Lotniskowe niespodzianki
Hits: 6011

PORADNIK DLA TYCH, CO NA LOTNISKACH CZUJĄ SIĘ NIESWOJO

Podróż czarterowym samolotem startującym z polskiego lotniska, nie stanowi zwykle problemu. Jeśli jednak mamy dolecieć gdzieś na drugi koniec świata, po drodze zmieniając samoloty i lotniska, to już może być wyzwanie pełne różnych niespodzianek.


Przybywa osób, dla których podróż samolotem to tak, jak dla innych przejazd metrem. Latają dużo i często, o lotniskach wiedzą prawie wszystko. Zdecydowana większość to jednak ci, którzy na lotniskach są rzadko (albo pierwszy raz), a stres związany z podróżą i brak podróżniczego doświadczenia sprawia, że czują się na nich zagubieni. Nie ważne do której grupy należycie – na lotnisku zawsze może zdarzyć się coś, czego nie przewidzimy.

Mamy pecha – nie lecimy!

lotniska3.jpgRóżnie w życiu bywa – spóźnienie na samolot może trafić się każdemu. Nie jest żadnym usprawiedliwieniem, że zaspaliśmy, w drodze na lotnisko trafiliśmy na korek czy zatrzymała nas policja… Nawet jeśli nad lotniskiem była mgła i loty były wstrzymane, obowiązkiem pasażera jest stawić się do odprawy o czasie (w zależności od lotniska kończy się ona jakieś 50-30 minut przed  planowaną godziną wylotu). Co się stanie jeśli nie zdążymy? Ano zależy od tego, jaki mamy bilet. Przy tych droższych nie ma problemu – będzie można polecieć innym lotem, przy biletach tańszych – pewnie trzeba za zmianę połączenia dopłacić, przy najtańszych – najprawdopodobniej zostanie nam kupić zupełnie nowy bilet, albo iść na dworzec autobusowy. Dotyczy to nie tylko sytuacji kiedy rozpoczynamy podróż, ale także jeśli zmieniamy samoloty, a każdy lot mamy na innym, oddzielnym bilecie (np. lecieliśmy do Londynu Ryanair`em i nie załapaliśmy się na transoceaniczne połączenie American Airlines).

Korzystniejsza jest sytuacja, kiedy mamy ciąg połączeń liniami współpracującymi ze sobą (np. do Frankfurtu LOT i dalej Lufthansa – obie linie należą do tego samego aliansu) albo wręcz tymi samymi. W tym przypadku tracąc połączenie nie ze swojej winy (opóźnienie lotu, problemy techniczne), linia nie tylko załatwi nam alternatywny dolot, ale jeśli zajdzie taka konieczność, da nam także darmowy hotel i jedzenie. Podobna opieka (i zorganizowanie transportu innym samolotem) należy nam się w sytuacji, kiedy zostajemy zaskoczeni informacją o odwołanym locie. W tym przypadku mamy dodatkowo szansę na odszkodowanie, którego wysokość zależy od długości trasy (wg przepisów Unii Europejskiej lotniska2.jpgjest to 250-600 euro). Problem w tym, że linie chętnie zasłaniają się tak zwaną „siłą wyższą” (wybuch wulkanu, kiepska pogoda, zamach terrorystyczny, strajk czy jakieś wydarzenia polityczne), co oznacza zwolnienie od odpowiedzialności, no i płacenia.

Jest jednak jeszcze jeden powód przez który można nie polecieć. To overbooking, czyli sytuacja kiedy jest więcej pasażerów niż miejsc. Ponieważ  na ogół jakiś procent pasażerów na lotnisku się nie zjawia, normalną praktyką jest, że linie celowo sprzedają trochę więcej biletów niż powinny. Czasem jednak wszyscy przyjdą i… linia zaczyna szukać chętnych do pozostania, a jeśli ochotnicy się nie znajdą – zostają zwykle pasażerowie którzy przyszli do odprawy na końcu. Szczerze mówiąc jeśli nam się nie spieszy, „wypadnięcie z lotu” może okazać się bardzo korzystne! Ofiara overbookingu ma oczywiście załatwione zastępcze połączenie (często nawet w klasie biznes), a jeśli musi trochę poczekać (zwykle jest to kwestia kilku godzin, w gorszym razie – doby), dostaje voucher na dobry hotel, transfery i jedzenie, a w ramach rekompensaty za niedogodności - gotówkę (podobnie jak i w wypadku odwołania lotu - 250-600 euro) albo voucher na darmowy bilet na wybranej trasie.


