Miłość w marmurze zaklęta
Hits: 4031

INDIE (TADŹ MAHAL)
To musiała być Wielka Miłość! Mauzoleum jakie zbudował dla Mumtaz kochający mąż, do tej pory należy do arcydzieł  światowej architektury. O czym mowa? O znajdującym się w Indiach słynnym Tadź Mahal, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i zaliczonym do „Nowych Siedmiu Cudów”

Wychodząc za mąż Mumtaz Mahal miała 20 lat. Została trzecią żoną o rok od niej starszego Szahdżahana (późniejszego cesarza), za to żoną najukochańszą. Zmarła mając 38 lat, rodząc władcy czternaste (!) już dziecko.

Był rok 1631, muzułmańskie imperium Wielkich Mogołów (nie mylić z Mongołami) którym Szahdżahan władał, przeżywało okres chwały, zaś Agra i Delhi stały się jednymi z najwspanialszych z ówczesnych miast (liczba mieszkańców stołecznej wówczas Agry sięgała 750 tys. mieszkańców). Ale co tam zwycięstwa, sukcesy i bogactwa wobec rozpaczy po stracie żony! Wystarczyła jedna noc, by cesarz osiwiał, a dla ukojenia swego bólu postanowił upamiętnić Mumtaz wyjątkowym grobowcem. Jest też legenda mówiąca, że tuż przed śmiercią Mumtaz poprosiła męża, aby zobowiązał się do spełnienia trzech obietnic: miał zaopiekować się dziećmi (przy licznej służbie to akurat nie problem), nigdy się już nie żenić (słowa dotrzymał, tadz2.jpgpoprzestając na konkubinach, bo przecież o nich mowy nie było), no i miał postawić upamiętniającą ją budowlę. Cesarz nie wahał się – wiedział że musi być to mauzoleum wyjątkowe – wielkie, imponujące, zachwycające. Koszty nie miały znaczenia.

Pozostaje jeszcze wyjaśnić, skąd nazwa Tadź Mahal? To gra słów. Wynika z imienia zmarłej żony cesarza, które brzmiało MumTAZ Mahal, co znaczyło dokładnie „Ozdoba”, „Wybranka Pałacu”. Ponieważ w języku hindi literę „z” pisze się podobnie jak „j”, łatwo zrobić literówkę w imieniu kobiety i wychodzi „Taj (czyt. tadź) Mahal” czyli „Królewski Pałac”, co do eleganckiego grobowca idealnie pasowało. Swoją drogą romantyczna historia wielkiej miłości przerwanej przez tragiczną śmierć sprawiła, że obiekt dostał jeszcze inne miano: Świątynia Miłości.


Wielkie: Wow!

tadz12.jpgZ Delhi do Agry jest do przejechania 200 km. Niby nie dużo, ale  ruch na drodze sprawia, że zajmuje nam to bite 6 godzin. Egzotyka na całego. Co i rusz wymijamy wałęsające się samopas „święte krowy”, mijamy drewniane dwukółki ciągnięte przez wielbłądy, wypatrujemy siedzące na poboczach pawiany, no i obserwujemy ludzi – na ogół bardzo biednych, z trudem walczących o szansę choćby niewielkiego zarobku. Końcówka podróży to już korki w centrum Agry (obecnie ponad milionowe miasto) i… uff! Wreszcie można wysiąść.

Gorzej bo na zewnątrz upał straszny, a z parkingu do wejścia mamy jeszcze spory kawałek. Ze względu na ochronę słynnego obiektu przed spalinami, w najbliższym jego otoczeniu można poruszać się tylko na piechotę, albo skorzystać z rowerowych rikszy lub elektrycznych wagoników (swoją drogą po stwierdzeniu że stężenie szkodliwych dla zabytku substancji jest już 5 razy większe niż normy, władze zakazały otwierania nowych zakładów przemysłowych w promieniu 50 km od obiektu). Przy wejściu czeka nas jeszcze wnikliwa kontrola z prześwietlaniem toreb i plecaków. Potem kolejne kilkaset metrów i w końcu stajemy w wielkiej bramie, z której roztacza się znajomy z pocztówek widok – Tadż Mahal w pełnej krasie.

tadz9.jpgCo jak co, ale okrzyk zachwytu wychodzi nam pierwszorzędnie. Z daleka trudno docenić ogrom budowli - od poziomu ogrodu do złotej iglicy na kopule jest 74 m wysokości czyli odnosząc to do współczesności – dwa dziesięciopietrowce! Świadomość skali dociera dopiero wówczas, kiedy przyjrzymy się ludziom, małym punktom u podstawy.

Wielką budowlę z białego marmuru wieńczy cebulowata kopuła, zaś z narożników strzelają w niebo cztery czterdziestometrowe minarety. Nie służą wzywaniu do modlitw - mają jedynie funkcję dekoracyjną - Tadź Mahal to nie meczet. Co ciekawe, minarety są specjalnie wysunięte, tak, aby w razie trzęsienia ziemi, co w tym rejonie może się zdarzyć, nie zawaliły się i nie zniszczyły budowli. Symetria, harmonia i prostota stylu dają poczucie lekkości – to prawdziwy architektoniczny majstersztyk!

