Salary pod wulkanami
Hits: 4736

 

chile - na atacamie.jpgATACAMA (CHILE)

-Wstawaj, jesteśmy w San Pedro! - po całonocnej podróży autobusem kierowca ledwo może mnie dobudzić. -Ale dziura! - myślę przecierając oczy. Nawet dworca autobusowego z prawdziwego zdarzenia nie ma. Dookoła nic, tylko pustynia. Ale to przecież właśnie ona, Atacama, najbardziej sucha pustynia świata, mnie tu przyciągnęła.

 

 

Miasteczko San Pedro de Atacama to kilka ulic na krzyż, domy zbudowane z cegieł adobe (suszona na słońcu mieszanina gliny i słomy) i około tysiąca stałych mieszkańców, żyjących głównie z turystów. Nie lubię miejsc obleganych przez turystów, a tu co drugi dom to albo restauracja, albo hostel. Sama nie wiem dlaczego akurat to miejsce stało się moim ulubionym w całym Chile. To znaczy wiem: bo ma to "coś", co sprawia, że jest tu po prostu swojsko. Poza tym tyle tu w  okolicy ciekawych miejsc do oglądania!

atacama-kosciolek.jpg- Łóżko potrzebujesz? Indianka z warkoczami, mówiąca na co dzień w języku ajmara, telepatycznie rozpoznaje moje potrzeby. -Pięć dolarów! - rzuca. Staje na czterech i obie strony są zadowolone.

W pokoju do którego chwilę potem się wprowadzam mieszka już Filip - Belg, który od trzech dni próbuje wyjechać do Argentyny. Argentyna, "dzięki" problemom ekonomicznym, stała się tak tania, że aż wymarzona do podróży. Problem w tym, że ze względu na opady śniegu (jest czerwiec, czyli południowoamerykańska zima) górskie przełęcze stały się nieprzejezdne. Czekając na odśnieżenie dróg Filip się nudzi. - Jedziemy zobaczyć Valle de la Luna - Księżycową Dolinę - postanawia patrząc na mnie. "Jedziemy!" oznacza tak naprawdę wykupienie wycieczki. Inaczej się nie da, bo odległości są zbyt duże jak na spacer w skwarze dnia, lokalnej komunikacji nie ma, na autostop też nie ma co liczyć. Ale wycieczki są tanie, dostosowane do możliwości licznie tu przyjeżdżających tzw. plecakowiczów.

atacama - dolina ksiezyca.jpg Co chwila mamy "fotostopy". Zerodowane skały tworzą naprawdę niesamowite krajobrazy - faktycznie jakby z innej planety. W oddali majaczy zarys Kordyliery Domeyki (większość Chilijczyków wie, że to na cześć naszego rodaka, który przez 50 lat pracował w Chile), widać też salar Atacama i liczne wulkany. Są też trzy samotne skałki - "Trzy Marie", jak nazwał je belgijski misjonarz Alfred Le Paige (zm. 1980), który oprócz działań duszpasterskich zajmował się też eksplorowaniem tej okolicy.

Słońce jest już bardzo nisko, gdy wdrapujemy się na ogromną wydmę. Zaczyna się spektakl barw - skały zabarwiają się na czerwono, niebo także. No i na koniec ogromna frajda jaką jest zejście z wydmy, a raczej spontaniczne tarzanie się, turlanie, fikołki i w końcu długie wytrzepywanie się z piachu.

Gdy wracamy do miasteczka jest już noc. Na pustyni Atacama, słynącej z niezwykłej przejrzystości powietrza, oznacza to niebo rozświetlone milionem gwiazd. Szukam Krzyża Południa - w końcu to już druga półkula.


Pięć lat za wikunię


atacama-parowy gejzer.jpg Nie znoszę wstawania o świcie i dlatego też wyjazd na wycieczkę o 4 rano nie wzbudza mego entuzjazmu. Kiedy po dwóch godzinach jazdy dojeżdżamy do celu, ciągle jest ciemno, ale na tle gór widzę mnóstwo obłoków pary. Ruben, przewodnik, ostrzega: -Widzicie ten gejzer? Nazywają go gejzerem Francuza. Biedny Francuz podszedł za blisko, a jak go wyciągnęli był już prawie ugotowany. Trzy dni konał... Oczywiście po takiej historyjce profilaktycznie nie podchodzimy za blisko...

