Gwiazdy nad zatoką
Odsłony: 6641

ACAPULCO (MEKSYK)

Pół wieku temu była to spokojna, nikomu nieznana wioska rybacka. Dzisiaj Acapulco jest jednym z najsłynniejszych nadmorskich kurortów świata, z rezydencjami milionerów i gwiazd showbiznesu.



"Perła Pacyfiku" - zachwalają foldery. Po co się tu przyjeżdża wyjaśnia krótko slogan: "3 x S", czyli "Sea, Sand, Sun" (z ang.: morze, piaszczyste plaże, słońce). Niektórzy dodają do tego jeszcze czwarte "s", oznaczające "seks".

Nazwa "Acapulco" w języku miejscowych Indian (Nahuatl) oznaczała "miejsce porośnięte trzcinami". Odkąd jednak 40 lat temu  rozpoczął się tutaj turystyczny boom, trzciny nie mają racji bytu, bowiem każdy skrawek brzegu malowniczej zatoki skrzętnie zagospodarowano.

acapulco-pelikan.jpg Dla ułatwienia orientacji miasto podzielono na trzy strefy. Od zachodniej strony znajduje się najstarsza, tradycyjna część miasta, tzw. Acapulco Nautico (Morskie), z portem rybackim. Pas hoteli-wieżowców wzdłuż głównej, ciągnącej się 11 km wzdłuż wybrzeża alei La Costera to tzw. Acapulco Dorado (Złociste), natomiast położona na krańcu półwyspu nowoczesna dzielnica willowa to już Acapulco Diamante (Diamentowe). To właśnie tutaj mają swoje rezydencje słynne "gwiazdy". Między innymi panowie Iglesias (zarówno Julio jak i Enrique), Lenonardo DiCaprio, Lisa Minnelli czy Robert Redford. Zresztą dzięki ludziom Hollywoodu rozpoczęła się sława Acapulco. Wśród pierwszych, którzy tu zainwestowali byli m.in. Frank Sinatra i Jane Wayne. Co ciekawe, cudzoziemców obowiązuje zakaz kupowania nieruchomości. Dla obejścia tego przepisu kupują je za pośrednictwem banku, który w dokumentach figuruje jako właściciel.

acapulco-skoki.jpg Ale nie tylko z plażami Acapulco jest kojarzone. Także, a może nawet przede wszystkim - ze słynną skałą La Quebrada, z której skaczą do wody tzw. calvelitas (w tłumaczeniu "ludzie-gwoździe"). Najpierw śmiałkowie wspinają się po klifie, potem modlą się przy kapliczce Matki Boskiej z Guadalupe - czarnoskórej patronki Meksyku, w końcu - stają na skraju skały. Większość z nich skacze z 27 metrów, chociaż kulminacyjny skok (w nocy - z pochodniami) wykonywany jest z 35 metrów! Trzeba nie tylko umiejętnie się wybić (aby nie uderzyć w skały trzeba przelecieć jeszcze ok. 4 metrów w poziomie), ale jeszcze wybrać odpowiednią falę. Normalna głębokość w tym miejscu wynosi tylko 4,5 metra, a to mimo wszystko za mało. Z nadejściem fali (na ogół co siódmej) głębokość wzrasta do 6,5 metra - tyle już wystarczy.

Nie mogę powstrzymać się od pytania o wypadki. -Odkąd wykonuje się tu komercyjne pokazy, czyli od roku 1947, zdarzały się jedynie złamania kończyn czy kręgosłupa, czasem też zwichnięcia barków... - mówią skoczkowie. Potem jednak miejscowy przewodnik uzupełnia: -Było jednak kilku takich, co zginęli. Samobójcy i jeden Anglik, który po pijaku założył się, że skoczy. To naprawdę niebezpieczne...

