody sprawiły, że 7 sierpnia br. zdobyła na Igrzyskach Olimpijskich brązowy medal. Mimo laurów i splendoru nie przewróciło jej się w głowie – nadal jest fajną, równą „dziewczyną z sąsiedztwa”, co ważne - umiejącą cieszyć się życiem, a zarazem wrażliwą na otaczający ją świat.


- Gratuluję medalu!

 - Bardzo się cieszę, bo spełniłam swoje marzenie. Kiedy miałam 6 lat oglądałam w telewizji sprawozdanie z Igrzysk w Barcelonie. Biegał wtedy taki Michael Johnson, który zdobył złoty medal, no i wtedy właśnie stwierdziłam, że również chcę być sportowcem i też zdobędę medal. Udało się po 16 latach ciężkiej pracy.


- I teraz ten wymarzony medal sprzedajesz…

zosia klepadka2.jpg- Tak, robię to dla mojej małej sąsiadki, 5-letniej Zuzi. Znam ją od urodzenia, kocham ją jak własną córkę. To moja fanka, ziomalka! Niestety Zuzia jest chora na mukowiscydozę, co sprawia że ma codzienne inhalacje i karmiona jest pozaustrojowo. Pieniądze pozwoliłyby jej pozbyć się wenflonu i prowadzić w miarę normalne życie. Już w lutym powiedziałam jej, że jadę na Igrzyska i chcę tam zdobyć medal, specjalnie dla niej, bo jak go zdobędę, to go sprzedamy i będzie kasa na leczenie. Kiedy w pewnym momencie na Igrzyskach straciłam sporo cennych punktów i trochę się tym załamałam, Zuzia do mnie zadzwoniła mówiąc, że i tak mnie kocha, nawet jak medalu nie zdobędę, ale mam walczyć do końca, dla honoru. Bardzo mnie to zmobilizowało – po prostu nie miałam wyboru i musiałam walczyć! Ostatecznie z medalem jakoś się udało i aktualnie trwa jego licytacja. Jeśli uda się zebrać dużo pieniędzy, będzie na leczenie również innych dzieci.


- Przypomnijmy, że ta strata punktów wynikała z bardzo niefortunnej pomyłki – zamiast skończyć wyścig i płynąć do mety, zaczęłaś robić kolejne okrążenie.

- Pomyliło mi się, bo to była bardzo krótka trasa, za to z dużą liczbą okrążeń. W ferworze walki, kiedy jeszcze trzeba obserwować wodę i przeciwniczki, zapomniałam ile tych okrążeń jest do zrobienia. Początkowo myślałam, że to inne zawodniczki się pomyliły. Miałam szansę być na tym wyścigu trzecia, ale nadłożenie drogi sprawiło, że spadłam do końcówki. Na szczęście na całe regaty składało się w sumie 11 biegów.


zosia klepacka 10.jpg- Potem, kiedy już zdobyłaś medal, miałaś jeszcze jeden trudny moment. Zawodniczka ukraińska, Olha Myśliwiec, która zajęła IV miejsce, złożyła protest domagający się odebrania Ci cennego trofeum…

- To było bardzo przykre, tym bardziej że z Olgą znamy się od wielu lat, nasza ekipa wielokrotnie jej pomagała, nawet razem trenowałyśmy. Nie było w tym mojej winy, bo nic na wodzie się nie wydarzyło – zdaniem Olgi były niedopełnione wymogi w dokumentacji. A przecież gdyby coś było formalnie nie w porządku, nie dopuszczono by mnie do startu. Pozostał niesmak. Nie jestem osobą zawistną, ale na pewno nie będzie już takiej przyjaźni jaka była wcześniej. Od protestu Olga ze mną nie rozmawia, nawet mi nie pogratulowała.


- No właśnie, jak to jest? Spotykasz się z innymi zawodniczkami na różnych zawodach – czy jesteście wyłącznie rywalkami czy również koleżankami?

