Być jak pająk
Hits: 5413

wspin-jarzebinka.jpgWSPINACZKA SKAŁKOWA DLA POCZĄTKUJĄCYCH

-Wyglądasz jak by cię mąż bił  - ze współczuciem stwierdziła koleżanka, patrząc na moje nogi. Oprócz siniaków miałam jeszcze pokaleczone palce i liczne zadrapania. No cóż, to cena jaką zapłaciłam za frajdę wspinaczkowych wakacji




Jesienny, pogodny weekend na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Pod wapiennymi ostańcami rozkładają się grupki znajomych, pary i rodziny z małymi dziećmi. Nie jest to jednak typowy piknik. Na rozłożonych karimatach zamiast wiklinowych koszy dominuje różnorakie „żelastwo”, a dokładniej wspinaczkowy szpej oraz liny, zaś ogólną uwagę skupiają wyrastające naprzeciw skały z przyklejonymi do nich sylwetkami śmiałków, których wyczyny zaprzeczają prawom grawitacji. Od czasu do czasu słychać okrzyki: „Daj luz!” albo „Mam auto!”, co bynajmniej nie oznacza publicznego chwalenia się własnym samochodem, tylko informację, że założyło się autoasekurację, co stojącego na dole partnera zwalnia od trzymania liny.

Zdobyć Dziewicę


wspin1.jpgWspinanie to sport zaliczany do tzw. ekstremalnych, chociaż to od nas zależy, jak trudne drogi będziemy pokonywać i w jakim stylu. Trudność wyrażają skale różniące się w zależności od regionu świata, przy czym w Polsce operuje się tzw. skalą Kurtyki mającą rozpiętość od I do VI, z dodatkowym rozwinięciem skrajnie trudnego stopnia VI (najtrudniejsze nasze drogi oznaczone są jako VI.8).

Zacząć możemy od dróg „trójkowych”, które są proste, nie wymagają siły, ale dają już jakieś obycie z wysokością i podstawy korzystania ze sprzętu wspinaczkowego. Na kursach skałkowych zwykle pokonuje się drogi „czwórkowe”, albo nawet „piątkowe”. Styl jest istotny o tyle, że jest różnica pomiędzy zrobieniem drogi „na wędkę”, kiedy cały czas jesteśmy asekurowani przez partnera trzymającego nas na podwieszonej u góry linie (czyli w razie „odpadnięcia” praktycznie nic nam nie grozi), a wspinaczką w czasie której ciągniemy linę od dołu i zakładamy własne punkty asekuracyjne, w razie czego ryzykując dłuższy lot. Najwięcej splendoru daje zrobienie trudnej drogi „OSem” (czytaj: o-es, od ang. „on sight”, czyli „od strzału”), kiedy wspinacz bez żadnych podpowiedzi czy wcześniejszego podpatrywania innych, idąc z dolną asekuracją pokonuje nieznajomą  drogę wspinaczkową od razu za pierwszym razem.

Znaczenie ma również umiejętność zakładania własnych przelotów - chodzi o punkty asekuracyjne zakładane samodzielnie w skale, na których w razie czego zawiśniemy. Na drogach zwanych ubezpieczonymi jest to o tyle łatwe, że są już zamocowane ringi, do których podpina się linę. Dużo trudniej jest na drogach nieubezpieczonych, gdzie trzeba wyszukiwać różne rysy, dziurki czy ucha skalne i samemu zakładać przeloty.

wspin7.jpgNagrodą za zrobienie nowej drogi wspinaczkowej jest możliwość nadania jej nazwy, którą potem stosują też inni wspinacze. Lektura przewodników wspinaczkowych (książki z rozrysowanymi skałami, nazwami dróg i ich trudnościami) dowodzi, że fantazji wspinaczom nie brakuje. Niektóre uwzględniają nazwiska bądź pseudonimy autorów (np. Filar Lechwora), niekiedy trudność zdobywania („Krew, pot i łzy”, czy bardzo trudna, wyceniona na VI.5 „Lekcja pokory”), ale są też i takie  które mówią o upodobaniach („Pochwała seksu”, „Rum z colą”, „Czterej pancerni”), różnych skojarzeniach („Między pośladkami” „Stój Halina”, „Cicha Lipa”) albo wyrażają  poglądy i stany ducha („Polak potrafi”, „Do serca przytul psa”, „Dzień jak co dzień”). W każdym razie nie zdziwmy się jeśli usłyszymy o ataku na "Dziewicę" czy "Jaja Casanovy". Może i my damy im radę?

Lecąca opona


Wbrew pozorom wspinaczka w skale to nie tylko kwestia siły, ale przede wszystkim technika i planowanie ruchów. W jednym z podręczników wspinaczkowych porównuje się ten sport do szachów – sukces zależy w dużej mierze od koncepcji i strategii.  Owszem, siła się przydaje, bo zwłaszcza na trudniejszych drogach trzeba się podciągnąć, albo zawisnąć niekiedy nawet na jednym palcu i to na malutkim ząbku skalnym. W miarę wspinaczkowego zaangażowania warto popracować też nad rozciągnięciem ciała, bo nie raz przyjdzie nam sięgać chwytów dość dalekich czy ze względu na układ stopni, zrobić niemal szpagat.

