Dechy na dach!
Hits: 3908


BAGAŻNIKI DO PRZEWOZU NART

Do wyboru mamy: magnesy, krokodylki albo trumny… Uspokajamy! Nie chodzi o żadne tortury, a pomysły jak zmotoryzowani narciarze mogą przewozić swój sprzęt.

Wożenie nart w samochodzie to już zanikający zwyczaj. Ani to bezpieczne, ani wygodne, no i jeszcze tapicerkę można pobrudzić lub rozerwać. Zresztą w wielu krajach jest to źle widziane przez policję, wprawdzie na to zezwalającą, ale wyczuloną, czy na pewno narty są dobrze zabezpieczone i schowane do pokrowców. Dużo lepszym pomysłem jest transport naszych desek na zewnątrz samochodu.


Zaufać magnesowi

Najtańszym patentem do przewożenia nart na dachu samochodu są magnetyczne uchwyty, których ceny zaczynają się już od ok. 100 zł. Rozwiązanie proste i łatwe w obsłudze, choć nie na każdym dachu można takie coś zamontować. Na plastikowych czy szklanych szyberdachach, a także na dachach wypukłych, czy wyklepanych po dachowaniu  – nie da rady.

Czy tego typu niewielki uchwyt utrzyma narty? Jeśli dobrze go założymy i nie będziemy ich przeciążać, powinien. Minusem jest mocowanie magnesów - ważne jest aby dokładnie oczyścić zarówno dach, jak i stopkę uchwytu, w przeciwnym razie zaczep może się odczepić, a piasek z błota porysuje nam lakier (aby tego uniknąć droższe wersje mają na stopce specjalną folię). Kiedy magnesowych uchwytów przez dłuższy czas nie używamy, lepiej je zdjąć, aby nie doprowadziły do odbarwienia karoserii w miejscu gdzie są przyczepione. Tak czy owak jest to rozwiązanie na krótkie dystanse. Przy dłuższych trasach lepiej zainwestować w coś bardziej solidnego. Poza tym magnesy łatwo oderwać – gdy wrócimy z toalety, może okazać się, że nie będzie już nie tylko nart, ale i uchwytów.


W karbach szczęk

Bardziej niż magnesom można zaufać uchwytom dzięki swojej budowie zwanymi „szczękami” lub „krokodylkami”. Wyłożone gumową osłoną mają jedną część na stałe przymocowaną do belek bazowych, drugą ruchomą, służącą do blokowania włożonego sprzętu.  

Jakie uchwyty kupimy, zależy od wielkości dachu oraz od tego, ile sprzętu chcemy wozić. Największe z takich bagażników pozwalają na przewożenie sześciu par nart albo czterech snowboardów. Podawane przez producentów informacje o ilości nart traktujmy jednak z dozą nieufności, jako że często kalkulacje dotyczą klasycznych nart, dużo węższych niż popularne narty karwingowe. Z karwingami jest jeszcze inny problem – ich wiązania są wyższe od klasycznych, tak więc żeby nie porysowały dachu, musimy mieć bagażnik o odpowiedniej wysokości. Warto również sprawdzić, czy damy radę wpasować w bagażnik narty w pokrowcu (a dla ich dobra powinniśmy je tak wozić).

Bagażnik uchwytowy to wydatek od 79 do 800 zł. Dużo zależy od materiału, z którego jest wykonany – najtańszych lepiej nie kupować, bo nie każdy materiał dobrze znosi zimowe warunki: niskie temperatury, zamarzanie, wszechobecną sól. Na pewno trzeba uważać na  mogący pękać plastik czy metale podatne na korozję.

Niestety bagażnik „uchwytowy” jest dość niewygodny przy wysokich autach, bo w końcu nikt nie ma ochoty wyjmując narty wycierać się kurtką o nie zawsze czysty samochód. Dlatego też godne uwagi jest rozwiązanie zastosowane w modelach Thule Extender czy Inno 945 Slider, w których bagażnik wysuwa się poza obrys dachu. Inna możliwość, często stosowana w samochodach terenowych, a także w busach oraz autach mających pionowo opadający tył, to przymocowanie specjalnej wersji bagażnika z uchwytami do tylnych drzwi i wożenie nart ustawionych pionowo. Plusem jest w takim przypadku łatwe wyjmowanie sprzętu, minusem – utrudnienie lub wręcz uniemożliwienie dostania się do bagażnika oraz konieczność zamontowania specjalnej listwy na tablicę i światłą (jeśli je zasłoniliśmy).