W miarę zbliżania się do mauzoleum po jego bokach wyrastają nie rzucające się wcześniej w oczy, dyskretnie odsunięte dwa podobne do siebie budynki wykonane dla odmiany z czerwonego piaskowca. Najlepiej widać je od strony rzeki, wyschniętej przez część roku Jamuny. Jeden z tych budynków to tym razem prawdziwy już meczet, drugi miał służyć jako schronienie dla odwiedzających mauzoleum.

Zielony raj, mroczny grobowiec

tadz19.jpgPrzestrzeń od bramy do mauzoleum wypełnia wypielęgnowany ogród i ciągnące się w osi symetrii baseny, w których mauzoleum malowniczo się odbija tworząc scenerię niczym z baśni tysiąca i jednej nocy. Ładnie utrzymane trawniki (oryginalnie rosło tu mnóstwo kwiatów, gł. róże, ale brytyjscy kolonizatorzy woleli równo przystrzyżoną trawę) i kunsztownie podcięte cyprysy (dawniej były drzewa owocowe, zwłaszcza pomarańczowe) mają kojarzyć się z rajem, który według Koranu jest nie tyle niebem, co oazą zieleni. Podtekst: dusze cesarza i jego żony przebywają w raju, podczas gdy ich ciała spoczywają w mauzoleum.

Do mrocznego wnętrza nauzoleum można wejść, ale należy ściągnąć buty, a wcześniej odstać swoje w kolejce. W środku panuje tajemniczy półmrok i… hałas, bo zawsze znajdują się chętni aby sprawdzić czy rzeczywiście jest w nim dobra akustyka (jest!). Ponieważ zgodnie z tradycją muzułmańską zmarłych chowa się w ziemi, małżonkowie spoczywają w dolnej krypcie,  natomiast sarkofag w krypcie górnej to jedynie cenotafy, czyli imitacje grobowców. Pierwotnie była tam jeszcze balustrada ze szczerego złota i szlachetnych kamieni, jednak problemy finansowe cesarskiego syna, niejakiego Aurangzeba, sprawiły, że została ona sprzedana i zastąpiona marmurową. W stosunku do oryginału ubytków jest zresztą więcej. W trakcie najazdu w XVIII wieku skradziono wykonane ze srebra drzwi, baldachim z pereł i złote płyty, którymi wyłożona była krypta. A zresztą o mały włos, a w ogóle nie byłoby co oglądać – w XIX wieku, w czasach kiedy Indie stanowiły kolonię Wielkiej Brytanii, ówczesny gubernator brytyjski wymyślił, aby podupadłe mauzoleum rozebrać, przewieźć marmurowe płyty do Europy i je… sprzedać. Na szczęście pomysłu nie zrealizowano.

tadz1.jpgJa tymczasem siedząc na murku próbuję w ciszy kontemplować urok tego miejsca, ale nie jest to proste. Powód? Tłumy ludzi. Turyści miejscowi i zagraniczni, miks wszelkich ras, narodowości i wyznań. W tym rejonie Indii (stan Utrat Pradesh, którego Delhi jest stolicą), pod względem religii dominujący jest hinduizm, muzułmanów jest jedynie 15% (notabene islam wprowadzili Mogołowie). Ale religia nie ważna, bo to nie dla niej przyjeżdża się do Tadź Mahal. Najważniejsza jest architektura – tak prosta że aż piękna, stanowiąca świadectwo żarliwości miłosnego uczucia.

Dopracowane w każdym detalu

Budowa Tadź Mahal trwała przez 22 lata (od 1632 do 1654 roku), a brało w niej udział 20-25 tys. robotników. Do bardziej zaawansowanych prac sprowadzano specjalistów z różnych zakątków świata - m.in. z Bagdadu, Samarkandy czy Stambułu, a także z Europy (kroniki wspominają Francuza i Włocha, którym zlecono nadzór za dekoracjami). Jak się nazywał naczelny architekt jednoznacznie nie wiadomo, zresztą w wielu przekazach mówi się, że projektantem był sam cesarz.

tadz3.jpgCzerwony  piaskowiec na mury i niektóre wchodzące w skład kompleksu budowle (m.in. bramy) był akurat w miarę blisko – w położonym 40 km dalej Fatehpur Sikri, za to biały marmur sprowadzano z kamieniołomu w odległej o ponad 300 km Makranie. Niewątpliwie cztery wieki temu jego transport nie był łatwą sprawą. O dźwigach też się nikomu nie śniło – żeby ciężkie bloki wtaszczyć i ulokować 70 m ponad ziemią, zrobiono długą na 4 km rampę! Jakby tego było mało, nie są to tylko prozaicznie ciosane i szlifowane głazy – kiedy przyjrzymy się im z bliska okaże się że widoczna na ścianach kaligrafia to nie zwykłe, malowane napisy tylko misternie robione „wstawki” z czarnego marmuru, a widoczne z bliska kolorowe wzory to z kolei inkrustacje z kamieni szlachetnych czy półszlachetnych (fachowo nazywa się to pietra dura – do tej pory Agra słynie z rzemieślników biegłych w tej sztuce). Również kamienie sprowadzano z dalekich stron - turkusy z Tybetu, jadeit z Chin, agaty z Jemenu, lapis-lazuli z Afganistanu, malachity z Rosji…

