Tarzan z tyrolką
Hits: 4679

Mój brat męczy się na kolejnej przeszkodzie  :-)PARKI LINOWE
„Sieć rybaka” to łatwizna. Na „Linie orangutana” już trzeba się pomęczyć – ręce mdleją od podciągania. No cóż, do orangutana mi daleko. Najtrudniej jest przy „Skoku Tarzana” – skaczę tylko dlatego, że użycie  stojącej obok drabiny to jednak dyshonor. Co jest pociągającego w parkach linowych? Jak to co? Adrenalina!






Że łatwo nie będzie, mogę zorientować już na początku, słysząc dobiegający z lasu rozdzierający krzyk. –Znowu kogoś mordują! – żartuje instruktor podający mi uprząż. Sprawdza, czy jestem dobrze pozapinana, po czym kieruje mnie na tzw. briefing. W trakcie krótkiego przeszkolenia kandydatom na Tarzanów tłumaczy się, jak wpinać karabinki, stanowiące zakończenie linek przymocowanej do pasa lonży. Trzeba sobie wyrobić odruch sprawnej ich obsługi, uważając by przynajmniej jeden z nich był wpięty (a najlepiej oba). Jeśli coś nam się nie uda, albo po prostu na jakiejś przeszkodzie nie wytrzymają nam ręce i spadniemy, daleko nie polecimy – zawiśniemy na lonży połączonej karabinkami z tzw. liną życia.

parklinowy6.jpgW końcu mogę zaczynać. Wspinam się po „Papuziej drabince” na pierwszą platformę. Kurcze, wysoko! Pierwsze kroki na bujających się deskach mostu linowego mam niepewne, ręce kurczowo łapią za liny. To i tak dopiero rozgrzewka – potem będą mosty bez desek, gdzie trzeba będzie „walczyć” na dobre. Fajne okazują się „Lewitujące baryłki”, które jakkolwiek się nie kojarzą, oznaczają zawieszone niby-beczki, przez które należy się  przeciągnąć na plecach. Odpoczynkiem są tyrolki, czyli zjazdy po lekko pochyłej linie, choć i tu niektórzy mogą poczuć serce skaczące do gardła, zwłaszcza jeśli pędzi się z dużą szybkością, a przed sobą mamy drzewo (nie ma obaw, wszystko jest tak przygotowane, że nic nam się nie stanie). Najwięcej emocji wzbudza jednak skok na linie – trzeba rzucić się w przepaść trzymając się liny niczym Tarzan, i złapać siatkę rozwieszoną po drugiej stronie. Kilkanaście metrów niżej, na ziemi, stoją kibice. Krzyczą żeby skakać, bo chcą zrobić zdjęcia. Łatwo im mówić – nie widzą, jak to wygląda z tej perspektywy. Serce mi łomoce, ale skaczę. Paradoks – im bardziej się boimy, tym potem bardziej cieszymy, że się udało! I na dodatek za to płacimy! Za walkę z własnym strachem i bolącymi mięśniami.


Dziadek z wnuczką

Opisywany wyżej park linowy „Veni-Vinci” w podwarszawskim Powsinie to kolejne miejsce tego typu, jakie odwiedzam. Dzięki temu mam łatwiej - wiem, czego się spodziewać. Inna sprawa, że wcale nie musiałam iść od razu na najtrudniejszą trasę, której nazwa „Extreme” jednak trochę zobowiązuje. –Normalnie, jak ktoś przychodzi do nas pierwszy raz, polecamy mu inne, mniej wymagające trasy – mówią instruktorzy, z których większość to studenci AWF. Do wyboru są cztery – na najłatwiejszą, zainstalowaną tuż nad ziemią, mogą wchodzić choćby 5-latki.

parklinowy2.jpgW różnych parkach są różne kryteria wstępu – są np. parki, w których decydujący jest wzrost – minimum to zwykle 110 lub 140 cm. Górnych limitów wzrostu czy wieku nie ma – ważniejsza jest sprawność i odwaga, które zresztą w parkach linowych można doskonale ćwiczyć. Bariery mogą być głównie zdrowotne, a należą do nich niektóre schorzenia ortopedyczne (np. osteoporooza), kardiologiczne, czy padaczka. Nie jest to również  zabawa dla kobiet w ciąży, niewidomych czy mających lęk wysokości. Wszyscy inni mogą próbować.

