Na śnieg, na deszcz, na lodowiec
Hits: 812

Przyznaję, butów górskich mam więcej niż tych na obcasie (aczkolwiek szpilki jak najbardziej - posiadam :) ).Takich jak te jednak mi brakowało. "Takich" czyli z opcji środka - bardziej zaawansowanych niż na treking, ale niekoniecznie w wersji na atak szczytowy na ośmiotysięcznik.


Produkt:
buty trekkingowo-wspinaczkowe (do wspinania wysokogórskiego)

Model: buty AKU SERAI GTX

Okres testu: sierpień 2018 r. - Kazbek (pięciotysięcznik w Gruzji)
wrzesień 2018 r. Manaslu (ośmiotysięcznik w nepalskich Himalajach)

Cena: na stronie producenta - 369,90 euro
w polskich sklepach - 1169-1599 zł (ale są promocje :) )



Koncert życzeń, czyli lekkie, ciepłe, wygodne...

Ocknęłam się przed wyjazdem na Kazbek, czyli mający 5033 m szczyt w gruzińskim Kaukazie. Jechałam tam z grupą, w roli lidera-przewodnika (chociaż lokalnych przewodników też miałam), no i pewnego wiosennego dnia tworzyłam dla ekipy listę ekwipunku. Przy punkcie "buty" przyszła refleksja: skoro wymagam od moich turystów, że mają mieć odpowiednie na lodowiec buty, to sama też muszę świecić przykładem. Rok wcześniej już na Kazbeku byłam, w innych butach, tak więc z własnego doświadczenia wiedziałam, jakie niespodzianki góra ta nieraz szykuje. Wyjęłam z szafy dotychczasowe buciska, popatrzyłam... Wniosek był jeden: buty akurat rozsądnie byłoby mieć lepsze.

Była też inna kwestia... Zaraz po Kazbeku miałam jechać na Manaslu - nepalski ośmiotysięcznik (8156 m). Na duże wysokości, gdzie temperatury są naprawdę ekstremalne, buty mam (wysłużone Millety Everesty), ale w obozie bazowym i trochę ponad nim, do obozu I, chodzenie w buciorach ważących prawie 2 kg (jeden) nie jest ani przyjemne, ani konieczne. Podumałam, przebiegłam się z tematem (na długich wybieganiach które są częścią mojego treningu podejmuję trafniejsze decyzje :) ) i - wiedziałam czego chcę! Dokładniej - sprecyzowałam kryteria wyboru. Zaczęłam szukać butów:
- dobrych na lodowiec, ale równocześnie nadających się do często długotrwałych podejść/zejść w innym terenie (skały, trawa itp.)
- wysokich (znaczy się - z wysoką cholewką)
- względnie ciepłych (mam  problem z marznącymi stopami)
- dostosowanych do raków - półautomatów (bo takich zwykle używam)
- jak najlżejszych
O tym że wygodnych, nieprzemakalnych, oddychających, z dobrze trzymającą podeszwą, już nie wspominam, bo to oczywista oczywistość :).

 

Poszukiwania i - mamy to!

Efektem szukania w internecie, ale też rajdów po sklepach (to że coś ładnie wygląda na obrazku w sieci, nie znaczy że pasuje do stopy)  były buty Aku Serai GTX. Firmie Aku wierzę, bo włoski producent w tematach obuwia górskiego od lat jest ekspertem, trochę natomiast zniechęcało określenie tego akurat modelu jako "męski", bo rzecz jasna wolałabym "damski". -Nie przejmuj się... Tak naprawdę to unisex - przekonywał znajomy sprzedawca ze sklepu górskiego, co było uzasadnione, bo trzeba przyznać że but jest zgrabny, a i kolorystycznie też całkiem fajny.

O tym jak bardzo "techniczne" - mam na myśli zaawansowane, wręcz kosmiczne są materiały, z których buty Aku Serai są wykonane, pisać w szczegółach nie będę. Wydaje mi się, że coś tam w ekwipunku outdoorowym zorientowana jestem, ale przyznaję, że zawarte w opisie producenta określenia typu: "śródpodeszwa: podwójnej gęstości exoskeleton" czy "wkładka: custom fit pro alum, IMS3" niewiele mi mówią. To co dla mnie istotne to fakt, że rzeczywiście buty są w swojej klasie wyjątkowo lekkie (840 g jeden), no i faktycznie ciepłe (przy ekstremalnych temperaturach ich nie testowałam, ale przy -15 stopni ze stopami w jednej parze skarpet, było zupełnie okej). Chodziłam w nich w różnym terenie - po skałach, w śniegu i po lodzie - w każdych warunkach spisywały się naprawdę dobrze. To co było ważne, vibramowa podeszła udowadniała swoje antypoślizgowe właściwości, no i buty nie przemakały. Fakt, rzek w nich nie przekraczałam, ale mowa o przejściach lodowca w różnych warunkach śniegowych, czy o długich wędrówkach w solidnej ulewie (tutaj duży plus za wysoki otok ponad podeszwą, pozwalający na bezstresowe chodzenie po kałużach). Inne plusy, to choćby to, że rowki na doczepienie raków automatycznych rzeczywiście utrzymują raki bez zarzutu, zaś wygodny system wiązania plus specjalnie profilowane wkładki sprawiają, że stopy są bardzo stabilne (i to pomimo, że z braku wyboru rozmiar butów miałam nieco za duży).

Jedyne do czego mogę mieć wątpliwości to rodzaj gardy do opięcia góry cholewki. Idea jest super - chodzi o zabezpieczenie buta żeby nie wsypywały się do środka kamyki, okruchy lodu, śnieg, albo nie wlała w nie woda. Przy takim rozwiązaniu można darować sobie stuptuty. Tylko że u mnie owa garda, choć elastyczna, opinała goleń zbyt mocno, trochę nawet ją obcierając (w efekcie musiałam rozluźnić zapięcie). Ale to moje osobiste odczucie - być może winna moja noga (zbyt gruba łydka? :)), albo i niewłaściwy sposób zapięcia? Z rozmów z poznanym w obozie użytkownikiem tego samego modelu wiem, że jemu garda nie przeszkadzała, a wręcz bardzo sobie patent ten chwalił.


Na Rysy i Elbrus

No dobrze, czyli jaki werdykt? Wiadomo, na atak szczytowy na Everest polecę Wam inne buty. Ale jeśli wybieracie się na Elbrus, Kazbek, Blanca czy Matterhorn - Aku Serai to buty idealne. Oczywiście w Tatrach, zwłaszcza tych zimowych, też będą super, podobnie przy wspinaniu na lodospadach (mają sztywną podeszwę co przy tego typu wspinaczce jest rzecz jasna plusem). Mnie na Kazbeku sprawdziły się nie tylko na lodowcu, ale także na zejściu w doliny, najpierw na kamienistych, a potem trawiasto-błotnistych ścieżkach. Co do Manaslu to tak jak myślałam, na dojście do obozu I (5800 m) nadawały się świetne, choć równocześnie stały się moimi ulubionymi butami na chodzenie po bazie. Nie będę kryła - żałuję że... wcześniej ich nie miałam. Z drugiej strony - lepiej późno niż wcale :)

 

Back to top