Arktyczne pomidory
Hits: 3342

 INUVIK (PÓŁNOCNA KANADA)

Czy hala do hokeja może mieć coś wspólnego z ogródkami działkowymi? Może, i to wiele. Przekonać się o tym można w kanadyjskiej Arktyce, 200 km na północ od kręgu polarnego

Inuvik to najdalej na północ wysunięte kanadyjskie miasto. Większość z 3,5 tysiąca tutejszych mieszkańców stanowią Inuici (nazwy „Eskimosi” nie lubią) oraz Indianie z plemienia Gwich`in, chociaż napływowych Kanadyjczyków z południa, tęskniących za roślinnością inną niż mchy czy porosty i domowymi ogródkami, też trochę tutaj jest. Problem w tym, że w arktycznych warunkach o uprawach pod gołym niebem nie ma co marzyć. Lato, choć całkiem ciepłe, jest zbyt krótkie, a w pozostałych miesiącach oprócz zimna i śnieżnych zawiei, doskwiera także niedostatek słonecznego światła. I do tego gleby – nieurodzajne, z płytko zalegającą warstwą wiecznej zmarzliny. –Nie bez powodu od wieków były to tereny słynne z polowań na niedźwiedzie czy renifery, a nie uprawiania pól... – śmieją się miejscowi.


Grządki na lodowisku

greenhouse2.jpgMarzenie o własnych kwiatach czy warzywach jest w Arktyce poparte ekonomią – w miejscowym hipermarkecie można wszystko kupić, ale ze względu na koszty transportu, ceny są horrendalne. W Inuvik marzeniom pomógł los - w 1999 roku w mieście zburzono starą szkołę, ale należąca do niej wielka, niewykorzystywana hala hokejowa, pozostała. Postanowiono przerobić ją na megaszklarnię.

Jak wymyślono, tak zrobiono. O hokejowej przeszłości Invuik Community Greenhouse  przypominają widoczne na jednej ze ścian ślady po uderzeniach krążka, ale najważniejsze, że w miarę szybko  4 tysiące metrów kwadratowych powierzchni zamieniło się w szachownicę 74 poletek. Standardowe poletko ma wymiary 3 x 1,2 m i za kwotę stu dolarów rocznie może wynająć je każdy kto chce. Chętnych jest zwykle więcej niż działek, w związku z czym nowym ogrodnikom daje się na początku tylko połowę poletka (za co płacą 50 dolarów), a na zwiększenie powierzchni mogą liczyć  dopiero kiedy się coś zwolni. Do wspomnianej opłaty za „dzierżawę” dolicza się jeszcze 25 dolarów jednorazowej „opłaty członkowskiej” (rodziny liczy się tak jak jedną osobę), bo szklarniowa społeczność to rodzaj klubu. Poza tym dochodzi konieczność odpracowania na rzecz szklarni 15 godzin rocznie; ci, którzy na prace społeczne nie mają czasu, mogą wykupić się finansowo. Wykonania prac nikt nie kontroluje, wszystko opiera się na uczciwości. System jest prosty: przy wejściu wisi lista tego, co powinno być zrobione, a osoba, która się daną rzeczą zajęła, w zostawionym zeszycie wpisuje jaką pracę wykonała i ile czasu jej to zajęło.


Dla siebie i dla innych

greenhouse5.jpgKiedy odwiedzam Greenhouse w Inuvik, jest środek lipca. W Arktyce jest to czas białych nocy, co oznacza że nawet o pierwszej, drugiej w nocy, słońce jest wysoko na niebie, zapewniając w szklarni ciepło i naświetlanie przez 24 godziny na dobę. W szklarni zielono, bo to tutaj pełnia ogrodniczego sezonu. W samym środku zimy, kiedy dla odmiany cały czas jest ciemno (chyba że świeci zorza polarna), szklarnia nie funkcjonuje. Uruchamia się ją ponownie w maju, natomiast koniec działkowego sezonu przypada we wrześniu.

Wchodzę trochę nieśmiało i jeszcze nie zdążam się dobrze rozejrzeć, a już uśmiecha się do mnie para sympatycznych starszych ludzi. Jimmy maluje ławkę – to w ramach wspomnianych „prac społecznych”. Jego żona, Alice, sprawdza jak tam z dojrzewaniem rzodkiewek. –Mamy tu także ogórki, szczypiorek, pomidory… - wylicza z dumą. –Wiesz, kiedy mieszkałam w Montrealu, uprawiałam w przydomowych ogródku praktycznie to samo, ale tutaj, wyrosłe blisko bieguna, cieszy chyba bardziej – opowiada.

