Pies rasy wulkanicznej
Hits: 4149

CZATKA - SKUNDLONA ŁAJKA

Pochodzącej z Kamczatki "Czatki" już nie ma - musieliśmy ją uśpić w maju 2007 r., co było wielkim dramatem w mojej rodzinie. A że była to psina naprawdę wyjątkowa - mądra, wierna i z "charakterem", ciągle "Czacię" wspominamy.  Poniżej, krótka Jej historia  pisana jeszcze w czasie kiedy żyła…



Czatka to moja najlepsza "pamiątka" z dalekich wojaży. To nic, że czasem szczeka (najgłośniej gdy wracam do domu w środku nocy), że uwielbia leżeć na świeżo uprasowanych rzeczach, i że przez jej wszechobecną sierść nie mogę zakładać czarnych rzeczy. Ile razy już straszyłam ją depilacją - niczym elegancka kobieta Czatka zmienia futro kilka razy do roku (tak, to nie sierść tylko futro). Na spacerach na pytania, co to za rasa, z dumą odpowiadamy: wulkaniczna. W końcu lepiej to brzmi niż "skundlona łajka".

Z tą łajką to nie żart - Czatka pochodzi z Kamczatki. Wraz z kolegami znaleźliśmy ją na jednym z wulkanów, na wysokości ok. 3000 m n.p.m., w otoczeniu skał i dymiących fumaroli. Do najbliższej wioski było ok. 40 km, a wokół tylko górskie pustkowie, my, i wyglądający niczym mała kulka trzymiesięczny szczeniak. Skąd się wziął, do tej pory pozostaje zagadką.

czatka i mis.jpgPrzez miesiąc mała suczka wędrowała z nami po kamczackiej głuszy. Ponieważ na swoich krótkich łapach nie mogła dotrzymać nam kroku, chłopcy nosili ją w kieszeni plecaka, a w nocy przygarnialiśmy ją pod dach namiotu. Przywykliśmy do Czatki, ona do nas, no ale jak tu zabrać psa do Polski? - zastanawialiśmy się. W samolocie z Kamczatki do Moskwy nie było problemu- podczas 9-godzinnego lotu Czatka chodziła swobodnie po pokładzie, głaskana po kolei przez wszystkich pasażerów. Baliśmy się jednak, jak będzie w pociągu do Warszawy. Na wszelki wypadek konduktor dostał w prezencie butelkę całkiem przyzwoitego trunku (no cóż....), ale i tak nie załatwiało to do końca sprawy. Kiedy zbliżał się czas granicznych odpraw, wepchnęliśmy Czatkę pod kołdrę. Pies siedział bez ruchu... do momentu kiedy do przedziału nie zajrzeli panowie przeprawadzający kontrolę. W tym momencie kołdra zaczęła się ruszać, i chwilę później wyjrzał spod niej pysk psa. Cóż było robić - opowiedzieliśmy historię szczeniaka, który gdyby nie my, zapewne by zginął. Podziałało. Panowie w drodze wyjątku odstąpili od pomysłu odesłania psa na kwarantannę.

 

Niedawno minęło 10 lat, jak Czatka wiedzie wielkomiejskie, warszawskie życie. Z dzikiego psa stała się salonowcem, niechętnie wychodzącym na spacer w deszcz czy śnieg (na Kamczatce to standardowa pogoda). Uwielbia też jeździć samochodem (tam gdzie ją znaleźliśmy mogłaby nigdy nie zobaczyć takich pojazdów), a zamiast spać na zimnych skałach, zdecydowanie woli łóżko z miękką pościelą... Mam wrażenie, że do swej ojczyzny wcale nie tęskni...


Back to top