acapulco - ci ktorzy skacza.jpg Pokazy na klifie La Quebrady odbywają się kilka razy dziennie. Najmłodszy skoczek ma 11 lat, najstarszy - 52. Ich 50-osobowa grupa to coś jakby klub, a raczej - rodzina. Często wspólnie świętują, mają też własną drużynę piłki nożnej. Jak się dowiaduję, skakać systematycznie można tylko parę lat. Potem siła uderzenia o wodę powoduje problemy z głową i uszkodzenia wzroku. Pytam dlaczego skaczą. Padają różne motywy: dla sławy (-Dzięki temu o dziewczynę łatwiej... - mówi mi na ucho jeden z nich), dla pieniędzy (większość z nich pochodzi raczej z biednych rodzin), bo to lubią (-Jesteśmy uzależnieni od adrenaliny - twierdzą), a poza tym jest to dla nich szansa podróży po świecie (byli z pokazami w wielu krajach, m.in. we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Portugalii). Czy się boją tych najwyższych skoków? - Tak, zawsze... - pada zdecydowana odpowiedź.

Dziewczyny z katalogu


Nie każdemu Acapulco się podoba. Jeśli lubimy spokój i kameralność - lepiej wybierzmy się gdzie indziej. To co tutaj zastaniemy to wprost pokazowy przykład tego co znaczy "turystyczny przemysł". Wybudowane tuż przy plaży hotele-wieżowce acapulco-taxi.jpgdysponujące ponad 50 tys. pokoi, ogromne statki wycieczkowe dowożące tysiące "dziennych" gości, zatłoczone plaże, handlarze oferujący wszystko - od nielegalnej kokainy po wielkie sombrerra, ciąg restauracji w których możemy zjeść zarówno tradycyjne meksykańskie tacos jak i włoską pizzę - wszystko to nastawione jest na obsługę białego zwykle turysty, jak się zakłada - raczej bogatego.

W sumie w tym wielkim mieście mieszka ponad 1,5 mln ludzi. Większość to Meksykanie, którzy z turystów żyją. Im dalej od morza - tym biedniej. Ale turyści do dzielnic biedoty zwykle nie chodzą. Dla nich jest to ładniejsze, reprezentacyjne Acapulco wzdłuż wspomnianej nadmorskiej La Costery. Osobliwym pojazdem jaki można na niej spotkać jest rodzaj konnych dorożek, zwanych caretas, obwieszonych naręczami balonów. Jeśli chodzi o samochody to najczęściem można spotkać taksówki - biało-niebieskie volkswageny-"garbusy". Jest ich w sumie ok. 2600, ale tylko 60 proc. kierowców ma prawo jazdy! Jak się okazuje problemem jest to, że wymaga ono uaktualniania co 3 lata, co kosztuje 80 dolarów, a to dla przeciętnego Meksykańczyka sporo. W razie zatrzymania przez policję płaci się 5 peso (ok. pół dolara) i... jeździ się dalej.

Wraz z kolegami zatrzymuję jedną z taksówek. Pytamy o cenę. -Trzy dolary - rzuca kierowca. To standardowa stawka "turystyczna" za dowiezienie w dowolny punkt miasta. Dla zasady jednak targujemy się i schodzimy na kwotę o połowę niższą. Tymczasem kierowca mierzy chłopców wzrokiem i wyciąga katalog... panienek. -Tanio! - reklamuje. Pytamy o narodowości. -Najwięcej jest Meksykanek, ale jak chcecie to i Amerykanki albo Kanadyjki też się znajdą...

Zabytkowy fort


Centrum tradycyjnego Acapulco stanowi plac zwany Zocalo. Najciekawiej jest tu wieczorami, kiedy nie jest już tak gorąco. Turyści przesiadują wówczas w przyhotelowych restauracjach i pubach, sącząc kolejne margherity (najpopularniejszyacapulco-miejski bus.jpg meksykański drink, którego podstawą jest oczywiście tequila), natomiast na Zocalo zbierają się głównie Meksykanie. Gra muzyka, kwitnie handel, z katedry dobiegają odgłosy nabożeństwa. Jedynie gdy na niedalekiej Arenie odbywają się korridy (także w Meksyku to popularny "sport") - ruch na tym głównym placu jakby mniejszy.

