* Wieczny odpoczynek pośród gór
Hits: 6422

cmgor1.jpgGÓRSKIE ZWYCZAJE

Kto kocha góry wie, jak silna to miłość - niektórzy płacą za nią życiem. Przypominają o tym cmentarze wspinaczy. Ale zdarza się, że grobem jest zwykła lodowcowa szczelina




Pamiętam jak na jednej z dowodzonych przez Krzysztofa Wielickiego wypraw, jeszcze na samym początku, rzuciłam propozycję zrobienia grupowego zdjęcia. –Nie teraz! Jak wrócimy! – sprzeciwił się lider. Potem wyjaśnił: -Lepiej nie kusić złego. Jeszcze okaże się, że ktoś ze zdjęcia nie wróci.

Buty na krzyżu


O tym, że nie dla wszystkich góry są łaskawe, świadczą wysokogórskie cmentarzyki. Do najbardziej przejmujących należy ten w argentyńskiej miejscowości Puente del Inca, u podnóża Aconcaguy (6962 m n.p.m.), zaliczanej do Korony Ziemi najwyższej góry obydwu Ameryk. Niewielki wzgórek w praktycznie bezdrzewnej dolinie zapełniony jest grobami, na których wiszą górskie buty, leżą czekany, śruby lodowcowe, czasem sztućce i inne przedmioty niegdyś należące do tych, których nazwiska widnieją na pamiątkowych płytach. Ludzie z całego świata, w różnym wieku. Większość zginęła na słynnym Lodowcu Polaków (tak się nazywa, na cześć polskiej ekipy, która go przeszła jeszcze w 1934 roku), albo zmarła na skutek choroby wysokościowej. I tak nie ma tam wszystkich grobów – choćby Marka Warlikowskiego, wspinacza z Gdańska, który w 2003 roku, właśnie na Lodowcu Polaków, wpadł do szczeliny i nie udało się odnaleźć jego ciała. Zdobywając Aconcaguę specjalnie zabrałam polską flagę i znicz, który na wysokości 6400 metrów zapaliłam ku pamięci rodaka.

cmgor2.jpgGórskie cmentarze odwiedzam zwykle już po zejściu z gór. Ilekroć jestem w szwajcarskim Zermatt, zaglądam na groby w pobliżu kościółka w centrum miasteczka. Większość pochowanych tam alpinistów to ofiary góry, którą z cmentarzyka doskonale widać. Chodzi o Matterhorn, jeden z najpiękniejszych, a zarazem jeden z najbardziej zdradliwych szczytów świata. Mnie również dał zdrowo w kość. Choć stosunkowo niewysoki (4478 m), ze względu na kruchość skały i dużą ekspozycję (bardzo stroma ściana) ma na koncie sporo ofiar. Polskie groby w Zermatt też niestety są.

Są jednak cmentarze, których wychodząc w góry nie da się ominąć, bo szlak wiedzie między grobami – rzeczywistymi lub symbolicznymi. Tak jest np. w drodze do bazy pod Mt. Everestem od strony nepalskiej, gdzie w otoczeniu kolorowych buddyjskich chorągiewek modlitewnych widać kamienne tablice z nazwiskami himalaistów. Podobnie jest też w Andach, przy wejściu na Chimborazo (6310 m), najwyższy szczyt Ekwadoru. Zaraz po wyjściu z pierwszego schroniska, mniej więcej na wysokości 4900 m, we mgle wyłaniają się nagrobki. Również i na tej górze największe zagrożenie to choroba wysokościowa, a poza nią lawiny spadających kamieni.

