Brud, syf i malaria? Nie tylko...
Hits: 6012

ZDROWIE PODRÓŻNIKA

Czego życzyć wybierającym się w podróż? Przede wszystkim zdrowia. Wyprawę życia może nam zepsuć nawet drobna niedyspozycja, dlatego też w plecaku czy walizce zawsze powinno się znaleźć miejsce na podręczną apteczkę


Lepiej nie zastanawiać się, jakie choroby możemy w podróży złapać, bo prawdopodobnie stracimy chęć do wyjazdu. Zamiast snuć pesymistyczne wizje, załatwmy potrzebne szczepienia i skompletujmy zestaw niezbędnych medykamentów. Oby się nie przydały, ale lepiej je mieć, niż żałować, że ich nie zabraliśmy. Tym bardziej, że nie wszędzie można liczyć na szybką i kompetentną pomoc lekarską.


Tropiki? Nie tylko malaria!

Najwięcej zdrowotnych niespodzianek czyha w tropikach. Jeśli nie mamy doświadczenia w podróżowaniu po takich rejonach, dobrze jest zgłosić się na konsultację do lekarza specjalisty od chorób tropikalnych. Znajdziemy go w każdym z większych miast, w Warszawie np. w Przychodni przy Szpitalu Zakaźnym na ul. Wolskiej, ale także w przychodniach Lux Medu czy Damiana. Nie powinniśmy odkładać tego typu wizyt na ostatnią chwilę – niektóre szczepienia aby nas chroniły, trzeba wykonać na pewien czas przed wyjazdem.

zolta ksiazeczka.jpgNajpopularniejsze szczepienia które dotyczą tropików to żółta gorączka zwana też żółtą febrą (w niektórych krajach świadectwo jej zaszczepienia wymagane jest przy przekraczaniu granicy) oraz żółtaczka albo inaczej wirusowe zapalenie wątroby typu A i B (to szczepienie przyda nam się także i w Polsce). Dobrze jest zaszczepić się też przeciwko tężcowi i durowi brzusznemu, ewentualnie (jeśli jedziemy np. do subsaharyjskiej Afryki, Brazylii, Indii czy Nepalu) – przeciw meningokowemu zapaleniu opon mózgowych. Jeśli już kiedyś robiliśmy te szczepienia, sprawdźmy czy są one jeszcze ważne (żółtą febrę szczepi się raz na 10 lat, ale inne choroby częściej). Potwierdzenia szczepień wpisuje się zwykle do międzynarodowej książeczki szczepień, ze względu na swój kolor nazywanej żółtą książeczką, stanowiącą jeden z podstawowych dokumentów każdego podróżnika.

Najwięcej obaw wzbudza zwykle malaria. Szczepionka na nią nie jest jeszcze dostępna (przechodzi ostatnią fazę testów klinicznych), tak więc póki co wciąż trzeba łykać stosowne tabletki. Jest ich kilka rodzajów, a które powinniśmy wziąć zależy od tego, gdzie się wybieramy i jakie szczepy malarii mogą nam zagrażać. Najpopularniejszym, wprawdzie też i najdroższym, ale mającym najmniej skutków ubocznych lekiem na malarię, jest malarone. Oczywiście jeśli ukąsi nas jakiś komar, nie wpadajmy w panikę – większość komarów nie jest nosicielami malarii.