Jest okropnie zimno. Mam na sobie wszystkie ciepłe rzeczy, a i tak szczękam zębami. Okoliczne strumienie są pozamarzane. Wcale nie pociesza mnie, że jak twierdzą miejscowi, i tak największe mrozy dopiero nadejdą - na początku lipca temperatury spadają w nocy nawet do minus 25 stopni. Na szczęście w dzień jest gorąco. Zaraz po wschodzie słońca zdejmuję kurtkę, w południe mam już na sobie tylko koszulkę bez rękawków.

atacama 1.jpgGejzery najlepiej oglądać o świcie, bo wtedy są najbardziej aktywne. W sumie jest ich około 40. Największy, El Tatio, wybucha na wysokość kilkanastu metrów. Nie jest to jednak słup wody lecz para. Przewodnik tłumaczy: - To teren, należący do piątki najbardziej aktywnych geotermicznie terenów naszego globu (pozostałe to: amerykański park Yellowstone, okolice Rotorua w Nowej Zelandii, Islandia i rosyjska Kamczatka). I dodaje: - A ponieważ jesteśmy na wysokości 4320 metrów n.p.m., jest to zarazem najwyżej światowe położone pole gejzerów.

Niestety, póki co nie znaleziono sposobu na wykorzystanie geotermalnej energii. Wprawdzie prace w tym zakresie podejmowano już w latach 20. XX wieku, a potem w 60., okazuje się, że koszt produkcji i wysyłania energii z gejzerów jest czterokrotnie wyższy od dotychczas stosowanych metod. Problemem jest m.in. wysokie zmineralizowanie tutejszych wód - co dwa tygodnie trzeba byłoby wymieniać filtry.

atacama-kapiel.jpg Oglądamy gejzery i obramowane kolorowymi minerałami fumarole, w których bulgoce woda o temperaturze dochodzącej do 85 stopni. Potem przerwa na śniadanie (m.in. ugotowane w fumarolach jaja) i herbatkę z koki, która w Ameryce Południowej jest oficjalnie dozwolona, a na takich wysokościach - wręcz zalecana. Później Ruben zachęca nas do kąpieli w termalnym basenie. Pławią się już tam jacyś Niemcy, nas jednak bardziej interesują wizkacze, czyli lokalne króliki, na które chętnie się tu poluje. W drodze powrotnej drogę przebiega nam także zorro, jak po hiszpańsku nazywa się lisa, a także liczne wikunie, które wraz ze swoimi krewniaczkami  - alpakami, guanako i udomowionymi lamami należą do rodziny... wielbłądowatych. Wikunie są pod ochroną - za ich zabicie grozi kara 5 lat więzienia. W ten sposób ratuje się te zwierzęta przed groźbą wyginięcia. Wyroby z ich wełny są bardzo drogie, bowiem uważa się, że to drugi co do szlachetności materiał po jedwabiu. Jedno tradycyjne ponczo oznacza śmierć 15 wikuni, jako że ostrzyżone zwierzaki w tym klimacie giną.

atacama - droga ze sniegiem.jpg Widoki są obłędne. Najpierw typowe krajobrazy altiplano - wysokogórska równina porośnięta żółtawo-czerwonawą trawą, a w tle - ośnieżone stożki wulkanów. W Chile jest ok. 3 tys. wulkanów, z czego ponad 300 aktywnych!

Mijamy opustoszałą wioskę. - Ruben tłumaczy: - Kiedyś mieszkali tu górnicy z kopalni siarki. Co do bogactw mineralnych to sporo ich na Atacamie. Są tu także boraksy i lit. - 40 proc. światowych rezerw litu jest właśnie tutaj. Jeśli kupujecie japońskie baterie litowe, to dużo szansa, że powstały one właśnie dzięki dostawom z Chile - mówi z dumą.

