Palcem po mapie, z nosem w przewodniku
Hits: 3703
PRZEWODNIKI, MAPY


To, ile z naszej podróży skorzystamy, zależy w dużej mierze od tego, jak się do niej przygotujemy. W końcu szkoda byłoby przejechać tuż obok superciekawego miejsca, zupełnie o nim nie wiedząc. W opracowaniu trasy pomogą nam mapy i przewodniki.


Na pewno warto znaleźć czas, by poczytać o miejscach, do których się wybieramy. Ogólnie – o historii, geografii, społeczeństwie itp., ale też o klimacie (kiedy tam jechać), jak się poruszać, informacje o lokalnych zwyczajach, specjałach kulinarnych, no i oczywiście – o tym, co zobaczyć. Jeszcze pal sześć, jeśli jedziemy na wycieczkę zorganizowaną, na której mamy przewodnika – można wówczas liczyć na zasób jego wiadomości. Przy wyjazdach indywidualnych książkowy przewodnik powinniśmy uznać za lekturę obowiązkową.


Coś o Pernambuco? Nie ma sprawy…

Przewodników i map na półkach księgarskich jest mnóstwo, w Internecie – jeszcze więcej. Rzecz jasna mając do wyboru kilka książek czy map dotyczących tego samego miejsca, zanim podejmiemy decyzję w które zainwestować, warto je przejrzeć i wnikliwie porównać. ksiazki1.jpgChyba że mamy już jakąś swoją ulubioną, konkretną serię, przyzwyczailiśmy się do stosowanej w niej grafiki czy symboli – wtedy zwykle trzymamy się tego, co sprawdzone (choć szczerze mówiąc w obrębie serii poziom książek też może się znacznie różnić, na co wpływ ma przede wszystkim osoba autora czy redaktora).

Mam wrażenie, że chyba nie ma już chyba krajów nieopisanych w przewodnikach. Nawet o Korei Północnej, czy długo stanowiącej białą plamę Algierii, coś tam znajdziemy, choć faktem jest, że w przypadku rzadko odwiedzanych przez turystów miejsc, często zostaje tylko literatura obcojęzyczna. Na szczęście nie ma już problemów z jej sprowadzeniem. Coraz więcej naszych księgarni, także internetowych, sprowadza mapy i przewodniki wydane na Zachodzie (zwłaszcza serię Lonely Planet), a co najwyżej, jeśli danego tytułu nie będzie akurat na stanie, trzeba będzie trochę poczekać (z tego powodu lepiej nie zostawiać takich zakupów do ostatniej chwili). Oczywiście sami na własną rękę też możemy zrobić zamówienie – wybór zagranicznych portali z przewodnikami jest całkiem spory (ja korzystam zwykle z Amazon.com ).

Kupując książki przez Internet pamiętajmy, że cena owszem, jest zwykle atrakcyjniejsza niż w księgarni, ale trzeba dodać koszty przesyłki. Z tego powodu warto rozważyć zamówienie od razu większej ilości książek, na przykład umawiając się na taką akcję wspólnie ze znajomymi.


Co kto lubi

Nie ma uniwersalnych przewodników, tym bardziej że każdy z nas czego innego od nich oczekuje. Jednych interesuje architektura, innych historia albo przyroda, jeszcze inni chcą zrobić sobie rajd szlakiem muzeów. Ktoś kto jedzie na wyjazd służbowy i będzie miał zaledwie kilka godzin, aby zobaczyć to co najważniejsze, zadowoli się pewnie malutkim pocketem ("pocket" to po angielsku kieszeń), zawierającym kompendium wiedzy, która przelana na papier faktycznie  mieści się w kieszeni kurtki. Jeśli ksiazki-albumowe.jpgjednak bierzemy plecak i wyjeżdżamy do jakiegoś kraju na dłużej, oczywiste jest że chcemy mieć przewodnik z jak największą ilością praktycznych detali. Niektóre przewodniki istne „cegły”, grube książki zawierające faktycznie mnóstwo treści, ale coś za coś – ogranicza się w nich ilość zdjęć (w końcu to nie album) i zwykle daje się gorszy, za to cieńszy (przy okazji też tańszy) papier.

To na co ja zwracam uwagę, to układ graficzny przewodnika – musi być na tyle przejrzysty, żeby łatwo było znaleźć to, czego szukamy (dobrze jeśli na końcu jest skorowidz opisywanych miejsc). Sposób pisania też jest ważny – nadmiar szczegółów, dat i władców kolejnych dynastii sprawi, że część z nas szybko zrezygnuje z lektury.

