SŁODKO-SŁONO, A CZASEM PIKANTNIE CZYLI PRZEKĄSKI DOBRE NIE TYLKO W GÓRACH
Hits: 245

Często mam pytania, jakie przekąski zabieram ze sobą na ośmiotysięczniki. Inna sprawa, że to co tutaj wymienię, równie dobrze sprawdzi się i gdzie indziej - także na zupełnie nizinnych wycieczkach, biegach długodystansowych, wyprawach kajakowych czy rowerowych, jednym słowem wszędzie tam gdzie wykazujemy jakąś aktywność

O tym, że czekolada, snickersy i tego typu słodycze to puste kalorie (ani zdrowe, ani nie zapewniające energii na dłużej) - każdy z nas wie. Mało tego - na dużych wysokościach, czy przy dużym mrozie, użytku z nich i tak nie zrobimy, bo zamarznięte na kamień trudno będzie ugryźć. Nie sprawdzą się też w tropikach, no, chyba że ktoś lubi brunatną maź (wiadomo, czekolada się rozpłynie).
Co w takim razie zabierać ze sobą na wyjazdy? Oto moje typy. Dlaczego je polecam? Bo są dobre w smaku (przynajmniej na mój gust), zdrowe, wszystkie oparte na naturalnych składnikach, większość występuje w wersji bezglutenowej, łatwo je spakować (są lekkie, w dobrych do transportu opakowaniach i nie wymagają lodówki), no a niebagatelne znaczenie ma też i to, że to produkty polskich producentów, a ja chętnie wspieram, to co nasze (i na dodatek wysokiej jakości).
No dobra, zaczynamy...

Batony This1 mogę jeść chyba w nieograniczonych ilościach :).Batoniki na szczytowanie

This 1 (czytaj: dis łan) to moje ulubione batony na każde warunki, w tym także na najwyższe szczyty. Mogę je jeść na każdej wysokości, co wcale takie oczywiste nie jest, bo wraz z wysokością często zmienia się nasz smak i nie wszystko co lubimy na dole, będziemy chcieli jeść ileś metrów nad poziomem morze. Dość powiedzieć, że zjadałam te batony nawet na szczycie Manaslu (8516 m - ósma góra świata) i tuż pod szczytem Lhotse (8516 m - czwarta góra świata) - tam na szczycie się nie dało, bo nie ma za bardzo miejsca na tego typu pikniki, a i pogoda do tego nie zachęcała. Inna sprawa że This1 to moje ulubione batony także na zupełnie niskich trekkingach, a nawet - podczas pływania na desce windsurfingowej. No dobra, uczciwie przyznam, że w domu też mi się zdarza je podjadać - są dla mnie nagrodą po ambitnym sobotnim sprzątaniu. Najchętniej pochłaniam te w wersji orzech-konopia, ale orzech-czekolada czy inne też są w porządku (w momencie pisania tego tekstu producent wypuszcza na rynek kolejną wersję - kwaskowate, o smaku porzeczki). Co ważne - dzięki super hermetycznym opakowaniom batony są takie same w smaku i formie zarówno przy minus 40 stopniach, jak i plus 50 (tak zapewnia producent, ale mogę potwierdzić że tak jest).

Cena: ok. 5 zł, strona producenta: www.this-1.eu

Dużo tego, czyli ALE, ale co?

Firma ALE -Active Life Energy, to prawdziwy potentat jeśli chodzi o wszelakie odżywki, batony, suplementy, energetyczne żele i drinki. Z całej bogatej oferty tego producenta moje "top 3" to:
1) żelki energetyczne o smaku coli z kofeiną i guaraną - mogłabym jeść je ciągle, bo są po prostu smaczne, ale obowiązkowo podjadam w czasie długich przejść czy wspinaczki (a już na atakach szczytowych - koniecznie)
2) żele energetyczne, z których najlepiej wchodzą mi cytrynowe, a które są moim obowiązkowym elementem wspomagania nie tylko w górach, ale też np. w długich biegach   
3) tu chciałabym wymienić odżywki białkowe (taki proszek który po wsypaniu do wody lub mleka piję po dużym wysiłku), ale skoro zdecydowałam, że wymieniam tylko trzy produkty, to wybór pada na moje "odkrycie" z katalogu ALE czyli "MagneUP Shot" - mini drink z dawką płynnego magnezu i witaminy B6, co robi dobrze zarówno na mięśnie czy układ krwionośny, jak i na umysł. W każdym razie strzelam sobie często takiego szota po męczącym treningu, ale także po iluś kawach kiedy czeka mnie np. wygłoszenie prelekcji i - chyba działa! :)

Cena żelek: 4,99 zł, cena magnezowego shota: 5,99 zł, www.alenergy.eu

Wędzony kurczak czyli bomba białkowa

Lubię słodkości ale czasem nachodzi mnie chęć na słone i wtedy nie ma to jak "Chicks & Sport" czyli delikatne w smaku kawałeczki wędzonego kurczaka przygotowane przez firmę Merzdorf. Najczęściej jadam go po wysiłku - po treningu, albo np. gdy po iluś godzinach chodzenia dochodzę do namiotu, choć ostatnio wchłonęłam taką torebkę (dokładniej to jej zawartość) po przebiegnięciu półmaratonu, zaś na wyprawie na Lhotse podjadałam owe kurczaki również siedząc w namiocie i pisząc bloga. W każdym razie zwłaszcza po wysiłku dobrze taką dawkę łatwo przyswajalnego białka sobie wciągnąć. A białka w owych kurczakach rzeczywiście jest sporo - od 43,5% w wersji wędzonych kurczakowych piersi, po nawet 78% w kurczakowych chipsach. A tak przy okazji - pewnie mało kto wpadnie na to, skąd się wzięła nazwa producenta: Merzdorf? Otóż zakład produkcyjny znajduje się w dolnośląskiej miejscowość Marciszów, której przedwojenna nazwa brzmiała właśnie Merzdorf.

Ceny za paczkę: od 6,5 zł, strona producenta: www.merzdorf.pl


Misiek też lubi suszoną wołowinkę :)Suszona krowa czyli coś dla mięsożerców

Produkty z logo pokazującym bawole (czy krowie?) rogi polubią ci, którzy lubią żuć. Nie gumę, ale w tym wypadku - słoną, suszoną wołowinę, oczywiście już w wersji odpowiednio spreparowanej, czyli w formie małych, suszonych kawałków zwanych z angielska jerky. Do wyboru jest kilka wersji smakowych - classic, z żurawiną lub w wersji pikantnej - z papryką. Jedno jest pewne - osuszone w dymie z drewna olchowego mięsko jest bogate w białko, co na pewno nasz organizm doceni. A swoją drogą niesamowite jak pracochłonny jest proces przygotowania takiej paczuszki wołowiny - można o tym w szczegółach przeczytać na stronie producenta, notabene mającego siedzibę w Ostrzeszowie (Wielkopolska). Dość powiedzieć, że aby uzyskać 100 g suszonej wołowiny trzeba aż 300 g chudej, dobrej jakościowo szynki wołowej!

Cena za paczkę: 9,99 zł, strona producenta: www.suszonawolowina.pl.

No a na koniec wypada mi wszystkim życzyć smacznego, a zarazem - z tego co zjecie, dużo efektywnej energii.

 

Back to top