Pod żaglami największego z największych
Hits: 3294

REJS NA "SIEDOWIE"

Rosyjski "Siedow" to jeden z największych żaglowców świata. Przy okazji gdyńskiego zlotu żaglowców (kilka lat temu), wraz z grupką szczęśliwców udało mi się wypłynąć na nim w krótki rejs.

 

 

Czterech sterników

-No, no... - stwierdzam z uznaniem, stojąc rozglądając się po wielkim pokładzie "Siedowa" i z zadartą głową patrząc na potężne maszty. Po dwóch miesiącach pływania na 14-metrowym slupie (czyli jednomasztowcu) o powierzchni ożaglowania 80 m kw. przesiadka na prawie 120 metrowy 4-masztowiec noszący ponad 4 tys. m kw. płócien sprawia, że to co widzę mocno mnie przytłacza.

siedow-zbioreczka.jpg Rzucamy cumy, holownik wyciąga nas za główki portu. Fajnie, bo całkiem przyzwoicie wieje, będziemy więc stawiać żagle. Bosman zarządza zbiórkę załogi - młodzi chłopcy w granatowych koszulkach, sprawnie ustawiają się na burcie. Następuje przydział zadań, chwilę potem padają komendy. Jedni ciągną liny, inni wchodzą na reje (bez asekuracji; mają wprawdzie pasy, ale nikt nie pilnuje żadnego wpinania karabinków). Idą w górę sztaksle, rozwijają się marsle, bramsle i inne rejowe płótna.
Jejku, jak tu się nie pogubić w takiej plątaninie lin? Pamiętam jak na pierwszym moim rejsie na "Zawiszy" każdy z załogi musiał zdać egzamin ze znajomości wszystkich lin. Kto nie zdał, nie mógł w porcie wyjść do miasta, tak więc motywacja była skuteczna. Tylko, że tu tych lin jest jednak dużo, dużo więcej... Ich grubość, a przez to - ciężar powoduje, że do sklarowania niektórych z nich potrzeba nawet kilkunastu osób.

Aleksander to etatowy sternik Organizatorem naszego krótkiego rejsu jest klub "Aquarius" przy łódzkim Multibanku. Przygrywa znany miłośnikom szant zespół "Cztery Refy", co chwila trzaskają migawki aparatów. Wszyscy chcą mieć zdjęcie z Aleksandrem - najstarszym wiekiem członkiem załogi "Siedowa", który w białym mundurze, w marynarskiej czapeczce, z wysmaganą wiatrami twarzą i urokliwą brodą wygląda niczym wzór wilka morskiego. Co niektórzy biorą go nawet za... kapitana, choć tak naprawdę Aleksander odpowiedzialny jest za sterowanie. Właściwie to nawet nie on trzyma ster, tylko czterech kadetów z załogi szkolnej. Swoją drogą szturwał też jest imponujący - dwa, połączone z sobą koła, każde na tyle wielkie, że do kręcenia nimi potrzebnych jest po dwóch chłopaków. Aleksandr ich pilnuje. Pytam jak długo pływa. -Teraz mam 62 lata, a na morze wyruszyłem gdy miałem 17...

Ciężkie czasy


"Pierwszego po Bsiedow-kapitan.jpgogu" znajduję na mostku. Wiktor Miszeniew pochodzi z Sankt Petersburga, a jego staż morski liczy już 29 lat (wcześniej  pełnił funkcje oficerskie m.in. na "Kruzerszternie"). -Na "Siedowie" spędzam średnio ok. 6 miesięcy w roku - mówi. -To moja druga żona... Pytam o pierwszą. - Czasem pływa ze mną... - uśmiecha się Miszeniew. - A lubi żeglować? - dociekam. - Oczywiście - zapewnia mój rozmówca.

Pytam o kobiety na pokładzie. - Nie, nie ma, załoga szkolna to sami chłopcy... - mówi kapitan. -A jak z cudzoziemcami? Mogą żeglować na "Siedowie"? - męczę dalej. Okazuje się, że mogą, nie są to jednak przypadkowi pasażerowie, lecz typowi praktykanci, zwykle z Niemiec, Francji lub Szwajcarii, którzy za przyjemność żeglowania na rosyjskim barku płacą przeciętnie 70 euro dziennie.
siedow- bosman wydaje komendy.jpg
Przechodzimy na trudniejszy temat, jakim jest utrzymanie statku. - Nie jest lekko... - przyznaje kapitan. - Wprawdzie rząd daje nam dotacje, ale pieniędzy jest zawsze za mało. To stary żaglowiec, ma już 82 lata, wymaga więc częstych remontów, a więc funduszy. Stąd właśnie np. to zabieranie obcych kadetów.  Nie kryję przed kapitanem, że nie za bardzo podobało mi się pobieranie przy gdyńskim nabrzeżu 10 zł od wszystkich którzy chcieli zwiedzić statek. Żadna z innych jednostek, nawet pod rosyjską banderą, nie wymagała żadnych opłat, co najwyżej wystawiano puszki na dobrowolne datki. Jak wyjaśnia kapitan, to nie jego pomysł - dostał taki przykaz, więc go wykonał...

