Uwaga, złodziej!
Hits: 3836

KRADZIEŻE

Jest takie powiedzenie: okazja czyni złodzieja. Co w takim razie robić, aby nie stwarzać okazji?


Nie ma miejsc zupełnie bezpiecznych, w których można zagwarantować, że nie padniemy ofiarą złodziei. Nawet w słynącej jako oaza spokoju Szwajcarii, w lokalnych pociągach są już ostrzeżenia, aby pilnować swoich rzeczy. Często problem w tym, że miejscowi owszem, są uczciwi, ale możemy trafić na złodziei „na gościnnych występach”, szukających łatwego zysku bezrobotnych imigrantów albo na nieuczciwego turystę. Po prostu – swoich rzeczy trzeba pilnować wszędzie. Ja najbardziej dotkliwe okradzenie zaliczyłam w spokojnej i bezpiecznej Nowej Zelandii, gdzie po prostu moja czujność została uśpiona.

zlodzieje3.jpgOczywiście są kraje uważane za mniej zagrożone kradzieżami (choćby kraje islamu, kraje „reżimowe” jak np. Korea Północna, państwa skandynawskie, wiele krajów azjatyckich i inne) i takie słynące ze szczególnej aktywności złodziei czy wręcz bandytów (Brazylia, Wenezuela – zwłaszcza Caracas, Peru, Ekwador, Gwatemala, Kenia – szczególnie Nairobi). Czasem niebezpieczne są konkretne miejsca, np. jakiś rejon kraju czy dzielnica miasta. Najlepiej słuchać miejscowych – jeśli uprzedzają o miejscu podwyższonego ryzyka, lepiej się tam nie pchać.


Oczy dookoła głowy

Jak się łatwo domyślić ulubione wśród złodziejaszków miejsca, to te, gdzie jest tłok. Dworce, bazary, pełne pasażerów środki transportu (zwłaszcza w momencie wsiadania czy wysiadania), imprezy plenerowe, ale także punkty widokowe i atrakcje turystyczne przy których jesteśmy zaaferowani robieniem zdjęć. To właśnie jest raj kieszonkowców, których zgodnie z nazwą interesuje zawartość naszych kieszeni, a najłatwiejszy łup to portfel noszony w tylnej kieszeni spodni lub niedopiętej kieszeni plecaka. Złodzieje bardziej wyspecjalizowani w swoim fachu, a zarazem "delikatni" zręcznie przetną nam plecak lub torbę albo sprowokują sytuację, w trakcie której jeszcze ich przeprosimy, żeśmy na nich rzekomo wpadli, za to ci zlodzieje5.jpgnajbardziej brutalni w ogóle nie będą się patyczkować – wyrwą nam torebkę, czy trzymany w ręku aparat i po prostu uciekną, ginąc w tłumie zanim zszokowani zorientujemy się, co się stało. Swego czasu w Neapolu popularne było podjeżdżanie na motorynkach i wyrywanie  torebek. Na wszelki wypadek idąc z małym plecaczkiem przez zatłoczone miejsca, dobrze jest nosić go nie na plecach, ale na brzuchu. Z kolei jeśli chodzi o duży plecak, utrudnieniem dla złodziei (zwłaszcza specjalistów od przecinania) są zakładane na nie pokrowce (takie same jakie mają chronić je od deszczu lub kurzu) albo specjalne, trudne do przecięcia metalowe siatki (można je znaleźć w Internecie wbijając w wyszukiwarkę „siatki na plecaki”).

Drugi typ miejsc stanowiących raj dla złodziei to puste uliczki, i to wcale niekoniecznie po zmroku, bo w opustoszałym zaułku spokojnie można zająć się ofiarą także w środku dnia. Nie znaczy to, że mamy odpuścić sobie spacery po urokliwych starówkach, zwłaszcza że akurat takie wąskie uliczki są często najciekawsze. Wszystko zależy gdzie. Nie ma problemu by zwiedzać np. urocze starówki chorwackich miast czy hutongi w Chinach, ale już w fawelach Rio nie będziemy bezpieczni.


Ukryte dolary

To co najbardziej zwykle kusi złodzieja, to oczywiście pieniądze. Gdzie je nosić? Ja zawsze rozdzielam – główne funduszy kryję gdzieś głęboko, w portfelu zostawiając jedynie niewielką sumę, w razie czego „do oddania”. Nie może być to jednak jeden dolar – zbyt małą kwotą tylko rozeźlimy bandziora, który czując się nabity w butelkę może zadać sobie trud zmuszenia nas do oddania reszty gotówki.

