Gdzie początek Jedwabnego Szlaku
Hits: 4729

xian-armia.jpgXI`AN (CHINY)

Położone 1100 km na południowy-zachód od Pekinu miasto Xi`an kojarzone jest głównie ze słynną Terakotową Armią. Jednak jak przystało na pierwszą stolicę Chin, do zobaczenia jest tu dużo więcej



Śmiało można powiedzieć, że Xi`an [czyt: si-an] to kolebka Państwa Środka. To tutaj w 221 r. p.n.e. wieku ulokował swoją siedzibę cesarz Qin Shi Huang uznawany za pierwszego władcę zjednoczonych Chin. W sumie w ciągu 3100 letniej historii, mieściły się tu stolice 13 dynastii. Czasy największej świetności miasta, zwanego wówczas Chang`an (w tłumaczeniu: „Wieczny Pokój”) przypadają na okres od VII do początków X wieku. Z gigantyczną jak na tamtą epokę dwumilionową liczbą mieszkańców, była to jedna z największych metropolii świata, z powodzeniem konkurująca z  Rzymem, Atenami, Kairem czy Konstantynopolem! Ponieważ miał tu swój początek Jedwabny Szlak, ruch był jak w ulu; różnojęzyczne karawany przywoziły egzotyczne towary, a wpływy różnych kultur i religii tworzyły kosmopolityczną atmosferę, inspirującą nowe trendy.

Rządziły kobiety


Współczesny Xi`an z populacją liczącą 5 mln, to jak na warunki chińskie miasto średniej wielkości. Pełniąc funkcję stolicy prowincji Shaanxi rozrasta się jednak błyskawicznie, przytłaczając nieco ulicznymi korkami, placami budów, architektonicznym chaosem i oczywiście – mrowiem ludzi. Oazą spokoju, jeśli pominąć licznych turystów, jest świątynny teren ze słynną w całym kraju Pagodą Wielkiej Gęsi (swoją drogą w innym rejonie miasta jest też Pagoda Małej Gęsi). Nazwa upamiętnia gęś, która według legendy spadła do stóp wycieńczonego głodem, wracającego z Indii mnicha. Mnich zasłużył się dla chińskiego buddyzmu ogromnie, bowiem sprowadził z sobą święte pisma, które po przetłumaczeniu na chiński stworzyły dzieło złożone z 1335 tomów. To właśnie dla x-wieza.jpgich godnego przechowania w 652 roku zbudowano 65-metrową, ceglaną pagodę, na którą zresztą można wejść. Inna sprawa, że lepszym punktem widokowym są znajdujące się w samym centrum miasta potężne wieże - Bębna i Dzwonu. Warto wiedzieć, że tradycyjne dzwony chińskie używane są inaczej niż u nas – bije się w nie specjalną poziomą belką przypominającą taran.

Nas tymczasem przewodnik ciągnie do zlokalizowanego w ogromnym budynku Muzeum Historycznego, zaliczanego do najważniejszych tego typu placówek w całych Chinach. Wśród eksponatów oglądamy m.in. makietę neolitycznej wioski Banpo. Niedługo potem jedziemy zobaczyć ją w oryginale. Odkryta w 1953 roku na obrzeżach Xi`an, budzi wśród turystów różne odczucia. Trudno się dziwić, bo na pierwszy rzut oka to po prostu zadaszony teren ze śladami po palach, które stanowiły rusztowanie chat, do tego kilka grobowców i pokazowy warsztat garncarski. Nam jednak się podoba – w dużej mierze dzięki komputerowym wizualizacjom pokazującym jak wyglądało życie w tej osadzie zamieszkałej bagatela, między V i III tysiącleciem p.n.e., a po części – dzięki opowieściom naszego chińskiego opiekuna. Szczególne zaciekawienie wzbudza informacja, że prym w osadzie wiodły kobiety, które na dodatek mogły mieć po kilku partnerów! Pytamy o dziwne doły tuż przy domach – to ślady po urnach, w których chowano ułożone w pozycji embrionalnej zmarłe dzieci.

Rowerem po murze


Dumą Xi`an są doskonale zachowane, wybudowane jeszcze w XIV wieku mury miejskie (na miejscu wcześniejszych, które otaczały dużo większy teren). Wzniesione z szarej cegły są rzeczywiście imponujące – mają prawie 14 km obwodu, sięgają na wysokość 12 m, a broniła je niemal setka bastionów rozlokowanych mniej więcej co 120 metrów, co wiązało się z zasięgiem strzał łuczników. Dzięki specjalnym rampom, można było na mury wjechać nawet końmi. Miejsca na górze było dosyć – szerokość korony wynosi 14 metrów. W czasie japońskich bombardowań (lata 30. XX wieku) w przestronnym wnętrzu murów zrobiono schrony przeciwlotnicze.

x-rowerem.jpgDzisiaj wycieczka po murach to jedna z największych atrakcji miasta. Można po nich ot tak sobie pospacerować, objechać je wokół elektrycznym busikiem, albo rowerem. Decydujemy się na ostatnią opcję - pomysł znakomity, bo choć trzeba się trochę napedałować (trzeba liczyć na to minimum półtorej godziny), to miasto widziane z takiego pułapu wygląda bardzo ciekawie. Przy okazji spotykamy nowożeńców, którzy postanowili zrobić sobie na murach sesję zdjęciową. Dziewczyna zgodnie z tradycją ma na sobie czerwoną suknię – w Chinach to kolor szczęścia, w przeciwieństwie do bieli kojarzonej ze śmiercią.