Narty do pudła

Najwygodniejsza forma transportu sprzętu, to mocowane na dachu pudła z tworzywa sztucznego. Najczęściej mówi się o czymś takim „box”, choć powszechną nazwą jest też „pak”, albo ze względu na wygląd – „trumna”. Z tego typu bagażników można korzystać cały rok, a jakie to dobrodziejstwo doceniają zwłaszcza właściciele autach z małymi bagażnikami głównymi (w boxa można wrzucić także ubrania, buty i co tyko chcemy). Zaleta boxa to nie tylko wygoda w korzystaniu, ale także zabezpieczenie przewożonych rzeczy zarówno przed złodziejami, jak i warunkami atmosferycznymi. Kupno to wydatek od 500 do nawet 5 tys. zł, przy czym wybór jest naprawdę spory (najbardziej renomowani producenci to Thule, Fapa, Interpack czy Mont Blanc).

Cena boxów zależy nie tylko od wielkości, ale sposobu montażu, posiadanych „patentów”, długości gwarancji, no i materiału z którego są wykonane (muszą być trwałe; swoją drogą są nawet takie, reklamowane jako odporne na promienie UV). Wygląd to rzecz wtórna, chociaż producenci podkreślają np.  „nowoczesny design” czy „aerodynamiczne kształty”. W barwach nie ma zazwyczajwyboru – boxy są albo czarne, albo szare (srebrne), co najwyżej w wersji z połyskiem (metalic). Nie ma jednak problemu aby box przemalować na dowolny kolor, choć żeby farba nie pękała, lepiej poprosić o to fachowców.

– Ponieważ boxów nie kupuje się na jeden sezon , ale na dłużej, często zakładając je na różne samochody, lepiej zainwestować w lepszy jakościowo model – radzi Wojciech Zawada z firmy Interpack. I dodaje: – Częstym błędem klientów kupujących box do transportu nart jest kupowanie za krótkich modeli. Nie można ślepo wierzyć danym z katalogów – trzeba po prostu przymierzyć, czy narty się mieszczą. Szerokość zależy od tego, co zamierzamy załadować - warto na przykład sprawdzić czy mieszczą się kaski. Droższe boxy mają wzmacniane dno, dzięki czemu można je bardziej obciążyć, nawet do 75 kg, podczas gdy w pudła bez wzmocnień można załadować do 50 kg.

Pojemność boxów wynosi od 300 do 600 litrów, zanim jednak ulegniemy pokusie kupienia jak największego, sprawdźmy w instrukcji naszego pojazdu, jaki udźwig ma dach. W tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę nie tyko wagę naszego bagażu, ale również boxa (zwykle kilkanaście kilogramów, choć są i takie mające 25 kg). Poza tym długie boxy (najdłuższe przekraczają 2 metry) mogą uniemożliwić podnoszenie klapy bagażnika, nie mówiąc o tym, że wiele z nich zakłóca odbieranie sygnałów GPS i zmusza do odkręcenia anteny radiowej.
Bardzo ważną sprawą w boxie jest jego zamknięcie, które nie powinno otwierać się byle agrafką. Inna sprawa, że Wojciech Zawada z Interpack`u uprzedza: - Nie łudźmy się, że są boxy stuprocentowo bezpieczne. Podczas postoju na obiad nie ma problemu, ale parkując gdzieś dłużej, choćby na noc, lepiej sprzętu w boxie nie zostawiać.

Jeśli chodzi o zamknięcia, dużym udogodnieniem jest zamek centralny, otwierający od razu wszystkie, kilkupunktowe blokady. Praktyczna, zwłaszcza przy wysokich pojazdach, jest dwustronna możliwość otwierania boxa – zdarza się, że tylko z jednej strony można dostać się do auta. Niektóre z boxów są otwierane z pomocą siłowników gazowych – to bardzo duże udogodnienie, zwłaszcza dla tych co mają nieco mniej siły, albo są niżsi. Pakując rzeczy starajmy się to co najcięższe ułożyć pośrodku, zaś skrajne końce w miarę odciążyć. Żeby zawartość nam nie latała, a przez to nie uszkodziła się, ani też nie uszkodziła bagażnika, dobrze jest kupić bagażnik z pasami mocującymi, ewentualnie doposażyć się w takie akcesoria. Narty powinny być w pokrowcu (łatwiej je wkładać i wyjmować, no i się nie rysują), oczywiście również przymocowane pasami.