Okno, przejście, skrzydło czyli ruletka z miejscami

lotnisko4.jpgZałóżmy jednak, że wszystko z naszym lotem w porządku i szczęśliwie jesteśmy przy odprawie. Gwarancję najwygodniejszej podróży mają na pewno pasażerowie klasy biznes, nie mówiąc o jeszcze bardziej ekskluzywnej klasie pierwszej (jeśli jest), za to w ekonomicznej różnie z ową wygodą bywa. Na to, czy podróż minie nam w miłej atmosferze, duży wpływ mają współpasażerowie (żadna to przyjemność trafić na sąsiada-gadułę gdy chcemy spać, albo na otyłą panią, która nie mieści się w swoim siedzeniu i zajmuje połowę naszego), ale na to akurat wpływu nie mamy. Za to miejsce w samolocie podczas odprawy można próbować sobie wybrać. Na krótkim locie jeszcze pal sześć, jakoś można się przemęczyć gdziekolwiek, jednak przy długim, wielogodzinnym warto się postarać, aby siedzieć zgodnie ze swoimi preferencjami. Na ogół nikt nie lubi siedzieć w środku - jedni wolą przy oknie (nie tylko o widoki chodzi, ale np. o oparcie przy spaniu czy żeby nam nikt nie przeszkadzał co chwila wychodząc do toalety), inni przy korytarzu (ważne dla tych, którzy mają potrzebę częstego wstawania albo natura obdarzyła ich długimi nogami). Są osoby które lepiej się czują z przodu samolotu, tym bardziej że z tyłu może nie być wyboru zestawu jedzenia (o ile jedzenie w ogóle jest), zaś ostatnie miejsca przy toalecie grożą tym, że ciągle będziemy mieli nad głowami czekających za tzw. potrzebą ludzi. Dodatkowo w niektórych samolotach przy miejscach na samym końcu danego "przedziału", może się zdarzyć, że fotele nie dadzą się normalnie rozłożyć.

lotniska91.jpgWielu pasażerów prosi o miejsca, gdzie jest więcej miejsca na nogi. Są to zwykle miejscówki przy wyjściach ewakuacyjnych, ale uwaga: w samolotach wielu linii wymaga się od siedzących tam pasażerów znajomości angielskiego! W dużych samolotach przestronne są miejsca w rzędach na początku kolejnych „przedziałów”, chociaż często sadza się tam rodziców z małymi dziećmi, co może dać się mocno we znaki (trudno mieć pretensję do dziecka że płacze, albo że w środku nocy zechce się bawić wchodząc nam na kolana).

Jeśli zależy nam na widokach za oknem, trzeba uważać, by nie usiąść akurat nad skrzydłem. Na nic jednak nasze pobożne życzenia, jeśli czekamy z odprawą do ostatniej chwili. Wiadomo – im wcześniej, tym lepiej, a w obecnych czasach można się  odprawiać przez Internet już na wiele godzin przed odlotem (wystarczy wejść na stronę internetową linii i odszukać zakładkę „check-in”, gdzie jest również możliwość wyboru miejsca w samolocie). Proszenie o miejsce dopiero na lotnisku ma szansę skończyć się tym, że sympatyczna pani z rozbrajającym uśmiechem poinformuje nas: „przepraszamy, ale nic nie da się już zrobić”.

