* Spływaj! Czyli - pontonem z nurtem rzeki
Hits: 5342

rafting w chile.jpgRAFTING

Każdemu kto lubi wodę i trochę adrenaliny, rafting się spodoba. To nic, że nigdy nie wiosłowaliśmy - instruktor z nami płynący pokieruje załogą tak, że szybko załapiemy, o co w tej zabawie chodzi...





Podstawą jest dmuchany ponton, z angielska zwany raftem. Pontony mogą być kilku lub kilkunasto osobowe. Silnika na ogół nie mają. "Uzbrojoną" w wiosła załogą kieruje kapitan-instruktor, nie tylko wydający komendy, ale także dzięki operowaniu swoim wiosłem, naprowadzający ponton na właściwy kurs.

rafting-islandia.jpg Raftingi organizuje się na "dzikich", górskich rzekach o odpowiednim stanie wody i ze związanym z tym szybkim nurtem (pod prąd się nie pływa). Czasem są to spływy godzinne, czasem kilkugodzinne lub nawet parodniowe, z biwakowaniem po drodze.

Trasy są na ogół dość urozmaicone - bywają odcinki, gdzie wcale nie trzeba wiosłować, ciesząc się pięknem krajobrazu, ale nie brak też emocji czy wręcz walki na mających przyśpieszony nurt bystrzach, mini wodospadach (dla zaawansowanych - całkiem sporych), nie mówiąc o skokach na falach czy gorączkowym wiosłowaniu chroniącym przed zderzeniem ze skałami. Poziom trudności rzeki określa się przy pomocy 6-stopniowej skali. Większość spływów odbywa się zwykle na wodach "trójkowych". Rzeka klasy 6-tej jest już praktycznie nie do spłynięcia.

Nie igrać z żywiołem


Oczywiście firmy organizujące raftingi dbają o to, aby poziom trudności dostosowany był do umiejętności nieznanych im przecież klientów. Stąd też większość spływów organizowanych komercyjnie to raczej proste trasy, na których poradzi sobie każdy, kogo nie przeraża bliskość wody. Wykupując spływ warto jednak zapytać, co nas czeka i czy są limity wiekowe. Są trasy, na których kilkuletnim dzieciom rafting -ekipa.jpgtowarzyszą równie jak one rozentuzjazmowane babcie. Może jednak okazać się, że rafting w którym chcemy wziąć udział to impreza na której potrafią się nieźle zmachać regularnie ćwiczący na siłowni młodzieńcy, natomiast dzieci do np. 14 lat uczestniczyć w nim nie mogą. Zresztą na rzeczywiście trudnych spływach stawiany jest wymóg dobrej umiejętności pływania i odpowiedniej kondycji.

Ogólnie, jak to z wodą bywa, swoich umiejętności przeceniać nie należy. Jeśli na pontonie czujemy się niepewnie, albo wręcz nie umiemy pływać, lepiej uprzedzić o tym instruktora, który będzie miał nas na oku i oszczędzi nam ewentualnego wrzucenia do wody, co na raftingach jest dość częstą zabawą. Podobnie jest z niektórymi chorobami - do nich również lepiej się przyznać. Na prostych spływach nie będą one zapewne miały znaczenia, jednak tam gdzie trzeba trochę powalczyć, cierpiący na astmę, choroby serca czy padaczkę powinni zastanowić się, czy jest to odpowiednia zabawa. U niektórych organizatorów, zwłaszcza przy trudniejszych trasach, klienci dostają formularz, w którym muszą zaznaczyć dotyczące ich rafting-ladujemy sie.jpgschorzenia i podpisać, że płyną na własne ryzyko. Przy prostych spływach wypadki raczej się nie zdarzają, przy tych bardziej zaawansowanych - czasem do nich dochodzi. Są przecież tacy, którzy nastawiając się na zastrzyk adrenalniny uważają, że "no risk-no fun" (czyli: "nie ma ryzyka-nie ma zabawy").

