Poszukiwanie skarbów z GPSem
Hits: 6058

GEOCACHING
Idea geocachingu zdobywa coraz więcej fanów. To rodzaj gry na wolnym powietrzu, będącej połączeniem zabawy w szukanie skarbów i zawodów na orientację. Swietny pomysł na wakacje, na weekend albo nawet - przerwę w pracy



W geocaching (czytaj: geokeszing) bawić się można niezależnie od wieku i kondycji (niepełnosprawni również mają pole do popisu). Skąd taka dziwna nazwa? Po angielsku „geo” to „ziemia”, a „cache” – skrzynka, skrytka. Polskie tłumaczenie to „szukanie skarbów”, a choć według niektórych brzmi to nieco infantylnie, w pełni oddaje sens zabawy, w której przeważającą większość uczestników stanowią dorośli, często na poważnych stanowiskach. Są też tacy, którzy porównują geocaching do „biegu na orientację”, choć uspokajamy: biegać absolutnie nie trzeba, tym bardziej że ani czas, ani ilość punktów nie mają żadnego znaczenia.

Wizerunek geocachingowca dobrze charakteryzuje przesłanie twórców portalu Geocaching Polska, którzy o swojej stronie piszą: „Dedykujemy ją osobom otwartym, życzliwym, ciekawym świata i lubiącym aktywnie spędzać wolny czas”. Fakt, bawiąc się w geocaching przebywamy na świeżym powietrzu, dowiadujemy się ciekawych informacji, poznajemy miejsca  o których nie wyczytamy w przewodnikach. Dla niektórych to pomysł na wykorzystanie przerwy na lunch w trakcie nudnego dnia w pracy, dla innych patent na zmobilizowanie rodziny do wspólnego spaceru, który dzięki grze będzie miał konkretny cel. Najlepszą okazją do zabawy w geocaching są jednak wakacje. Nie ważne czy wyjeżdżamy gdzieś daleko i tam będziemy szukać skarbów, czy też zostajemy w domu i skupimy się na poszukiwaniach w najbliższej okolicy.


Każdy da radę

Początki geocachingu to rok 2000, kiedy Amerykanie odkodowali wysyłane przez satelitę sygnały, przez co każdy śmiertelnik mógł odczytać przekazywane na odbiornik GPS współrzędne. Ile osób w międzyczasie wciągnęła zabawa, nie wiadomo, ale z tygodnia na tydzień ich liczba lawinowo rośnie.

Zasady są proste. W komputerze, na specjalnych stronach poświęconych geocaschingowi, wybieramy sobie skarb (w polskim żargonie: kesz) który chcemy odszukać, po czym notujemy jego opis oraz współrzędne geograficzne albo – lepiej – w prosty sposób wgrywamy te dane na GPSa. Na tym kończy się wirtualna część zabawy. Następny etap wymaga poszukiwań rzeczywistych, w terenie. Skarb to ukryty w ziemi, w dziupli drzewa, w załomie skały, albo gdzie się tylko da, szczelny pojemnik, do którego dołączony jest tak zwany log book, gdzie wpisują się szczęśliwi znaleźcy (dodatkowo mogą oni potem wpisać swoje wrażenia w internetowym opisie skrzynki). Wielkość pojemnika może być dowolna – czasem jest on naprawdę miniaturowy, czasem ma postać wielkiej skrzyni. Zwykle w keszu są jakieś upominki (maskotki, drobne zabawki), które można zabrać, zostawiając w zamian coś swojego, podobnej wartości. Wyjątkiem są kesze wędrujące (tak zwane travel bug`i czy geo-krety), to jest drobiazgi, których przywłaszczać nie można. Zabiera się jedynie po to, by przenieść do innego miejsca, odnotowując ten fakt w stosownym miejscu w Internecie (można dzięki temu śledzić podróż takiego przedmiotu, niekiedy po całym świecie). Liczy się uczciwość i kultura, nikt nikogo bowiem nie kontroluje, ale żeby zabawa miała sens, ważne jest przestrzeganie ustalonego kodeksu, opisanego na portalach geocachingowych . Na wszelki wypadek lepiej nie afiszować się z szukaniem czy ukrywaniem skrzynek – aby ustrzec je przed pospolitymi wandalami, o ich istnieniu wiedzą zwykle tylko osoby zaangażowane w poszukiwania.