Kilka minut drogi od Zocalo mamy prawdziwy zabytek - fort San Diego. Wprawdzie wybudowaną tu w 1615 roku przez Hiszpanów twierdzę zniszczyło w 1776 roku trzęsienie ziemi, a to co widzimy teraz to już efekt odbudowy, ale i tak budowla robi wrażenie. Ekspozycja wewnątrz obiektu to dobra okazja do poznania historii Acapulco. Początkowo Hiszpanie nazwali to miejsce "Zatoką św. Łucji" (bo wpłynęli tu 13 grudnia, a więc w dzień św. Łucji). Wykorzystując korzystne warunki naturalne zbudowali port i stocznię, dzięki czemu przez kolejne wieki chętnie przypływały tu statki z Chin i Filipin. Powstały wkrótce lądowy szlak handlowy z Acapulco do miasta Meksyk i dalej - do Veracruz nad brzegiem Atlantyku utworzył swego rodzaju pomost między Dalekim Wschodem a Europą (trzeba pamiętać, że Kanału Panamskiego wtedy jeszcze nie było). Jednak na wybudowanie drogi z prawdziwego zdarzenia między Acapulco a stolicą trzeba było czekać aż do roku 1927. Teraz na całym odcinku jest to biegnąca przez góry autostrada, jakiej mając na uwadze polskie drogi możemy naprawdę pozazdrościć.

Nos w nos z delfinem


Kąpiele w morzu to atrakcja sama w sobie, ale ponieważ przybrzeżna fala w Acapulco potrafi mocno "sponiewierać", nic więc dziwnego, że wielu plażowiczów woliacapulco-baseny.jpg kąpiele nie w oceanie, a w basenach. Najbardziej godnym polecenia miejscem tego typu jest aquapark CICI (Centro Internacional de Convinencia Infantil). Wielki basen ze sztucznymi falami i 30-metrowej wysokości zjeżdżalnie przyciągają i dzieci, i dorosłych, ale nawet niekoniecznie dla nich warto tu przyjść, lecz dla... delfinów. Oprócz pokazów tresury tych przesympatycznych ssaków mamy też możliwość... popływania razem z nimi.

-Mamy cztery delfiny - opowiada mi Fernando, szef ośrodka, mający doświadczenie także jako treser delfinów. -Trzy z nich wyłowiliśmy z oceanu - oddzieliły się od stada, były zbyt blisko plaży - uratowaliśmy je. Jedynie jeden z nich urodził się w niewoli, w delfinarium w mieście Meksyk. Tamtejsza placówka słynie z delfinoterapii zalecanej m.in. dzieciom z Zespołem Downa. W Acapulco delfiny nie pełnią tak odpowiedzialnej służby - pracują wyłącznie dla turystów. Przygotowanie ich do pokazów trwa min. 1,5 roku, ale do pływania z turystami wystarczy zaledwie 4-6 miesięcy szkolenia. Pytam Fernanda, który z delfinów jest jego ulubionym. - Nie mogę żadnego z nich faworyzować, bo one są bardzo o siebie zazdrosne i naprawdę rywalizują o względy trenera. Właśnie z tego powodu lepszymi treserami są mężczyźni. Kobiety za bardzo się angażują, wręcz zakochują w delfinach. Potem acapulco 2- delfiny.jpgjednak jeden z trenerów mi zdradza: - Najfajniejszy jest Mayte - najweselszy i najzdolniejszy...