Ważna jest też aktualność przewodnika. Warto popatrzeć na datę wydania i dowiedzieć się, czy w międzyczasie nie było wznowienia. Książka to nie gazeta, tak więc nie ma siły, nie można korygować na bieżąco może nawet nie tyle błędów, co zmieniających się realiów. Zawsze może się zdarzyć, że jakiś hotel przestanie istnieć, a muzeum zmieni godziny otwarcia lub co gorsze - adres. Jeśli zakupiliśmy przewodnik sprzed 15 lat, bo przeceniony miał atrakcyjną cenę, nie zdziwmy się, że tak wiele informacji nie będzie nam się zgadzać; możemy się jedynie pocieszać, że opisywane w nim na przykład ruiny jak stały, tak stoją. Swoją drogą nie tak dawno zwiedzałam Kopenhagę ze swoim (w znaczeniu: przez siebie napisanym) przewodnikiem po Danii i… przeklinałam swoją twórczość na czym świat stoi, bo niestety sporo rzeczy już się nie zgadzało. Stolica Danii zmienia się w bardzo szybkim tempie – powstały nowe, zwracające uwagę budowle których w moim, pisanym dobre 8  lat temu przewodniku oczywiście nie ma, z kolei pewne atrakcje przestały istnieć. Na moje szczęście nakład przewodnika już się wyczerpał :).


Biblioteka w plecaku

Nie ma idealnych przewodników. Nawet w seriach uważanych za najlepsze, zdarzają się wpadki. Kiedyś na Filipinach, mając w garści przewodnik Lonely Planet, trochę się zdziwiłam kiedy pytając o San Fernando Pampanga miejscowi kierowali mnie w zupełnie inną stronę niż ksiazki-lp.jpgmapka w mojej książce. Okazało się, że na wyspie są dwie miejscowości o tej samej nazwie, jedna na północ od Manili, skąd startowałam w trasę, inna na południe. Niestety na przewodnikowej mapce oznaczono tę niewłaściwą. Ja zorientowałam się w porę, ale pewnie sporo osób musiało trafić nie tam gdzie zamierzały, bo w kolejnym wydaniu błąd został poprawiony.

Niestety sporo błędów zdarza się przy tłumaczeniach, nie mówiąc że książka tłumaczona z założenia traci na aktualności. Plusem tłumaczeń naszych polskich wydawnictw są natomiast wstawki z informacjami ciekawymi dla nas, Polaków, np. o polonikach czy rodakach mających wpływ na lokalną historię.

Zresztą nie zawsze to, co zachodnie, będzie nam się podobało. Przykładowo wiele brytyjskich przewodników kładzie nacisk na życie nocne, bary, lokale homoseksualne, dyskoteki, a tymczasem przeciętny polski niespecjalnie jest tym zainteresowany. Nie raz się też przekonałam, że zawarte w treści owych przewodników wskazówki pod hasłem „nie jedź tam, bo nie warto”, w praktyce przekładało się na „jeśli tam jednak pojedziesz, znajdziesz się w cudownym, przepięknym miejscu, bez tłumów i barów”. W każdym razie warto doceniać przewodniki autorskie naszych rodzimych autorów, którzy znając polską mentalność łatwiej trafiają w nasze gusta. Oczywiście najważniejsze aby autor faktycznie znał opisywane miejsce, jako że krótki, zaledwie kilkugodzinny pobyt autora gdzieś tam na drugim końcu świata, to za mało by pisać przewodnik (takie sytuacje się zdarzają, nie mówiąc o pisaniu o miejscach w których w ogóle się nie było).


Nie ma jak konkret!

Przewodników jest mnóstwo – niektóre dotyczą jakiegoś miasta lub regionu, inne – państwa, są też takie które obejmują pół kontynentu albo i cały. Oczywiście im większy teren opisują, tym bardziej są ogólnikowe, czyli zamiast kupić przewodnika typu „Europa”, lepiej wybrać kilka, poświęconych konkretnym krajom czy nawet ich wycinkom.

ksiazka z mapka.jpgCoraz więcej pojawia się przewodników tematycznych. Na przykład dla zmotoryzowanych, podróżujących z dziećmi, dla rowerzystów, kajakarzy, przewodniki kulinarne, nie mówiąc o takich specjalnie dla kobiet, dla miłośników sanktuariów, judaików, zamków, militariów, albo nawet – mostów! Wiele osób chwali sobie przewodniki z konkretnymi trasami (np. "Polska na weekend", "Romantyczny weekend we dwoje" itp.) z opisami co warto zwiedzić, gdzie przenocować, gdzie zjeść. Dla wszystkich, którzy lubią mieć wszystko pewne pod względem organizacyjnym, ale sami nie mają czasu aby się zająć przygotowaniem podróży lub po prostu brak im pomysłu, taki gotowiec to bardzo wygodna sprawa.