W ramach tematu pieniędzy przypominam sobie głośną trzy lata temu historię "aresztowania" "Siedowa" we francuskim Breście - powodem były długi, nie tyle statku, co państwa. Wprawdzie jak mi zaraz po tym zdarzeniu opowiadali rosyjscy kadeci  (spotkałam żaglowiec na zlocie "Sail Amsterdam") - "fajnie było!" (zorganizowano im gratisową wycieczkę do Paryża), ale sprawa stała się niemal polityczna. - Było to bezprawne i dlatego teraz procesujemy się o to. Powinniśmy dostać duże odszkodowanie - tłumaczy kapitan Miszeniew. I zaraz dodaje: -W każdym razie ponownego zatrzymania  się nie obawiamy...

Furtka na świat

Mimo że w rejsach na pokładzie "Siedowa" pływa ponad 200 osób, w tym 53 osoby załogi stałej, do obsługi tego wielkiego żaglowca, jak zapewnia kapitan, wystarczy 35 osób. Zdecydowana większość kadetów pochodzi z Murmańska, tylko nieliczni z Sankt Petersburga. Wszyscy są po I roku nauki, na ogół pierwszy raz na morzu. Za rejs, który jest obowiązkową do zaliczenia praktyką, nie płacą, za to za naukę w szkole - owszem. Tysiąc dolarów za rok to jak na warunki rosyjskie bardzo dużo, choć ponoć ci, którzy mają dobre wyniki mogą być z tej opłaty zwolnieni.

  A co potem, gdy skończą 5-letnią szkołę?  Nie wszyscy znajdą pracę zgodnie z ukończonym kierunkiem (rybołówstwo), może niektórym uda się pływać gdzieś u zagranicznych armatorów, są też i tacy, co z założenia wolą być na lądzie, albo traktują szkołę jako trampolinę do innych dziedzin. -Ja zamierzam być morskim prawnikiem - chłopak o imieniu Wiktor jest bardzo konkretny. Jego kolega jeszcze nie wie, co będzie robił, ale cieszy się, że przynajmniej teraz, podczas praktyk na "Siedowie" zwiedzi trochę świata. -Z Gdyni płyniemy do Turku, potem wracamy na południowy Bałtyk, wchodzimy do Rostoku i dalej - dookoła Europy na Morze Śródziemne. Na koniec, za 4 miesiące, wpływamy na Morze Czarne gdzie będzie wymiana załogi - opisuje z przejęciem. Jestem zaskoczona, że kadeci z Murmańska tak dobrze mówią po angielsku. Mało tego - kiedy proponuję przejście na rosyjski, oponują: -Chcemy ćwiczyć język...

Kąpiel raz na 10 dni

Chłopcy z załogi zabiersiedow-kabina.jpgają mnie na wycieczkę po żaglowcu. -Czy wiesz, że każda z tych kotwic waży 3 tony? A to ponton, który w razie potrzeby musimy opuścić na wodę w ciągu 2 minut - pokazują. Nagle rozlega się bicie dzwonu - tradycyjne "szklanki". -Mamy jeszcze drugi dzwon, na dziobie, ale już do innego celu. To dzwon dla tych co stoją na oku - jeśli coś jest z prawej burty - oznajmia się to jednym uderzeniem, gdy z lewej - dwoma, a gdy przed dziobem - bije się 3 razy.

Schodzimy pod pokład. Ale tam pomieszczeń! Jest nawet szpital, sala kinowo-konferencyjna (wystrój jak w warszawskim Pałacu Kultury), sale wykładowe, sala gimnastyczna... Warunki mieszkaniowe kadetów jednak takie sobie - dwudziestoosobowe kubryki (w sumie 8) rozlokowane na najniższym pokładzie. Moi przewodnicy opowiadają, jak wygląda rejsowa codzienność: - Pobudka o 7-mej, o 7.30 śniadanie dla I zmiany, o 8 dla II-giej, potem są prace porządkowe, szorowanie pokładu, czyszczenie mosiądzów, i tak do 10-tej. A później - wykłady... Nie wolno pić alkoholu, używać narkotyków - za to wylatuje się ze szkoły... Woda? Nie, specjalnych ograniczeń nie ma, ale kąpiel pod prysznicem jest normalnie tylko raz na 10 dni. Czasem, gdy jest jakaś cięższa robota, pracujący mają prawo do dodatkowej kąpieli. Wtedy próbują  dołączyć  do nich także inni. Zwykle się udaje, ale często bosman robi nalot  i sprawdza, czy faktycznie kąpią się tylko "uprawnieni". Jak ktoś wpadnie to ma karę... Najgorszą karą, jak się okazuje, jest zostanie tzw. pasażerem. Wbrew nazwie wcale nie oznacza to laby, wręcz przeciwnie. "Pasażer" jest wykorzystywany do najgorszych robót, a przy tym traci wszelkie prawa i przywileje.