choroby20.jpgJednak malaria to tylko jedna z licznych chorób, jakimi możemy zarazić się w ciepłych krajach. Na liście jest m.in. denga (też roznoszona przez komary), bilharcjoza (chodzi o małe ślimaczki wnikające do naszego ciała w efekcie kąpieli w stojących wodach zwłaszcza w Afryce), AIDS, ameba i inne choroby przewodu pokarmowego… Nie wierzmy w stereotypy, że picie mocnego alkoholu uchroni nas przed takimi „pamiątkami”. W dużym stopniu zapobiega im jednak odpowiednia higiena (podstawa to mycie rąk), uważanie na to co jemy (najpewniejsze są potrawy świeżo ugotowane lub usmażone i owoce które da się obrać z grubej skóry, jak np. pomarańcze, banany czy melony), jak też co pijemy (woda tylko z oryginalnie zakręconych butelek, zrezygnowanie z lodu do drinków jeśli nie wiemy z jakiej wody jest zrobiony). Jednak nawet najbardziej uważających turystów biegunka może dopaść. Ponieważ dzieje się choroby19.jpgto zwykle w czasie kiedy mamy perspektywę na przykład długiej podróży autobusem, nasza apteczka może być jedyną szansą na doraźną pomoc.

Bojąc się typowych tropikalnych chorób zapominamy o innego typu uciążliwościach, na które też dobrze jest coś mieć. Chodzi o alergie, ukąszenia i użądlenia przez różne stworzenia. Jeśli ugryzła nas pluskwa (w ciepłych krajach dość częste, choćby na opanowanych przez insekty łóżkach) czy pchła (mogą czyhać na nas choćby na dywanach zwiedzanych świątyń) to jeszcze pal sześć – poboli, podwędzi, posmarujemy stosowną maścią, i przestanie. Gorzej jak ukąsi nas wąż (trudno wozić ze sobą surowicę) albo zwykła pszczoła, na którą jesteśmy uczuleni (w tym przypadku dobrze jest mieć pod ręką hydrocortizon).


Na rejsie żeglarskim

To co się kojarzy z żeglarstwem to przede wszystkim choroba morska (na śródlądziu u co wrażliwszych osób też może wystąpić). W polskich aptekach poleca się na nią głównie aviomarin, ale jest też torecan, dramamina, skopolamina czy przyklejane na nadgarstek plastry Transwal. Niestety, nie łudźmy się – przy dużej fali nieprzyjemne objawy i tak pewnie nas dopadną. Cóż, trzeba pogodzić się z tym, że to normalna reakcja organizmu, która po jakimś czasie minie, a borykają się z nią na początku rejsu nawet znani kapitanowie i oficerowie. Choruje choroby-sztorm.jpgzdecydowana większość ludzi, tyle że nie wszyscy się do tego przyznają. W czasie rejsu najczęstsze wypadki to uderzenia (zwłaszcza urazy głowy od przelatującego przy zwrotach bomu), upadki spowodowane przez kiwanie się jachtu na fali (efektem może być np. wypadnięcie z koi) oraz skaleczenia (np. o rozplatające się liny stalowe). Oznacza to, że podstawą są środki opatrunkowe. Gotowanie na skaczącym na fali jachcie kończy się często oparzeniami, tak więc dobrze jest mieć pod ręką np. pantenol.

Ponieważ żeglarstwo to sport wodny, musimy liczyć się ze skutkami przemoczenia i wyziębienia, zwłaszcza po wypadnięciu za burtę, zalaniu przez falę czy po długiej wachcie w trudnych warunkach. Jeśli szczękamy zębami i mamy dreszcze, poza koniecznością jak najszybszego przebrania się i ogrzania warto łyknąć aspirynę.

Ale dokuczyć może nam na wodzie także gorąco. Wyeksponowani na działanie słońca, jeszcze pewnie bez czapki, mamy szansę doświadczyć udaru słonecznego, co wbrew pozorom stanowi przypadłość wcale nie tylko podróżujących po pustyniach. Wilgoć, chodzenie w mokrych butach (fala zalewająca pokład to na jachcie normalka) to z kolei pierwszy krok do grzybicy nóg. Trudno mieć leki na wszystko, jednak jachtowa apteczka może być z założenia większa, a przez to lepiej wyposażona – w końcu nie nosimy jej na własnych plecach.


