Długonoga co pół świata przeleciała
Hits: 3689

pamiatki-zyrafa.jpgŻYRAFA Z RPA


Zobaczyłam ją na przydrożnym bazarku i od razu zdobyła moje serce. Wysoka, prawie mojego wzrostu, smukła, w jakby nieco zawstydzonej pozie. Wiedziałam, od samego początku że musi być moja!

Targi trwały długo. Z 50 dolarów zeszło na 25. Wyrzeźbiona z drzewa żyrafa stałą się moją własnością. Cieszyłam się widząc w myślach, gdzie w moim mieszkaniu ją ustawię. Ponieważ kupiłam ją na początku wycieczki-objazdu po RPA, dwa następne tygodnie musiała spędziła w bagażniku naszego busa. Zajrzałam do niej dopiero w momencie pakowania się przed powrotem do Polski. Była cała i jak wcześniej - po prostu śliczna.

Wzięcie liczącej 170 cm żyrafy do samolotu to jednak problem. Na bagaż nadawać jej nie chciałam, ale jako podręczny też nie wchodziła w grę, bo za długa. Po długich dyskusjach poszła jednak do luku bagażowego, z tuzinem nalepek typu: "Ostrożnie!", "Nie rzucać!" a nawet : "Szkło!".

Niestety na warszawskim lotnisku wśród wyjeżdżających na taśmie bagaży, żyrafy nie było. Cóż było robić, poszłam zgłosić jej zaginięcie.
-Jaki bagaż pani zginął? - spytał życzliwie pan z obsługi, podając mi mini-katalog różnych walizek.
-Nie taki jak tu... - zaczęłam tłumaczyć.
Pan nie miał czasu, nie krył więc zniecierpliwienia: -No, jaki kolor? Czarna, czerwona...
-W łaty. Takie żółto-brązowe... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Pan zanotował, przyzwyczajony pewnie do ekstrawaganckich upodobań pasażerów. -Duża?
-No, tak, wielkości człowieka...- kontynuowaliśmy dyskusję.
-Na suwak? - pytał dalej.
-Proszę pana, chodzi o żyrafę! - teraz mnie już zaczęło się już śpieszyć.
-Żyrafę???? - tu pracownik lotniska spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.

Dałam mu do zrozumienia, że ani sobie z niego nie żartuję, ani nie jestem psychicznie chora, a w samolocie piłam tylko soczek. Spisaliśmy protokół zaginięcia żyrafy, która jak się okazało, została trochę dłużej na przesiadce w Londynie.

Żyrafa doleciała następnego dnia. Niestety już nie cała - bez połówki jednej nogi. Początkowo planowałam nogę dorobić, ale wiadomo - ciągle nie ma czasu. Zresztą szybko przyzwyczaiłam się do żyrafy-kaleki. Zresztą i tak nikt nie zauważa jej ułomności, bo w zastępstwie kończyny ma miniaturkę baobaba - pamiątkę z Madagaskaru...

Back to top