- Prawdziwe przyjaźnie też są możliwe. Tak jak między mną a Lee Korzits z Izraela, której dziadkowie pochodzą z Polski. Lee jest trzykrotną Mistrzynią Świata, w Londynie była szósta. Traktuję ją jak siostrę, ona przyjeżdża do mnie, ja do niej. Rozumiemy się bez słów, a na potwierdzenie naszej przyjaźni zrobiłyśmy sobie na rękach takie same tatuaże, koniki morskie na falach. Ale tak naprawdę mam więcej kolegów niż koleżanek.


zosia klepacka 4.jpg- Igrzyska w Londynie były w twojej karierze już trzecimi. Najpierw, jako 18-latka zakwalifikowałaś się do Aten, w Pekinie byłaś już w gronie faworytek. Czy skoro jesteś  „stałą bywalczynią” tej imprezy, masz jeszcze tremę przed startem?

- Igrzyska Olimpijskie to impreza wyjątkowa, która co cztery lata przyciąga w jedno miejsce najlepszych sportowców świata, a każdy z nich marzy, by zdobyć medal. Oczywiście, że jest trema, tym bardziej że nie chciałam zawieść swoich kibiców. W Londynie codziennie rano, kiedy się budziłam, myślałam że mam zawał serca, tak mnie klatka piersiowa bolała! Wszystko dlatego, że podświadomie się denerwowałam, a dodatkową presję stanowiło to, że prawdopodobnie windsurfing przestanie być dyscypliną olimpijską.


- Ale będzie kitesurfing, a ty przecież na kite`ach też pływasz…

- Fakt, dla mnie nie ma większej różnicy czy to będzie windsurfing czy kite, byle na wodzie i z wiatrem. Ale jest mi przykro, bo deska z żaglem pochłonęła tyle lat mojej ciężkiej pracy. Niestety, decyzje o programie Igrzysk podejmują nie zawodnicy, a panowie w garniturach.


- Masz teraz 26 lat, pływasz od…


- Pierwszy raz stanęłam na desce gdy miałam 10 lat. Wprawdzie mój tata jest żeglarzem, a jeden z braci przez 4 lata pływał regatowo na łódkach klasy Cadet, jedynym zawodowym sportowcem w rodzinie jestem ja. Momenty zniechęcenia oczywiście były. Taki poważny gdy byłam 15-latką i miałam dosyć ciężkich treningów. Na szczęście zaraz potem zdobyłam Mistrzostwo Świata Juniorów i kryzys minął. Mając 18 lat zakwalifikowałam się do kadry olimpijskiej i jestem w niej do teraz. Kiedyś narzekałam, że nasz trener, Witek Nerling, tak dużo od nas, wtedy jeszcze dzieciaków, wymagał. Nadal jest on moim trenerem, ale teraz już wiem, że jeśli chce się, by zawodnik osiągał sukcesy, trener czasem musi na niego nakrzyczeć, nie może za bardzo odpuszczać.


zosia klepacka 7.jpg- Jak wyglądają treningi?

- Najbardziej intensywne były tuż przed Igrzyskami. Zaczynaliśmy o 7.30 rozruchem – bieganiem, różnymi ćwiczeniami. Po śniadaniu był trening na wodzie – jakieś 2,5 godziny intensywnego żeglowania. Potem obiad, odpoczynek i następny trening na wodzie, kolejne dwie godziny. Po odpoczynku – trening ogólnorozwojowy czyli rower, basen, bieganie albo siłownia. Normalnie jest na szczęście luźniej, w ciągu dnia mamy jeden trening na wodzie i jeden ogólnorozwojowy.


- Jesteś zodiakalnym Bykiem, a ze znakiem tym wiążą się ważne w sporcie cechy charakteru: solidność, niezwykła determinacja i siła woli. Wszystkie je posiadasz…

- Fakt, nie poddaję się w dążeniu do celu, jestem waleczna, ale też strasznie uparta, co czasem pomaga, ale niekiedy stanowi wadę. A tak w ogóle to na wszelki wypadek na kryzysowe chwile mam tatuaż z twarzą samurajki. Wystarczy że na nią spojrzę i od razu chce mi się walczyć, zaczynam wierzyć, że uda mi się pokonać wszelkie trudności. Bo ja jestem taka trochę Zosia-Samosia! Ale lubię też pomagać innym i wyznaję zasadę: jeden za wszystkich wszyscy za jednego.