Kosztowne kilogramy

lotniska14.jpgOdprawa na lotnisku to nie tylko możliwość wzięcia karty pokładowej z wyznaczonym numerem miejsca, ale także okazja oddania bagażu. Na pewno wielu z nas zna to niemiłe uczucie, kiedy mając świadomość jak ciężką mamy walizę, kładziemy ją na lotniskowej wadze. Przepisy odnośnie przewożonych bagaży zależą od linii, trasy i statusu pasażera (w klasie biznes limity są większe). Zazwyczaj w klasie ekonomicznej jest to 20, czasem 23 kg, przeważnie w postaci jednej sztuki. Gorzej, bo zdarzają się też linie (zazwyczaj na krótszych odcinkach wewnątrzkrajowych), gdzie można mieć jedynie 15 kg (częste np. w Ameryce Południowej) czy nawet 10 kg (awionetki w Delcie Okavango). Mowa oczywiście o bagażu tzw. rejestrowanym, czyli oddawanym do luków, na ogół bezpłatnym („na ogół”, bo w niektórych tanich liniach nadanie walizki, choćby bardzo lekkiej, mimo wszystko kosztuje. W liniach Wizzair, jeśli zrobimy to na lotnisku, jest to kwota 200 zł, płacąc przez Internet – 68-113 zł). Do tego dochodzi bagaż podręczny – w zależności od linii 5-10 kg, przy czym  coraz częściej ogranicza się, że może być to tylko jedna sztuka (czyli plecaczek okej, ale dodatkowa torba fotograficzna  już nie!).

Problemem bywa bagaż o niestandardowych gabarytach. Rower, narty, deska windsurfingowa na ogół wymaga dodatkowych opłat (np. w Wizzairze pobierana na lotnisku opłata za narty to 135 zł w jedną stronę). Poza tym tego typu sprzęt, a czasem nawet plecak, wymagają  nadania go i odbioru przy specjalnych stanowiskach (oversized luggage).

lotniska6.jpgA co jeśli przekroczyliśmy wagę, choćby przy zwykłej walizce? No cóż, trzeba przygotować się na płacenie (ile zależy od linii i trasy, ale zwykle trzeba być przygotowanym na 30-50 euro za kilogram), choć jeśli przekroczenie jest niewielkie, a mamy czas, może lepiej wycofać się z odprawy i przepakować się. Jeśli lecimy w towarzystwie, może ktoś nam kilka rzeczy po koleżeńsku weźmie do siebie, może coś tam z dużego bagażu przerzucimy do podręcznego, albo po prostu zostawimy? Równocześnie pamiętajmy o przepisach. To że nie wolno przewozić w bagażu podręcznym płynów czy ostrych przedmiotów to zwykle wiemy (choć np. w RPA na lokalnych rejsach nikt do płynów nie ma zastrzeżeń), ale o przepisach celnych  czy sanitarnych kraju do którego przylatujemy, już nie zawsze pamiętamy. Problemem może być np. świeże jedzenie, owoce (szczególnie jest z tym problem na wyspach, zwłaszcza w Australii czy Nowej Zelandii), niekiedy leki czy restrykcyjnie sprawdzany alkohol (np. do Kanady można wwieźć tylko 1,14 litra, co oznacza że dwie butelki po 0,75 l już nie są w porządku).


Nie przegap kolejnego lotu!

lotniska71.jpgW większości wypadków zmiany samolotów na lotniskach przesiadkowych nie są specjalną filozofią. Nawet jeśli trzeba zmienić terminal, orientację ułatwiają znaki, choć oczywiście są lotniska bardziej lubiane i uznawane za łatwe w orientacji (np. Zurych, Amsterdam, Monachium) i „mniej przyjazne” (kiepską opinię ma np. Paryż). W każdym razie po wyjściu z samolotu musimy kierować się drogowskazami „transfer” czy „connection flights”, kierując się do właściwego gate`u (wejścia do samolotu), chyba że nie podano nam jego numeru i musimy poczekać aż wyświetli się na lotniskowych ekranach informacyjnych (może to nastąpić na krótko przed wylotem). Czasem, jeśli nie dostaliśmy na początku podróży karty pokładowej (tzw. boarding card) na kolejne loty, trzeba zgłosić się po nią na lotnisku przesiadkowym – wydaje je obsługa tzw. transfer desku (punkt odpraw w strefie tranzytowej), choć w ostateczności można ją wziąć też przy gate`cie.