siedow-chlopaki ida na wanty.jpg Opowiadam moim rosyjskim kolegom o rejsach na "Zawiszy", atmosferze panującej na tym żaglowcu, o śpiewaniu szant i utrzymywaniu różnorakich tradycji, zakazie gwizdania itp. Mam wrażenie, że nie do końca rozumieją o czym mówię. Jakie szanty? Jakie zwyczaje? Nie, na "Siedowie" tego nie ma... Słowo "tradycja" kojarzy im się wyłącznie ze "Siedowem". Ciągną mnie więc do... muzeum, bo i taka sala, zresztą bardzo ciekawa, jest na tym żaglowcu. Wśród rozmieszczonych w gablotach różnych eksponatów jest m.in. certyfikat wpisania "Siedowa" do Księgi Rekordów Guinessa (w 1989 oficjalnie uznano go za największy żaglowiec świata), jest mapą z zaznaczonymi XIX-wiecznymi arktycznymi podróżami patrona - Gieorgieja Siedowa, a także puszka coca-coli, na której widnieje wizerunek "Siedowa". Jest też... "polonik" - pochodzący z lat 80. dyplom ze "Spotkania przyjaźni z młodzieżą kombinatu Odra" !

Wracamy na pokład. Najwyższa pora, bo właśnie rozlega się dzwonek alarmu dla załogi. Moi rosyjscy koledzy biegną zrzucać żagle. Widać już główki gdyńskiego portu...


* * * * * *

 

Siedow - żaglowiec trzech imion


Obecny "Siedow" to już trzecie wcielenie tego samego statku. Zbudowano go w 1921 roku w Kilonii, w Niemczech. Jego pierwszy właściciel, jakim był przedsiębiorca Karl Vinnen, dał mu imię swojej córki - na burcie widniało "Magdalene Vinnen". Załogę stanowiło 40 marynarzy. Statek miał cztery ładownie, był wyposażony w silnik o mocy 500 koni mechanicznych, do oświetlania używano naftę. Pływano na nim do najdalszych zakątków świata - z Australii przywożono do Europy wełnę i pszenicę, z Ameryki Łacińskiej - saletrę i... guano, z wysp Oceanu Spokojnego - różne inne towary.

W 1936 roku uznano, że dalsza eksploatacja towarowego żaglowca jest nierentowna i w efekcie przejął go niemiecki oddział firmy Lloyd. Przy okazji zmieniono nazwę - od tej pory był to "Kommodore Johnsen". Po wyposażeniu statku w kubryki dla 70 kadetów, pełnił funkcję już nie tylko jednostki transportowej, ale także - szkolnej. Było to bardzo opłacalne - kadeci pracowali przy żaglach i załadunku, ale zapłaty za to nie dostawali.

Po II wojnie światowej nasz czteromasztowy bohater, w ramach programu odszkodowań wojennych, zmienił banderę - przeszedł we władanie Związku Radzieckiego. Razem z nim ZSRR  otrzymał jeszcze dwa inne niemieckie żaglowce - także czteromasztowy bark "Padua" (obecnie "Kruzensztern") oraz "Gorch Fock`a" (obecnie "Tawariszcz").

siedow-na bukszprycie.jpg W momencie przejęcia żaglowiec, jak podkreślają Rosjanie, był w bardzo złym stanie technicznym, praktycznie uniemożliwiającym pływanie (zdjęte były wszystkie reje i stengi, zaginęła gdzieś śruba...). W rezultacie od 1946 do 1951 roku statek stał w bałtyckim porcie Liepaja (obecnie terytorium Łotwy). W pierwszy powojenny rejs wyruszył w roku 1952, już jako "Siedow" - nowa nazwa upamiętniała rosyjskiego żeglarza i badacza Arktyki.