Widząc moje zainteresowanie, Alice postanawia mnie po szklarni oprowadzić. –Tu jest kompost – mówi kiedy podchodzimy do wielkiej beczki. Z przyklejonej kartki wynika że każdy może sobie kompost wziąć, chociaż wypada do postawionej skarbonki wrzucić dolara za dzbanek. Produkcja kompostu odbywa się wspólnymi siłami. Przy wielkim pojemniku wypisano co do niego wsypywać (skorupki od jajek, kawowe fusy, torebki po zużytej herbacie, obierki po warzywach, ogryzki, liście itp.), a czego nie (mięso, plastik, chwasty, odchody kotów i psów etc.). –Wiesz, tu wszystko jest bardzo ekologiczne – mówi Alice. –Wszelkie materiały budowlane pochodzą z recyclingu, a jako doniczki do sadzonek używamy głównie kartonów po mleku.

greenhouse1.jpgMoją uwagę na jednym z poletek zwraca śmieszny krasnal dzierżący tabliczkę: „Mój ogrodnik wyjechał. Podlej mnie”. –My tu wszyscy sobie pomagamy. Uprawa grządek zbliża, jesteśmy jak jedna wielka rodzina – przekonuje Alice i prowadzi mnie do kuchni, która sprawia, że w wielkiej, przestronnej hali można poczuć się nieco bardziej domowo. Zawsze to miło w trakcie pracy zrobić sobie przerywnik na herbatę i porozmawiać z sąsiadem z drugiego poletka, albo nawet urządzić małe „garden party”. O porządek i urządzenie kuchni dba się wspólnie. Każdy po sobie sprząta, a na ścianie wisi kartka ze spontanicznie robionym spisem tego co by się przydało: toster, płyn do mycia naczyń, miska do sałatki… Na pewno znajdzie się ktoś, kto to przyniesie. Kolejnym przykładem współpracy jest wymiana plonami albo sadzonkami. W specjalnie wyznaczonym miejscu można zostawić coś dla innych. Jeśli chcemy coś zabrać, nie ma problemu, ale wypada zrewanżować się czymś od siebie.



Duma miasta


-To że mamy własne, świeże i pachnące warzywa, owoce czy kwiaty, w arktycznych warunkach jest bardzo ważne. To co jest w sklepach jest niby podobne, ale jednak jakościowo inne, nie mówiąc o tym, że wszystko drogie. A zresztą jaka to frajda wyhodować coś samemu – opowiada Alice. Oczywiście nie mniej ważne są inne korzyści, jak choćby to, że ludzie nie zamykają się w domach, chcą do szklarni przychodzić. Każdy z mieszkańców może mieć swoje poletko. Jeśli kogoś nie stać, bo na przykład jest biednym emerytem, może liczyć na zasponsorowanie opłat. To samo dotyczy poletek dla organizacji dziecięcych czy skupiających psychicznie chorych, dla których uprawa działki to forma zajęć.

greenhouse4.jpgSądząc po ogłoszeniach, w szklarni, czy przylegających do niej pomieszczeniach, ciągle coś się tutaj dzieje. A to szkolenia ogrodnicze, spotkania, wystawy, gra w bingo, kiermasze plonów czy sprzętów ogrodniczych, nawet przyjęcia czy śluby! W połowie sierpnia inuvicki Greenhouse gości  doroczne Targi Jesienne (w Arktyce sierpień to już jesień), w trakcie których najlepsi ogrodnicy mogą liczyć na nagrody. Część imprez ma charakter komercyjny, dzięki czemu szklarnia w dużej mierze zarabia na swoje utrzymanie (druga część dochodów to pomoc sponsorów). Widać, że szklarniowych działkowiczów łączy poczucie więzi i dumy. –Nie wiem jak na świecie, ale na pewno jesteśmy najbardziej na północ wysuniętą szklarnią Ameryki Północnej – śmieje się Alice.


Internet: Invuik Community Greenhouse - www.inuvikgreenhouse.com

Back to top