Alpejskie Monte Carlo
Hits: 4426
MEGEVE (FRANCJA)


Gdzie się wybrać na zimowy urlop? Dla tych, którzy nie wyobrażają sobie zimy bez nart, mamy propozycję:  francuskie Megève.

megeve - gondolka.jpg-Jedziesz na narty do Megève? Nie wierzę! – ton kolegi będącego ekspertem od ośrodków sportów zimowych stanowi mieszankę zdziwienia i zazdrości. -Wiesz, to takie alpejskie Monte Carlo! – wyjaśnia po chwili.

Wcale mnie to nie cieszy. Mam obawy, że pewnie będzie snobistycznie, drogo, a poza tym  przed oczami pojawia mi się wizja nowoczesnych wieżowców psujących urok górskich panoram, co niestety gdzieniegdzie we Francji się zdarza.

megeve - domy.jpgBogu dzięki nic się z tego nie sprawdza. Snobizm? Nie odczuwalny. Fakt, do Megève przyjeżdżają słynni ludzie show biznesu, a nawet głowy państw, ale incognito. Wiadomo jednak, że był tu kiedyś na wakacjach piosenkarz David Bowie, że George Michael kupił sobie tutaj willę, a Pierce  Brosnan spędził aż dwa miesiące, ucząc się jazdy na nartach co było mu potrzebne do nakręcenia emocjonujących scen w jednym z filmów o przygodach Bonda. W każdym razie szansa, że będziemy wjeżdżać na wyciągu z kimś znanym - istnieje, ale w zimowym ubraniu trudno rozpoznać nawet celebrytów.

A jak z cenami? Ku mojemu miłemu zaskoczeniu: w normie. Owszem, nie brak eleganckich hoteli, ale jest też sporo w miarę tanich apartamentów wakacyjnych i tzw. chaletów (wbrew polskim skojarzeniom chodzi o typ budynku). A samo miasteczko? Po prostu urocze! Jego najstarsza część to zabytkowe domy w typowym dla Górnej Sabaudii stylu, brukowane uliczki po których jeżdżą dorożki, malutkie placyki tworzące kameralny klimat, a w tle - malownicze góry należące do masywu Mont Blanc.

 


Sędziwy Allais i młody „Baśleda”
 


megeve - bialo.jpgSłynnego „Blanca”, na którego szczycie kiedyś zresztą byłam, oglądam z perspektywy nartostrad. Karnet z Megève wprawdzie nie daje możliwości szusowania na jego stokach, ale można zrobić sobie samochodowy wypad do położonego u stóp Białej Góry słynnego Chamonix, albo polatać nad najwyższym szczytem Alp helikopterem startującym z polowego lotniska koło Megève (190 euro za 30 minut lotu). Ja jednak wykorzystuję czas głównie na narty.  W ramach skipassu mam do wyboru 445 km tras, obsługiwanych przez 107 wyciągów, czyli naprawdę sporo. Podzielony na trzy „podregiony” teren jest tak rozległy, że przynajmniej na początku, łatwo się w nim zgubić. Na szczęście oprócz licznych drogowskazów i ściąg w postaci darmowych mapek, można skorzystać również z pomocy tzw. ambasadorów, czyli społeczników dyżurujących w najbardziej zatłoczonych miejscach i pełniących funkcję mobilnych informatorów. Swoją drogą warto brać sobie do serca podane czasy dotarcia do jakiegoś punktu. Jeśli jest napisane, że przedostanie się od dolnej stacji gondoli Rochebrune na szczyt Cote 2000  zajmuje godzinę i 15 minut, to rzeczywiście zanim pokonamy trawersy zboczy i wciągniemy się kilkoma wyciągami, tyle mniej więcej wyjdzie.

Podpytuję, jak jest tu ze śniegiem? Okazuje się, że ogólnie nie ma problemu, bowiem okolica ma specyficzny mikroklimat, dzięki czemu biała pokrywa zalega zimą w górach praktycznie ciągle. Ale ponieważ samo Megève położone jest jednak nisko (1113 m n.p.m.), na wszelki wypadek czeka w gotowości 647 armatek.