Grób w szczelinie


W wysokich górach nie zawsze jest możliwość ściągnięcia zwłok na dół. Nie chodzi nawet o koszty czy problemy techniczne - bardzo często zanim dostaniemy się do cywilizacji, trzeba niekiedy przez kilka dni wędrować wzdłuż dolin, gdzie robi się bardzo gorąco, a nie ma jak zabezpieczyć zwłok przed rozkładem. Może się też zdarzyć, że akcja transportu ciała po prostu będzie zagrażać zdrowiu i życiu pozostałych wspinaczy.

cmgor5.jpgZgodnie ze zwyczajem, przez ludzi gór powszechnie akceptowanym (choć nie zawsze przez ich rodziny), za grób może służyć zwykła szczelina lodowcowa. Tak np. w 1986 na stało się w przypadku Andrzeja Czoka, zdobywcy kilku ośmiotysięczników, w tym Everestu, który zmarł na obrzęk płuc podczas próby zimowego wejścia na Kanczendzongę. Trzy lata później w szczelinie spoczęło ciało Jerzego Kukuczki, który zginął w trakcie zdobywania Lhotse (8511 m) legendarną, południową ścianą tej góry. Tuż przed granią szczytową, na wysokości 8300 m odpadł od ściany, przy czym niestety lina nie wytrzymała szarpnięcia – mający ogromne doświadczenie wspinacz spadł w około dwukilometrową przepaść. W ubiegłym roku, u wejścia do nepalskiej wioski Chuckung (właśnie u podnóża Lhotse) za sprawą  Fundacji Wspierania Polskiego Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki stanął czorten (sakralna budowla buddyjska) z tablicą upamiętniającą poza Kukuczką także dwóch innych polskich himalaistów, którzy zginęli na Lhotse – chodzi o Rafała Chłodę (odpadł od ściany w czasie ataku szczytowego w 1985 roku) i Czesława Jakiela (zginął w 1987 roku w efekcie lawiny lodowcowych seraków, na wysokości 5300 m).

Z kolei ostatnio, wiosną tego roku, jedna ze szczelin na Daulaghiri (8167 m) stała się grobem  młodego, ale mającego wiele osiągnięć Piotra Morawskiego. Zaraz po wypadku (wpadł w szczelinę tuż poniżej pierwszego obozu, na wysokości 5760 m), jeszcze będąc przytomnym, sam poprosił, aby go w ten sposób pochować. Koledzy Piotra zbudowali prowizoryczny kopiec z kamieni, na którym zamocowali tacę z okolicznościowym napisem zrobionym przez Słowaka Petera Hamora, górskiego partnera  naszego himalaisty. 

Powrót po brata


cmgor3.jpgJak na ironię trzy lata wcześniej, zanim Piotra Morawskiego zostawiono na wieczność w himalajskim lodzie, Morawski uczestniczył na Broad Peaku (8047 m n.p.m.) w akcji ratowania, a dokładniej  sprowadzania w dół wyczerpanego wspinacza austriackiego, Georga Kronthalera. Wraz ze wspomnianym Hamorem oraz Piotrem Pustelnikiem, Morawski atakował wówczas szczyt, ale widząc że potrzebna jest pomoc, bez wahania się jej podjął, rezygnując z ambicji osiągnięcia wierzchołka (na szczęście udało mu się osiągnąć ten cel, samotnie, następnego dnia po sukcesie swoich partnerów). Niestety, nie było szans na uratowanie drugiego z braci Krothalerów, Markusa, którego Pustelnik i Hamor znaleźli już nieżyjącego, na grani. Ze względu na warunki pogodowe uniemożliwiające pochowanie zwłok, zostawiono je na zboczu, jedynie przykryte, kompletnie zamarznięte. Uratowany Georg nie mógł się z tym pogodzić. –Nie mogą tak leżeć, po prostu jak śmieci – twierdził i rok później, w 2007 roku zorganizował specjalną ekspedycję mającą na celu ściągniecie wciąż leżącego na wysokości 8 tys. metrów ciała brata i przetransportowanie go do kraju, gdzie skremowane w międzyczasie prochy spoczęły na zwykłym cmentarzu w tyrolskim mieście Kufstein .

Można dyskutować nad formą grobów niefortunnych wspinaczy - czy rzeczywiście należy je zostawiać ich tam, gdzie za życia czuli się najlepiej? Obecnie, w dobie telefonów satelitarnych, w razie wypadku problem zwłok, jeśli tylko jest taka możliwość, konsultuje się zwykle z rodziną. Zawsze trudne są to wybory. Ale i tak ważniejsza niż nagrobek jest przecież pamięć.

Back to top