Kawałek Wielkiego Jabłka
Hits: 6088

NOWY JORK

Jednym Manhattan się podoba, innym nie. Jedni są nim zafascynowani, inni zmęczeni, przytłoczeni. Są tacy, którzy marzą o życiu tutaj, ale nie brak też i tych, którzy nie mogą zrozumieć, jak w takim "mrowisku" można wytrzymać.


Rodowici mieszkańcy tych terenów, Indianie, już przed wiekami dzisiejsze serce Nowego Jorku nazywali "Manhattan", czyli "wyspa wzgórz". Pierwszym Europejczykiem, który tu dotarł, był w roku 1524 Giovanni da Verrazano  - włoski podróżnik, którego imię nosi teraz jeden z nowojorskich mostów. Niecały wiek później, składająca się z fortu i 30 domów osada nazwana Nowym Amsterdamem, stała się stolicą powstałej w tym rejonie holenderskiej kolonii. W tym też czasie zmieniły się układy własnościowe - w roku 1626, za równowartość 24 dolarów, Manhattan został wykupiony od Indian. A że wkrótce kontrolę nad kolonią przejęli Anglicy, miasto zaczęto nazywać Nowym Jorkiem, zaś językiem urzędowym stał się  angielski.

nyc-world trade.jpg Dzisiaj Manhattan to tylko jedna z pięciu dzielnic New York City (w skrócie - NYC). Po prostu - kawałek "Wielkiego Jabłka", bo tak właśnie potocznie nazywa się Nowy Jork. Za to jest to niewątpliwie dzielnica  najsłynniejsza. W rzeczywistości jest to rozciągnięta wyspa (długość 21 km, szerokość - zaledwie 3,7 km), na której mieszka ponad 1,5 ludzi. Nierzadko, zwłaszcza w okolicach słynnej Wall Street, czujemy się niczym w lesie wieżowców - stoi tu ok. 200 drapaczy chmur, wśród których, po zburzeniu 110 piętrowych wież World Trade Center, najwyższym jest obecnie Empire State Building. Rozsławiony w filmie o King Kongu budynek, już dość leciwy (powstał w 1931 roku), ma 381 m wysokości, a z iglicą - 433. Raz w roku rozgrywany jest wyścig we wbieganiu po 1860 schodach na jego szczyt - rekord wynosi 11 minut!

Spojrzenie w dół z tarasu widokowego na 102 piętrze Empire Builiding, przyprawia o zawrót głowy. -Ta ulica to Broadway, tamta to Piąta Aleja, a niewielki punkt w oddali to Statua Wolności - tłumaczy grupie przewodnik. Dzięki licznym filmom, reklamom czy wideoklipom kręconym w Nowym Jorku, nawet nie będąc tutaj nigdy, ma się wrażenie, że dobrze zna się miasto.

Co dalej z Ground Zero?

nowy jork - grand zero.jpg Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie kilka lat temu wjazd na taras widokowy na 107 piętrze World Trade Center. Teraz po wielkich budynkach pozostał tylko wielki, pusty plac. Trochę to przygnębiające, tym bardziej, że mam wrażenie że owe "Ground Zero" stało się po prostu kolejną komercyjną turystyczną atrakcją. Turyści oblegają dziury w płocie, kupują plakaty z widokiem bliźniaczych wież, zaś wśród pamiątkowych koszulek hitem są te z emblematami nowojorskich strażaków.

Jarmarczny nastrój zamienia się w pełen powagi przy murze, na którym wywieszona jest lista ofiar, zdjęcia, świeże kwiaty oraz flagi (wśród nich - biało-czerwona). Do tragedii 11 września nawiązuje też podtopiona w pożarze metalowa kula pokazywana teraz w Parku Battery, a wcześniej stojąca przez długi czas przed WTC. Teraz pali się przy niej symboliczny ogień. Co powstanie w miejscu dawnych wieżowców? Spotkany Polak tłumaczy: -Wśród różnych koncepcji jest też i taka, że wybuduje się tu budynek dla Organizacji Narodów Zjednoczonych. W tym, który jest teraz (w drugiej części Manhattanu; można go zwiedzać) biura ONZ już się nie mieszczą. Może to i dobry pomysł, bowiem w tak symbolicznym miejscu jak dawne WTC, żadne komercyjne obiekty po prostu nie pasują.