Oczywiście nikt nie jest od razu mistrzem. Nie jest żadną ujmą na honorze, jeśli zaczniemy od prostych dróg, gdzie chwyty to wyraźne i pewne klamy i gdzie co jakiś czas można odpocząć. Tzw. telegraf, jak mówi się o drżących łydkach czy mdlejące pod wpływem zgromadzonego kwasu mlekowego ręce (co jakiś czas należy je strzepywać – wspinacze nazywają to często strzepywaniem buły), miewa praktycznie każdy, podobnie zresztą jak strach, który trzeba przezwyciężać.

wspin12.jpgNie ma chyba wspinacza, który nie odpadł od ściany – z tego powodu dobrze jest mieć partnera, którego jesteśmy pewni, że wie jak nas asekurować. Na pewno nie ma co liczyć na osobę, która zamiast śledzić nasze ruchy i pilnować liny, zajęta jest wysyłaniem smsów. Swoją drogą asekurujący też niekiedy boją się odpadnięcia partnera, co może wiązać się z ostrym szarpnięciem czy wręcz pociągnięciem w stronę skały stojącego na dole na skały. Z tego powodu, na kursach wspinaczkowych obowiązkowym elementem szkolenia są tzw. ćwiczenia na zrzutni, kiedy zrzuca się przyczepioną do liny oponę obciążoną kamieniami, a kursant-asekurant musi ją wyłapać, aby nie uderzyła o ziemię.

Wspinanie to jednak nie tylko samo wdrapywanie się po skałach czy spektakularne zjazdy. To także sporo umiejętności technicznych, m.in. wiązania węzłów. Kto miał do czynienia z żeglarstwem ma łatwiej, bowiem wiele węzłów jest wspólnych, choć mogą się różnić ich nazwy albo metoda wiązania. Podstawą jest ósemka, kluczka, stoper, półwyblinka i wyblinka, ale warto się nauczyć też kilku innych, np. prusika, który pozwala podchodzić na linie niczym na drabince sznurowej.

Jedno jest pewne - pokonywanie kolejnych dróg wciąga. Nie ma to jak satysfakcja z okupionego wysiłkiem osiągnięcia celu, kiedy przekonujemy się, że stać nas na wiele więcej niż sobie wyobrażaliśmy. A najlepiej jeśli jeszcze dochodzą do tego widoki i świadomość, że możemy je podziwiać z miejsc, do których większość ludzi nigdy nie dotrze.



ZDANIEM EKSPERTA
 
wspin2.jpgMarcin Opozda
- instruktor wspinaczki, szef szkoły wspinaczkowej „Gekon”


Wspinanie to sport dla każdego, niezależnie od wieku. Widziałem już na ściankach dzieci, nawet 3-letnie, dla których jest to zabawa i kolejna atrakcja, ale są też sekcje zawodnicze, w których trenuje się na przykład 12-latki. We Francji zajęcia wspinaczkowe włączono nawet w program lekcji WFu.

Górnej granicy wieku we wspinaniu nie ma. Miałem kursantów, który zaczynali wspinanie w wieku 40-kilku lat, a ostatnio spotkałem w skałach dwóch panów po 70-tce! Podczas gdy ich żony zbierały grzyby, oni mieli dużo radości ze wspinania. Znam też osoby które wspinanie potraktowały jako sposób na odchudzanie, zrzucając kilkanaście kilogramów! Wspinać się mogą nawet niepełnosprawni – w Internecie krążą filmy pokazujące niewidomego prowadzącego drogi z własną asekuracją i chłopaka, któremu amputowano obie nogi, ale tak bardzo chciał się wspinać, że opatentował specjalne protezy pneumatyczne dostosowane do dróg o różnym stopniu trudności.

Dlaczego warto zajmować się wspinaczką? Choćby dlatego, że to sport ogólnorozwojowy, przy czym ćwiczący nie tylko ciało, ale także hartujący ducha. Nabiera się zaufania zarówno do siebie, jak i do partnera, wiary we własne możliwości, walczy się z lękiem, no i pokonuje kolejne stopnie trudności mierząc się z drogą, która pierwotnie wydawała się nie do przejścia.


GDZIE SIĘ WSPINAĆ?


* W Polsce


wspin11.jpgMekka polskich wspinaczy skałkowych to Jura Krakowska-Częstochowska. Największą popularnością cieszą się okolice położonych w pobliżu Zawiercia miejscowości Podlesice i Rzędkowice, chociaż i w innych częściach Jury nie brak atrakcyjnych wapiennych ostańców na których można się wspinać. Spore zagęszczenie skał jest też w okolicach Krakowa, w tzw. Dolinkach Podkrakowskich.

W południowo-zachodniej Polsce najbardziej znane miejsce wspinaczkowe to Sokoliki w Kotlinie Jeleniogórskiej, ale można też próbować swoich sił w piaskowcach Gór Stołowych, choć wymaga to specjalnej techniki asekurowania się, nieco innej od tej stosowanej w wapieniach Jury.

