Rozmówki o nartach
Hits: 3342

KUPUJEMY NARTY

Najważniejsze przy nartach  to umieć na nich jeździć, ale prawda jest taka, że lepiej jest jeździć na sprzęcie dobrym, niż na  byle jakim.


Jaka będzie zima, tego przy obecnym klimacie najstarsi górale nie przewidzą. Jednak niezależnie jaka się okaże, warto szykować, a być może kupować sprzęt. Jaki? I tu właśnie jest problem. Naszym rozmówcą jest Tomasz Piątkowski, prezes sieci Ski Team, firmy będącej liderem w sprzedaży sprzętu narciarskiego na polskim rynku. [uwaga! wywiad był przeprowadzony w 2012 r., ale w sumie odpowiedzi są nadal aktualne].

- Czy jeśli chodzi o sprzęt narciarski szykuje się w tym sezonie jakaś „rewolucja”?

- Chyba tak. Chodzi o konstrukcję nart. Do tej pory zwracało się uwagę głównie na to, jak wygląda narta w rzucie od góry – mam na myśli jej szerokość w dziobie i w piętce oraz jak wąska jest w talii. Teraz patrzymy na nartę inaczej. Z boku. I tu pojawiają się dwa określenia które snowboarderzy pewnie już znają, a narciarze powinni zapamiętać, bo będzie się używało tych nazw coraz częściej. Jedno słowo to „camper”, czyli odcinek narty, który przy braku obciążenia w środkowej części wybrzusza się, nie przylegając do podłoża. Drugim słowem jest „rocker” – chodzi o nieprzylegające do podłoża części od strony dziobu i piętki. "Rewolucja” polega na tendencji do zwiększania „rockera” kosztem „campera”, a otrzymane proporcje warunkują podziały na konkretne rodzaje nart. Łatwiej to rozumieć patrząc na wykresy, ale ogólnie chodzi o jak największą skuteczność narty, trzymanie w skręcie i ogólne zwiększenie manewrowości.
Pomysł z wprowadzeniem rockerów i camperów jako pierwsza zrealizowała firma K2, ale patrząc na dostępne już części kolekcji innych firm na sezon 2011/12 (to nie pomyłka – mowa o następnej zimie!), widać że większość producentów zaplanowała stosowanie odpowiedniego układ rockerów w 30-50 procentach swoich kolekcji. Dla mnie to pierwszy taki przełom w produkcji nart od wielu lat, a dokładniej od roku 1996 od kiedy pojawiły się narty carvingowe.

-Zanim staniemy się specami od przekrojów bocznych, proszę powiedzieć, jakie są najczęstsze błędy popełniane przez klientów kupujących sprzęt?

- To że chcą kupić narty za krótkie, bo wydaje im się, że na takich będzie im łatwiej. Wiele osób bezpodstawnie boi się nart z poszerzoną talią, rozmiarowo dłuższych. Inny błąd to kierowanie się gdzieś tam zasłyszanymi opiniami, że jakaś firma jest najlepsza, albo najgorsza. Nie ma najlepszej marki, bo ta sama narta nie może być dobra dla wszystkich. Narty zawodnicze, np. Atomic typu Race, mogą zachwycić tych, którzy mają silne nogi i dobrą technikę, podczas gdy inni nie będą w stanie w ogóle wykorzystać ich atutów.

- Skoro wspomnieliśmy o długości nart – jak ją dobierać?

- Krótkie narty nie są ani łatwiejsze, ani skuteczniejsze, ani bezpieczniejsze, za to mogą stać się przyczyną wielu kontuzji (szczególnie kolan). Każdy kto zna się trochę na narciarstwie wie, że prawdziwą przyjemność i płynność jazdy zyskuje się na narcie dłuższej. Długość zależy od tego, jaki rodzaj narty się kupuje. Nie ma uniwersalnych przeliczników. Przy nartach allround`owych, czyli uniwersalnych, ale na przygotowane stoki, długość uzależnia waga narciarza. Ogólnie narty krótsze są dla osób lżejszych, dłuższe dla cięższych. Jeśli ktoś waży ponad 90 kilogramów, to inwestowanie w narty poniżej 170 cm jest ciężkim błędem.

Najłatwiej jest dobrać deski slalomowe, jako że w ich wypadku obowiązują dwa podstawowe wymiary: dla kobiet i niższych mężczyzn produkuje się narty o standardowej długości 155 cm, dla panów i wyższych kobiet ok. 165 cm (w zależności od marki może być to też np. 160 albo 163 cm). Poza wagą ważny jest też stopień zawansowania – dłuższe narty lepiej wykorzystają osoby lepiej, pewniej i szybciej jeżdżące.

- Jest wiele rodzajów nart – slalomowe, gigantowe, freerajdowe (do jazdy pozatrasowej), freestyle`owe (do „akrobacji” w snowparkach i na skoczniach)… Są także dwa typy, które wiele osób myli ze względu na podobną nazwę – narty all roundowe i all mountain…

-Fakt, dwa ostatnie rodzaje wzajemnie się przenikają, bo są narty allroundowe, które równocześnie należą do dużo szerszej grupy all-mountain. Póki co narty all roundowe to wciąż najbardziej popularny rodzaj – w naszych sklepach stanowią około 60 procent sprzedaży. Ich zaletą jest uniwersalność – mogą z nich korzystać zarówno początkujący (zwłaszcza ci, którzy uczą się jeździć karvingowo), jak i zaawansowani. Charakterystyczną cechą ich budowy jest to, że są wąskie w talii, jeśli więc chcemy jeździć również pozatrasowo, lepsza będzie narta typu all mountain - szersza, dzięki czemu stabilniejsza i nie zapadająca się w śniegu.