Oczywiście kupić przewodnik to oczywiście, ale nie da się ukryć, że książki zajmują miejsce, no i są ciężkie. Jeżeli przemieszczamy się samochodem, albo jedziemy gdzieś, gdzie mamy stałą bazę noclegową i nie musimy całego bagażu nosić, wtedy pal sześć, możemy trochę materiałów nabrać. Ale co jeśli mamy w planach intensywną podróż dookoła świata, z plecakiem który trzeba nosić na własnym grzbiecie? Na szczęście nastały już takie czasy, że w większości miejsc turystycznych bez problemów można kupić lokalne przewodniki, po cenach często niższych niż w Polsce (czasem zresztą można trafić na tzw. second hand`y, z używanymi książkami za przysłowiowe grosze). Dobrą, choć może akurat nie najtańszą bazą zaopatrzenia w przewodniki są księgarnie na lotniskach. Z kolei jeśli nocujemy w hostelach, bardzo często znajdziemy w nich regały, na których goście zostawiają niepotrzebne już książki, z których można gratisowo skorzystać (wypożyczyć do czytania i ewentualnie skserowania, bez zabierania). A propos kserówek – ja często zamiast całego przewodnika zabieram  w podróż tylko odbitki interesujących mnie stron (przykładowo: mamy gruby przewodnik o całym RPA, ale interesuje nas wyłącznie Kapsztad). Jest to dość wygodne: zobaczyliśmy dane miejsce i ruszamy dalej, wtedy bez żalu odbitki stron wyrzucamy (ew. zostawiamy w hostelu - może jeszcze ktoś z nich skorzysta).


Skala to nie La Skala

mapki111.jpgCzy wystarczą nam mapki z przewodnika, czy powinniśmy dokupić normalną, dużą mapę, zależy od nas. Ja akurat mapę lubię mieć i to nawet jeśli mam przy sobie GPSa, a już na pewno zabieram mapy w góry, czy włócząc się po dzikich terenach, gdzie nie ma żadnych drogowskazów i nie ma kogo zapytać o drogę. Dobre mapy nie są tanie (kosztują często tyle ile przewodnik), choć coraz częściej zdarza się też, że mapę sprzedaje się w pakiecie z przewodnikiem (choć jeszcze pytanie jaka to mapa? czy rzeczywiście dobra?).

Z mapami podobnie jak z przewodnikami – w czasach satelitów coraz mniej jest miejsc nie „zmapowanych”, ale zdarzyć się mogą (zwłaszcza jeśli to miejsca strategiczne). Ja na przykład miałam problemy z Czukotką, chociaż w tym przypadku nawet w Internecie na mapach oferowanych przez Google, ta daleka część Rosji to prawdziwa biała plama.

Gdzie lepiej kupować mapy, w Polsce, czy na miejscu? To już zależy od kraju. Zazwyczaj na miejscu jest taniej, ale nie zawsze są. Tak właśnie zostałam bez mapy w Algierii (liczyłam że przecież jakieś tam znajdę, ale jednak nie), za to jadąc na treking do Nepalu na pewno warto zakup odłożyć do przyjazdu do Katmandu, bo tam jest ich mnóstwo i po bardzo dobrych cenach. Podstawą wyboru jest oczywiście skala (nie mylić ze słynną Operą, La Skalą), mająca przełożenie na dokładność. Zasada jest prosta – im większa liczba, tym mniejsza dokładność. Inaczej: mapa  w skali 1: 2 500 000 jest mniej dokładna niż mapa w mapki112.jpgskali 1:25 000, bo w pierwszej 1 cm to 25 km, a w drugim 250 metrów (żeby przejść na metry „odcinamy” dwa ostatnie zera). Poza tym mapa musi być czytelna i wskazywać to co dla nas ważne (np. przy mapach górskich – szlaki, poziomnice czy wysokości, przy mapach drogowych – które drogi są główne, a które podrzędne, odległości między różnymi punktami etc.).

