* W góry, w góry miły bracie...
Hits: 3051

gory2.jpg(NIE)BEZPIECZEŃSTWO W GÓRACH
Góry są piękne, ale mogą być groźne. Wymagają respektu, rozsądku i odpowiedniego przygotowania. No właśnie – jak się przygotować do górskiej eskapady?




Wybieramy się w góry? Świetny pomysł, ale najpierw zdecydujmy– w jakie? Góry Świętokrzyskie różnią się od Himalajów, a zwykłe chodzenie po górach (inaczej: treking, hiking) to jednak coś innego niż wspinaczka.

Na pewno nie powinniśmy zaczynać od razu od trudnych gór, zwłaszcza jeśli nie wiemy, jak na wysokość reaguje nasz organizm i czy nie mamy problemu z ekspozycją. Zresztą może zacznijmy od rachunku sumienia, jak z naszą kondycją? Nie zaszkodzi trochę pobiegać, poćwiczyć, a może nawet zrezygnować z używania windy na rzecz wchodzenia po schodach. Jeśli czeka nas ambitna wyprawa górska, zastanówmy się też, jak z naszym zdrowiem. Wszelkie plany muszą być dopasowane do możliwości, tak aby nie narobić problemów ani sobie, ani innym. W górach zwanych wysokimi (pojęcie względne – dla jednych to góry przewyższające 3000 metrów, dla innych góry z lodowcami) często wymagane są już konkretne umiejętności, nie mówiąc o konieczności posiadania odpowiedniego sprzętu, czy załatwianiu specjalnych zezwoleń.


Grunt to przygotowanie

gory1.jpgTo, jaką trasę chcemy przejść, albo jaką drogą zdobyć szczyt, powinniśmy wiedzieć zanim wyruszymy. Przy planowaniu trzeba uważać, by nie przeholować z ambicjami – dopasować wszystko do możliwości i doświadczenia całej ekipy. Ułatwieniem jest poruszanie się po wyznaczonych szlakach, ale nawet przy najlepszych oznaczeniach może się zdarzyć (np. we mgle, zadymce), że szlak zgubimy. Warto też pamiętać, że oznaczenia szlaków różnią się w zależności od krajów – w Polsce są one raczej czytelne, ale w wielu miejscach to jedynie kamienne kopczyki albo nie zawsze łatwe do zlokalizowania tyczki.

Na pewno wypada przeanalizować mapę i obliczyć czas dotarcia do celu, sprawdzić na jakiej wysokości będziemy (może trzeba uwzględnić aklimatyzację?) i jakie przewyższenia trzeba pokonać (w linii prostej dystans może być nieduży, ale w rzeczywistości trzeba będzie przejść głęboką dolinę). Dobrze jeśli wiemy w jakim terenie będziemy się poruszać (hale, granią, przez las, przecinając kotły etc.), czy mamy po drodze jakieś schroniska, leśniczówki czy choćby szałasy pasterskie (mogą się przydać w razie załamania pogody), gdzie znajdują się dyżurki służb ratunkowych. Na wszelki wypadek (trudne warunki, brak kondycji) warto przygotować wariant awaryjny – jak najszybszą drogę odwrotu. O planowanej trasie i zakładanym czasie powrotu powinniśmy poinformować kogoś, kto z nami nie idzie (obsługa schroniska, gospodyni na kwaterze, rodzina, znajomi), bo gdyby coś, uprości to nasze poszukiwania. Z drugiej strony jeśli zmieniamy plany, albo wydarzy się coś nieprzewidzianego (np. zeszliśmy w inną dolinę), wypada o tym poinformować, żeby służby ratunkowe nie uruchamiały akcji poszukiwawczej.

gory5.jpgI jeszcze jedno – jeśli nie znamy terenu, warto rozważyć wynajęcie przewodnika. To żadna ujma, tym bardziej że chodzi o bezpieczeństwo – nasze i innych. Przy grupie może się okazać, że to wręcz znikomy koszt, a przy okazji czegoś ciekawego się dowiemy. Inna sprawa, że przewodnik czasem i tak jest obowiązkowy – tak jest np. na Kilimandżaro czy w ugandyjskich górach Ruwenzori.