No właśnie - na czym polega ryzyko? Nie chodzi o siłę w samym wiosłowaniu, jeśli bowiem nawet cała załoga okaże się przy wiosłowaniu niesprawna, instruktor-sternik i tak sobie poradzi (spływając z nurtem do mety jakoś dotrzemy). Problemem jest ryzyko wypadnięcia za burtę. Są spływy, na których trzeba bardzo chcieć, aby się to stało (czytaj: celowo wyskoczyć z pontonu). Zdarzają się jednak i takie, na których szansa na znalezienie się w wodzie jest bardzo duża. Zazwyczaj dzieje się to na bystrzach, kiedy fala rzuca nas na podwodne skały lub po prostu powoduje chwilowe "złamanie się" pontonu. Co wtedy? Przede wszystkim nie możemy wpaść w panikę. Kamizelka ratunkowa (musi mieć ją na sobie każdy, nawet najlepszy pływak) będzie nas unosić na powierzchni. Owszem, możemy trafić pod dno wywróconego pontonu, ale to kwestia sekund kiedy się spod niego wydostaniemy.

rafting-ponton i zaburtowiec.jpgJeśli wypadliśmy za burtę, ale reszta ekipy wciąż jest na pontonie, duża szansa, że nasi współtowarzysze błyskawicznie wyciągną nas z rzeki. Jeśli nie, należy położyć się w wodzie na plecach i po prostu spokojnie spływać, bez wykonywania ruchów żabki czy kraula. Pływać stylowo można w basenie, natomiast w rwącej rzece wrzucającej nas co jakiś czas w wiry, nie ma to sensu i tylko niepotrzebnie wyczerpuje siły. Ważne jest, aby spływać nogami wysuniętymi do przodu - w ten sposób asekurujemy się przed uderzeniem głową o wystające głazy. Na wszelki wypadek przed urazami głowy zabezpiecza na ogół obowiązkowy kask. Możemy się też pocieszyć, że znajdujący się na pontonie instruktor, a na trudniejszych rzekach - instruktorzy-ratownicy płynący na przedzie peletonu w kajakach, są doskonale wyszkoleni na wypadek takich sytuacji. Najprawdopodobniej rzucą nam "rzutkę", czyli linę ratunkową, no i wyciągną. I jeszcze jedno - nie próbujmy na siłę stawać w górskiej rzece, zwłaszcza przy głębszej wodzie. Ze zbyt silnym nurtem nie zwyciężymy, poza tym może to doprowadzić do uwięzienia stopy między kamieniami czy leżącymi na dnie konarami.

Zanim się zacznie…


rafting-poczatek.jpg Przed rozpoczęciem spływu czeka nas trening "na sucho", czyli w pontonie stojącym jeszcze na brzegu. Zostaniemy poinstruowani między innymi o tym właśnie, co zrobić, gdy wypadnie się z pontonu, w jaki sposób wyciągać człowieka któremu się to przydarzyło (chwytając go pod pachy), no i oczywiście - jak wiosłować. Dowiemy się jak trzymać wiosło (pagaj), jak go zanurzać i jak pracować naszym ciałem (wcale nie tylko rękami), aby ruchy były jak najbardziej efektywne.

Potem przychodzi czas na komendy. Nawet jeśli wydawane są one w języku obcym (na ogół - po angielsku), są to krótkie, łatwe do nauczenia się hasła, typu "prawa (lub lewa - chodzi o burtę) naprzód", ew. "wstecz", "stop" czy "trzymać się" (uchwytów pontonu). Po spuszczeniu pontonu na wodę, na spokojnej wodzie i tak rafting - najpierw szkolenie.jpgwszystko jeszcze do znudzenia przećwiczymy. To nic, że początkowo nasze ruchy są niewprawne i każdy wiosłuje w swoim rytmie powodując zderzanie się wiosłami. Po pewnym czasie dojdziemy do wprawy i nauczymy się miarowego, zgranego wiosłowania. Bądź co bądź rafting to sport zespołowy - indywidualnie niewiele się w nim wskóra, liczy się załoga, tzw. "team".