zlodziej21.jpgDo chowania „gotówki głównej” przydają się wpuszczane POD spodnie/spódnice specjalne torebki z cienkiego materiału, noszone na pasie, chyba że wolimy wersję na udo lub pod ramię. Torebek na szyję, tzw. paszportówek, nie polecam, bo tylko zwracają uwagę (nawet jeśli nic wartościowego w nich nie ma), a złodziej może łatwo je zerwać, lub przeciąć, przy okazji poważnie nas raniąc (jeden z moich kolegów w Panamie, po tym jak złodziej przejechał mu nożem po szyi, wrócił z pamiątką kilku szwów). Lepiej też nie nosić dużych pieniędzy w tzw. kangurze, czyli zakładanej na brzuch torebce, bo w wielu rejonach świata złodzieje potrafią bezczelnie podejść i poprosić o jej zdjęcie, a w takich sytuacjach lepiej nie dyskutować. Mała szansa natomiast że złodziej każe nam zdjąć pasek do spodni (operacja tego typu za długo trwa), tak więc dobrym pomysłem jest zainwestowanie w specjalne paski (do kupienia w niektórych sklepach podróżniczych) z wszytymi wewnątrz kieszonkami, w których po odpowiednim złożeniu damy radę upchnąć całkiem sporo banknotów.

sejf.jpgJeśli mamy możliwość, pieniądze najlepiej jest złożyć w hotelowym depozycie (jeśli nie mamy w pokoju zamykanego sejfu, zapytajmy czy można je zdeponować w recepcji). W razie gdy nie ma takiej opcji, pozostaje zastanowienie się, czy lepiej nosić ze sobą, czy mimo wszystko ukryć gdzieś w pokoju. Jeśli to drugie, na 99 % nic się nie stanie, ale lepiej żeby banknoty nie leżały na wierzchu. Unikajmy jednak „sprytnych” skrytek pod poduszką czy pod materacem, bo to trochę jak z kluczem pod wycieraczką.

Oczywiście pewnie niektórzy powiedzą, że najlepiej zabierać ze sobą kartę, ale w końcu nie wszędzie jest dostęp do bankomatów, a poza tym kartę też mogą nam ukraść. Przy kartach na wszelki wypadek wymyślmy jakiś bardziej skomplikowany pin niż często stosowana przez wiele osób data urodzenia albo kombinacja cyfr typu 1234.


Czujność i rozwaga

Podstawowa zasada to nie prowokować i nie zwracać na siebie uwagi złodziei. Czyli – zwłaszcza w miejscach słynących z kradzieży – nie eksponować aparatów fotograficznych czy kamer (wielu fotografów mających drogi sprzęt celowo próbuje go postarzyć i zakleja prestiżowe nazwy), zrezygnować z drogich zegarków na rzecz takich, których w razie czego nie żal będzie oddać i nie obwieszać się biżuterią (tombakowej też nie polecam, bo nie każdy złodziej rozpozna, że nie wszystko złoto co się świeci). Przy zakupach nie wyciągajmy grubego pliku pieniędzy – odłóżmy sobie do portfela jakąś ich część na bieżące potrzeby, podczas gdy resztę ukryjmy gdzieś głęboko, a najlepiej zostawmy w hotelowym sejfie. Do typowych zachowań turystów należy zaraz po wyjściu z banku lub kantoru, czyli po wymianie pieniędzy, liczenie ich na środku chodnika – jeśli jeszcze pokażą, gdzie je schowają,  złodzieje niewątpliwie ich pokochają.

zlodzieje6.jpgNajważniejsza sprawa to nie ułatwiać złodziejowi zadania. Nikt nie lubi komplikować sobie życia, także złodziej, który mając na oku dwie potencjalne ofiary, na pewno wybierze tę łatwiejszą. Nasze zmęczenie, niedospanie, roztrzepanie, naiwność i łatwowierność jak najbardziej są przez niego mile widziane. Mało kto zostawia swoje rzeczy bez opieki i idzie np. do toalety, ale to, że w restauracji kładziemy plecak pod stołem albo zawieszamy na krześle to już częsta sprawa (żaden to dla złodzieja problem wyciągnąć taki plecak, gdy będziemy pili kawę z nosem utkwionym w przewodniku).

Szczególnym problemem w niektórych krajach (np. w Indiach) są nocne przejazdy, zwłaszcza pociągami, czy spanie na dworcach czy lotniskach. Ja w takich sytuacjach plecak z najbardziej cennymi rzeczami mam pod/przy głowie, dodatkowo wsadzając rękę w jego ramiączka, a buty i resztę rzeczy z kolei wiążę tak, że już sam widok zabezpieczeń powinien złodzieja zniechęcić (jeśli nawet będzie próbował, to i tak mnie obudzi). Dobrym patentem są zabezpieczane na zamek cyfrowy stalowe linki pozwalające na przypięcie plecaka do ławki czy półki, o kłódkach utrudniających rozsunięcie suwaków bagażu nie wspominając.

