Gdzie jesteś walizko?
Hits: 5673
ZAGUBIONE BAGAŻE

Hala przylotów. Kolejni pasażerowie odbierają swój bagaż, a twojego jak nie ma, tak nie ma. W końcu taśma transportowa staje i dociera do Ciebie, że dalsze czekanie jest bezsensowne. Co w takiej sytuacji powinieneś zrobić?

 

Według statystyk amerykańskie linie lotnicze gubią codziennie ok. 10 tys. sztuk bagażu. Z kolei dane europejskie mówią, iż z tysiąca pasażerów linii lotniczych, aż osiemnastu zgłasza zaginięcie bagażu nadanego do luków samolotu. Na ogół walizki czy plecaki docierają do swoich właścicieli dzień, dwa po przylocie, bardzo sporadycznie rzeczy przepadają "na zawsze".

Co się może stać z bagażem? Bywa, że w ogóle nie wyleci z portu rozpoczęcia podróży bo np. spadł z transportera, albo pracownikowi który miał go załadować chwilowo ustały siły do pracy. Albo - owszem, bagaż wyleciał, tyle że przez pomyłkę nie tam, gdzie powinien. Ty np. lecisz tylko z Paryża do Warszawy, a Twój bagaż odwiedzi Buenos Aires. Jednak największa szansa na zgubienie bagażu jest w czasie przesiadek. Im ich więcej i im krótszy czas na zmianę samolotu, tym ryzyko większe. Dużo zależy od organizacji pracy na danym lotnisku. Osobiście najgorsze doświadczenia mam z londyńskim Heathrow i paryskim Charles de Gaulle, podczas gdy na wielkim, ruchliwym terminalu frankfurckim jak się nie raz przekonałam na przełożenie walizek wystarczy przerwa zaledwie 20 minutowa.


Najpierw - formalności

zgubiony bagaz-znak.jpg Pierwsze co musisz zrobić, jeśli twoje rzeczy nie doleciały, to zgłosić się w punkcie zagubionego bagażu. Szukaj w związku z tym tabliczek: "Lost luggage". Bywa że takich punktów może być na lotnisku nawet kilka (na Okęciu są np. dwa) - musisz udać się do tego, które obsługuje daną linię. Pamiętaj, że za zgubiony bagaż odpowiada ostatni przewoźnik jakim leciałeś. Jeśli więc podróżujesz do Nairobi, lecąc najpierw z Polski do Amsterdamu KLMem, a potem liniami Kenya Airways, to za brak bagażu odpowiedzialność ciąży na przewoźniku kenijskim.

Zgłaszając zaginięcie musisz pokazać bilet na samolot lub odcinek karty pokładowej oraz dowód nadania bagażu - chodzi o wklejaną do biletu karteczkę na ogół z kodem paskowym, na podstawie którego można szybko prześledzić, co się dzieje z naszą torbą czy plecakiem. Bardzo często już wówczas usłyszymy, że nasz bagaż został tu i tu, jest pod dobrą opieką i zostanie nadany na najbliższy samolot. Musimy też opisać zgubę, jak wygląda, jaki ma kolor itp. - pomocą w tym wypadku są (zwłaszcza jeśli nie znamy obcych języków) tablice ze zdjęciami różnego typu bagaży i paletą barw. Trzeba też podać adres, pod który bagaż ma zostać dostarczony (oczywiście bezpłatnie) i telefon kontaktowy (kurier umówi się z nami w sprawie szczegółów odbioru). Na koniec formalności dostaniemy stosowny dokument - zgłoszenie reklamacji z numerem sprawy oraz telefonem, pod który możemy dzwonić, aby dowiedzieć się jak wygląda sytuacja. Teoretycznie kiedy bagaż już się odnajdzie, linia sama powinna nas o tym poinformować. Niestety w różnych krajach z obowiązkowością pracowników różnie bywa, prawda jest więc taka, że w naszym własnym interesie lepiej natrętnie wydzwaniać.