Dopiero teraz, za dnia, możemy docenić kunszt prowadzenia samochodu przez naszego przewodnika-kierowcę. Kilka razy przejeżdżamy przez rzeki (ponoć są w niej pstrągi), grzęźniemy w śniegu, w końcu - zjeżdżamy prawie 2 tys. metrów w dół terenową drogą wijącą się serpentynami nad przepaścią. Dla Rubena to jednak normalka.

 

Rowerem do ruin


atacama-rower.jpg San Pedro de Atacama też samo w sobie jest ciekawe. Jego centrum wyznacza Plaza de Armas, czyli Plac Broni - miejsce o tej nazwie znajduje się w centrum niemal każdego chilijskiego (i peruwiańskiego) miasta. Stojący tu kościół Iglesia San Pedro zbudowano w 1641 roku zamiast gwoździ używając specjalnych pasów skórzanych!

Zaglądam do lokalnego muzeum, noszącego imię wspomnianego już Gustavo le Paige`a - belgijskiego misjonarza, a zarazem archeologa, który  w 1955 zaczął organizować tę placówkę. Ekspozycja jest bardzo ciekawa - zwłaszcza szokujące mumie i szkielety w dzbanach grzebalnych. Niestety, jeśli nie znamy hiszpańskiego, to sporo stracimy, jako że objaśnień w innych językach nie przewidziano.
atacama- z rowerem.jpg
Jeśli interesuje nas archeologia mamy w pobliżu San Pedro miejsca, które warto odwiedzić. Najbardziej spektakularne to Pukara de Quitor - XII-wieczny kamienny fort wybudowany na zboczu góry, najważniejsze w tym rejonie centrum przedinkaskiej kultury. Z góry rozciąga się doskonały widok na aluwialną rzekę i wyrosłą nad nią oazę. Z miasta do ruin jest zaledwie 3 km - jeśli nie chcemy iść, można pożyczyć rower, choć po drodze musimy trzy razy pokonać rzekę (płytko, ale buty trzeba zdjąć). Natomiast bez żadnych przeszkód dojedziemy rowerem do położonych z innej strony miasta (dystans 9 km) ruin osady Tulor. W okrągłych domach powstałych ok. 800 lat p.n.e. mieszkało w sumie ok. 200 osób. Na przestrzeni wieków osada została zasypana piaskami pustyni. Dopiero niedawno odkopano ją, w czym główny udział miała pewna młoda Francuzka. Finałem była podwójna miłość - do Chilijczyka (dziś to już mąż) i do miejsca. Teraz przedsiębiorcza para prowadzi najlepszy w San Pedro hotel nazwany "Tulor", z bungalowami stylizowanymi na zabudowania z wykopalisk.
 
W San Pedro najprzyjemniej jest wieczorem, kiedy otwarte są wszystkie knajpki, sklepy, nawet biura turystyczne. Hasło "Polska" szybko zjednuje mi nowych znajomych. Poznaję pracującą tu Czeszkę, przystojny Robertino częstuje mnie grzanym winem, ktoś zaczyna dyskusję o naszych piłkarzach, a jeszcze komuś przypomina się, że był kiedyś w tych stronach prezydent Kwaśniewski. - A ta żona prezydenta - jaką ona ma latynoską urodę! - wysłuchuję.

 

Za przełęczą - Boliwia


atacama - boliwijska laguna i auto.jpg San Pedro to również punkt wypadowy do Boliwii. Standardem są 5-6 dniowe wycieczki jeepami, choć możemy zrobić sobie też wyjazd jednodniowy, a nawet półdniowy, nad malownicze laguny Blanco i Verde (Białą i Zieloną).  Chilijską kontrolę paszportową zalicza się już na przedmieściach San Pedro, ale do właściwej granicy jedziemy jeszcze ok. półtorej godziny. Owa granica to przełęcz na wysokości 4500 metrów n.p.m., chroniący od wiatrów barak w którym załatwia się formalności i pełniący funkcję słupka granicznego kaktus.