Jeśli pogoda nie dopisuje, zostaje wspinanie się na sztucznych ścianach, dostępnych w większości większych miast. W Warszawie do najbardziej popularnych należą ściany przy ul. Nowowiejskiej 37b, przy ul. Obozowej 60 oraz w budynku biblioteki UW przy ul. Dobrej 56/66.

* Za granicą


Zimową porą, kiedy pogoda nie pozwala na wspinanie w rodzimych skałach, wielu maniaków pokonywania skalnych dróg wyjeżdża za granicę. Do rejonów położonych w miarę blisko Polski, dostępnych przez cały rok, należy m.in. grecka wyspa Kalymnos, bałkańskie wybrzeże Adriatyku, we Włoszech – wiele miejsc zarówno na kontynencie, jak i na Sardynii i Sycylii, ponadto skały na południu Francji oraz w Hiszpanii.


WSPINANIE W SIECI:


Warto zajrzeć na następujące strony:
•    www.wspinanie.pl
•    www.naszeskaly.pl
•    www.pza.org.pl
•    www.wpinka.pl
•    www.climb.pl
•    www.rockclimbing.com
•    www.climbing.com
•    www.wspinaczki.pl
•    www.redpoint.pl


SKAŁKOWE KURSY WSPINACZKOWE


wspin10.jpgO aktualnych kursach wspinaczki skałkowej z programem zatwierdzonym przez Polski Związek Alpinizmu (PZA), można dowiedzieć się ze strony www.wspinanie.pl (zakładka „Szkoły”). Możemy zacząć od zwykle trzydniowego „kursu wspinaczki po drogach ubezpieczonych” (cena ok. 450 zł), albo od razu pójść na 6-7 dniowy „kurs wspinaczki skałkowej” (cena 700-800 zł), którego ukończenie jest podstawą do przyjęcia na kurs tatrzański (ok. 18 dni, cena 2500 zł). Szkolenia prowadzą m.in.:
* COS PZA Betlejemka, tel. +48 603 424 101, www.pza.org.pl/szkolenie/index.acs
* „Kilmanjaro” – szkoła wspinania Waldka Niemca – tel. 0609 055 363, www.kilimanjaro.com.pl
* Szkoła „Gekon” Marcina Opozdy – tel. 0888 910 861, www.szkolawspinania.com
* „ABC Wspinania” Krzyśka Wróbla – szkoła z Rzędkowic, tel. 0609 465 237, www.abcwspinania.info 
* Dolnośląska Szkoła Wspinaczki, tel. 0601 532 223, www.kursy.wspinaczkowe.pl
* warszawska Szkoła Alpinizmu "W Pionie", tel. 0601 219 912, www.wpionie.pl


EKWIPUNEK WSPINACZA


 
Wspinania „na żywca”, czyli bez asekuracji, nie polecamy. Niestety przy kompletowaniu ekwipunku bez wydania kilkuset złotych się nie obędzie, choć niektóre elementy można kupić na spółkę z naszym wspinaczkowym partnerem.

Buty wspinaczkowe

- resztę ekwipunku można od biedy pożyczyć, ale buty trzeba mieć. Ich gumowa podeszwa zwiększa przyczepność, a specjalne wyprofilowanie z wąskim przodem ułatwia wykorzystanie nawet malutkich stopni skalnych. Niestety buty wspinaczkowe nie należą do wygodnych – celowo kupuje się je trochę przymałe (żeby lepiej „czuć” skałę) i zakłada zwykle jedynie na czas wspinania.

wspin9.jpgUprząż biodrowa
- po zapięciu w pasie i na udach, pozwala na przywiązanie do niej liny. Po bokach ma specjalne ucha (tzw. szpejarki) do mocowania do niej szpeju.

Lina

Lina do wspinaczki różni się od lin np. żeglarskich przede wszystkim elastycznością i odpornością na zerwanie. Długość liny i jej rodzaj zależą od tego, jakiego typu drogi zamierzamy pokonywać. Na wyjazdy w polskie skałki powinna wystarczyć lina pojedyncza (bo są też tzw. podwójne) o długości 60 metrów.

Kask
Nie jest obowiązkowy, ale warto go mieć. Chroni głowę nie tylko przy uderzeniach o skałę (lub nie daj Boże o ziemię), ale także w razie spadających z góry kamieni albo upuszczonych niechcący przez partnera elementów szpeju.

Przyrząd asekuracyjny lub asekuracyjno-zjazdowy

- dzięki specjalnemu przełożeniu liny pozwala na bezpieczną asekurację lub zjazd na linie.

Szpej

W żargonie wspinaczy różne „drobiazgi” używane do asekuracji w czasie wspinania. Oprócz karabinków (minimum to dwa karabinki zakręcane) są też tzw. ekspresy (dwa karabinki połączone taśmą) i różnego typu kości do mocowania w skale (roksy, stopery, friendy, tricamy, heksy) plus tzw. jebadełko do ich wyjmowania.

Woreczek z magnezją
Podwieszany do pasa woreczek wypełniony magnezją, czyli proszkiem którym osusza się spocone palce, dzięki czemu łatwiej złapać się skalnych lub ściankowych chwytów

Back to top