O tym, gdzie kto w pontonie siedzi, decyduje instruktor-kapitan. On sam zajmuje stanowisko na ogół na tyle (rufie). Na samym przedzie usadawia się zwykle najsilniejszych i najbardziej doświadczonych załogantów. To oni zwykle najwięcej się napracują przy wiosłach, równocześnie nadając rytm reszcie, no a do tego są najbardziej narażeni na kontakt z wodą (suchymi z tej zabawy na pewno nie wyjdą), otrzymując w nagrodę największą dawkę emocji. Ważne jest też, aby po obu burtach równomiernie rozłożyć siły, no i wagę załogi. Dopiero kiedy wszystko będzie już ustalone - możemy ruszać.

Mokro - tak, zimno - bez przesady…


Nie ma co kryć, że woda w górskich rzekach do ciepłych nie należy. Ale w raftingu to specjalnie nie przeszkadza. Po pierwsze - rozgrzewają nas emocje. Po drugie - tam gdzie rzeczywiście temperatura wody jest niska (np. w rzekach wypływających z lodowców), płynie się w piankach neoprenowych. Jeśli jest bardzo zimno (np. rafting-chlapie.jpgprzy spływach na Islandii), na piankę warto założyć jakieś ubranie, a na to jeszcze kurtkę przeciwdeszczową. Nie najlepszym pomysłem jest odzież bawełniana - namoknięta koszulka szybko wyziębia organizm, co w skrajnych przypadkach może prowadzić do zabójczej hipotermii. Dobrze spisuje się natomiast odzież z włókien sztucznych, chroniących przed zimnem nawet kiedy jest mokra (np. polar).

Na niektórych spływach dostaje się też buty piankowe - zwłaszcza tam gdzie grozi nam długotrwałe trzymanie nóg w pontonie, do którego zapewne dostanie się woda. Z kolei tam gdzie jest ciepło, płynie się zwykle boso, choć jeśli jest to trudna rzeka i związane z tym duże ryzyko wpadnięcia do wody, warto jednak założyć skazane na zamoczenie buty (dobrze przypięte sandały, wiązane tenisówki etc.). Oczywiście trzeba mieć też suchą zmianę ubrania do przebrania po zakończeniu spływu.

Wiosła chwyć!


rafting - plyna na nas.jpg Po fazie przygotowań wreszcie nadchodzi taki moment, kiedy instruktor stwierdza, iż wystarczy nam szkolenia, odbija się wiosłem od brzegu i… płyniemy. Szybko się nauczymy rozpoznawać zbliżające się bystrza. Te trudniejsze mają zwykle jakieś charakterystyczne nazwy typu "Wirówka", albo jak w przypadku spływu w Kanionie Kolorado: "Wodospad Nieszczęść" czy "Katarakta Tnąca na Kawałki".

Instruktor-sternik oczywiście umie "czytać" rzekę: wie gdzie jest najsilniejszy nurt, gdzie płycizna, a gdzie podwodne skały. Bywa, że ponton zostaje wyrzucony na skały i do nich przyciśnięty - niektórzy nazywają to "pineską". Nie można dać się wówczas uwięzić - ważne jest błyskawiczne wykonywanie wydawanych komend.  Podobnie jest z zawirowaniami powstającymi na powierzchni rzeki ponad ukrytym głęboko na dnie głazem. Wprawdzie nie grozi to wywrotką, ale w wyniku nagłej zmiany kursu może rzucić nas na inny, wystający ponad wodę kamień. Inne niebezpieczeństwa to ssące islandia-rafting - skoki ze skaly.jpgdziury, powstające wtedy, kiedy ze skały spływa duża ilość wody albo też duże fale stawiające ponton "na sztorc". Oczywiście dotyczy to spływów o wyższym stopniu wtajemniczenia.