W wielu miejscach jest tak pięknie widokowo, że zamiast jeździć, aż chce się stanąć i podziwiać panoramkiKażdy z wyciągów, a także każda z tras mają swoje nazwy. Krzesełkami „Mont Joly” wjeżdżam do najwyższego w regionie miejsca, czyli na wysokość 2350 metrów. Chcę zjechać czarną, czyli trudną trasą zwaną „Chamois” (Kozica), ale ze względu na zagrożenie lawinowe jest zamknięta. Na szczęście otwarta jest inna czarna – „Votigeurs” z ostrą, dającą mi sporo frajdy ścianką. Najsłynniejszą tutejszą nartostradą jest jednak bez wątpienia trasa im. Emile`a Allais, na której swego czasu ścigał się ten pochodzący z Megève narciarz, który na olimpiadzie w 1936 roku zdobył dwa brązowe medale, a poza tym był trzykrotnym mistrzem świata. Allais to najlepszy dowód na to, jak dobrze służy tutejsze powietrze – urodzony w 1912 roku mistrz, w 2009 r. (bo wtedy właśnie byłam w Megeve), jak donosili miejscowi, wciąż jeszcze pojawiał się na stokach [Allais zmarł w X.2012 roku, mając sto lat!].

Niestety, ja akurat nie trafiam ani na niego, ani na przedstawiciela rodziny Bachledów, który pracuje tu jako instruktor („Baśleda właśnie wyjechał do Polski” – mówią mi jego francuscy kumple). Co do instruktorów, to zaprzyjaźniam się z nimi na darmowej lekcji telemarku – imprezie organizowanej w jeden wieczór w tygodniu na oświetlonym stoku. Telemark, technika jazdy na nartach polegająca na charakterystycznym przyklęku (umożliwia to specjalne wiązanie z ruchomą piętą), zdobywa we Francji coraz więcej zwolenników, a Megève słynie już z dorocznych zlotów telemarkowców. Niestety, mimo zapału i cierpliwości moich nauczycieli, nie wykazuję wybitnego talentu w tej dziedzinie. Zdecydowanie lepiej mi idzie delektowanie się winem w przystokowym barze, do którego schodzi się pod pretekstem rozgrzania cała ekipa.

 

U zbiegu dwóch rzek


megeve-miasto.jpgNa zwiedzenie Megève także znajduję czas. W ciągu dnia w miasteczku jest raczej pusto – przy ładnej pogodzie wszyscy są na stokach. Po południu zamyka się ruch kołowy na uliczkach starówki i tym samym zamienia się je w deptaki, o zmroku wypełnione wielojęzycznym tłumem. Większość gości to Francuzi (statystycznie – ok. 66 proc.), ale dużo jest również Anglików, Szwajcarów, Belgów, Włochów, Rosjan czy Amerykanów.

Główny plac miasta, przy którym stoi kościół o historii sięgającej XI wieku (choć obecny wygląd to już XVIII wiek), nazwą upamiętnia baronową Maurice de Rothschild. To właśnie ona w 1916 roku wpadła na to, by stworzyć we Francji konkurencję dla przyciągającego śmietankę towarzyską Europy szwajcarskiego St. Moritz. Pomysł był trafiony – wkrótce stanął należący do baronowej hotel, w ślad za którym zaczęły powstawać kolejne, a w 1923 roku gośćmi Megève byli  brytyjska królowa Elżbieta i belgijski król Albert, co oczywiście podniosło prestiż miasteczka. Ważnym wydarzeniem było uruchomienie w 1933 roku pierwszej kolejki linowej, z której mogli korzystać narciarze. Pionierskie czasy przypominają zdjęcia i pamiątki zebrane w miejscowym muzeum. Wśród starych sprzętów jest m.in. wyłożone poduchami łoże. Nieduże, ale nie dlatego że ludzie byli mniejsi, lecz dlatego, że spali na siedząco! Wynikało to z obawy przed śmiercią, która, jak wierzono, w pierwszej kolejności miała zabierać śpiących w płaskiej pozycji. Moją uwagę zwracają też misterne koronki – niegdyś specjalność kobiet z Megève.  W początkach XIX wieku było tu ok. 500 koronkarek! Do pracy wykorzystywały nie tylko typowe nitki tekstylne, ale również końskie włosie!

megeve - muzeum.jpgGóra zabytkowego domu, w którym mieści się muzeum, to z kolei bardzo ciekawa ekspozycja związana z historią narciarstwa. Patrząc na niektóre narty czy łyżwy wystrugane z drewna, zastanawiam się, jak na czymś takim można było w ogóle jeździć? Oczywiście tutaj też nie zapomniano o  legendarnym  Emile`u Allais. Teraz ma on godnych następców. Aktualną gwiazdą Megève jest również tutaj urodzony (20 lat temu), Stéphane Tissot, który w konkurencji narciarskiego slalomu należy do światowej czołówki. W kadrze narodowej Francji jest też jego młodszy brat, Maxime.