Bywa, że jeśli chodzi o mapy ogólne (czasem naprawdę bardzo dobre) w wielu krajach jest szansa dostania ich za darmo w punktach informacji turystycznej, choćby na lotnisku, w hali przylotów. Dobrym miejscem do zaopatrywania się w darmowe mapy i różne użyteczne foldery, są targi turystyczne, gdzie całkiem przyzwoite mapy rozdaje się gratis w ramach materiałów promocyjnych. Polecam zwłaszcza wyjazd na odbywające się zawsze na początku marca w Berlinie targi ITB (największa tego typu impreza na świecie).

A swoją drogą ciekawe, jak długo jeszcze będziemy posługiwali się przewodnikami i mapami papierowymi? Bo to że wszystko będzie na tabletach, w komórce, a może na przykład w zegarku, staje się coraz bardziej realne. Ja co prawda jestem tradycjonalistką, ale jeśli tylko można będzie odciążyć plecak, nie będę miała nic naprzeciw! Jest jednak jedno "ale"- laptop czy komórka mogą się rozładować, a na papier jednak bardziej można liczyć.


Legendarne Bedekery

Każdy kto interesuje się trochę książkami, zwłaszcza turystycznymi, zna zapewne określenie „bedeker” (w oryginale „Baedeker”). Początkowo nazwa ta była zarezerwowana dla kniga5.jpgwydawnictwa, założonego w 1827 roku przez mieszkającego w Koblencji (Niemcy) Karla Baedekera (stąd nazwa), później prowadzonego przez jego synów. Przez długie lata wyróżniające się czerwoną okładką przewodniki były bezsprzecznie najlepszymi - słynęły nie tylko z rzetelności, ale także przejrzystości opisu i poręcznego formatu. Chwalonym przez czytelników pomysłem było zastosowanie w nich gwiazdek sugerujących atrakcyjność danego miejsca.

Z czasem nazwa „baedeker” upowszechniła się w ogóle jako synonim dobrych przewodników (różnych wydawców). A co z oryginalnymi Beadekerami? Po śmierci  w roku 1984 Evy Beadeker, która była ostatnią z rodziny osobą zajmującą się książkowym biznesem, wydawnictwo przechodziło przez zarządy różnych instytucji, ale nadal istnieje i ma się dobrze (właśnie mija mu 186 lat). W międzyczasie Beadekery doczekały się wielu tłumaczeń, także na język polski. A czy są rzeczywiście najlepsze? To już musicie osądzić sami.



Topowa 10-tka
czyli subiektywny ranking przewodników z mojej prywatnej biblioteczki.


Oczywiście drodzy czytelnicy możecie się z nim nie zgodzić, jako że każdy ma swoje preferencje, ale podaję co mnie się w nich podoba. Wartych uwagi serii jest rzecz jasna dużo więcej, pewnie nie wszystkie też znam, jednak skoro musiałam zamknąć się w dziesiątce, to wygląda ono następująco:

1)    seria Lonely Planet – kultowa seria pisana przez plecakowiczów dla plecakowiczów. Niewiele zdjęć, małe czcionki, ale przez to dużo treści zawartej w przejrzystym układzie graficznym, do tego ułatwiające orientację mapki. Informacje zwięzłe, konkretne, pod kątem podróży na własną rękę, ze szczególnym uwzględnieniem turystów niskobudżetowych, kniga6.jpgwskazówki gdzie znaleźć dworzec autobusowy, tanie hostele, niedrogie knajpki, ale też sugestie, że np. w jakimś hostelu jest brudno, albo że panuje w nim fajna atmosfera, chociaż bywa głośno. Co ważne, są też konkretne ceny, dzięki czemu wiadomo czego oczekiwać. Oryginalnie jest to seria anglojęzyczna, choć niektóre tytuły za sprawą wydawnictwa Pascal mają tłumaczenie polskie.

2)    Baedekery – słynna nazwa gwarantująca dobrą jakość. Łatwo znaleźć potrzebne informacje, są przejrzyste mapki, a opisy zabytków akurat takie, jakie wystarczają przeciętnemu turyście. W moim rankingu na drugim miejscu, bo z punktu widzenia plecakowicza Lonely Planet jest zdecydowanie bardziej pomocne, jednak dla turystów jadących na wyjazd z biurem podróży, albo samemu, tyle że np. samochodem, z nastawieniem na „odrobinę luksusu” – Baedekery są moim zdaniem idealne.

