W piątek nie wypływaj
Hits: 4387
Żaglowiec Bounty.  (zatonął w czasie huraganu w 2012 r.)

ŻEGLARSKIE PRZESĄDY

Był piątkowy poranek, kiedy nasz jacht minął główki gdyńskiego portu. Wymarzony rejs skończył się szybko - problemy z masztem sprawiły, że zamiast płynąć do Szwecji, musieliśmy wrócić do Gdyni. Tak to jest, gdy wypływa się w piątek... - kiwali głowami kapitanowie innych jachtów. Od tej pory i ja uważam, że coś w tym jest, i w piątki wolę nie wypływać.


Przesądów uznawanych przez ludzi morza jest wiele. Oto niektóre z nich:

* Wielu rzeczy marynarze się boją. Między innymi - spotkania z Latającym Holendrem, czyli zwiastującym nieszczęście okrętem-widmem. Jego legenda sięga dawnych czasów, kiedy to pewien holenderski kapitan (stąd nazwa) w ramach kary za różnorakie przestępstwa i bluźnierstwa, został skazany na bezustanną tułaczkę po oceanach. O statkach widmach można usłyszeć niejedną opowieść. Jedno jest pewno - lepiej nie mieć tego typu spotkań, choćby i dlatego, że porzucony przez załogę statek to poważne niebezpieczeństwo dla żeglugi.

* Albatrosy - wielkie, dostojne ptaki do XVII wieku były przez żeglarzy darzone ogromnym szacunkiem, uważano bowiem że to dusze marynarzy, którzy zginęli na morzu. Potem, kiedy zorientowano się, iż albatrosy to także... zabójcy rozbitków, ptaszyska zaczęto okrutnie tępić. Na szczęście teraz znowu są w łaskach żeglarzy, jak wszystkie zresztą ptaki.

zaglowce-ja za sterem.jpg* W dzisiejszych czasach kobieta-kapitan już nikogo nie dziwi, ale dawniej kobiety, w żadnej roli nie były mile widziane na statkach. Uważano, że są "diablim balastem" i przynoszą nieszczęścia. Nie rzadko, po wizycie pań (nawet jeśli była to żona kapitana), przesądni marynarze zeskrobali pozostawione na pokładzie ślady kobiecych stóp. Dlaczego? Od dawna w żeglarstwie statek określano jako rodzaj żeński (w języku angielskim do tej pory o jachtach mówi się: "she" czyli "ona"), twierdzono więc, że jeśli zjawiała się na statku kobieta, ten w zazdrości mógłby się zemścić.

* Przez długi czas w załogach dawnych żaglowców unikano wszelkich rzeczy kudłatych, a szczególnie - futer, traktując je jako przynoszące nieszczęścia. Odwrotność stanowiło wszystko co było pierzaste - to z kolei przynosiło powodzenie. Czyli wiadomo już, dlaczego marynarze tak lubili papugi.

* Przyjęło się, że na jachtach się nie gwiżdże. Geneza tego zwyczaju sięga czasów, kiedy na żaglowcach za pomocą gwizdów podawano komendy i każdy przypadkowy gwizd mógł doprowadzić do mylnego wykonania rozkazu. Poza tym uważano, że gwizdanie sprowadza wiatr, tak więc jeśli ktoś czynił to w czasie sztormu musiał liczyć się z perspektywą zawiśnięcia na  rei, co zwłaszcza przy dużej fali przyjemne nie było. Jedyne osoby które jeśli chcą, mogą na pokładzie gwizdać do woli, to żeglarze, którzy opłynęli przylądek Horn.

zaglowce-sztorm.jpg* Brak wiatru to dla żeglarzy koszmar. Zwłaszcza w dawnych czasach, kiedy nie znano silników, przeciągający się z powodu sztilu (ciszy na morzu) rejs nierzadko powodował frustrację marynarzy. Nic więc dziwnego, iż imano się różnych sposobów, by wiatr przywołać. W takich sytuacjach niekiedy wyjątkowo zezwalano na gwizdanie, bywało też że przybijano do bukszprytu płetwę ryby albo najgorszymi przekleństwami próbowano obudzić św. Antoniego, licząc iż owy święty sprowokuje przychylność sił natury. Innym sposobem było wbijanie w drzewce masztu noży, w taki sposób by pokazywały z którego kierunku wiatr ma się pojawić. A dzisiaj? Często się słyszy jak męska część załogi każe swoim koleżankom drapać w piętę masztu. Zdaniem niektórych jest to sposób skuteczny, ale tylko jeśli drapiąca jest dziewicą  :).

* Wiele przesądów może dziś śmieszyć, ale dawniej przywiązywano do nich ogromną wagę. Za zwiastun nieszczęścia przebywający na lądzie marynarze uważali spotkanie z kobietą niosącą puste wiadro, albo wyprzedzenie przez idącego w tym samym kierunku księdza.

* A wracając do wspomnianego na wstępie piątku... Wielu  doświadczonych kapitanów jak ognia unika wychodzenia w morze w piątek. Twierdzi się, iż przynosi to pecha, i w miarę możliwości profilaktycznie czeka się choćby do północy, by rozpocząć rejs np. o godzinie 00.10, ale już w sobotę. Podobnie w wielu stoczniach w piątki nie woduje się statków. Najprawdopodobniej niechęć do piątków żeglarze z Europy przejęli od żeglarzy z islamskiego Wschodu, choć w ich przypadku było to jak najbardziej zaglowce - na pokladzie.jpguzasadnione - piątek traktowali jako święto religijne. Marynarze z krajów anglosaskich mają jeszcze inne dni, w których unikają wypływania w rejs. Są to: 2 lutego, 31 grudnia oraz pierwsze poniedziałki maja i kwietnia, gdyż według Biblii w te dni nawiedziły świat różne kataklizmy.  Zresztą z tymi piątkami też różnie bywa, bo np. dla Hiszpanów są one... szczęśliwe (wyjątki potwierdzają regułę!). To właśnie w piątek (3 sierpnia 1492 roku) Kolumb wypłynął na wyprawę, która zakończyła się dotarciem do brzegów Ameryki.

No cóż, jedne z przesądów śmieszą, inne dziwią, ale... mimo iż mamy już XXI wiek, w wiele z nich ciągle wierzymy. I dobrze, bo dzięki temu morskie opowieści są tak barwne.


Pisząc powyższy tekst korzystałam z książki "Ceremoniał morski i etykieta jachtowa" (autorzy: E. Koczorowski, J. Koziarski i R.Pluta)
























Back to top