Zaufać satelicie


Wymagań sprzętowych w geocaschingu w zasadzie nie ma. Trzeba mieć dostęp do Internetu (wystarczy wpaść na kilka minut choćby do kafejki internetowej), poza tym przydatny jest też GPS* (obojętnie jaki, ale najlepiej ręczny), bo to w sumie on odprowadzi nas do celu. W sumie przy prostszych keszach bez GPSa możemy się obejść – w takim wypadku wystarczy otworzyć w komputerze bezpłatny program Mapy-Google, wbić współrzędne skarbu i wydrukować sobie w miarę dokładną mapkę. Jeśli jednak geocaching nas wciągnie, wcześniej czy później trzeba będzie w GPSa zainwestować, ale na szczęście nie są to już w tej chwili bardzo wysokie koszty. Jaki model wybrać? Z ankiety przeprowadzonej wśród geocachingowców wynika, że najpopularniejszy jest  sprzęt firmy Garmin. Jakub Szałamacha z biura Garmin Polska przyznaje: -Tak naprawdę szukać skarbów można z dowolnym odbiornikiem GPS, choćby zawartym w niektórych modelach telefonów komórkowych, choć w takim wypadku mamy podane wyłącznie współrzędne, bez funkcji kompasu. Ponieważ Garmin to firma w której wielu pracowników bawi się w geocasching, sami dla siebie jesteśmy zainteresowani by tworzyć coraz bardziej zaawansowane funkcje uprzyjemniające zabawę. Niedawno pojawiła się na przykład specjalna garminowska aplikacja do geochacingu dedykowana do smartfona (za granicą już jest dostępna, do Polski dotrze niebawem). Wielu geocaschingowców korzysta z najprostszych modeli Garmina, choćby z popularnego eTrex`a, ze względu na swój charakterystyczny kolor zwanego „żółtkiem”. Można go kupić już za około 260 zł, chociaż oczywiście im wyższy model, tym wygodniejszy w użyciu. -Hitem może okazać się model zwany Montana (wszedł na rynek w końcu maja br.), który poza tym że jest uniwersalnym sprzętem sprawdzającym się zarówno w samochodzie, w górach, czy na jachcie, ma też specjalne funkcje i ikonki geocachingowe – rekomenduje Jakub Szałamacha.


Kesze są wszędzie


Skrytki mogą być ukryte praktycznie wszędzie – w parkach, lasach, ale także w galeriach handlowych, w zaułkach uliczek i w tętniących ruchem miejscach. Warunek – ich założenie nie może wpływać niszczycielsko na przyrodę czy zabytki, a ich lokalizacja musi być ogólnodostępna.

Informacji o istniejących już keszach szuka się na stronach internetowych poświęconych geocachingowi. Najpopularniejszą w świecie stroną tego typu jest www.geocaching.com, natomiast polskie strony na które warto zajrzeć to: www.opencaching.pl - najdłużej istniejąca, (od 5 lat) i mającą największy wykaz skrzynek - ponad 13400, www.geocaching.org.pl , czy  funkcjonująca zaledwie od kilku miesięcy, ale już bardzo popularna ze względu na swoją przejrzystą formę strona www.opencaching.com .

Przygodę z geochachingiem można ograniczyć do szukania, ale można też samemu zakładać kesze, śledząc jakim powodzeniem się one cieszą. Nic dziwnego, że każdy stara się aby jego skarb był jak najbardziej atrakcyjny. Przykładem choćby znajdująca się w Warszawie skrzynka nazwana „Egzotyczne awantury imć Jana Onufrego”. Miejsca jej ukrycia nie zdradzimy (poszukajcie sami), ale jak napisał jej twórca: „współrzędne wskazują pałacowy zwierzyniec, w którym pan Zagłoba walczył z małpami w trakcie szturmu na Warszawę”. Aby odkryć skrzynkę najpierw trzeba rozwiązać wierszowany quiz, potem zagadkę logiczną, a potem pozostaje wziąć w garść GPSa i wyruszyć na poszukiwanie.
Odnalezienie większości keszy nie jest specjalnie trudne (stopień trudności podany jest w internetowym opisie skrzynki) – GPS doprowadza do nich na zasadzie zabawy w „ciepło-zimno”, pokazując kierunek i odległość od celu, przy wyższych modelach także opis (pod skałą, pod krzakiem itp.). Możemy jednak wybrać sobie trudniejsze kesze, np. takie, gdzie aby dotrzeć do tego najważniejszego, finalnego, trzeba będzie odszukać ileś wcześniejszych, zawierających kolejne wskazówki. Rodzajów keszy jest mnóstwo. Swego rodzaju nowością są tak zwane chirp`y, czyli specjalne nadajniki przy których mijaniu użytkownikom GPSa wyświetlają się dodatkowe informacje związane ze skrzynką. – Ostatnio nasi koledzy z wiedeńskiego oddziału Garmina dali takiego chirpa austriackiej himalaistce, która umieściła go na wysokości 8 tys. metrów. Jak na razie to najwyżej umieszczony kesz na świecie…– mówi Jakub Szałamacha. Jego zresztą też zabawa wciąga. -Przymierzam do poszukiwań – przyznaje. –Wybrałem już nawet kesza od którego chcę zacząć. Znajduje się niedaleko mojego domu, a nazywa się „Templariuszka”. Z opisu wynika, że to wędrujący kesz - ludzik z klocków Lego, który zrobił już po Polsce ponad tysiąc kilometrów. Ja też zamierzam go gdzieś przenieść. Oczywiście o ile mnie ktoś nie ubiegnie…




* „GPS” to potocznie odbiornik sygnału GPS. W rzeczywistości nazwa GPS (skrót od Global Positioning System) oznacza system nawigacji satelitarnej stworzonej przez Amerykanów, a bazującej na 31 krążących na orbicie satelitach, pozwalających na zlokalizowanie danego punktu na podstawie podanych współrzędnych geograficznych

Back to top