O czym jeszcze warto pamiętać? O ubezpieczeniu. Wprawdzie w polskich górach wciąż jeszcze możemy liczyć na darmową pomoc, jednak za granicą różnie z tym bywa. Wykorzystanie w akcji helikoptera to horrendalne koszty, które mogą wpędzić nas w wieloletnie długi. Ale bywa że i zwykłe ubezpieczenie nam nie pomoże – ambitne wspinanie podlega pod specjalne stawki związane ze zwiększonym ryzykiem. Bardzo dobrym ubezpieczeniem dla miłośników gór jest Alpein Verein, w ramach którego za 65 euro od osoby (młodzież i kolejne osoby z rodziny – taniej) mamy roczną polisę obejmującą prawie wszystkie góry świata, przy czy, oprócz zdobywania gór dotyczy ona także jazdy na nartach czy kajaków górskich. W ramach polisy są też 50% zniżki na noclegi w wielu alpejskich schroniskach. Szczegóły na stronie internetowej polskiej sekcji tej organizacji: www.alpenverein.com.pl


Pakujemy się, czyli bez tego ani rusz!

gory4.jpgPewnie, że można wejść w szpilkach na Giewont i w trampkach na Mt Blanc, ale głupota to żaden powód do chwały. W sumie gdzieniegdzie miejskie buty jeszcze ujdą, ale już na tatrzańskiej Orlej Perci trzeba mieć obuwie górskie, z odpowiednio przyczepną podeszwą (vibram i pochodne), najlepiej – usztywniające kostkę. Oczywiście reszta ubioru też jest ważna – nawet przy pięknej, słonecznej pogodzie trzeba zakładać wariant jej  nagłego pogorszenia (w Tatrach czy Alpach nawet w środku lata może spaść śnieg). W każdym razie windstoper, polar i coś przeciwdeszczowego zawsze warto przy sobie mieć.

Uzupełnienie ubioru stanowi czapka (latem od słońca, choć może okazać się że i wersja ciepła się przyda), ewentualnie rękawiczki. W zależności od warunków i rodzaju gór, rozsądne bywa wzięcie raków i czekana, przy czym nie chodzi o traktowanie go jako atrybut do zdjęć, tudzież przyrządu do podpierania się – trzeba wiedzieć jak wygląda hamowanie na czekanie. Odcinki wspinaczkowe czy lodowcowe narzucają określony sprzęt (lina, kask, uprząż itp.), do odciążenia kolan przydają się kijki trekingowe. Przy trudniejszych eskapadach, kiedy mogą się zdarzyć różne nieprzewidziane sytuacje, włącznie z przymusowym biwakiem, na wszelki wypadek warto zabrać latarkę, nóż i zapałki, a może nawet płachtę biwakową (do zrobienia prowizorycznego namiotu, chyba że takowy ze sobą mamy) czy sprzęt do gotowania plus jakieś szybkie danie (najlepiej liofilizat). Rzecz jasna jakaś kaloryczna przegryzka (batony, czekolada) plus picie przyda nam się na każdej wycieczce.

gory9.jpgZe względów bezpieczeństwa zawsze powinniśmy mieć ze sobą naładowany (!) telefon komórkowy, z wbitym numerem do służb ratunkowych. Jeśli chodzi o mnie, na wszelki wypadek noszę przy sobie także gwizdek (przy wzywaniu pomocy krzycząc szybko stracimy głos), specjalną pałeczkę, która po przełamaniu świeci przez kilka godzin (może zastąpić latarkę, a służbom ratunkowym uprości nocne poszukiwania) oraz ogrzewacz chemiczny w formie mini-torebki, po rozerwaniu grzejącej. Apteczka to kolejna ważna rzecz, choć ze zrozumiałych względów trzeba ją ograniczyć do minimum (coś przeciwbólowego, bandaż elastyczny i zwykły, woda utleniona do odkażania, plastry i koniecznie folia NRC - nie tylko z myślą o zawinięciu rannego, ale także do wykorzystania gdy trzeba będzie biwakować). Nie zapomnijmy też o kremach z filtrami do smarowania twarzy i ust (szminka) oraz okularach przeciwsłonecznych, które stosuje się nawet przy pochmurnej pogodzie (brak okularów możemy na lodowcu przypłacić ślepotą śnieżną). Jeśli chodzi o kremy – uważajmy z ich nakładaniem. Wbrew pozorom gruba ich warstwa wcale nie jest pożądana, bowiem nie pozwala skórze oddychać, natomiast woda zawarta w kremach zimą przyśpiesza odmrożenia, a w lecie oparzenia (każda kropla działa niczym soczewka).

O posiadaniu mapy właściwie nie powinnam wspominać – chęć zaoszczędzenia kilku złotych może się potem zemścić. Nieoceniony w pewnych warunkach może stać się kompas, zegarek z wysokościomierzem (w razie czego akcję poszukiwawczą uprości informacja, na jakiejś wysokości nas szukać), ewentualnie GPS (np. w sytuacji, kiedy we mgle nie będziemy umieli trafić do obozu).


No to w drogę!

gory7.jpgZe względów bezpieczeństwa po górach lepiej nie chodzić samemu. Zbyt duża grupa z kolei utrudnia organizację wędrówki, tym bardziej że każdy ma swoje tempo.