Przychodzą całe rodziny. –Tatusiu! Widziałeś jak zjechałem? – krzyczy kilkunastoletni chłopiec, po zaliczeniu tyrolki. Tatuś nie widział, bo w tym czasie był tak skupiony na przechodzeniu przez bujające się belki (w końcu nie może być gorszy od syna), że nawet gdyby podjechała blondyna w czerwonym ferrari, też nie zwróciłby uwagi. Na prostszych trasach często widać dziadków, którzy pod pretekstem pomagania wnuczkom sami się świetnie bawią. –Samemu byłoby mi głupio w tym wieku chodzić pod drzewach, a tak to przynajmniej mam wytłumaczenie – śmieje się siwowłosy pan Marian. W tym czasie na trasie Extreme zmaga się jakaś para. Widać, że nie jest im łatwo, ale nie muszą się spieszyć. Tu nikt czasu nie mierzy, rekordów nie bije, ważniejsze jest aby dojść do mety, uczciwie przechodząc wszystkie przeszkody. Zaraz po zejściu na ziemię młodzi zapominają o strachu i zmęczeniu – są szczęśliwi, że dali radę. –Maciek ma wkrótce zostać moim mężem, wymyśliłam więc, że tu go sprawdzę. Ta trasa to test, czy jest odważny i czy można na niego liczyć. Zdał! – śmieje się dziewczyna.


Wybór całkiem spory

parklinowy3.jpgParki linowe na zachodzie Europy można spotkać już od dawna – zwłaszcza we Francji, Szwajcarii, czy Austrii . W Polsce pierwszy pojawił się w 2005 roku (na Równicy koło Ustronia), a że Polakom takie zabawy podobają się, od tej pory  niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne (zdecydowana większość z nich – na południu Polski).

Jeśli są sprzyjające warunki, czyli odpowiednie drzewa (najlepiej sosny), trasy można zbudować w lesie. W innych przypadkach zawiesza się je na stabilnych, wbitych w ziemię drewnianych słupach. Podstawą jest bezpieczeństwo – jeśli już na pierwszy rzut oka widać poobrywane szczebelki i naderwane liny, lepiej omijać takie miejsca z daleka. W podwarszawskim Powsinie instruktorzy mają obowiązek codziennego przejścia tras i sprawdzenia ich pod kątem bezpieczeństwa, do tego systematycznie przeglądają sprzęt asekuracyjny. Poza tym co jakiś czas obiekt przechodzi dokładną kontrolę pod kątem norm unijnych.

Gdzie mamy najbliższy park linowy, możemy sprawdzić na mapce na stronie www.polskieparkilinowe.pl . Duża ich część, to obiekty działające przez okrągły rok.





W OPINII EKSPERTA  - Nikt nie żałuje...
Anna Rewicka-Lor - właścicielka parku Veni-Vinci w Powsinie

W parku linowym w podwarszawskim Powsinie.Idea parków linowych doskonale pasuje do słynnej łacińskiej maksymy, która widnieje w nazwie naszego parku: „Veni-Vidi-Vici”, czyli „Przybyłem, Zobaczyłem, Zwyciężyłem”. Przy przeszkodach, jakie są do pokonania wysoko nad ziemią, każdy musi zmierzyć się przede wszystkim sam ze sobą. Satysfakcja z tego że „udało się, dałem radę” cieszy każdego, niezależnie od tego jaką ma kondycję i ile ma lat. Mimo, że oficjalnie nasz park przeznaczony jest dla dzieci od 5 lat, mieliśmy dwuipółlatka, który trasę (oczywiście najprostszą) pokonał pod opieką taty. Dla odmiany najstarszy nasz klient to pan w wieku 70 lat, który postanowił wybrać się na najtrudniejszą trasę „Extreme”, po tym jak wcześniej z wnuczką zaliczył inne. Okazało się, że doskonale sobie poradził! Sytuacje, kiedy ktoś ma problem z pokonaniem przeszkody oczywiście się zdarzają, ale od tego są instruktorzy, by pomóc i ewentualnie ściągnąć taką osobę na ziemię. Nie mieliśmy jednak nigdy przypadku, żeby ktoś zszedł na własne życzenie, mówiąc, że szkoda pieniędzy na taką zabawę. Zresztą o tym, że klientom podoba się w parku linowym świadczy choćby to, że wielu z nich wraca, sprawdzić się po raz kolejny.




DO PARKU, ALE KTÓREGO? (aktualność - 2010 r.)
Wymieniam oczywiście tylko niektóre...

* W Polsce
Mamy w kraju ponad 50 parków linowych. Do najciekawszych, dostępnych przez cały rok należą:

