Tarzania czyli nie dla tych z lękiem wysokości
Hits: 2835

tarzania2.jpgPARK LINOWY (TARZANIA)

Mięśnie drżą z wysiłku, trudno utrzymać równowagę, a do ziemi jest dobre kilkanaście metrów. Są momenty kiedy ma się ochotę powiedzieć: "co ja tutaj robię"? Słowacka "Tarzania" to jeden z wielu europejskich parków linowych, ale zdecydowanie - jeden z  fajniejszych.





Z dołu wszystko wydaje się proste - po prostu idziesz po linowych mostkach, jak pająk przechodzisz rozwieszoną wysoko nad ziemi siatkę, a zjazd na tyrolce to już w ogóle bułka z masłem, bo przecież tylko wpinasz się w linę i jedziesz. Tylko że kiedy już się jest u góry, nie jest już wcale tak prosto. Niby jest asekuracja - kiedy poślizgniemy się, opadniemy z sił, stracimy równowagę - lina do której jesteśmy wpięci, nas utrzyma. Zawsze też można zrezygnować z dalszej drogi - obsługa parku ściągnie nas na dół niemal w każdym punkcie linowej trasy. My jednak tego nie bierzemy pod uwagę. Parzymy z bratem na siebie i nie mamy wątpliwości: -Idziemy!

tarzania1.jpg-Mamy 3 trasy, czerwoną, niebieską i zieloną. Którą chcecie iść? - pyta chłopak z obsługi. I zaraz potem dodaje:- Najtrudniejsza jest czerwona. Niebieska to w zasadzie dla dzieci... No cóż,  po takim wstępie nie mamy w sumie wyboru. Przecież nie wypada iść na łatwiznę.

Ubieramy uprzęże i kaski, przechodzimy kilkuminutowy kurs, a potem sprawdzian dotyczący wpinania się w liny asekuracyjne. Przy uprzęży jest lonża z dwoma karabinkami - zawsze minimum jeden z nich musi być wpięty. Poza tym jest jeszcze specjalny przyrząd do zjazdów - to na tzw. tyrolki czyli napięte, ukośne liny, po których się zjeżdża.

No dobra, czas startować. Po drabince sznurowej wchodzimy na górę. Lajcik. To znaczy nie do końca, ale lepiej, by kibice z dołu nie widzieli naszych obaw. Nadrabiając miną pokonujemy pierwszy wiszący mostek. Zaraz potem pierwsza tyrolka. -Czy lina się nie zerwie? Czy dobrze się wpięliśmy? - kołacze po głowie. -Ale fajnie! - okazuje się chwilę później, kiedy już mamy za sobą zjazd. Tyle że to dopiero początek.

tarzania-brombek1.jpgZ każdym kolejnym odcinkiem jest już coraz trudniej. Przeszkody są coraz wymyślniejsze, a nasze mięśnie są coraz bardziej zmęczone. Właściwie to sami nie wiemy jak to się dzieje, że ani razu nie spadamy. Po prostu działa instynkt samozachowawczy. Ręce bolą od kurczowego trzymania liny, łydki coraz bardziej się trzęsą wpadając w tzw. telegraf, ale kiedy dochodzimy do rozgałęzienia linowych szlaków i możemy zrobić sobie skrót, mimo wszystko ambitnie kontynuujemy przejście dłuższą trasą.

Wycisk niezły, na twarzach skupienie i zaciśnięte z wysiłku zęby. No ale oto jest i koniec! Przypływ adrenaliny, bo finałowy zjazd to wyjątkowo strome wahadło sprawiające wrażenie, jakby delikwent miał zawadzić plecami o podest. Ale nie, wszystko jest w porządku! W glorii bohaterów (mieliśmy kibiców) lądujemy na ziemi.

Wreszcie nic się nie chwieje, nie ma wysokości. A co do mięśni to bolą nas jeszcze następnego dnia. Jeśli ktoś jednak zapyta czy warto było, powiemy że pewnie że tak!


Informacje praktyczne:


tarzania 2.jpgGdzie: Opisywana "Tarzania" to jedna z atrakcji jakie powstały przy kompleksie termalnym jakim jest "Tatralandia" na obrzeżach Liptowskiego Mikulasza. Podobne parki działają także m.in. w Jasnej (północna strona Chopoka w Niskich Tatrach) i w Tale (południowa strona Chopoka).

Kiedy: Z parku linowego "Tarzania" można korzystać przez cały rok. W lipcu i sierpniu czynny jest w godzinach 10-19, w innych miesiącach krócej. Zimą - od stycznia do kwietnia można "walczyć" na linach codziennie oprócz poniedziałków od 11 do 15, w środy i piatki do 19.

Internet: http://www.tarzania.sk

Back to top