- Dlaczego narty sprzedaje się od razu z wiązaniami? Może ktoś woli inne wiązania?

- Priorytetem powinny być nie wybory klienta, który kieruje się np. wyglądem wiązania, ale wymagania jakie narzuca dana narta. Przykładowo: nie możemy dać wiązania tourowego do narty slalomowej, z kolei narta typowo rekreacyjna nie potrzebuje ciężkiego wiązania o dużej sile wypięcia. Zresztą wiele nart jest zbudowanych tak, że nie ma wyboru – pasują do nich wyłącznie wiązania konkretnych firm. Najważniejsze jest, aby te wiązania odpowiednio ustawić. Jeśli się na tym nie znamy, lepiej nie oszczędzać, tylko skorzystać z usług fachowców, dysponującymi odpowiednim sprzętem i programami komputerowymi wyliczającymi siłę wypięcia.

- A jak sprzedają się narty touringowe (ski-tourowe), czyli dla miłośników wycieczek narciarskich? Przy podchodzeniu pod górę montowane do nich wiązania pozwalają na odchylanie pięty buta…

- Można powiedzieć, że odnotowaliśmy stu procentowy wzrost ich sprzedaży, to znaczy zamiast trzech par rocznie schodzi nam sześć (śmiech). Ale mimo, że sprzedaż tych modeli to marginalny promil, widać rosnące zainteresowanie tego typu narciarstwem. Dawniej klienci w ogóle nie kojarzyli, co to za dziwna narta, teraz zadają coraz więcej pytań. Jak na razie sprowadzając narty i wiązania ski-tourowe nastawiamy się na modele przeznaczone bardziej do narciarskiej turystyki, niż ekstremalnego ski-alpinizmu. A co do ruchomych wiązań to nie trzeba mieć do nich specjalnych nart – wystarczą freerajdowe. Swoją drogą jeśli chodzi o narty typowo tourowe, to widać w nich duży postęp technologiczny. Odzwierciedla to choćby waga – są już narty, wykonane z karbonu, ważące zaledwie 600 gramów!


- Czy w hipermarketach można kupić dobre narty?

- Na pewno kupowanie tam sprzętu wymaga dużej wiedzy. Nawet nie chodzi o to, że trudno liczyć na fachowe, obiektywne doradztwo (w naszych sklepach sprzedawcy o sprzęcie wiedzą wszystko, bo uczestniczą w wyjazdach, na których muszą przetestować sprzedawane wyroby)… Główny problem nart z hipermarketów stanowi to, że nie ma jak sprawdzić charakterystyki danego modelu. Modele sprzedawane w sklepach specjalizujących się w sprzęcie sportowym są na ogół opisane w Internecie, albo w fachowych periodykach robiących testy sprzętu. W hipermarketach trudno znaleźć renomowane modele, bo choć ich szata graficzna jest łudząca podobna do modeli wysokiej jakości, nie wiemy co się pod takim zewnętrznym malunkiem w środku kryje. W większości hipermarketów obowiązuje kryterium ceny – towar musi być na tyle tani, aby się sprzedał. Ale zdarzają się wyjątki. Pozytywnym przykładem jest Macro, gdzie rzeczywiście można trafić całkiem dobry sprzęt.

- Niekiedy słyszy się o nartach ręcznie robionych. Czy narta z przydomowego warsztatu może być dobra?

-Nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś, na przykład w garażu, zrobi rzeczywiście dobre deski. Wykonanie dobrej narty wymaga odpowiedniej technologii, maszyn i odpowiednich parametrów typu ściśle określona temperatura itp. Można temu podołać, o ile takie pojedyncze modele, czy limitowane serie stanowią produkcję uboczną w fabryce robiącej masówkę. I rzeczywiście – przy każdej znanej marce, czy to Atomicu, Rossignolu czy innych są takie manufaktury realizujące specjalne zamówienia np. dla sportowców. Tyle że w tym przypadku wszystko opiera się na produkcji podstawowej – to z niej czerpie się surowce, zaplecze techniczne, z tą różnicą, że na pewnym etapie nad danym modelem specjaliści pracują już indywidualnie, np. obcinając kawałek drewnianego rdzenia, zupełnie zmieniającego charakterystykę narty.


- Czy można mieć jeden model nart na całe życie? Co można zrobić aby przedłużyć żywot narty?

- Według mnie każda narta po mniej więcej stu dniach użytkowania na śniegu, nadaje się do wymiany, a w przypadku nart wyższej klasy, na których jeździ się zawodniczo, okres ten jest jeszcze krótszy. Oczywiście jeśli rzadko jeździmy, wspomniane sto dni rozkłada się na dłużej – przecież narta się nie psuje.
Ważne jest, by narty często serwisować. Jeśli chcemy długo cieszyć się nartami, przy intensywnym użytkowaniu ideałem jest co 2-3 dni regenerowanie krawędzi, a raz na tydzień ślizgów. Im częściej takie podstawowe serwisowanie robimy, tym nie tylko lepsza narta, ale wychodzi w sumie taniej. Drobny serwis krawędziowy to wydatek przeciętnie 40 zł, ale jeśli narta jest bardzo zniszczona, to już majątek (tzw. tuning krawędzi), zaś efekt nie do końca pewny. W każdym razie jazda miesiąc bez serwisu doprowadza do nieodwracalnego „wykończenia” narty. Oczywiście można samemu ostrzyć krawędzie, ale trzeba to umieć. Ręczne ostrzenie jest sto razy trudniejsze niż kiedy robi się to na dobrej maszynie.

-Mam nadzieję że jak już kupimy narty, a stare naostrzymy, przynajmniej śniegu nie zabraknie. Dziękujemy za rozmowę.

Back to top