Na pocieszenie…

walizki.jpg Pozostanie bez bagażu to zwykle spory problem. Denerwujące jest, jeśli nie mamy się w co przebrać (zwłaszcza gdy jesteśmy w zimowych rzeczach, a przylecieliśmy w tropiki), nie możemy się umyć, bo przepadły przybory toaletowe, nie mamy prezentów dla naszych gospodarzy, ani materiałów wiezionych na konferencję, a do tego nawet telefonu czy aparatu nie możemy podładować, bo ładowarki też są w głównej torbie. Przewoźnicy lotniczy zwykle zasłaniają się argumentem, że przecież nikt pasażerowi nie obiecuje, iż bagaż przyleci równocześnie z nim. Dobre linie, którym zależy na opinii, starają się jednak przynajmniej w jakimś stopniu zadośćuczynić niedogodności. Czasem podarują awaryjny pakiet z podstawowym zestawem kosmetyków plus np. koszulką na zmianę, albo zaoferują gotówkę (zwykle ok. 70-120 dol.) na zakup najpotrzebniejszych rzeczy. Często się zdarza, że zgoda linii na zakupy jest, ale na zasadzie, że najpierw wyłożymy swoje pieniądze, a przewoźnik po przedstawieniu rachunków, potem je zwróci. Lepiej jednak od razu ustalić co możemy kupić, za jaką kwotę (sprawy tego typu rozpatrywane są bardzo indywidualne) i do kiedy. Być może będziemy mogli kupić nawet garnitur (przylecieliśmy podpisać ważny kontrakt i zostaliśmy w pogniecionym T-shircie), choć linia lotnicza zapewne nie będzie się kwapiła, by rozliczyć nam rachunki z najdroższego sklepu.

Niestety bonusy tego typu nie są regułą - zdarzają się przypadki kiedy nie tylko nic nie dostaniemy, ale i grzecznościowego "przepraszam" nie usłyszymy. Zresztą i u renomowanych przewoźników, dopóki klient sam nie upomni się o swoje prawa, linie często "zapominają" poinformować, co pasażerowi przysługuje. Jednak uwaga! W większości przypadków na pomoc finansową możemy liczyć jedynie będąc daleko od swojego kraju ojczystego. Jeżeli nasz bagaż nie przyleciał z nami na polskie lotnisko, pozostaje nam wyłącznie cierpliwe czekanie.

W każdej jednak sytuacji, kiedy mamy zastrzeżenia co do obsługi ze strony linii lotniczych (choćby wtedy gdy długo czekamy na spóźniony bagaż i czujemy się przez pracowników linii "spławiani", albo gdy złożona przez nas reklamacja bagażowa została rozpatrzona negatywnie), możemy złożyć skargę do prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego, Federacji Konsumentów oraz do Europejskiego Centrum Konsumenckiego. Dla najbardziej wytrwałych pozostaje jeszcze droga sądowa.


Warszawska czy montrealska?

bagaze.jpg Załóżmy jednak, że jesteśmy pechowcami na całej linii, mijają kolejne dni, a nasza walizka nie odnajduje się. Za całkowicie utracony uznaje się bagaż, który nie dotarł do pasażera mimo upływu 30 dni. W takiej sytuacji przysługuje nam prawo odszkodowania, przy czym jego wysokość zależy od tego, na jakiej konwencji opiera się umowa przewozu bagażu (możemy to sprawdzić na bilecie albo na stronach internetowych danego przewoźnika). Dokładniej - przepisy ograniczają odpowiedzialność przewodnika do konkretnych stawek. Jeszcze do niedawna opierano się głównie na tzw. Konwencji Warszawskiej, na mocy której za każdy kilogram nadanego, nieodnalezionego bagażu, oddawano do 20 dolarów. Czyli nawet jeśli nasz bagaż ważył przepisowe 20 kg, dostawało się maksymalnie 400 dol., zaś przy 10 kg plecaku, zwracano 200 dol. (ile ważył zgubiony bagaż wiadomo, bowiem jego waga sprawdzana przy odprawie wpisywana jest w kwit bagażowy). Obecnie, zgodnie z przepisami Unii Europejskiej, przewoźnicy przeszli na tzw. Konwencję Montrealską. W tym przypadku odpowiedzialność ograniczona jest do 1000 tzw. SDR (skrót od: Special Drawing Rights, co oznacza Specjalne Prawo Ciągnione) jak nazywa się umowną jednostkę walutową, której kurs ustala Międzynarodowy Fundusz Monetarny. Aktualnie 1000 SDR to równowartość około 1200 euro czyli 4800 zł. Nie dostaniemy więcej pieniędzy, nawet jeśli w naszym bagażu były bardzo cenne pakunki. Zresztą linie lotnicze zapobiegliwie ogłaszają całe listy przedmiotów, które są wyłączone z odpowiedzialności przewoźnika, czyli z założenia nie powinny być przewożone w nadawanym bagażu. Na liście tej są m.in. laptopy i komputery, pieniądze, ważne dokumenty, nośniki danych takie jak dyskietki, płyty CD i DVD, antyki, biżuteria, przedmioty wykonane z materiałów łatwo ulegających uszkodzeniu czy towary łatwo psujące się (np. żywność).


