O Beduinie co się wspina
Hits: 2798

petra-na iglicy.jpgPETRA (JORDANIA)

Gdyby nie żył w Jordanii tylko np. we Francji, pewnie byłby słynnym wspinaczem. Ma jednak pecha, bo jest tylko biednym Beduinem. Wspina się na wszystko, na co może. Najchętniej - na zabytkowe kolumny i ściany antycznych świątyń, czego ja osobiście akurat nie pochwalam. Mimo dużych wysokości nie używa żadnej asekuracji, wierzy wyłącznie chwytliwym palcom i bosym stopom.






Poznaję go przypadkowo, podczas zwiedzania ruin Petry, jednej z największych atrakcji Jordanii. Wysportowana, umięśniona sylwetka, ciemne, długie, związane w kucyk włosy i ta dziwna twarz - z pomalowanymi henną oczami. Zarabia oprowadzając turystów i wynajmując osiołki, ale widać że nie jest to szczyt jego ambicji. W rozmowie wygaduję się, że chodzę po górach, w pewnym momencie chłopak więc proponuje: -Zamiast iść typowym turystycznym jordania wysoko.jpgszlakiem pokażę ci fajne przejście. Trzeba się trochę powspinać, ale dasz radę! No dobra, spróbuję.

Niedługo potem jesteśmy… na dachu klasztoru. "Jedyne" 40 m nad ziemią. Turyści stojący na dole, w miejscu do którego dochodzi szlak, z tej perspektywy wyglądają niczym większe mrówki. Dobrze, że nie mam lęku wysokości... Boję się, że zaraz jacyś strażnicy zaczną gwizdać, krzyczeć, bo stoimy jakby nie było na zabytku, no i będzie afera. Gdzie tam - strażnicy tylko przyjaźnie machają.

wspinacz z petry (36).jpg"Mój" Beduin jest w swoim żywiole. -Zaraz ci coś pokażę - obiecuje z błyskiem w oku. Zanim zdążam cokolwiek powiedzieć (znaczy się - sprzeciwić) chłopak wykonuje kilka małpich przechwytów, pokonuje tworzącą przewieszkę obłość i staje na samym szczycie 9 metrowej kuli wieńczącej klasztor. Zaraz potem siada na samym wierzchołku, wyjmuje flet zrobiony z nadziurkowanej aluminiowej rurki i zaczyna grać… Turyści z dołu biją brawo. Myślą zapewne że to taka stała tutejsza atrakcja - jakiś kaskader na etacie.

To jeszcze nie koniec - okazuje się że Beduin uwielbia też skoki. Owe 40 metrów nad ziemią to według niego właśnie odpowiednie miejsce do takich ewolucji. Mówię mu, że wcale nie chcę na to patrzeć, ale… no cóż, wyciągam aparat. Odległość między występami poszczególnych części dachu wynosi dobre kilka metrów. Mnie już na sam widok robi się słabo, a chłopak sprawia wrażenie jakby się w ogóle niczego nie bał. Bierze mały rozbieg (dużego nie może, bo z tyłu ma przepaść) i jakby nic - skacze! Powtarza swoje mrożące krew w żyłach skoki jeszcze kilka razy.

O zachodzie słońca, kiedy w ruinach nie ma już turystów, siedzimy razem z innymi Beduinami na skalnym tarasie i pijemy tradycyjną herbatkę z liści mięty. Widać że jordania-z rodzina.jpgdo wspinaczkowych popisów mojego nowego kumpla lokalesi już przywykli.

Idziemy do pobliskiej wioski, gdzie wszyscy wysiedleni z Petry mieszkają. Po drodze kolega-Beduin pokazuje mi jaskinię w skałach. -Tam się urodziłem… Niektórzy Beduini wciąż mieszkają w jaskiniach, on jednak ma już normalny dom, w którym zresztą nocuję. Zaprzyjaźniam się z siostrą chłopaka, na co dzień sprzedającą pamiątki. Dziewczyna ma 16 lat i poza rodzimym arabskim biegle mówi po angielsku, francusku, niemiecku, włosku, trochę po japońsku. Jak traktuje wspinaczkową pasję brata? Też przywykła…

jordania-slon.jpg Następnego dnia znowu idę z beduińskim wspinaczem zobaczyć na co jeszcze można się w okolicy wdrapać. Zaczynamy bladym świtem od skalnego "słonia". Najpierw próbuję ja - bezskutecznie; jemu zajmuje to kilka sekund.

W takim razie coś trudniejszego. Bierzemy osiołka i znowu jedziemy do ruin Petry. Już sama jazda jest momentami ekstremalna, bo nie jest to bynajmniej ubity trakt, tylko stroma, kamienista droga. W dodatku zwierzę wyraźnie daje mi do zrozumienia, iż nie jest zadowolone, że dociążam jego grzbiet.

W końcu dojeżdżamy do Grobowców Królewskich. Chłopak zdejmuje buty, koszulkę, zostaje tylko w spodniach i chwilę potem boso wspina się po skale. Wygląda niczym pająk, po prostu wbiega po pionowej ścianie, podczas gdy na dole zbiera się grupa gapiów z podziwem pokazujących go palcami. Zdaje się, że tylko ja mam obiekcje, że to przecież zabytki (cóż, wcale nie pochwalam takiego ich traktowania), co nie zmienia faktu że chłopak mi imponuje.

wlazenie na kolumne (6).jpgNa koniec idziemy jeszcze do "kolumny". Ma jakieś 10 metrów wysokości i stoi samotnie na uboczu. Tu już żadnych turystów nie ma - "parkujemy" naszego osiołka, możemy w spokoju pogadać. Mój rozmówca wie, że ma pecha - być Beduinem to powód do dumy ale i mnóstwo ograniczeń. Nie pojedzie do Europy, bo i za co? Wie że mógłby zarobić - na pokazach, jako instruktor, ale przecież tu jest jego kraj, rodzinny klan. Błędne koło…

Zresztą po co gadać - trzeba się wspinać. Umysł chłopaka cały czas krąży tylko wokół tego jednego. Podchodzi do kolumny, podskakuje, by złapać za pęknięcie, tu podciągnięcie, tam kolejny chwyt i już stoi na wierzchołku grając na swoim ulubionym flecie piękną melodię. Słucham z zamkniętymi oczami… Widzę w myślach wielkie góry, Alpy chyba, i wspinającego się w nich Beduina. Może kiedyś mu się uda… Jak mówi arabskie powiedzenie - Inszaallah. Jak Allah pozwoli…

Back to top