Teren otoczony murami stanowi tyko 1/6 powierzchni miasta z czasów jego największej świetności. Zgodnie z obecnymi przepisami w obrębie tej tzw. starówki nie wolno stawiać wysokich budynków; wciąż jest to enklawa tradycyjnego życia. Największy ruch jest oczywiście na bazarze rozpoczynającym się przy Wieży Bębna. Główna uliczka to praktycznie same knajpki, bo Chińczycy kochają jeść. Również i my postanawiamy spróbować lokalnych specjałów. Problem pojawia się już przy zamówieniu, jako że menu opisane jest wyłącznie „krzaczkami”, a kelnerka nie kojarzy ani słowa po angielsku. Kończy się zaglądaniem w miski skośnookich sąsiadów i pokazywaniem palcem, co nam odpowiada. Nie jesteśmy wprawdzie  pewni, co jemy, ale może tak jest lepiej? W końcu nie na darmo mówi się, że w Chinach jada się wszystko, co nie jest stołem i lata, a nie jest samolotem.

Swoją drogą stanowimy atrakcję lokalu - Chińczycy przyglądają się z zainteresowaniem, jak nam idzie jedzenie pałeczkami. Walczymy dzielnie, jako że chwytanie śliskich klusek nie jest wcale łatwe.

xian-meczet.jpgPotem czas na zakupy. Na bazarku jest wszystko: jedwabne bluzki, figurki Buddów, wyroby z nefrytu, komplety do kaligrafii, ale także rolexy za kilka dolarów, torebki z logiem Gucci i windstopery zachwalane jako goretexowe (wszystko, jak zapewniają sprzedawcy: „original”).  W ferworze targowania nie powinno się jednak zapomnieć o ciekawym zabytku, czyli położonym zaraz na tyłach straganów zabytkowym meczecie, wyglądającym bardziej jak typowo chińska niż np. arabska świątynia. Do głównego pawilonu można wejść tylko wyznawcom islamu, nie ma jednak problemu, by przejść się po bardzo ciekawym, przestronnym ogrodzie. Do tej pory skośnoocy muzułmanie stanowią w Xi`an dużą (liczącą ok. 60 tys. osób) i bardzo wpływową społeczność. O ich pozycji świadczy choćby to, że choć zwykły obywatel Państwa Środka może mieć tylko jedno dziecko, muzułmanin ze Xi`an (w końcu też Chińczyk) – aż dwójkę.
 

Gliniane wojsko


xian-hala z armiawww.jpgWpisaną na Listę UNESCO Terakotową Armię, główny powód przyjazdu do Xi`an, zostawiamy sobie jakby na deser. Właściwie to gliniani wojownicy towarzyszą nam w mieście na każdym kroku – widnieją na pocztówkach, plakatach, a ich miniaturki można kupić na każdym straganie z pamiątkami (jeśli nie zechcemy przystanąć przy straganie, i tak dopadnie nas jakiś obnośny sprzedawca). Teraz jednak nadszedł czas, aby zobaczyć autentyczne figury. To rzeczywiście „armia” – ustawieni w szyku żołnierze mieli w symboliczny sposób bronić cesarskiego grobowca (jest nim kurhan położony ok. 1,5 km od krypt z armią). Na pewno lepszy to pomysł, niż stosowane przez wcześniejszych władców pochówki, w ramach których wraz ze zmarłym grzebano żywcem jego żony, konkubiny, niewolników i służbę – dziesiątki, a nawet setki osób.

xian-wojownikwww.jpgPracę nad tą niezwykłym dziełem rozpoczęto w 247 roku p.n.e., kiedy to 13 letni wówczas cesarz Qin Shi Huang (ten sam, dzięki któremu Xian stało się pierwszą stolicą Chin) rozpoczął swoje rządy. Prowadzona rękami setek tysięcy robotników budowa trwała 36 lat, bo tyle jeszcze władca przeżył. Aż trudno uwierzyć, że z 8 tys. naturalnej wielkości figur każda jest inna – przede wszystkim różni je wyraz twarzy. Po sposobnie uczesania można rozpoznać, które postacie wyobrażają oficerów, a które generałów (te mają podwójne koki). Oryginalnie figury były pomalowane, ale po wydobyciu ich spod ziemi, kolory błyskawicznie ulotniły się.