Śrubki, gałki, zatrzaski

Bagażników typu box czy z uchwytami bezpośrednio do dachu nie przymocujemy – niezbędne są belki (bagażniki bazowe). I tu ważna sprawa! Zanim przykręcając owe elementy, a następnie przymocowując do nich właściwy bagażnik narciarski zaczniemy przeklinać, ile nam to zajmuje czasu, i jak nam przy tym na mrozie marzną ręce, lepiej już przy zakupie zwrócić uwagę, jak wygląda montaż. Najgorszym, na szczęście wychodzącym już z użycia pomysłem, są belki które przykręca się zwykłym śrubokrętem, choć wersja z kluczem imbusowym też jest daleka od ideału (tym bardziej że klucz łatwo zgubić). Najlepiej sprawują się gałki -„motylki” - łatwo nimi manipulować, no i można to robić w rękawiczkach. Coraz więcej jest też mocowań na specjalne zatrzaski (fachowo mówi się o nich „szybkie złącza”), choć niektóre z nich wymagają użycia sporej siły.


Trochę inna jazda

Jazda z  ładunkiem na dachu różni się od tej z pustym, nieobciążonym dachem. Wiadomo, im silniejszy wiatr, tym większe opory. Zresztą producenci bagażników narciarskich piszą w instrukcjach, jakiej prędkości nie należy przekraczać i lepiej tego przestrzegać. Nie chodzi wyłącznie o gorszy komfort jazdy (opory na kierownicy, większy hałas, rzucanie autem przy silnym wietrze), ale ryzyko poluzowania się mocowań (na wszelki wypadek czasem warto je sprawdzać).

Nie ma co kryć, że bagażnik zwiększa zużycie paliwa, choć warto wiedzieć, że mimo większych gabarytów lepiej i ekonomiczniej jeździ się z boxem niż z nartami w uchwytach. Powód? Box ma bardziej opływowe kształty, zaś narty wiezione bez żadnej osłony powodują niekorzystne zawirowania powietrza. Przy bagażnikach uchwytowych trzeba pamiętać, aby  pakować narty dziobami do tyłu. Z kolei w przypadku boxów uwzględnijmy, że wystają one całkiem sporo ponad dach, tak więc może być problem z wjazdem na zadaszony parking. Oczywiście wszelkie bagażniki trzeba zdjąć przed wjazdem do myjni.


Kupić albo  wypożyczyć

Bagażniki do nart (magnetyczne, szczękowe i boxy) można kupić choćby w hipermarketach, choć w tym przypadku nie liczmy na sprzęt z najwyższej półki, no i bierzmy pod uwagę, że sprzedawca wcale nie musi być w tym temacie obeznany. Jeśli ma być to zakup na lata, lepiej udać się do specjalistycznego sklepu, z parkingiem na którym w ramach sprawdzenia będzie szansa zamontować interesujący nas bagażnik. Oczywiście powinniśmy podjechać samochodem, do którego bagażnik kupujemy, najlepiej z zestawem sprzętu, jaki zamierzamy wozić.

W przypadku drogich boxów zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście jest on nam niezbędny na stałe, czy lepiej go wypożyczać? Jeśli potrzebujemy go tylko na jeden krótki wyjazd w roku, a w dodatku nie mamy miejsca do jego przechowywania, sensowniejsze może okazać się wypożyczanie. W przypadku punktów Interpack`u  (szczegóły www.interpack.com.pl) ceny wynoszą od 15 do 30 zł za dzień (do tego dochodzi zwrotna kaucja od 600 do 1200 zł). Z kolei w znajdującej się w podwarszawskich Łomiankach firmie Box4car (www.box4car.pl) wypożyczenie bagażnika kosztuje 200-350 zł za tydzień, 350-500 zł za dwa tygodnie.

Back to top