Czasem jednak, w przypadku kiedy kolejny lot mamy wykupiony u innego przewoźnika, albo po locie międzynarodowym mamy krajowy, konieczne może okazać się odebranie bagaży, które trochę paradoksalnie zaraz potem trzeba będzie ponownie nadać. Oznacza to, że trzeba przejść kontrolę paszportową, a następnie celną, trochę się pewnie nanosić, wejść z hali przylotów (arrivals) na odloty (departures), odszukać stanowisko odprawy i po postaniu w kolejce znowu bagaż nadać. Nie jest to może skomplikowane, ale męczące, chociaż plusem jest, że przesiadka nam przynajmniej szybko zleci.

lotniska1.jpgNajgorszą wersją jest konieczność zmiany lotniska. Bardzo często zdarza się tak np. przy przesiadkach w Nowym Jorku – przylatujemy na lotnisko im. Kennedy`iego, a odlatujemy z Newark, dokładnie z drugiej strony miasta (podobnie może być też w Paryżu, Moskwie czy Berlinie). Na pewno zanim wykupimy bilety na pozornie tańsze połączenie, warto sprawdzić, czy nie wiąże się to ze skomplikowaną logistyką (może trzeba będzie zainwestować w kosztowną taksówkę?), związaną z tym nerwówką, a czasem jeszcze z koniecznością posiadania wizy (w strefie tranzytowej, kiedy nie opuszczamy lotniska, nie jest nam ona potrzebna, za to przy wychodzeniu na zewnątrz – już tak).

To co najważniejsze to nie przegapić lotu! Pamiętajmy że wszystkie godziny na biletach czy kartach pokładowych dotyczą czasu lokalnego, a więc nie zapominajmy dowiedzieć się jaki on w danym miejscu jest (kiedyś w Helsinkach prawie się nie spóźniłam na samolot bo zapomniałam, że w stosunku do Polski jest tam godzina do przodu). Co ważne - godziny podane na bilecie to godziny wylotu, czyli startu samolotu, co znaczy że załadunek pasażerów kończy się wcześniej! Na ogół na kartach pokładowych mamy wpisaną godzinę, o której zaczyna się wpuszczanie do samolotu, ale są linie, np. British Airways, gdzie jest inaczej - podają godzinę zamknięcia wejścia do samolotu. Jeśli zbyt długo zabawimy w sklepach albo zmęczeni uśniemy na jakiejś ławce, możemy nie polecieć!

Doktorat z latania

Haczyków związanych z lataniem jest wiele. Nie zawsze pamiętamy choćby o opłatach lotniskowych. W Europie są one już wliczone w cenę biletu, ale już np. w Ameryce Południowej czy niektórych krajach Afryki może okazać się, że jeśli nie zapłacimy 20-40 dolarów, to nie wylecimy.

lotniska10.jpgJeśli wracamy skądś z daleka i na lotniskach europejskich czeka nas przesiadka, nie dajmy się za bardzo ponieść szałowi zakupów wolnocłowych. W praktyce oznacza to, że jeśli lecimy z Limy, Kapsztadu, Pekinu czy innego miejsca poza naszym kontynentem i kupimy jakiś alkohol, na przesiadce np. w Amsterdamie czy Londynie wspomniane zakupy stracimy, i nie pomoże nawet to, że będą one w zapieczętowanej torbie z kwitem z lotniskowej duty free. Pamiętajmy, przy przesiadkach na terenie Unii Europejskiej akceptuje się tylko zakupy zrobione na terenie Unii. Z drugiej strony w bagażu głównym też może być różnie z alkoholami. Na przykład w Linvingstone w Zambii obowiązuje dziwny przepis (o którym nikt wcześniej nie informuje), że trzeba wyciągać z walizek wykryte na rentgenie butelki – jeśli są one nawet nie tyle nadpite, co odkręcone, obsługa je konfiskuje.

Każde lotnisko jest inne i może nas czymś zaskoczyć. Czasem mile (jak np. monachijskie, na którym są automaty z darmową kawą i herbatą, choć niełatwo je znaleźć), czasem niemile (przykładem płatne wózki na lotniskach amerykańskich, gdzie przewiezienie bagażu choćby tyko na odcinku 50 metrów uszczupli nasz portfel o kilka dolarów).

Niewątpliwie o podróżach lotniczych spokojnie można byłoby napisać pracę doktorską! Mimo że lotniska i linie działają w oparciu o pewne schematy, zawsze znajdą się sytuacje owymi schematami nie objęte. W każdym razie, na wszelki wypadek będąc na lotnisku warto zwrócić uwagę na ulotki i plakaty informujące o przepisach dotyczących praw pasażerów. Oby wiedza ta się nie przydała, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, warto się o te prawa upominać.

Back to top