W górach, zwłaszcza wysokich…

choroby53.jpgPojęcie wysokości jest sprawą dość względną, bowiem w Andach zwykłe rejsowe autobusy dojeżdżają na wysokość 4800 metrów n.p.m.! Zaletą dużych wysokości jest to, że praktycznie nie występują na nich choroby tropikalne (nawet jeśli chodzi o góry w sercu Afryki), ale że zawsze musi być coś za coś, pojawiają się inne problemy zdrowotne.

Najczęstsza dolegliwość na trekingach to odciski, obtarcia, zwichnięcia, ewentualnie złamania. W każdym razie odpowiednie plastry, bandaż (także elastyczny – do unieruchamiania) i altacet do robienia okładów zmniejszających opuchliznę, mieć powinniśmy. Niskie temperatury związane z wysokością, chłodne, „ostre” powietrze (dobrze jest oddychać przez zakrywającą usta chustkę), czy chodzenie w przepoconej bieliźnie (pamiętajmy, że mokra bawełna bardzo nas wychładza – lepiej spisuje się odzież „oddychająca”) to z kolei przyczyna przeziębień, zapalenia gardła czy nawet płuc. Najgroźniejsza jest jednak choroba wysokościowa, związana zgodnie z nazwa z wysokością, a dokładniej – z jej wpływem na niedotlenienie organizmu. Nie dotyczy ona wyłącznie himalajskich wspinaczy – na łatwym technicznie Kilimandżaro, czy choćby Mt Blanc albo innych alpejskich szczytach, też nas może dopaść. Mało tego – mogą doświadczyć jej także ci, którzy po górach… nie chodzą, a po prostu znad poziomu morza przylecieli na dużą wysokość (tak jest np. jeśli przylecimy do tybetańskiej Lhasy, boliwijskiego La Paz czy peruwiańskiego Cusco). Jej lekkie objawy (ból głowy, otępienie, szybka zadyszka, mdłości, apatia, ale też problemy ze spaniem, często – wymioty) dotyczą niemal każdego, a na jakiej wysokości się pojawią, to już sprawa indywidualna (zawsze lepiej w górach czują się niskociśnieniowcy). Powszechne wśród wspinaczy zażywanie aspiryny (rozrzedza krew, a tym samym ułatwia dotlenianie) w świetle najnowszych teorii budzi różne choroby88.jpgkontrowersje. Chodzi m.in. o krwotoki, które na dużych wysokościach w wyniku rozrzedzenia krwi trudno jest zahamować, a zdarzyć się mogą (upadek z dużej wysokości, skaleczenie czekanem czy rakami lub zwykłe zacięcie się nożem). Różne są też opinie na temat stosowania tabletek typu diamox, uważanego za lek na chorobę wysokościową. Najlepiej ustalać te sprawy z lekarzem indywidualnie. Podstawą i tak zawsze jest odpowiednia, stopniowa aklimatyzacja i picie dużej ilości płynów  (4-5 litrów dziennie, nawet jeśli nie czujemy pragnienia, to norma). Warto też stosować się do rad miejscowych „górali” – w Peru będą nam zalecać żucie liści koki lub picie naparu z koki (nie bójmy się, w takiej postaci to nie narkotyk), a w Nepalu – spożywanie potraw z czosnkiem. W razie czego trzeba jak najszybciej zejść niżej. I to wcześniej niż zaczniemy mieć objawy obrzęku płuc (plucie krwią) czy mózgu (zaburzenia równowagi, utrata przytomności).

I jeszcze jedno – nigdzie, ale zwłaszcza w górach, nie zapominajmy o filtrach i okularach przeciwsłonecznych. Na dużej wysokości, wśród pokrytych śniegiem przestrzeni, słońce operuje szczególnie mocno, nawet w czasie pochmurnego dnia. Spalona twarz wcale nie wygląda ładnie, a brak ochrony oczu możemy przypłacić bolesną i wprawdzie mijającą, ale przykrą ślepotą śnieżną.