parklinowy13.jpg- „Veni-Vici” w Powsinie koło Warszawy, tel. 697 605 123, www.veni-vici.com.pl . Inwestycja polsko-francuska, zbudowana według francuskich wymogów bezpieczeństwa. Park oferuje 4 trasy wytyczone w koronach drzew w brzozowo-sosnowym lesie. Ceny od 25 do 60 zł za trasę.
- Park Linowy na Górze Równica koło Ustronia, tel. 501 221 833, www.parklinowy.pl . Najdłużej działający z polskich parków (od 2005 roku), aktualnie oferujący 5 tras mających długość ponad 1 km. Wstęp – 30-40 zł (bilety ulgowe do 13 lat – 25-35 zł), ale można też kupić bilet łączony z atrakcjami Parku na Czantorii.
- „Palenisko” w Chorzowie, tel. 0-666 031 384, www.palenisko.com.pl . Na 26 drewnianych słupach zamocowano 39 platform i 46 przeszkód. Do wyboru są 3 trasy, zawieszone 14 metrów nad ziemią, przy czym każda z nich kosztuje 20 zł (do lat 16 – 15 zł).
- „Złota Grań” na Gubałówce w Zakopanem, tel. 0-602 191 305, www.park-linowy.nazwa.pl .Na 8 trasach znajduje się około stu rodzajów przeszkód i 600 metrów zjazdów na tyrolkach. Za pojedynczą trasę trzeba zapłacić 20 zł (w tej cenie druga jest już gratis), natomiast bilet całodzienny na wszystkie trasy kosztuje 50 zł.
- “Mountain Emotion” w Kudowie – tel. 604 485 629, www.mountain.xt.pl . Poza linowym torem przeszkód dla dzieci jest tam tylko jedna trasa dla starszych, za to długa na 700 m i mająca opinię jednej z najtrudniejszych, co dla wielu osób jest atutem. Wstęp to wydatek 30 zł, do lat 15 – 20 zł. 

* Na Słowacji
W słowackiej Tarzanii przy okazji pokonlywania przeszkód mamy też piękne widoki na Niskie Tatry.- „Tarzania” koło Liptowskiego Mikulasza,  tel. +421 907 308 557, www.tarzania.sk/tatrala.html . Na wysokich słupach postawionych w sąsiedztwie słynnej Tatralandii (całoroczny aquapark) zrobiono trasy, z których najdłuższa ma 470 m. Wejście na każdą z nich kosztuje 10 euro, park czynny jest przez cały rok (od maja do końca października codziennie, w innych miesiącach tylko w piątki i soboty).



W Szwajcarii
- „Adventure Forest” w Saas Fee, tel. +41-27-958 18 58, www.saas-fee.ch . Do wyboru są dwie, wytyczone w lesie trasy, za które dorośli płacą  24-32 CHF / 15-21 EUR, a dzieci do lat 15 – 17-21 CHF / 11-14 EUR. Park jest czynny wprawdzie tylko od połowy czerwca do połowy października, ale warto o nim wiedzieć, ponieważ szczyci się najdłuższą w Europie tyrolką, na której pokonuje się szeroki na 280 metrów wąwóz.





EKWIPUNEK - BEZ TEGO ANI RUSZ
Pocieszamy! Kupować wymienionego sprzętu nie musimy – dostaniemy go na miejscu od instruktorów.

- Uprząż alpinistyczna
- stosuję się taką w wersji biodrowej, przypominającą paskowe majtki.  Musi być indywidualnie dopasowana i odpowiednio pozapinana, abyśmy się z niej nie wysunęli.

parklinowy1.jpg- Lonża z dwoma karabinkami
- wpinając karabinki w specjalną linę, jesteśmy asekurowani. Jeśli coś nam się nie uda, albo po prostu zmęczymy się, zawiśniemy na linie i w najgorszym razie instruktor nas ściągnie

- Rolki do zjazdu na tzw. tyrolce
Patent bardzo prosty, a zarazem sprytny i użyteczny. Kiedy rolki nie są potrzebne, wpinamy je w uprząż. W razie potrzeby odpinamy i mocujemy do liny, po której zjeżdżamy.

- Kask
Nie we wszystkich parkach jest stosowany. Tam gdzie NIE jest, osoby mające długie włosy powinny pamiętać o ich spięciu, bo ich wciągnięcie w rolki w czasie zjazdu nie należy do przyjemności.


UBIÓR

- Bluza
lub inne ubranie nie krępujące ruchów i nie za ciepłe. Pokonując przeszkody na pewno się spocimy – nie tylko z wysiłku, pewnie też i ze strachu.

parklinowy7.jpg- Spodnie
- niezależnie od pory roku lepsze są długie, bo na trudniejszych przeszkodach chronią przed otarciami. Dziewczyny w spódnicach mogą liczyć na męski fanklub stojący na dole i komentujący bieliznę, chociaż jest też pewien problem – na spódnicę trudno założyć uprząż. 

- Buty
– wygodne, najlepiej sportowe, przy czym nawet w najcieplejszych miesiącach na pewno nie klapki. Lepiej żeby nie miały haczyków, o które mogą zaczepiać się cieńsze linki, np. przy przechodzeniu przez sieci.

- Rękawiczki
Zimą grubsze – docenimy je zwłaszcza gdy przyjdzie złapać za metalową linę lub wpinać karabinki. Latem nie są konieczne, ale jeśli mamy takie żeglarskie lub windsurfingowe, bez palców, na trudniejszych trasach gdzie często trzeba wisieć lub podciągać się na linach, mogą się przydać.

Back to top