W trasę najlepiej wyruszać wcześnie rano. W nagrodę mamy szansę na ładne widoki, bo na ogół wczesnym popołudniem pogoda psuje się. W wyższych górach często startuje się wręcz nocą – tak jest bezpieczniej, bo śniegowe mosty czy lodowcowe seraki lepiej się trzymają, a zmrożone podłoże spina kamienie, które w ciągu dnia, wytapiając się, lecą stanowiąc poważne zagrożenie.

Rzecz jasna rozsądne jest sprawdzenie prognozy pogody – pomoże w tym Internet (specjalne serwisy meteo, albo strony służb ratunkowych), można też po prostu zapytać dyżurnych ratowników (telefonicznie lub w schroniskach). Prognozy mają jednak to do siebie że nie zawsze się sprawdzają. Szczególnie temperatury mogą być umowne – to że w dolinach jest upał, nie znaczy, że u góry nie zmarzniemy. Na ogół przyjmuje się przy suchym powietrzu na każde 100 metrów różnicy wysokości temperatura spada o jeden stopień Celsjusza, a przy powietrzu wilgotnym, o pół stopnia. Trzeba jednak uwzględniać czynnik wiatru – jeśli mocno wieje, temperatura odczuwalna bywa sporo niższa od tej, którą wskazuje termometr.

gory6.jpgWychodząc w większej grupie regułą jest niewyprzedzanie prowadzącego, zaś na końcu powinien iść tzw. zamek, którego dojście jest sygnałem, że wszyscy są. Ważne jest narzucenie odpowiedniego tempa (wiele osób chodzi… za szybko!) i rozplanowanie odpoczynków. W czasie przerw powinniśmy kontrolować czy wszyscy doszli – na pewno nie możemy dopuszczać do sytuacji, kiedy po pojawianiu się przydeptującego własny język ostatniego uczestnika, reszta grupy stwierdza: „no to skoro wszyscy są, to idziemy!” nie dając wyczerpanemu szansy choćby na wyrównanie oddechu.

Ważne, aby nie przecenić swoich możliwości. Góry nie zawsze pozwalają na zdobycie szczytu i trzeba się z tym pogodzić. Im bliżej celu, tym trudniej zdecydować o zawróceniu. Determinacja to w górach rzecz pożądana, ale przesadna ambicja i nonszalancja mogą się tragicznie zemścić. Rzecz jasna dobrze, jeśli znamy teren, albo przynajmniej wiemy, jak sobie radzić z kompasem, mapą i ogólnie orientujemy się gdzie jesteśmy, patrząc choćby na słońce, układ dolin, charakterystyczne szczyty. Gorzej gdy najdą chmury czy mgła i się zgubimy. Najlepszą metodą jest wówczas powrót do ostatniego miejsca, które było „pewne” (np. oznaczenie szlaku). Jeśli jesteśmy grupą, błędem jest rozpuszczenie wszystkich uczestników na poszukiwania - grupa powinna czekać, a na rekonesans wysyła się 2-3 osoby. Poza ograniczeniem widzialności mgła ma jeszcze jedną właściwość – rozprasza fale akustyczne, sprawiając że nawoływania są słabiej słyszalne, a w dodatku mogą być mylnie interpretowane (wydaje się że dochodzą z innego kierunku).

gory11.jpgDecydując się na inną drogę niż tą, którą przyszliśmy, pamiętajmy że szczególnie zdradzieckie są skróty żlebami (ryzyko lawin), oszronione trawy (ślisko!) czy zalegające często okrągły rok płaty śniegu. Niestety normalne, że w miarę błądzenia będziemy coraz słabsi, ale warto zrobić wszystko, by, jak to się mówi w żargonie – nie siadła nam psycha. Czasem bardziej rozsądne niż schodzenie po niebezpiecznym terenie jest przeczekanie do rana lub poprawy warunków. Miejsce na biwak powinno być w miarę możliwości osłonięte od wiatru (jeśli nie ma szans na załom skały, można ułożyć kamienny murek, w lesie - wybudować szałas, zimą zaś wykopać jamę śnieżną). Warto się odpowiednio wcześniej doubierać, zmienić mokre rzeczy na suche, dobrym pomysłem jest włożenie nóg do plecaka.


Uwaga, wypadek!