- Teraz tak po kobiecemu… Po godzinach spędzonych w piance lub ciuchach sportowych, jak się ubierasz?

- Totalnie luzacko. Bardzo lubię lata 80, 90-te też, taki trochę old school. Lubię chodzić w sukienkach – ostatnio kupiłam taką w outlet`cie, za 20 zł, bardzo fajną, kolorową. A z kolorów to najbardziej lubię fiolet. Buty na obcasie zakładam rzadko, tylko przy okazji jakichś ważnych imprez. Ale umalować to nawet się lubię…


zosia klepacka 8.jpg- A gotować - lubisz?

- Bardzo lubię! Dziś na przykład zamierzam zrobić pierś z indyka z ryżem, z sosem słodko-kwaśnym. Na zgrupowaniach sami sobie gotujemy, a od kiedy jestem mamą, tym chętniej coś tam pichcę.


- Co zmieniło dziecko w Twoim życiu?


-  Bardzo dużo! To największe szczęście, jakie mnie spotkało! Wcześniej na pierwszym miejscu był u mnie windsurfing, teraz wszystko kręci się wokół mego synka, trzyletniego obecnie Mariano. Maniek to sens mojego życia. Bardzo dobrze się czuję i spełniam jako mama.


- Tylko jak możesz zajmować się Mańkiem, skoro nie ma cię w domu przez prawie 180 dni w roku?

- Pomagają mi rodzice, a poza tym w miarę możliwości Maniek wszędzie ze mną jeździ. Przynajmniej do tej pory starałam się z nim na dłużej nie rozłączać, teraz może być gorzej, bo już zaczął chodzić do przedszkola. Poza okresem przed Igrzyskami, kiedy rzeczywiście trenuje się bardzo dużo, mam dla syna całkiem sporo czasu. W końcu nie pracuję „od do”, tak jak inni przez 8 czy więcej godzin; mogę w porozumieniu z trenerem ustawić sobie indywidualny plan dnia.


zoska klepacka12.jpg- Kiedy postawisz synka na desce?

- Już stał! Choć tak na poważnie to do wieku 7-8 lat nie chcę by trenował windsurfing, bo szkoda kręgosłupa. Już teraz jednak widać, że lubi wodę, co jest naturalne, skoro ciągle jest ze mną. Do niczego go jednak zmuszać nie będę – będzie robił to, co sam postanowi.


- Planujesz drugie dziecko?


- Jak najbardziej, ale jeszcze nie teraz. Teraz chcę się skupić na trenowaniu do Igrzysk w Rio w 2016. Bycie równocześnie wyczynowym sportowcem i mamą nie jest łatwe, zwłaszcza na początku, kiedy dziecko płacze, więc się prawie nie śpi. Ja i tak wróciłam do sportu bardzo szybko, trzy miesiące po urodzeniu.


- Marzysz czasem o ustatkowaniu się, bez ciągłych wyjazdów?


- Tak naprawdę to ja lubię przebywać w domu, męczą mnie te wyjazdy, kiedy zmieniam hotele i apartamenty i nie czuję się „u siebie”. W domu jest najlepiej. Ale nie jestem też typowym domatorem. Nawet kiedy nie wyjeżdżam, ciągle kursuję między miejscem gdzie mieszkam obecnie, czyli w podwarszawskiej Zielonce i domem, a właściwie kamienicą mojego dzieciństwa, w warszawskim Śródmieściu.


- Masz jakieś inne miejsca, które lubisz szczególnie, w których mogłabyś mieszkać?


- Z zagranicznych fajny jest Cypr. Stosunkowo blisko, dobre jedzenie, dużo urokliwych zakątków. Ale ja bardzo lubię Polskę i nigdy stąd nie wyjadę. Wszystko w naszym kraju mi się podoba: góry, morze, jeziora. Nie mam ulubionych miejscówek, choć… może Puck! Mam do niego sentyment, bo dużo tam trenowałam, ma swój klimacik i nie jest tak najeżdżany przez turystów jak inne nadmorskie kurorty.