Laguny są tuż za granicą. Szczególnie urokliwa jest Zielona - nazwa wcale nie jest naciągana, bo dzięki związkom wapnia i miedzi kolor wody jest naprawdę ciemno-zielony. Poza tym w przeciwieństwie do płytkiej "Białej" siostry, po której, jak ją skuje lód, można jeździć nawet samochodem, głęboka na 45 metrów laguna Zielona zimą nie zamarza.

atacama-salar.jpg W pobliżu jest też jeziorko z wodą termalną, ale przy zimowych wiatrzyskach chętnych do kąpieli brak.  Zresztą komu w głowie kapiel, jak wszyscy są zajęci Holendrem, który zaciął się scyzorykiem. Rana nie jest głęboka, ale krew leje się wartko i nie można jej zatamować. To efekt przebywania na dużej wysokości. -Nasikaj na palec i ci przejdzie - radzi miejscowy Indianin. Rzeczywiście, pomysł się sprawdza!

Wysokości w Ameryce Południowej wielu turystów szokują. Tutaj poziom 5 tys. metrów łatwo można zdobyć... samochodem. Siedząc nad laguną przyglądam się stojącemu przy granicy (choć należącemu już do Chile) wulkanowi Licancabur. Jego wysokość to 5916 m  - prawie tyle samo co Kilimandżaro! Tyle że na Kilimandżaro wchodziłam 6 dni, a zdobycie Licancabur to w sumie kilkugodzinna, wcale nie trudna wycieczka.

 

Kicz z flamingami


atacama-wysuszona gleba.jpg Alternatywą dla zachodu słońca w Dolinie Księżycowej jest wycieczka na zachód słońca nad salarem Atacama. Najpierw jednak warto zatrzymać się w położonym 40 km od San Pedro miasteczku Toconao. Mamy tam ciekawy, XVIII wieczny kościół Iglesia de San Lucas i kilka sklepików, w których jeśli nawet nie zamierzamy kupować, warto popatrzeć np. na wyroby z wełny lamy. W pobliżu Tocanao zobaczymy też miejsce, w którym na pewno zapomnimy, że znajdujemy się na tak suchej pustyni. To Wąwóz de Jerez, w którym wokół zasobnej w czystą wodę rzeki urządzono ogródki. Każdy mieszkaniec Tocanao ma prawo do bezpłatnej działki w tym rejonie, a rosną tu głównie drzewa owocowe. Na stromych skałach możemy dopatrzeć się rysunków naskalnych.

Wsiadamy do samochodu i niedługo potem jesteśmy już nad największym w Chile słonym jeziorem (powierzchnia 4 tys. km kw.). Właściwie Salar de Atacama  obecnie już niemal w całości wyparował, tak więc określenie "jezioro" nie jest już do końca właściwe. Biały nalot na bruzdach gleby to sól - tutejszy salar to największe źródło soli w całym kraju. Dopiero po dłuższej jeździe w końcu pojawia się woda - to tzw. Laguna Chaxa, nad którą zbiera się ptactwo wodne, a zwłaszcza flamingi. Latem (czyli naszą zimą) są tu ich tysiące, ale podczas mojej wizyty jest tylko kilka "dyżurnych". Nie zawodzi nas za to zachód słońca - ośnieżone szczyty wulkanów zabarwione na różowo odbijają się w wodach laguny. Niby kicz, ale taki, jaki każdy lubi.

 

Informacje praktyczne:.chile-droga do valle luna.jpg

Dojazd do San Pedro: Przejazd autobusem z Santiago (ze stolicy) trwa ok. 20 godzin (na szczęście autobusy są bardzo wygodne), a bilet kosztuje ok. 25 dol. Można też pokonać tę trasę samolotem.
Noclegi: w miasteczku jest mnóstwo tanich hosteli w których ceny zaczynają się od 4 dolarów od osoby. Za najlepszy uchodzi hotel "Tulor", http://www.tulor.cl .
Informacje: http://www.sanpedroatacama.com

Back to top