Zdarzają się też na spływach odcinki sielankowe, kiedy rzeka płynie leniwie, nic się nie dzieje i zamiast wiosłować można się opalać. Instruktorzy wykorzystują to zwykle na mniej lub bardziej mokre zabawy - wzajemne oblewanie się załóg konkurujących pontonów, konkursy w utrzymaniu równowagi podczas stania na burtach (na ogół kończy się wpadnięciem ochotników do wody), okrzyki połączone z uderzeniami wioseł etc. Niekiedy gdzieś po drodze robi się postój - można wówczas wyjść na brzeg, popływać przy brzegu czy poskakać z przybrzeżnych skałek (o ile instruktor potwierdzi, że woda jest wystarczająca głęboka). Jedno jest pewne - spływ doskonale zgrywa załogę. A im większe odciski na palcach od wiosłowania i więcej mocnych wrażeń, tym dłużej będziemy go wspominać.

Z Dunajca na Zambezi


Niestety w Polsce nie mamy warunków do uprawiania raftingu. Namiastkę możliwości daje Dunajec (zwłaszcza na odcinku Przełomu) oraz wykorzystywana wiosną, trudniejsza od niego Białka. Jednak tak naprawdę najbliższe miejsca dla przeżycia prawdziwej raftingowej przygody są dopiero na rzekach Austrii. W Alpach raftingw nepalu.jpgrzeczywiście jest gdzie spływać - poza Austrią także we Włoszech, we Francji czy Szwajcarii, poza tym można wybrać się do Słowenii. Kilka dobrych raftingowo rzek jest w Skandynawii i to nawet tej wysuniętej daleko na północ (Norwegia, Islandia).

Najprzyjemniej jest jednak tam, gdzie jest ciepło. Często z propozycji raftingu korzystają np. wczasowicze wypoczywający na południu Turcji, gdzie do familijnych spływów świetnie nadaje się rzeka Köpru koło Antalyi. Marzenie każdego raftingowca stanowi jednak spłynięcie kultowymi rzekami typu Zambezi w Zambii lub Zimbabwe czy Kolorado w USA (teraz rocznie spływa tam ok. 200 tys. osób). Wiele raftingowych rzek o różnych stopniach trudności znajdziemy też w Nepalu, Nowej Zelandii, Peru i w Chile (sporo rzek o V-tej klasie trudności).

Jak widać uprawiać rafting da się praktycznie w każdym zakątku świata, zwłaszcza tam gdzie są góry. Z tego też powodu trudno mówić o sezonie raftingowym - ci którzy traktują ten sport zawodowo, pływając np. jako instruktorzy, po prostu wędrują po świecie. Od maja do września prowadzą spływy w Europie, potem przenoszą się np. do Ameryki Południowej czy Nepalu.

Najlepsi z najlepszych


rafting - na fali.jpg Rafting to nie tylko rekreacja - nie brak wyczynowców, którzy trenują ten sport po to, by potem sprawdzać się w zawodach. Zasady rywalizacji określa Międzynarodowa Federacja Raftingowa (IRF), zrzeszająca 37 krajów (Polska do niej póki co nie należy).

Rozgrywane dyscypliny to zwykle sprint, spływ z prądem oraz slalom. W momencie pisania tego artykułu (czerwiec 2006 r.) odbywały się właśnie Mistrzostwa Europy. Po walce na kaukaskiej rzece Belaja w Rosji, w kategorii kobiet niezrównane okazały się Słowaczki - wygrały wszystkie z wymienionych konkurencji. Wśród panów zwyciężyli Rosjanie - zajęli I miejsce w sprincie i spływie z prądem, jednak w slalomie byli drudzy. Kolejne Raftingowe Mistrzostwa Świata miały odbyć się w końcu czerwca 2007 r. na rzece Naerincheon w Korei Południowej. Niestety, póki co nic nie wskazuje, by Polacy byli w tym sporcie kandydatami do medalu.

Back to top