Zawsze i wszędzie...


choroby33.jpgSą dolegliwości które dotyczą każdego rejonu świata, bez względu czy chodzi o dżunglę, środek oceanu czy najwyższe szczyty. Przeziębienie może dopaść nas zarówno w Arktyce jak i w tropikach, gdzie jest zwykle efektem klimatyzacji (z 40-stopniowego upału wchodzimy do wyziębionego autobusu) albo w samolocie, w którym obsługa nieco za bardzo obniżyła temperaturę wnętrza. Krótko mówiąc stosowne leki trzeba mieć…Zawsze przydatne mogą być też leki przeciwbólowe – zaboleć nas może głowa, brzuch, ząb, ale też może chodzić o ból będący efektem bardziej poważnych schorzeń. Zmorą wielu podróżników jest choroba lokomocyjna – jej postać „morska” została już wspomniana, ale może nas dopaść także w małym samolocie (np. podczas lotów widokowych) czy w autobusie pokonującym górskie zakręty.

Rozwojowi stanów chorobowych sprzyja zmęczenie, niedospanie czy też nieodpowiednia dieta, co w podróżach dość często się zdarza. Dobrym pomysłem jest wspomaganie się witaminami czy minerałami (choćby tabletkami do rozpuszczania  w wodzie).

Oczywiście mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy nasza apteczka i choroby95.jpgumiejętności udzielania pomocy medycznej okażą się niewystarczające. Wezwanie lekarza i udzielanie pomocy w większości krajów jest płatne, dlatego też przy wyjazdach zagranicznych powinniśmy mieć odpowiednie ubezpieczenie. Założenie, że przecież nic nam się nie stanie, może się brutalnie zemścić i w rezultacie narobimy problemów nie tylko sobie, ale też naszym bliskim czy innym uczestnikom wyjazdu. Rodzaj ubezpieczenia zależy od tego jaki charakter ma wyprawa. Podstawowa polisa nie dotyczy zwykle sportów podwyższonego ryzyka, co oznacza że jeśli zamierzamy jeździć na nartach, wspinać się, nurkować czy latać na paralotni – musimy zapłacić wyższą stawkę. Ale nawet najlepsze ubezpieczenie nie dotyczy pomocy udzielanej osobom będącym pod wpływem alkoholu czy narkotyków albo podróżującym w rejonach zagrożonych wojną. Wniosek? Bądźmy rozsądni i zwłaszcza w wypadku zdrowia nie prowokujmy losu.


Co zabrać do apteczki?


apteczka2.jpgW moich wyprawach z plecakiem standardem są:
- leki ogólno-przeciwbólowe –np. paracetamol, ibufen, pyralginum
- coś od bólu gardła – np. cholinex, strepsil
- lek rozkurczowy na ból brzucha (no-spa itp.)
- antybiotyk – np. cipronex, azimycin, xifaxan
- coś na biegunkę (saszetki smecty, węgiel, loperamid)
- leki na przeziębienie: aspiryna Bayera, rutinoscorbin
- leki przeciwgrypowe - fervex, coldrex
- lek zbijający gorączkę: ibuprofen, paracetamol
- wapno (przeciwko reakcjom uczuleniowym)
- maść na ukąszenia komarów, pcheł, pluskiew – fenistil czy hydrocortison w maści
- coś na uczulenia - wapno, a do tego clemastin w tabletkach, fenistil, ew. zyortec
- materiały opatrunkowe (bandaż elastyczny, gaza, plastry różnej wielkości, gaziki nasączone płynem dezynfekującym, zasklepiające rany tak zwane stripy)
- woda utleniona
- krople do oczu – na wypadek gdy coś nam wpadnie do oka
- igła do zastrzyków – gdyby trzeba było wyjąć drzazgę
- inne (leki antymalaryczne, środki przeciwkomarowe i do odkażania wody, folia NRC, dyżurna maseczka do sztucznego oddychania)
Pozostałe leki zależą od tego, jakie schorzenia nas dotykają. Przewodnik powinien mieć coś na zapalenie gardła (choroba zawodowa powodująca utratę głosu), ktoś kto ma skłonność do opryszczki – zowirax, na nerwobóle w karku pomoże maść fastum, osoby doświadczające zapalenia pęcherza powinny mieć np. furagin plus antybiotyk (np. ciprinol),, alergicy – wapno albo konkretne, mocniejsze leki.