Jeszcze jednym miejscem polecanym w Megève miłośnikom zwiedzania, jest złożona z 14 kapliczek XIX-wieczna  Kalwaria. Zamiast do niej podchodzić (z miasta to kawałek), dojeżdżam do niej na nartach. Przy okazji łapię się na tym, że jestem w Megève już  któryś dzień, a nie dowiedziałam się jeszcze, skąd akurat taka a nie inna nazwa miasteczka. Odpowiedź jest prosta i logiczna – to zlepek dwóch celtyckich słów: „Mag”, oznaczającego „osiedlenie się” i „Eva”, czyli „woda”. Konkretnie chodziło o osadę położoną miedzy dwoma potokami.

 

Curling czy kasyno?


megeve-curling.jpgWyłączenie wyciągów i tym samym koniec dnia na stoku, nie oznacza wcale końca zajęć sportowych. Możliwości w Megève jest sporo – można polatać na paralotni (w tandemie z instruktorem), albo pograć w polo lub golfa na śniegu – zasady są takie jak przy grze na trawie, tyle że piłeczka jest kolorowa (na turnieju – granatowa). Ja wybieram jeszcze co innego – wraz z miejscowym kolegą idziemy spróbować sił w curlingu. W tzw. Pałacu Sportu, obok lodowiska i mającego olimpijskie rozmiary basenu, jest też profesjonalny tor curlingowy.

Szybkie przeszkolenie, trochę śmiechu przy pierwszych krokach (ślisko, i to mimo, że na jedną z podeszw zakłada się antypoślizgową nakładkę), po czym zaczynamy trening. Wcale nie łatwo jest pchnąć kamiennym, 20-kilogramowym „czajnikiem” tak, żeby zatrzymał się w wyznaczonym polu. Angażuję się jednak mocno – za którymś razem omal nie przypłacam tego wybiciem zębów na lodowej tafli.

W drodze powrotnej do hotelu zastanawiam się, czy nie wpaść jeszcze do kasyna. Dochodzę jednak do wniosku, że w polarze do takiego eleganckiego przybytku nie za bardzo wypada wchodzić. Swoją drogą kasyno to jedyne co w  Megève rzeczywiście skojarzyło mi się z Monte Carlo. W każdym razie po powrocie do Polski powiedziałam wspomnianemu na samym początku koledze, że Megève spodobało mi się znacznie bardziej, niż przypuszczałam, a „swojski snobizm” w takim wydaniu wcale mi nie przeszkadza.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Dojazd samochodem: Jadąc z Warszawy trasą polecaną przez stronę http://www.viamichelin.pl (przez Wrocław i okolice Drezna) pokonamy 1640 km, przy czym ze względu na skrót przez Szwajcarię trzeba przygotować się na opłacenie szwajcarskiej winietki (40 CHF).

Samolotem: Najlepiej dolecieć do odległej o 70 km Genewy (od Megève ok. godzina jazdy) lub do Lyonu (180 km). Wynajęcie 8-osobowego busa na przejazd z lotniska w Genewie kosztuje ok. 280 euro.

Ceny skipassów: 1-dniowy 34-36,50 euro, 6-dniowy 176 euro, zniżki mają dzieci do 15 lat (do lat 5 za darmo) i seniorzy po 60-tce (powyżej 80 roku za darmo). Jeśli nie mamy ubezpieczenia, można dokupić go w karnecie – za każdy dzień dopłaca się wtedy 2,70 euro. Uwaga: za karnety mające formę plastikowych kart nie wymagających potem wyciągania z kieszeni, pobiera się za kaucję 3 euro (do zwrotu po oddaniu).

Internet:
http://www.megeve.com  

Informacje w Polsce: ATOUT FRANCE (Francuska Agencja Rozwoju Turystyki, ul. Mokotowska 19, Warszawa, tel. 22- 696 75 97

 



DOBOROWA DWUNASTKA

Czy wiesz, że…
Megève to jedna z miejscowości należących do elitarnego grona „Best of the Alps”. Pełna dwunastka najlepszych alpejskich kurortów to:
- we Włoszech: Cortina d`Ampezzo
- w Niemczech: Garmisch Partenkirchen
- w Szwajcarii: St. Moritz, Davos, Zermatt i Grindelwald
- w Austrii: St. Anton am Arlberg, Lech Zürs am Arlberg, Seefeld i Kitzbühel
- we Francji: Megève i Chamonix Mont-Blanc

Back to top