- I znowu – podałaś miejsca w których możesz pływać na swojej ukochanej desce. Czy robisz w ramach hobby coś, co nie jest związane z wodą?

zosia klepacka 6.jpg- Pewnie! Ja lubię wszystkie sporty, dzięki którym aktywnie spędzam czas. Jeżdżę na rowerze, zimą na snowboardzie i nartach, biegam, gram w squasha. Tak jak chyba wszyscy słucham muzyki – najchętniej Queens i Freddy`iego Merkurego, ale również reggae, rock`a czy rap`u. Z książek najbardziej lubię biografie znanych sportowców – aktualnie czytam o Kazimierzu Deynie. A poza tym uwielbiam spotkania z dziećmi! Nawet kiedy jestem strasznie zmęczona, ale pójdę pogadać z dzieciakami, to wychodzę podładowana pozytywną energią. Zresztą swoją przyszłość łączę właśnie z dziećmi. Zawodowo windsurfing czy kitesurfing mogę trenować pewnie do 35 roku życia. Potem, żeby zostać przy wodzie, będę szkolić młodą kadrę. Nie mam skończonych studiów, bo nawet przy indywidualnym toku nauki na AWFie trzeba mieć wychodzonych 50% zajęć, co w moim przypadku nie jest możliwe. Próbowałam przez 3 miesiące, ale nie udało się. Na szczęście żeby szkolić dzieciaki, studia nie są konieczne.


- To że lubisz dzieci widać również w tym, że razem z raperem Pono  prowadzicie fundację „Hej Przygodo”. O co w niej chodzi?

- Próbujemy odciągnąć dzieciaki od telewizorów i komputerów i zachęcić je do aktywnych form spędzania czasu, m.in. pływając na windsurfingu. Nie mamy właściwie żadnego budżetu, chodzimy głównie na spotkania w szkołach czy klubach sportowych.


- A teraz o tym, co może trochę nie spodobać się rodzicom dzieci, z którymi masz kontakt. Już wspomniałaś o tatuażach, ale ty masz ich na sobie aż dziewięć! Inna sprawa, że każdy z nich odzwierciedla jakieś ważne wydarzenie z Twojego życia. Jednym z nich, z lewej strony, na żebrach, jest siódemka. Ma dla Ciebie jakąś magiczną moc?


- Siódemka to w ogóle bardzo szczęśliwa liczba, często wymieniana w Biblii. Dla mnie szczególnie ważna, bo w domu było nas właśnie siedmioro. Niestety, jeden z braci wcześnie umarł i ten tatuaż zrobiłam z myślą o nim. Dzięki temu noszę pod sercem całe moje rodzeństwo.


zosia klepacka1.jpg- Z kolei na lędźwiach masz łacińską sentencję „Ad majorem Dei gloriam”, czyli „Na większą chwałę Boga”. Czy to znaczy, że jesteś bardzo religijna? Zresztą przez jakiś czas prowadziłaś telewizyjny program katolicki „Raj”…

- Jestem wierząca i nie wstydzę się tego. Te wytatuowane słowa odzwierciedlają moje przekonanie, że naszym losem kieruje Bóg. Z kolei człowiek, który był i jest dla mnie wzorem do naśladowania, to Jan Paweł II. A co do tej „kariery” telewizyjnej to było to całkowicie na spotnanie. Robili ze mną wywiad i parę dni później zadzwonił producent proponując prowadzenie programu. Powiedziałam, że się na tym nie znam i że lepiej, aby wynajęli profesjonalistów, ale on bardzo nalegał, by spróbować. Wyszło z tego bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie.


- Skoro Twoje tatuaże są takie „ideologiczne” to może masz też jakieś życiowe motto?

- Mam! Każdego poranka wstawać z uśmiechem na twarzy i traktować każdy dzień jakby był twoim ostatnim!

- W takim razie życzymy Ci, aby ten Twój optymizm i pozytywne „zakręcenie” nigdy Cię nie opuszczało!

Back to top