Niestety, czasem możemy mieć pecha i trafić na wyjątkowo bezwzględnego złodzieja, z którym żeby nie wiem co, szanse mamy raczej małe. Mam na myśli sytuacje, kiedy ktoś podrzuci nam do herbaty środek usypiający (zaliczyłam coś takiego w Indiach), ewentualnie zlodzieje4.jpgwstrzyknie gaz usypiający przez zamek w zamkniętym przedziale (doświadczenie z Polski), albo kiedy nasz autobus zostanie zatrzymany w środku nocy w bezkresnej dżungli i trzeba będzie grzecznie oddać cały swój dobytek (spotkałam się z czymś takim w Kolumbii i na Wybrzeżu Kości Słoniowej), ewentualnie złodziej przytknie do pleców coś, co może być zarówno pistoletem jak i długopisem, po czym poprosi o oddanie plecaka z aparatem (tak na karnawale w Rio został okradziony jeden z moich turystów). Często stosowana jest też metoda „na dziecko” (naszą uwagę odwraca uroczy szkrab, podczas gdy tatuś zajmuje się plecakiem) czy „na zagadanie” (miły lokales opowiada nam arcyciekawe historie, a jego kumpel zabiera nasze rzeczy). Inwencja złodziei nie ma granic.


Policjant pomoże?

A co zrobić jak już nas okradną? Przede wszystkim zastanowić się czy naprawdę nas okradli, czy po prostu zapomnieliśmy, gdzie daną rzecz zostawiliśmy. Jeżdżąc jako pilot wycieczek wielokrotnie miałam sytuację kiedy moi turyści twierdzili, że coś im ukradziono, a potem dana rzecz cudownie się odnajdywała, włożona nie do tej części torby co zawsze. Kiedyś jedna z zlodzieje2.jpgpań z mojej grupy oskarżyła hotelową sprzątaczkę o kradzież położonej na łóżku biżuterii – sprzątaczka mająca na utrzymaniu czwórkę dzieci straciła pracę,  a owa pani dwa lata później wyjawiła mi, że biżuteria niechcący zahaczyła się o ubranie i została odkryta dopiero po powrocie do Polski. Ja sama również mam na sumieniu grzech bezpodstawnego oskarżenia – obarczyłam nim w jednej z algierskich wiosek miejscowego cwaniaczka, który chodził przy mnie pół dnia w charakterze samozwańczego przewodnika. Wieść że chłopak ukradł mi telefon komórkowy szybko się wśród miejscowych rozniosła, więc chłopaka zabrała policja. Można sobie wyobrazić, jak  bardzo było mi głupio, gdy następnego dnia miejscowe dzieciaki przyniosły znaleziony w piachu telefon, który najnormalniej w świecie musiał mi wypaść z kieszeni. Oczywiście przeprosinom nie było końca, ale do tej pory mi wstyd na samą myśl o tym zdarzeniu.

Pamiętam też skargę jednego z turystów, w czasie noclegu przepięknym lodge`u w Delcie Okawango. Zniknął wtedy zegarek, może nawet nie tyle cenny, co pamiątkowy. Tam na szczęście sprawa wyjaśniła się błyskawicznie – właściciel zegarka nie zamknął okna, choć obsługa wyraźnie o to prosiła, ze względu na wścibskie małpy. Na szczęście biegającym po drzewach pawianom zegarek szybko się znudził i szczęśliwy właściciel zegarek odzyskał.

zlodzieje23.jpgNo dobrze, ale jeśli ewidentnie była to kradzież? Dużo zależy od tego co i gdzie nam ukradli. Jeśli dokumenty – pewnie warto udać się na policję, bo zaświadczenie o takim zdarzeniu przyda się w razie konieczności legitymowania, a może uprości wyrabianie duplikatu. Potwierdzenie z policji jest istotne także w sytuacji kiedy utraciliśmy bagaż, na który mieliśmy wykupione ubezpieczenie. Inna sprawa, że czasem warto wnikliwie przeczytać polisę i sprawdzić, czy rzeczywiście obejmuje ona nasz przypadek. Wiele umów ubezpieczeniowych sformułowana jest tak, że nie łatwo będzie otrzymać odszkodowanie (przykładowo: jeśli okradną nam samochód, bardzo często na odszkodowanie można liczyć wyłącznie jeśli auto stało na parkingu strzeżonym, a jeśli zostawiliśmy je gdziekolwiek indziej, już nie). Co z tego wynika? Że warto sobie czasem skalkulować czy czas spędzony na policji (dojazd do posterunku, spisywanie zeznań) jest rzeczywiście tego warty. Trochę szkoda, jeśli z kilkudniowego urlopu cały jeden dzień mamy szansę spędzić na komisariacie, rezygnując z ciekawej wycieczki po miejscach do których już nie wrócimy, dostając w zamian nieprzydatny formularz zgłoszenia szkody. Z drugiej strony w krajach gdzie policja przejmuje się sprawami bezpieczeństwa, warto czasem zgłosić sprawę dla zasady, bo może przyczynimy się do nadzoru nad niebezpiecznym terenem.

Ale… Oby powyższe rady nigdy się nie przydały! :)

    

Back to top