MEMBRANA PRZYSZŁOŚCI
Hits: 93

Przez długi czas kiedy mówiło się o membranach, skojarzenie było jednoznaczne: Gore-tex. Ale świat się zmienia, technologie też. Teraz rynek ma szansę podbić FUTERLIGHT, którą wymyślił The North Face

Testowany produkt: Membrana FUTERLIGHT
Firma: The North Face
Miejsce i czas testu: przełom jesieni 2019/zima 2020, różne miejsca (od Pakistanu po Tatry)

Gdy pierwszy raz mi o niej powiedziano, byłam sceptyczna. Bo powiem szczerze - różni producenci różne rzeczy piszą, a i tak dopóki nie przekonam się o czymś sama, patrzę na reklamy z pewnym dystansem. Tyle że w tym przypadku zapewnienia ze stanem faktycznym rzeczywiście się potwierdziły. O czym mówię? O kurtce z membraną Futerlight, rynkowej nowości firmy The North Face ("nowości", bo w Polsce dopiero od przełomu 2019/2020). Przyznaję, kurtka jest leciutka, waży tyle nic, a po zwinięciu nie zajmuje więcej miejsca, niż butelka z piciem. Równocześnie - miała być mocna, oddychająca oraz wodoodporna, no i jak wyszło w trakcie mojego testowania, rzeczywiście taka jest.

Taka kurtka sprawdzi się w różnych warunkach.Nie jestem miłośniczką zasypywania czytelników niewiele mówiącymi liczbowymi parametrami ani też używania specjalistycznego, technicznego języka, ale to że podstawą w produkcji owej membrany jest coś takiego jak nanospining, podać akurat muszę. Jak do tej pory, wykorzystywano tę technologię w branży medycznej i elektronicznej, choć jak widać i przemysł odzieżowy też z owej nowoczesności może coś mieć. To właśnie nanowłókna są kluczem do sukcesu jeśli chodzi o właściwości i jakość. W kurtce o której mowa: biegałam (także w warunkach zimowych), chodziłam po górach w najprzeróżniejszej pogodzie, zakładałam ją na mrozie i w tropikalnych upałach i rzeczywiście potwierdzam, że w Futerlight spocić się trudno (potwierdził się efekt wspomnianej, doskonałej oddychalności), nie przemakałam ( woodoporność), no a że się jeszcze nie podarła (choć wiele przeszła), świadczy o jej trwałości.

Co jeszcze jest w tej membranie fajne? Że w stosunku do membran innych producentów, sztywnych, szorstkich i szeleszczących, ta jest mięciutka i miła w dotyku. Poza tym dzięki specjalnej strukturze splotu, Futerlight jest lekko rozciągliwy, dzięki czemu odzież nie ogranicza ruchów (kojarzyło mi się trochę z lycrą). No i jest eko - według zapewnień producenta materiały do wytwarzania Futerlight pochodzą w 90% z recyklingu, a wytwarzają je zakłady, w których na sprawy ekologii naprawdę zwraca się uwagę.

Ale zostawmy mnie - ważniejsze że Futerlight testowali i zawodowi ekstremaliści: biegacze, wspinacze, jak też narciarze. Do grona tych ostatnich trzeba zaliczyć m.in. Hilaree Nelson i Jima Morrisona, amerykańską parę która w 2018 roku weszła na Lhotse (czwarta góra świata) robiąc ze szczytu pierwszy w historii zjazd z tej góry na nartach (z racji tego, że pół roku później wchodziłam na Lhotse tym samym kuluarem co oni, nie mogę wyjść z podziwu, jak można było tamtędy zjechać???). Odzież z Futerlight sprawdziła im się doskonale, co dla mnie jest wskazówką, że na następną wyprawę na ośmiotysięcznik, odzież Futerlightową na pewno wezmę (rzecz jasna oprócz ciepłych "puchów" :)). Oczywiście nie tylko kurtkę, bo z membran Futuerlight produkuje się już też spodnie, plecaki, rękawiczki - wszystko co aktywnym ludziom w terenie jest potrzebne.

No dobra, a minusy? Niestety póki co, to ceny, choć te na szczęście już spadają (w miarę upływu kilku miesięcy od światowej premiery Futurelight, kurtki z nich zrobione potaniały aż o kilkaset złotych). Ale coś za coś - normalne chyba, że jakość kosztuje.

 

 

Back to top