Zdobycie góry to dopiero połowa sukcesu. Trzeba jeszcze bezpiecznie wrócić, a właśnie przy schodzeniu jest najwięcej tragedii. Z opublikowanych przez GOPR statystyk wynika, że przyczyny  wypadków to na ogół wina człowieka, a dokładniej brak wyobraźni (41 %), brawura (26 %), lekkomyślność (16 %), nieprzygotowanie do wyjścia w góry (10 %) i dopiero na końcu jest nieznajomość gór (7 %). Wszystkie podane powody mogą być powiązane z działaniem sił natury. Zagrożeń z jej strony jest mnóstwo - lawiny, burza, pułapki lodowca, głęboki śnieg, czy słońce, które nawet zamglone, może być sprawcą oparzeń słonecznych (poza filtrami chroni przed nimi zarost!) czy nawet udaru cieplnego.

gory3.jpgW razie czego najprościej jest wezwać pomoc przez telefon. Oczywiście powinniśmy sprecyzować, dokąd ratownicy mają przybyć – mogą być to na przykład charakterystyczne miejsca (np. przy zbiegu szlaków), a najlepiej współrzędne odczytane z GPSa. Jeśli chcemy zwrócić czyjąś uwagę, sygnałem wzywania pomocy jest dowolny sygnał akustyczny (np. przy pomocy gwizdka) czy świetlny (latarka) nadawany sześć razy na minutę (czyli co 10 sekund), po czym robi się jedną minutę przerwy. Odpowiedź to również sygnał, tyle że trzy razy na minutę (co 20 sekund), także z minutą przerwy. Rzecz jasna takie sygnały mają sens raczej na otwartych przestrzeniach (wyższe partie Tatr, Karkonoszy, czy na bieszczadzkich połoninach), bowiem w lesie trudno liczyć że do kogoś to trafi. Zrozumiałe, że poszkodowanych nie można zostawiać samych – wspieranie psychiczne jest równie ważne jak udzielenie pierwszej pomocy.


Górski savoir vivre

I na koniec jeszcze kilka słów o obowiązujących w górach zasadach. To że wypada spotkanym na szlaku wędrowcom powiedzieć „dzień dobry”, „cześć”, „hallo” czy jeszcze inaczej (w zależności od kraju), to jasne. Fakt, że w tłumie turystów trudno tę zasadę stosować, ale na wyludnionych szlakach powinno być to normą. Wzajemna pomoc, zwłaszcza w sytuacjach ratowania zdrowia i życia, również powinna stanowić „oczywistą oczywistość”, chociaż zwłaszcza w górach wysokich  różnie z tym bywa. Kolejna sprawa dotycząca grup to sprawiedliwe dzielenie się noszeniem sprzętu. Nie może być tak, że drobniutka dziewczyna będzie niosła ciężką linę, podczas gdy jej kolega będzie imponował wielkim plecakiem wypchanym papierem toaletowym.

gory12.jpgNie zapominajmy też, że o góry musimy wspólnie dbać. Choćby w kwestii śmieci – slogan „zostaw po sobie tylko ślady stóp” jest jak najbardziej trafiony. Swoją drogą na długich wyprawach coraz częściej dostaje się worki, z których trzeba się rozliczyć. Jeśli nie udowodnimy jego zawartością, że po sobie sprzątaliśmy, trzeba będzie zapłacić karę.

Uszanujmy też że dla wielu osób góry to miejsce wyciszenia i „naładowania baterii” – nie psujmy magii miejsca krzykami, głośną muzyką czy publicznym obdzwanianiem wszelkich znajomych z informacją: „wiesz, jestem na Giewoncie”. Również w schroniskach należy dostosować się do panujących tam zasad. Nadal zdarzają się takie (m.in. w Alpach), w których przy wejściu zdejmuje się buty, no a ogólnoświatową normą jest że każdy po sobie sprząta. Na noclegach powinniśmy rzecz jasna uszanować prawo innych do wypoczynku, tym hardziej że może zamierzają bardzo wcześnie wyjść na szlak – schroniska górskie to nie miejsce alkoholowych libacji. Wszystko i tak sprowadza się do jednego: szanujmy góry, ale też wszystkich którzy razem z nami tworzą jedną wielką rodzinę miłośników gór.



Skąd zdobyć informacje o pogodzie, zagrożeniach lawinowych i zamkniętych szlakach?


Numery ratunkowe w polskich górach:
985  oraz  601 100 300.
Awaryjnie można też skorzystać z numeru 112 albo zadzwonić na numery poszczególnych grup.


Strony internetowe oraz numery stacjonarne TOPR i poszczególnych grup GOPR:

Grupa pogot. gór.    Numer tel. stacjonarnego    Strona internetowa grupy

GOPR - Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe   www.gopr.pl  

Beskidzka                    33-829 69 00         www.beskidy.gopr.pl    
Bieszczadzka                13-463 22 04         www.gopr.bieszczady.pl    
Jurajska                       34-315 20 00         www.goprjura.pl
Karkonoska                  75-752 47 34        www.gopr.org
Krynicka                       18-477 74 44        www.goprkrynica.pl    
Podhalańska                 18-267 68 80       www.gopr-podhale.pl    
Wałbrzysko-Kłodzka      74-84 23 414    www.gopr.pl/index.php?action=grupa&grupa=7    

TOPR - Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe     18-20 63 444    www.topr.pl




Back to top