Walizka po przejściach

A co jeśli walizka doleciała, ale uszkodzona? Wszystko zależy od tego co się zepsuło. Jeśli odpadły np. kółka albo urwała się rączka, zazwyczaj nic nie wskóramy. Przewoźnicy zastrzegają też, że nie ponoszą odpowiedzialności za to, co zostało do bagażu przymocowane i uszkodziło się w wyniku niewłaściwego zapakowania (np. przytroczone do plecaka kijki trekingowe). Jeśli jednak torba czy walizka została ewidentnie uszkodzona w trakcie przeładunku, linie lotnicze dbające o pasażera albo dają podobną, nową, albo zezwalają na jej samodzielny zakup, z podaniem kwoty, do jakiej jest to możliwe (zwykle zwrot pieniędzy następuje dopiero po okazaniu rachunku). Najlepiej zgłosić uszkodzenie bagażu od razu, choć według przepisów mamy na to 7 dni od odebrania bagażu, który przyleciał razem z nami i 21 dni w przypadku bagażu opóźnionego (z tym, że wówczas na pasażerze spoczywa obowiązek udowodnienia, iż szkoda powstała w czasie lotu, co oczywiście nie jest łatwe).

Oczywiście jeśli przed wylotem ubezpieczyliśmy nasz bagaż, w sytuacji zarówno jego uszkodzenia jak i zgubienia przysługuje nam dodatkowe odszkodowanie.


Na wszelki wypadek..

walizy.jpg Co robić, aby zminimalizować ryzyko zgubienia bagażu? Na pewno lepiej pozdejmować stare, nieaktualne dowody nadania bagażu z poprzednich lotów mogące wprowadzić w błąd osoby odpowiedzialne za załadunek. Za to wskazane jest, by w widocznym miejscu, na stałe, widniała przywieszka z naszym imieniem i nazwiskiem, adresem i telefonem. Przy odprawie bagażu sprawdźmy czy rzeczywiście został on nadany tam gdzie chcemy (ważne zwłaszcza przy podróżach z przesiadkami) - na walizce powinna zawisnąć naklejka z kodem docelowego miasta (np. Warszawa to WAW, Nowy Jork - NYC itp.). Dobrze jest też wiedzieć, gdzie mamy dowód nadania bagażu (jeśli odprawiamy się w większym gronie, może być on wklejony do biletu innej osoby). Warto zadbać, aby w oddawanym bagażu było jak najmniej elementów pozwalających na zahaczenie się i przez to - zrzucenie z transportera. Dotyczy to zwłaszcza plecaków - lepiej zawczasu pospinać wszelkie paski oraz pas biodrowy. Bagaż w który się pakujemy dobrze jest jakoś wyróżnić - w czasach gdy większość pasażerów ma na ogół czarne, podobne do siebie walizy, nie raz zdarzają się niezamierzone podmiany bagażu - ktoś kto się spieszy łapie za walizkę, która wcale nie jest jego. Nietypową, np. seledynową torbę w razie zagubienia łatwiej zlokalizować.

Ale w tym wszystkim liczy się też i szczęście (lub jego brak). Mnie np. bagaż ginie bardzo często (ale szybko się odnajduje). -Ty chyba przyczepiasz sobie karteczkę: "proszę o zgubienie bagażu…" - śmieją się moi znajomi.


Pamiętaj!
Jeśli chodzi o zgubiony bagaż, takie same prawa mają pasażerowie korzystający z rejsowych połączeń, jak i z tanich linii oraz czarterów odbywających się z portów Unii Europejskiej albo wykonywanych przez unijnego przewoźnika.


(tekst pisany w roku 2007 r.)

Back to top