3)    Michelin – przewodniki sygnowane przez słynnego producenta opon (stąd na okładce charakterystyczny ludzik), od pewnego czasu do kupienia także w wersji polskojęzycznej. Dedykowane głównie zmotoryzowanym turystom, stąd specyficzne mapki z zaznaczonymi drogami głównymi czy jednokierunkowym i wylotówkami na autostrady. W wyborze co zobaczyć pomagają stawiane przy nazwach miejsc gwiazdki i zaznaczanie na mapach na zielono tego, co jako hit może stanowić nawet i główny cel podróży, a na żółto tego, do czego będąc w pobliżu, warto podjechać.

kniga2.jpg4)    Przewodniki Wiedzy i Życia – bardzo charakterystyczna wizualnie seria, w oryginale brytyjska (wydawnictwo A Dorling Kindersley), choć wiele książek pisali polscy autorzy (dopiero potem tłumaczono je na angielski i inne języki). Ze względu na dużą ilość zdjęć, rysunków, wielopłaszczyznowych mapek, planów i przekrojów, przewodniki idealne dla wzrokowców. Bardzo je sobie chwalę zwłaszcza jeśli jadę gdzieś pierwszy raz i widząc w książce, jak dany obiekt wygląda, łatwo mi go odnaleźć.

5)    Praktyczne przewodniki Pascala – chodzi o wydawane przez wydawnictwo z Bielska Białej książki pisane przez polskich autorów (graficznie nie różnią się od również podciągniętych pod tę serię tłumaczeń zachodnich pozycji). Wyraźnie wzorowane na Lonely Planet, z całkiem niezłym skutkiem, a lubię je bo… trzeba wspierać to co polskie!

6)    Footprint – brytyjska seria której zgodnie z nazwą symbolem jest odcisk stopy. Zawierają zaledwie kilka zdjęć – na to konto jest trochę użytecznych rysunków, planików i dużo treści (nawet bardzo dużo, bo druk jest mały, a papier cienki). Treść sucha, konkretna, no ale w końcu to nie książka beletrystyczna. W porównaniu z innymi przewodnikami – ten jest najbardziej zasobny w opisy.

kniga9.jpg7)    Miasto jak na dłoni – sygnowane logiem National Geographic zgrabne książeczki to polskojęzyczna wersja francuskich pozycji wydawnictwa Gallimard. Ich atutem są sprytnie rozkładane, sztywne mapki z zaznaczonymi na nich ciekawymi miejscami, przy czym zdjęcie i opis tych miejsc jest tuż pod mapką. Zbyt wielu informacji w nich nie ma, ale bardzo ułatwiają zwiedzanie, zwłaszcza jeśli nie zna się danego miasta (bo dotyczą właśnie miast).

8)    Bradt Guide – w polskim tłumaczeniu znany jako Przewodnik Turystyczny National Geographic. Wprawdzie zastanawiałam się czy na tej pozycji nie umieścić serii Rough Guides (w Polsce jako „Podróże z pasją” wydawnictwa Global PWN), ale jednak uważam Bradt`a za lepszą merytorycznie serię. Dużo wyczerpującej treści, dobra merytorycznie część historyczna czy przyrodnicza – jest co czytać.

9)    Insight Guides – anglojęzyczna seria przewodników na polskim rynku kojarzona głównie jako Biblioteczka Gazety Wyborczej w wersji „Podróże marzeń” czy „Miasta marzeń” albo „Przewodnik od środka” wydany przez wydawnictwo RM (w obu wypadkach chodzi o tę samą serię). Ze względu na wagę tych książek (usztywniona okładka, ładny papier, który sporo ksiazki-dookola.jpgważy) raczej ich ze sobą do plecaka nie zabieram (jeśli jadę samochodem, wtedy co innego), ale ze względu na dobrą merytorycznie część wprowadzającą (historia, kultura, społeczeństwo…) chętnie do nich zaglądam przed wyjazdem.

10)    Dookoła Świata – polska wersja brytyjskiej serii „Spiral Guide”. Lubię ją za skoroszytowy sposób łączenia kartek (zamiast klejenia czy zszywania jak inne książki zastosowano druciane spirale), dzięki czemu  łatwo się z tych książeczek korzysta. Do tego dochodzi przejrzysta grafika, poręczny, niewielki format i dobry, błyszczący papier, odporniejszy od zwykłego gdy jest np. wilgotno. Dobre dla tych którzy jadą gdzieś pierwszy raz, nie na bardzo długo i chcą dotrzeć do miejsc naprawdę najważniejszych, natomiast na wiedzy im tak bardzo nie zależy.

Back to top