WEDŁUG EKSPERTÓW:


Marcin Szymański
Dyrektor apteki Super-Pharm w warszawskiej Arkadii

Skład apteczki zależy od tego dokąd jedziemy i jakie są tam zdrowotne zagrożenia. Trzeba też uwzględnić, czy nie jesteśmy na jakichś specyfik uczuleni. Nie wszędzie jest nam potrzebna cała torba leków. Jeśli wybieramy się w bardzo egzotyczne rejony, np. do Indii czy Chin, na pewno trzeba wziąć ich zapas, włącznie z antybiotykami. Przy wyjeździe na wczasy na przykład do Egiptu, w miejsce nastawione na obsługę zagranicznych turystów, ilość zabieranych leków możemy ograniczyć, bo w razie czego leki kupimy na miejscu, być może nawet skuteczniejsze, dostosowane do lokalnych realiów (w Egipcie najczęstszym problemem turystów jest biegunka zwana klątwa faraona, na co najlepiej pomagają właśnie lokalne specyfiki).
Przygotowania apteczki lepiej nie odkładać na ostatnią chwilę. Miałem niedawno klienta, który wpadł do apteki o 22-ej, bo o 8-mej rano miał samolot. Niestety, bywa że jakiegoś leku po prostu nie ma. Trudno się dziwić małym osiedlowym aptekom, że nie trzymają na stanie leków antymalarycznych, kiedy mała szansa że się je sprzeda. Może się też zdarzyć, że lek który będziemy chcieli kupić, będzie wymagał recepty, czyli warto zacząć od wizyty u lekarza. Wprawdzie każdy Polak zna się na pogodzie, piłce i właśnie – lekach, ale medycyna szybko się unowocześnia. Być może za radą lekarza lepiej będzie kupić lek tak zwanej nowej generacji, skuteczniejszy, a zarazem mający mniej skutków ubocznych.


Barbara Jerschina
- lekarz-specjalista z przychodni Lux-Med.

Jak dbać o higienę w podróży? Jeśli lecimy samolotem, z higieną nie ma problemu - czas podróży jest krótki, posiłki są w odpowiedni sposób przygotowane i zapakowane. Pewne niebezpieczeństwo niosą jednak duże międzynarodowe lotniska, na których stykamy się z ludźmi z różnych krajów i kontynentów, a chorobotwórcze drobnoustroje rozpyla klimatyzacja - niestety tam możemy złapać groźną chorobę. Gorzej jeśli w takim miejscu utkniemy na kilka dni, na przykład z powodu strajków czy warunków pogodowych.
W przypadku długiej jazdy samochodem czy autokarem, w zachowaniu zasad higieny pomogą nam chusteczki nawilżające, choćby takie dla niemowląt, a także- nasiąknięte płynem dezynfekującym. Koniecznie trzeba pamiętać, aby myć ręce po wyjściu z toalety, a także przed posiłkami. Jeśli zatrzymamy się na jedzenie, lepiej wybrać miejsca wyglądające na pewne i czyste, oferujące świeżą żywność. Owoce bezwzględnie myjemy. Uważajmy z jedzeniem własnych zapasów - w upale szybko się psują co może skończyć się zatruciem pokarmowym. Problemem, zwłaszcza w egzotycznych krajach, może być woda
- zarówno do picia jak i do mycia zębów korzystajmy tylko z butelkowanej, oryginalnie zakapslowanej. Należy wystrzegać się także dodawania lodu do napojów i drinków.



 

Back to top