Francuski podarunek


nyc-statua.jpg Z nabrzeża przy Battery Park odpływają statki na Liberty Island, gdzie stoi Statua Wolności. Najpierw jednak czeka nas stanie w kolejce i dokładna kontrola wnoszonego bagażu. Kiedy w końcu ruszamy, trzaskają migawki aparatów - każdy chce uwiecznić widok Manhattanu od strony wody, przypominając sobie przy tym, w którym miejscu stało WTC.

Pod statuą - rozczarowanie. -To ona taka mała? To pozory - sprezentowany w 1886 roku przez Francję posąg waży ponad 200 ton i ma 107 m wysokości. Sam palec wskazujący  mierzy prawie 2,5 metra! Ogrom konstrukcji można było niegdyś docenić wchodząc na koronę wielkiej pani - trzeba było pokonać przy tym 354 schody. -Niestety, teraz już nie ma takiej możliwości - informuje przewodniczka. -To po 11 września? - upewnia się ktoś z grupy. Okazuje się, że statuę zamknięto już wcześniej.

W drodze powrotnej jeszcze przystanek na Ellis Island, gdzie w latach 1892-1954 znajdował się ośrodek przyjęć emigrantów. Dla Amerykanów to bardzo ważne miejsce - mogą tu znaleźć informacje o swoich przodkach, doszukać się korzeni, wyłowić nazwiska swoich krewnych na tzw. Murze Chwały, albo za "drobną opłatą" (min. 100 dol.), dopisać się do długiej listy na owym murze.

Sztuka i szpiegowanie

Po tygodniu intensywnego zwiedzania, Manhattanu ciągle go nie znam. Tyle tu do zobaczenia, że nawet czasu na jedzenie szkoda. Nie ma jednak problemu, by zjeść coś "na szybko". Już od samego rana pojawiają się na ulicach  ruchome wózki, do których ustawiają się kolejki śpieszących do biur ludzi. To właśnie sposób na tanie nyc-gielda z flaga.jpgśniadanie - zestaw: kawa w plastikowym kubku plus ciastko/buła  kosztuje około 1,5 dol. W ciągu dnia wózki oferują hot-dogi i typowe obwarzanki - bajgle.

Ja tymczasem wertuję folder z listą muzeów. Pod tym względem może Nowy Jork zaimponować - muzeów jest ponad 150, nie mówiąc o ok. 400 galeriach. Takie muzea jak Metropolitan Museum of Art, Museum of Modern Art (m.in. dzieła Cezannea, Gaugina, Van Gogha, ale i np. Warhola), czy Frick Collection z obrazami El Greco`a, Rembrandta, Van Eyck`a, Veronese`a,  chińską porcelaną i meblami Marii Antoniny - po prostu trzeba zobaczyć. Nie mniej ciekawe jest osobliwe, już nawt w architektonicznej formie, muzeum S. Guggenheim`a, a w nim - prace Degasa, Kandinsky`ego, Chagalla, Picassa. Ale że nie samą sztuką człowiek żyje, stąd taka popularność np. Interpid Sea Air Space Museum, w którym mamy okazję pospacerować po lotniskowcu, zajrzeć do łodzi podwodnej i bez obawy o łamanie tajemnic wojskowych obfotografować najszybszy w świecie samolot szpiegowski A-12 Blackbird. Z kolei American Museum of Natural History to największe muzeum przyrodnicze świata. Zobaczymy w nim dinozaury, ponad 30-metrowego wieloryba, stado wypchanych słoni, jest też sala meteorytów, minerałów i kamieni szlachetnych.

Nowojorski bigos

nyc-ulica.jpg Nowy Jork to niesamowity tygiel narodowościowy. Emigranci lubią trzymać się razem ze swymi rodakami, co widać na Manhattanie, zwłaszcza w rejonie East Village. Stosunkowo niedawno miała tu mieszkanie... Madonna, jeszcze zanim została gwiazdą.  Niegdyś, na początku XX wieku, zamieszkiwali tu także przybysze z Polski, o czym przypomina tzw. Polska Katedra p.w. Stanisława Biskupa i Męczennika.