Kolejny długi przestój żaglowca w porcie to lata 1965-75. "Siedow" wymagał poważnego remontu, a tymczasem władze nie mogły zdecydować się co do jego  przyszłości. W końcu jednak niezbędne prace wykonano - zajęła się tym stocznia w Kronstadt koło Sankt Petersburga (wówczas Leningradu), tyle że trwało to kolejne 6 lat (do roku 1981). Wtedy też "Siedow" nabrał obecnego wyglądu - wielkie cztery ładownie zamieniono na kubryki, w których może zamieszkać 164 kadetów, powstała sala kinowo-konferencyjna, sauna, mesy, muzeum... Nowym armatorem zostało Ministerstwo Rybołówstwa Rosji, które wykorzystuje statek wyłącznie w charakterze szkoleniowym. Jak się ocenia, na jego pokładzie swoje pierwsze morskie praktyki zaliczyło już ponad 4 tys. kadetów

 

siedow przy kei.jpg"Siedow" w liczbach

Długość                                  117,5 m
Szerokość                                14,6 m
Zanurzenie                                6,5 m
Powierzchnia ożaglowania            4192 m kw.
Liczba masztów                            4
Wysokość najwyższego masztu     58 m (od lustra wody)
Silnik                                    1160 KM
Prędkość pod żaglami                16 węzłów
Max. prędkość na silniku            7 węzłów
Liczba załogi stałej                    65 osób
Liczba załogi szkolnej                164 osoby

Opr. Na podstawie oficjalnej broszury informacyjnej s/y "Siedow"



* * * * * *

Siedow - Kto to taki?

 

Gieorgij Siedow (1876-1914)


Wiele trudności musiał pokonać ten syn rybaka znad Morza Azowskiego, by móc się kształcić zdobywając na początek stopień  porucznika Rosyjskiej Carskiej Floty. Mając 18 lat na stałe opuścił dom rodzinny i wstąpił do szkoły morskiej w Rostowie nad Donem. W 1988 roku, po otrzymaniu kapitańskich szlifów, przez pewien czas dowodził małym parowcem pływającym po Morzu Czarnym, ale jego ambicje były dużo wyższe. Zgłosił się więc na stanowisko oficera w Służbie Hydrograficznej Rosyjskiej Marynarki Wojennej - został przyjęty, a prowadzone przez niego badania  wybrzeży wschodniej Syberii uznano za wielki sukces.

Punktem zwrotnym w karierze Siedowa stał się rok 1903 kiedy to 27-letni wówczas młodzieniec przebywając w Archangielsku miał okazję zobaczyć moment wypłynięcia amerykańskiej wyprawy arktycznej. Celem Amerykanów było zdobycie Bieguna Północnego, jednak nie udało się go osiągnąć. Równocześnie myśl o zdobyciu Bieguna zakiełkowała w myślach Siedowa. Aby wcielić szalony plan w życie trzeba było jednak jeszcze kilku lat.

Ekspedycja doszła do skutku tak naprawdę tylko dzięki operatywności i zapałowi Siedowa. Dowództwo rosyjskiej Marynarki niczego właściwie do wyprawy nie wniosło, żadnych funduszy od władz nie było, a szkuner na którym żeglarze wypłynęli, podarował jeden z archangielskich kupców.
Niestety w stosunku do zakładanych terminów, wyjście w morze "Świętego męczennika Foka" (tak nazywał się statek Siedowa) znacznie się opóźniało. Nadchodziły jesienne sztormy, pojawiła się groźba skucia wód lodem. Siedow uznał jednak, że nie można już odkładać momentu wypłynięcia: teraz  albo nigdy - zdecydował.

Ostatecznie cumy rzucono w końcu sierpnia 1912 roku. Nie było lekko - Siedow i jego 17 osobowa załoga wystawieni byli na wiele prób. Przede wszystkim czekały ich, i to przez dwa kolejne lata (1913 i 1914), zimowania na statku, w skrajnie trudnych warunkach dalekiej Północy. W dodatku większość załogi cierpiała na szkorbut, zaś sam Siedow miał poważne problemy z płucami.

W końcu 15 lutego 1914 roku  nadszedł moment ostatecznej próby - Siedow i dwóch marynarzy, przy wykorzystaniu psów i sań, wystartowali w kierunku bieguna. Coraz bardziej chory i wyczerpany kapitan, zapewne świadomy ryzyka śmierci, do końca odrzucał wszelkie propozycje kompanów odnośnie zawrócenia z drogi. Zdaniem Siedowa powinni byli iść w imię honoru Rosji. Nie doszli - w pobliżu Wyspy Rudolfa, na 82 stopniu szerokości geograficznej północnej, ok. 900 km od bieguna, prawie 38-letni wówczas Siedow zmarł.

Jego wyczyn w ojczyźnie doceniono - imieniem Siedowa nazwano dwa statki. Pierwszy z nich to lodołamacz wsławiony w latach 30. XX wieku rejsami arktycznymi. Drugi to czteromasztowy bark - największy żaglowiec świata.

Back to top