Podłącz się! Ale jak?
Hits: 10103

wtyczki2.jpgWTYCZKI DO KONTAKTU
Coraz częściej zabieramy z sobą w podróż urządzenia elektryczne. Tyle, że może się okazać, że choć będziemy chcieli, nie zrobimy z nich użytku. Powód? Prozaiczny: nie będzie pasowała wtyczka!




Czasy się zmieniają, ekwipunek globtrotera także. Bez telefonu komórkowego, kamery video czy aparatu cyfrowego wiele osób nie wyobraża już sobie wyjazdu. Pracoholicy zabiorą jeszcze laptopa, eleganci - suszarkę i żelazko, miłośnicy herbatek - grzałkę. Wspólną cechą tych wszystkich urządzeń jest konieczność podłączenia się do sieci. I tu zaczynają się tzw. schody…

 

Wtyczka wtyczce nie równa


Podstawowa sprawa to budowa gniazdka elektrycznego. Właśnie z tego powodu na całym świecie w użyciu jest kilkanaście różnego rodzaju wtyczek. Standardowa wtyczka stosowana do tej pory w Polsce (a także w wielu innych krajach) to taka z dwoma okrągłymi bolcami i ewentualnie otworem na bolec uziemienia. Teraz jednak, zgodnie ze standardami Unii Europejskiej, wprowadza się powszechnie inne uziemienie - w postaci specjalnych blaszek z dołu i u góry wtyczki.

Nie zdziwmy się jednak, jeśli np. we Włoszech i Szwajcarii do gniazdka pasować będzie jedynie wtyczka z trzema cienkim bolcami (we Włoszech ustawionymi poziomo w jednej linii, w Szwajcarii - tworzącymi kształt spłaszczonego trójkąta). Na szczęście w obu tych krajach stosuje się też "normalne" gniazdka, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, która przyzwyczaiła się do wyłącznie "swoich" wzorów, co oznacza że niezbędne są wtyczki z trzema bolcami, jakich w kontynentalnej Europie nie ma. Z "brytyjskimi" wtyczkami będziemy mieli do czynienia również w krajach, które niegdyś były koloniami Wielkiej Brytanii (Cypr, Indie, Tanzania, Kenia, Ghana, Hong Kong itd.).

Jeszcze inny niż w Europie układ bolców spotkamy we wschodniej Azji (Chiny, Japonia, Tajwan), czy w USA i Kanadzie. Nie sposób opisać, gdzie na jakie wtyczki możemy trafić. Dość powiedzieć że np. w Laosie czy na Kubie występuje 5 ich rodzajów, na Malediwach i w Nigrze - 6, a w Salwadorze aż 10!

 
 
Przezorny - zabezpieczony!


Nic nie wskazuje na to, aby świat wtyczki szybko ujednolicił. Na szczęście jest na to rada. Wystarczy zaopatrzyć się w tzw. adapter, albo inaczej mówiąc - przejściówkę. Mając takie niewielkie "gadżety" z podłączeniem się do prądu nie będzie problemów.

W hotelach, zwłaszcza tych lepszych, kilka "dyżurnych" przejściówek jest zwykle na stanie i po prostu się je wypożycza (czasem za darmo, czasem za opłatą, albo za kaucją). Jeśli jednak dużo podróżujemy, najlepiej mieć swoją własną przejściówkę. W miejscowych sklepach lub na bazarkach można je zwykle kupić za przysłowiowe grosze, tyle że będzie to zazwyczaj przejściówka "lokalna", taka, która jest potrzebna w danym państwie. Chcąc mieć pewność, że będziemy mogli się podłączyć do prądu w każdym zakątku świata, lepiej kupić od razu zestaw wtyczek (po angielsku nazywa się to "universal adapter kit"). Można taki użyteczny gadżet kupić zwykle na lotniskach (równowartość 8-25 dolarów) i w niektórych sklepach podróżniczych.


Ach te wolty!

Niestety, żeby nie było zbyt łatwo, poza wtyczką jest jeszcze inny problem związany z podłączaniem się do prądu. To napięcie. W większości krajów świata wynosi ono 220-240 Volt (normy Unii Europejskiej narzucają 230 V). Wahania o 10-20 V nie mają w sumie znaczenia, są jednak kraje, gdzie napięcie jest o połowę niższe. Na przykład w Kanadzie, Kostaryce czy wyspach Mikronezji wynosi 120 Volt, w USA, na Dominikanie , Jamajce czy w Kolumbii - 110 V, a w Japonii - tylko 100 V.

Niektóre urządzenia, jak choćby żelazka turystyczne mają specjalne przełączniki na napięcie występujące w danym miejscu. Ale uwaga - trzeba pamiętać kiedy jak co poprzełączać. Jeśli przybysz z Europy będzie chciał ze wspomnianego żelazka ustawionego na 220 V skorzystać np. na Tajwanie, gdzie napięcie wynosi 110 V, dopóki nie przełączy odpowiedniego guzika, żelazko nie będzie grzało. Jeśli jednak zapomni o ponownym przesunięciu guzika i zostanie z ustawieniem na 110 V, po powrocie do Europy po prostu spali w żelazku wewnętrzną instalację.

A co jeśli żadnych guziczków do przestawiania nie mamy? W takim wypadku niezbędne jest kupienie transformatora, który będzie zmieniał napięcie na odpowiednią wartość. Jednym słowem kiedy kupujemy np. w Stanach czy w Japonii urządzenia elektryczne, które chcemy przywieźć do Europy, od razu pomyślmy też o kupnie transformatora i przejściówki do wtyczki. Albo może zapytajmy czy jest w sprzedaży wersja owego urządzenia z przeznaczeniem na rynek europejski (często jest taka opcja).

Swoją drogą jeszcze niedawno nikt tak w podróżach za możliwością podłączenia się do prądu nie tęsknił. Podróżowanie bez urządzeń elektrycznych miało jeszcze jeden plus - plecaki były lżejsze, bez zwojów kabli, które teraz do nich wrzucamy. :)


Warto wiedzieć!

Jeśli wyjeżdżasz do jakiegoś kraju i chcesz wiedzieć, jakiego typu wtyczek się tam używa oraz jakie jest napięcie, zajrzyj do internetu na www.iec.ch/worldplugs/
Informacje zawarte są wprawdzie w języku angielskim, ale rysunki i tabelki nie wymagają objaśnień.

Tekst pisany dla magazynu "Traveler-National Geographic" w 2006 (?) roku.

Back to top