Spacer po East Village przypomina wycieczkę dookoła świata. Prawie ćwierćmilionowe China Town to największe skupisko Chińczyków poza Azją. Także 1,75 mln komuna żydowska jest największą poza Izraelem. Jest też Mała Italia i osiedla hinduskie z Sikhami oferującymi kadzidełka czycurry.

Co do Polaków, to przenieśli się na Greenpoint. Wprawdzie to już nie Manhattan, lecz Brooklyn, ale zaledwie kilka przystanków metrem sprawia, że postanawiam się tam przejechać. Czuję się zupełnie jak w kraju. W kiosku - polskie gazety, na płocie - afisze zapraszające na koncert "De Mono", z budki telefonicznej dobiega polski język. Idę główną ulicą... Jest polska księgarnia, apteka "Chopin", na rogu kusi sklep Wedla. W sprzedaży, a jakże, są wedlowskie torciki. Cena - 3 dol.  - dokładnie tyle, nyc-polacy.jpgile płaciłam za nie w strefie wolnocłowej na Okęciu, by zabrać je w prezencie dla mojej "amerykańskiej" rodziny.  Wszystko tu jest - nawet kiełbasa krakowska i normalny chleb - Polacy z innych dzielnic mając dość bezsmakowych produktów z amerykańskich supermarketów przyjeżdżają tu po zakupy. Na miejscu, w restauracji można zjeść bigos, flaki (3,2 dol.) i pierogi z kapustą i grzybami (4,7 dol.).

Wracam na Manhattan. W ramach swojej "etnicznej" wycieczki, wysiadam z metra na przystanku "125th St." To już zamieszkały przez murzyńską ludność Harlem. Rejon ten nie ma zbyt dobrej opinii wśród białych nowojorczyków, ale zwykle są to opowieści mocno przejaskrawione. Jeśli nie podoba nam się propozycja samodzielnego spaceru, możemy przyjechać w ramach wycieczek organizowanych przez lokalne biura turystyczne. Warto zobaczyć m.in. teatr "Apollo" (do roku 1934 dostępny tylko dla białych), a na obrzeżach dzielnicy - tzw. Wzgórza Hamilton z bardzo ładnymi domami, burzącymi mit Harlemu jako dzielnicy nędzy. Mnie porywają odgłosy z... kościoła. Trwa akurat spotkanie czarnoskórej ludności z Billem Clintonem i jego małżonką - Hilary. Stoję tuż obok byłego prezydenta. Atmosfera - fantastyczna - muzyka gospel, ogólne podrygiwanie, okrzyki, owacje.

Chwile wyciszenia


Najwęższy dom na Manhattanie Oazą zieleni w centrum Manhattanu jest Central Park - jedno z ulubionych miejsc spędzania wolnego czasu przez nowojorczyków. Latem można się tu poopalać i popływać łódkami po jeziorze, są bryczki, a po alejkach przewijają się tłumy biegających lub jeżdżących na rolkach. Wśród ciekawych pomników jest m.in. autentyczny starożytny obelisk zwany Igłą Kleopatry i - w jego pobliżu - pomnik Władysława Jagiełły na koniu. Część parku wydzielono jako tzw. Strawberry Fields - "ogród pokoju" ku czci  zamordowanego w pobliżu Johna Lennona, Zamach miał miejsce przed luksusowym domem zwanym Dakota. W jednym z apartamentów Dakoty kręcono sceny  filmu "Dziecko Rosemary" Polańskiego.

Krótki spacer i jestem przy bezwyznaniowej katedrze św. Jana the Divine. Zdaniem Amerykanów to największa gotycka katedra świata. Głoszący tę tezę zapominają, że prawdziwy gotyk był kilkaset lat temu, a "gotyk" na Manhattanie buduje się od ponad 100 lat (i jak na razie końca nie widać). Natomiast na pewno trzeba się zgodzić, iż największą katedrą katolicką w USA (Amerykanie uwielbiają określenia "naj...") jest powstała w 1879 roku na Manhattanie katedra św. Patryka. Znajdziemy w niej nawet kaplicę "naszego" św. Stanisława Kostki.