Według jednej z legend po zakończeniu prac cesarz miał jakoby wydać rozkaz obcięcia wszystkim robotników kciuków – żeby nic podobnego w swoim życiu już nie stworzyli. Bardziej drastyczna wersja mówi o oślepieniu i obcięciu rąk u głównodowodzącego budową. Czy coś z tego jest prawdą, pewnie nigdy się nie dowiemy. Podobnie niepotwierdzona jest legenda o tym, że cesarz  pragnął, aby naprzeciw białego Tadźu, po drugiej stronie rzeki, powstało dla odmiany jego mauzoleum. Takie same, tylko na zasadzie negatywu – czarne, a obie budowle miał łączyć most. Czy to bajkowa mrzonka czy rzeczywisty pomysł? Jeśli to drugie, na przeszkodzie w realizacji stanął cesarski synalek…

Razem na zawsze

tadz8.jpgSzahdżahan przeszedł do historii jako kochający mąż, ale niewątpliwie był to również mądry władca. Bardzo sprytnie doszedł do władzy – kiedy zmarł jego ojciec, przebywał z wizytą w małym państewku na południu obecnych Indii, gdzie za sprawą swoich politycznych  przeciwników chcących osadzić na tronie swojego kandydata, został internowany. W tej sytuacji 36-letni wówczas Szahdżahan… zasymulował własną śmierć! Pomysł był skuteczny – po opiciu się koziej krwi, przy atakach wymiotów odegrał scenkę agonii. W międzyczasie wyraził jeszcze „ostatnią wolę” jaką było, by pochować go w ziemi Mogołów. Kiedy kondukt żałobny wjechał już w granice imperium, Szahdżahan „ożył” i już bez problemów (z pomocą wiernych żołnierzy) przejął pełnię władzy.

Osiągnął sporo, ale niestety końcówka życia cesarza potoczyła się już inaczej niż sobie tego życzył. Zdając sobie sprawę że nic nie jest wieczne, starzejący się władca zaczął przekazywać rządy w ręce swojego najstarszego, ulubionego syna, co rzecz jasna nie podobało się młodszym. Kiedy w roku 1657 cesarz dostał ataku serca i po kraju rozeszły się przedwczesne pogłoski o jego śmierci, potomkowie zaczęli bezpardonową walkę o tron. Zwycięski Augrauzeb krwawo rozprawił się z braćmi, zaś ojca uwięził w jego rezydencji, czyli Czerwonym Forcie, raptem dwa kilometry od Tadź Mahal.

tadz11.jpgSwoją drogą Czerwony Fort to druga poza Tadź Mahal ważna atrakcja współczesnej Agry. Istne „miasto w mieście”, zgodnie z nazwą zbudowane z czerwonego piaskowca, jak przystało na fort – otoczone szeroką fosą i ciągnącym się przez 2,5 km masywnym murem. Właściwie jest to połączenie twierdzy i eleganckiego pałacu. Jak na ironię powstanie pełnych przepychu pałacowych komnat to również w dużej mierze zasługa Szahdżahana, który wybudował je nie wiedząc, że kiedyś będą stanowić jego domowe więzienie. Kiedy jeszcze żyła Mumtaz, mieszkali tam razem, zaś po uwięzieniu przez syna w owej „złotej klatce” cesarz spędził jeszcze 8 lat. Ponoć codziennie, nawet na łożu śmierci, tęsknym okiem spoglądał na widniejące w dali miejsce wiecznego spoczynku ukochanej. Kiedy umarł (w 1666 roku), spoczął obok niej.


Informacje praktyczne (luty 2013 r.):

Wstęp do Tadź Mahal: codziennie oprócz piątków od wschodu do zachodu słońca. Bilety dla cudzoziemców -750 rupii, czyli równowartość 42 zł (dla porównania obywatele Indii płacą tylko 20 rupii, tj. 1 zł!). Dzieci do lat 15 (niezależnie od narodowości) wchodzą za darmo. Uwaga: za robienie zdjęć trzeba zapłacić, kamery video dozwolone są tylko do głównej bramy, potem trzeba oddać je do depozytu.

Dojazd z Delhi do Agry: Oprócz autobusów jest jeszcze całkiem wygodny i dużo szybszy pociąg (w wypadku ekspresów - 2 godziny jazdy).

Informacje w internecie: www.tajmahal.gov.in (oficjalna strona), www.tajmahal.com

Back to top