Według oficjalnej wersji glinianą armię odkryli w 1974 roku dwaj miejscowi chłopi kopiący studnię. Jeden z nich stale dyżuruje w sklepie koło sali kinowej – na zdjęcia się nie zgadza, za to chętnie podpisuje wspominającą o nim książkę. –W rzeczywistości pierwszych terakotowych wojowników miejscowi ludzie wykopali już wcześniej, w latach 30., ale nie ujawniali tego państwu, wyprzedając znaleziska do prywatnych kolekcji – słyszę od miejscowego przewodnika.

Teraz kompleks Terakotowej Armii to trzy wielkie pawilony plus jeden budynek, w którym eksponuje się dwa cesarskie rydwany. Wykopaliska wciąż trwają, tym bardziej że wymagają bardzo długich i żmudnych prac – na restaurację jednej figury potrzeba około 10 miesięcy!

Herbaciany uniwersytet


xian-herbata.jpgPełen wrażeń pobyt w Xi`an postanawiamy zakończyć w tradycyjnej chińskiej herbaciarni. W Chinach wyróżnia się około tysiąca odmian tego napoju. Najpopularniejsze jest zielona, oolong, jaśminowa i różnego typu ziołowe. „Czarna” też jest, ale zupełnie inna niż ta pita u nas. –A Lipton? – podpuszczamy dziewczynę robiącą dla nas herbaciany pokaz. W odpowiedzi Chinka krzywi się z niesmakiem.
 
Herbaciana ceremonia to większa filozofia. Potrzebny jest cały zestaw akcesoriów, no i trzeba mieć wiedzę, jaką temperaturę ma mieć woda do zalewania (np. przy zielonej – wcale nie wrzątek, a 85 stopni) i do jakich naczynek ją wlewać (malutkie czarki, niby-naparstki, żadne tam szklanki). Również sposób picia określa pewna etykieta. Trzeba wiedzieć jak trzymać czarkę (panie inaczej układają palce), i jak delektować się naparem (najpierw tylko muskamy czarkę wargami, potem opłukujemy sobie od wewnątrz usta, dopiero za trzecim razem pijemy, od razu do dna). Dodawanie cukru czy mleka to profanacja! Korzystając z okazji próbujemy różnych rodzajów – m.in. „Herbaty konkubiny” i „Smoczej Studni”, żeńszeniowej i naparu z chryzantem.
Wieczorem dla odmiany delektujemy się ucztą z pierożków (myli się ten, kto myśli że kuchnia chińska to tylko ryż przyrządzany na różne sposoby), a potem… idziemy na masaż stóp. Rewelacja! Chińczycy są w tej dziedzinie niezrównani – po takim zabiegu bez problemu można przechodzić cały kolejny dzień!


Czy wiesz, że…
Nazwa „Chiny” wywodzi się od urzędującej w III wieku p.n.e. w okolicy obecnego Xi`an dynastii Qin [czytaj: sin]. Później, w związku z procesem latynizacji, dołożono jeszcze literkę „a” i powstało „China”/„Sina” (stąd: sinologia). W języku polskim początkowo również pisano „China”, czytając „ch” według polskich zwyczajów, z czasem jednak przyjęto formę liczby mnogiej, czyli „Chiny” (podobnie było zresztą z Indiami).
Sami Chińczycy najchętniej mówią o swojej ojczyźnie „Zhongguo” czyli „Państwo Środka”.

Informacje praktyczne (2009 r.):

Wiza: Aktualnie wiza chińska (jedno lub dwukrotna) kosztuje 220 zł, a załatwia się ją w ciągu kilku dni w Ambasadzie ChRL w Warszawie.
Waluta: juany; 1 dolar =  6,8 yuanów, 10 yuanów = 4,6 zł. Z wymianą pieniędzy w Chinach nie ma żadnego problemu – wszędzie obowiązuje ten sam kurs, czy to na lotnisku, w banku w mieście czy w hotelu.
Jak się dostać: Do Xian można dolecieć samolotem (z Pekinu ok. 1000 yuanów), albo dojechać pociągiem. Za 11-godzinną podróż z Pekinu nocnym pociągiem w wagonie sypialnym zapłacimy 420 yuanów.
Noclegi: Najtańsze noclegi zaczynają się od ok. 5 dol. od osoby, eleganckie hotele dla turystów to już wydatek min. kilkudziesięciu dolarów.
Ceny atrakcji: wypożyczenie rowerów na murach – 20 yuanów za 100 minut, objechanie murów busikiem – 50 yuanów, wstęp do Terakotowej Armii – 90 yuanów, wtęp do neolitycznej wioski Banpo – 35 yuanów.
Internet: http://en1.xian-tourism.com/ , www.chinatours.pl/xian.html

Back to top