I jeszcze jeden ważny kościół, na rogu Broadwayu i Wall Street, nieopodal strefy "Grand Zero". Chodzi o Trinity Church. Na otaczającym go cmentarzu pochowany jest m.in. mąż stanu - A. Hamilton i wynalazca parowców - R. Fulton.

Manhattan by night

Wieczorem Nowy Jork nabiera nowego kolorytu. Dzięki ogromnym neonom i reklamom najbarwniej jest przy Times Square. Za wiszące tu billbordy płaci się miesięcznie po 150 tys. dolarów. Przelewający się potok ludzki, klaksony charakterystycznych żółtych taksówek (w Nowym Jorku jeździ ich ok. 12 tys.), nyc-noc.jpgnawoływania Hindusów z okolicznych sklepów, sprawiają wrażenie wielkiego chaosu.  Wszyscy się gdzieś śpieszą - jedni - na kolacje do restauracji, inni - na broadwayowskie przedstawienia, jakiś szkrab ciągnie rodziców do znajdującego się tu, ponoć największego w świecie, sklepu z zabawkami.

Ciekawie nocą wygląda Empire State Building. W zależności od okazji, różnie się go podświetla. Np. na dzień  św. Patryka - na zielono, 4 lipca (amerykański Dzień Niepodległości) we flagowe barwy, czyli na czerwono, biało i niebiesko, na Walentynki - tylko czerwono.

Niestety, nie udaje nam się spotkać Woody Allena, który w  poniedziałki gra na klarnecie w Michael`s  Pub (jest czwartek). Lądujemy za to w Hard Rock Cafe gdzie zziębnięci zamawiamy herbatę. Kelnerka przynosi... Ice Tea (mrożoną herbatę). Od tej pory wiemy, że to co nam wydaje się oczywiste, Amerykanom - niekoniecznie.

Zanim około północy wsiądziemy do metra, mamy jeszcze jedną rozrywkę - popisy brake dance w wykonaniu czarnoskórych chłopców sprawiających wrażenie jakby byli z gumy. Zresztą metro samo w sobie jest ciekawe - nawet zwykłe obserwowanie pasażerów jest rozrywką. W znalezieniu wejścia (bo metro funkcjonuje 24 godziny na dobę) pomogą nam podświetlone nocą kule - zielona oznacza wejście otwarte non-stop, czerwona - tylko w określonych godzinach.

Owoc na drzewie sukcesu


nyc-bus.jpg Pozostaje wyjaśnić, dlaczego Nowy Jork nazywa się "Wielkim Jabłkiem ("Big Apple"). Historia tego symbolu sięga lat 20. XX stulecia. Jeden z dziennikarzy piszący o wyścigach konnych,  przypadkowo usłyszał, jak dżokeje mówią o torze wyścigowym w Nowym Jorku: "big apple". Wykorzystał ten zwrot i nazwał redagowaną przez siebie kolumnę "Dookoła Wielkiego Jabłka". Od tej pory nazwa ta stała się synonimem odbywających się w Nowym Jorku gonitw.

Dekadę później muzycy jazzowi zaczęli stosować termin "big  apple" w odniesieniu do  Nowego Jorku jako miasta, a zwłaszcza - do Harlemu, który uważali za światową stolicę jazzu. Mówiono: "Wiele jest jabłek na drzewie sukcesu, ale jeśli osiągniesz Nowy Jork, oznacza to że zdobyłeś Wielkie Jabłko". Jednak tak naprawdę dopiero kampania promocyjna w 1971 rok spopularyzowała wspomnianą nazwę i symbol. Dziś dorodne, czerwone jabłko znajdziemy w mieście na każdym kroku - na plakatach, koszulkach, w gazetach - po prostu wszędzie.



Internet: http://www.bigapplegreeter.org , http://www.nycvisit.com , http://www.citypass.com

Back to top