Miałam już okazję pływać z delfinami  w otwartym oceanie (w Nowej Zelandii i na Zanzibarze), ale tamte, dzikie delfiny były jednak płochliwe i bliżej niż na jakieś dwa metry zbliżyć się nie pozwalały. W Acapulco delfiny są odpowiednio przygotowane - na sygnał tresera same podpływają, można je pogłaskać, dać "buzi", włożyć do pyszczka rybkę. - Ta dziura na grzbiecie to nos? - nie mogą nadziwić się młodociane Amerykanki, a trener potwierdza. Wszystkich nas zaskakuje delikatna, jędrna skóra delfinów. Najmłodsza uczestniczka pływania z delfinami ma zaledwie 4 lata, ale jeszcze bardziej podekscytowana wrażeniami jest jej babcia. Punktem kulminacyjnym zabawy jest ćwiczenie, w którym należy położyć się na wodzie, rozłożyć stopy, a dwa delfiny podpływają i nosami wypychają nas ponad powierzchnię. Potem jeszcze pozostaje pożegnać się z przyjaciółmi. Treser pokazuje jak unieść dłoń - delfiny rewanżują się machając płetwą.

Adrenalina kontra romantyzm


Szczerze mówiąc nie znoszę leżenia na plaży, dlatego też perspektywa kilku dni w Acapulco trochę mnie przeraża. Tymczasem okazuje się, że co jak co, ale trudno się tu nudzić. Kolejne propozycje to wypłynięcie łodzią na otwarty ocean i kilkugodzinne połowy marlinów albo dużo spokojnieszy rejs łodzią na wyspę Isla Roqueta, gdzie można ponurkować wśród rafy koralowej (inna opcja - można przypłynąć tu łodzią ze acapulco-motorowa.jpgszklanym dnem). Nie dajmy się natomiast skusić na reklamowany w przewodnikach Park Papagayo - opisywane barwnie zoo to zaspane krokodyle i kilka innych zwierzaków w ciasnych klatkach, natomiast opisywany wyciąg krzesełkowy mający wwozić na wzgórze z piękną panoramą to z kolei zdemontowane częściowo słupy.

Na pewno jednak nie jest przereklamowana atrakcja zwana Shotover Jet. W ramach kwoty 50 dol. zostaniemy wywiezieni ok. 50 km za miasto, gdzie na rzece Papagayo czeka nas naprawdę emocjonujący rejs superszybką motorówką. Oczywiście kierowca zadba byśmy już w pierwszych minutach byli mokrzy. Ostre wiraże czy omijanie skał w ostatniej niemal chwili gwarantują niezłą dawkę adrenaliny, uzupełnionej naprawdę wspaniałymi widokami. Przypominające dżunglę okolice były wykorzystywane jako plener w filmie "Rambo".

A wieczorem? Możemy wybrać się np. na widowisko Fiesta Mexicana - profesjonalny show będący przeglądem barwnych strojów i tańców z różnych stron Meksyku. Chyba że wolimy normalne dyskoteki, albo romantyczne przesiadywanie na plaży, wsłuchiwanie się w szum fal i wpatrywanie się w rozgwieżdżone niebo.

 

Informacje praktyczne (2002 r.):

acapulco-hotele.jpgWizy: niepotrzebne
Przelot: Bilet Warszawa-Acapulco (z dwiema przesiadkami) kosztuje ok. 800 dol. Najlepiej dolecieć do Mexico City, a potem 400 km przejechać autobusem.
Pieniądze: peso meksykańskie; 1 dol.= ok. 10 peso. Wymiany można dokonywać w bankach oraz w kantorach (casa de cambio).
Ceny (w pesos): 1 godz. w kafejce internetowej - 7-30 peso, pocztówki - 5-10, znaczek do Polski - 11,30, piwo w restauracji - 20-35, koszulki - 30-100, lot na spadochronie - 200, wstęp do aquaparku - 60, pół godziny pływania z delfinami - 550
Internet: http://www.acapulco-cvb.org , http://www.cici.com.mx

Back to top