Czas na Algierię
Hits: 36325

ALGIERIA

Polscy turyści jakby zapomnieli o Algierii. Tymczasem to jeden z najbardziej fascynujących krajów basenu Morza Śródziemnego! Dużo tam do oglądania, jednak największym atutem są ludzie - uczynni, gościnni i bardzo barwni.

 Więcej zdjęć - w zakładce "Galeria" -> "Algieria"

 


Dla większości turystów przygoda z Algierią zaczyna się od Algieru. Mówi się o nim "Białe Miasto". Rzeczywiście - budynki, przynajmniej te w centrum, są białe z niebieskimi wykończeniami. Rozlokowane na wzgórzach nad portową zatoką Morza Śródziemnego sprawiają wrażenie zadbanej metropolii. Do tego szerokie ulice, parki, ukwiecone skwery i ludzie - ubrani zupełnie po europejsku. Trudno mi w Algierze uwierzyć, że jestem w stolicy kraju uważanego za konserwatywny i w pewnym algier - mowi sie ze to biale miasto.jpgsensie odizolowany od świata, przynajmniej w mniemaniu Polaków. Czuję się jak we Francji - ta architektura, pisane po francusku nazwy ulic... Trudno się dziwić - Francuzi wkroczyli na te tereny w 1830 roku, a potem, aż do roku 1962 Algieria była ich kolonią.

 
 
Lubią "naszych"


Dzień na zwiedzenie Algieru to mało bo dwumilionowe miasto jest bardzo rozległe. Samo kluczenie wąskimi uliczkami Kazby, najstarszej części miasta, zajmuje mi kilka godzin. Wiele budynków jest w opłakanym stanie - teraz w ich restaurowaniu pomagają polscy konserwatorzy zabytków. Zaglądam w ciasne podwórka, zagaduję rzemieślników z przydomowych warsztatów. Kazba to takie miasto w mieście - trochę przypomina warszawską starą Pragę.

algieria- z rodzina.jpgPo filiżance pysznej arabskiej kawy w przytulnej knajpce, wracam do bardziej cywilizowanych dzielnic -  zwiedzam muzeum Bardo z interesującym działem etnograficznym, następnie idę do stanowiącej doskonały punkt widokowy Bazyliki Notre Dame d`Afrique gdzie spotykam polską zakonnicę. Już następnego dnia tanią tutaj taksówką jadę pod pomnik Męczenników Rewolucji. Wzniesiony w 1982 roku na jednym ze wzgórz stumetrowej wysokości betonowy monument, widoczny z wielu punktów miasta, to dzieło Mariana Koniecznego. Naszych rodaków kiedyś w Algierii było mnóstwo - do pracy przyjeżdżał personel medyczny, nasi inżynierowi budowali tu drogi, na miejscowych uczelniach kształcili się polscy studenci arabistyki. Poniekąd pozostałością tamtych czasów są mieszane rodziny jakie do tej pory można spotkać, m.in. w Algierze. -Kim się czuję? Kiedy jestem tutaj podkreślam swoją polskość, ale na wakacjach w Polsce każdy widzi we mnie Algierkę - tłumaczy mi Ewa, córka Polki i Algierczyka (swoją drogą bardzo udane małżeństwo).

Siedzimy z Ewą w pubie i obserwujemy młode dziewczyny. Większość ma na sobie ciuchy nie różniące ich od rówieśniczek z Europy Zachodniej, ale zdarzają się i takie, które mimo dżinsów i modnej bluzki zakrywają włosy chustą albo wręcz noszą tradycyjną, długą abaję. W zależności od gustu i rodzinnych tradycji.

algieria - algier.jpg Kolejny wieczór dla odmiany spędzam w lokalnej… piwiarni. Jak na islamski kraj miejsce to zaskakujące, ale przecież jestem w stolicy. A propos alkoholi to Algieria produkuje również całkiem przyzwoite wina. Nie jestem pewna czy jako kobiecie wypada wejść do pełnego mężczyzn lokalu, jednak przyjazne gesty przełamują opory. W końcu zawsze to kolejna okazja do rozmów i poznawania obyczajów. -Z Polski jesteś? Za chwilę padają nazwiska naszych piłkarzy, wyraźnie cieszących się wśród Algierczyków dużą sympatią.
Schodzi na politykę i bezpieczeństwo. -Idealnej stabilizacji to jeszcze nie ma, ale wojna? Jaka  wojna? Skończyła się kilka lat temu. Teraz już normalnie żyjemy - przekonują panowie.
Jeden z moich rozmówców jest blondynem, ma jasną cerę i niebieskie oczy. -Nikt z mojej rodziny nawet nie był w Europie. Wyglądam tak, bo jestem Kabylem… - tłumaczy młodzieniec. Pochodzący z gór w pobliżu wybrzeża Kabylowie to tylko jedna z grup etnicznych tworzących mozaikę algierskich ludów. - Musisz pamiętać, że nie każdy Algierczyk jest Arabem. Kabylowie na przykład nie - my jesteśmy Berberami. Berber to nie Arab. Nie tylko wyglądamy inaczej, ale mamy też własny język, zwyczaje… - słucham wykładu.

Narty czy wielbłąd?


algieria-tuaregowie z wielbladem.jpg Algier to wizytówka Algierii, ale żeby poznać ten kraj trzeba jechać na Saharę. Pustynia zajmują 80 proc. powierzchni tego państwa, ponad siedem i pół raza większego od Polski. Odległości są tu ogromne - z samego południa, spod granicy z Mali do Algieru muszę pokonać 2 tys. km! Z drogami na szczęście jest w miarę dobrze, jednak o szczegółowym rozplanowaniu podróży zapomnijmy. Na Saharze nikt się nie śpieszy, autobus czy samolot będzie jak będzie. -Schowaj zegarek. Tu obowiązuje "czas saharyjski" - radzą "lokalesi". W drodze do Djanet (przy dobrym układzie dwie doby podróży) dwa razy wymieniamy koło, raz łapie nas burza piaskowa. -Wy odśnieżacie drogi, my musimy je czyścić z piasku - śmieje się jeden z współpasażerów z którym konwersuję w trakcie przerwy na modlitwę. Akurat jest zachód słońca - czas oddać pokłony Allahowi.

algieria-ksar.jpg Każde miasto na pustyni jest inne. Do najciekawszych należy Ghardaja.  Doskonale wkomponowane w pustynny krajobraz żółto-różowe domy tworzą labirynt, w którym łatwo się zgubić. Punktem orientacyjnym są minarety meczetów i targowisko na które wcześniej czy później się trafi. Mieszkańcy Ghardaji i pobliskich miasteczek w dolinie M`zab słyną ze swojego konserwatywnego podejścia do życia. Widać to zwłaszcza po kobietach - chodzą przykryte białymi haikami, robiąc szparę na zaledwie jedno oko.

Po sąsiedzku, czyli 200 km na południe od Ghardaji leży El Goela - typowa pustynna oaza od której nazwę wzięła najpopularniejsza w Algierii butelkowana woda. Oprócz wody bogactwem są tu palmy daktylowe. Najlepszy widok na odcinającą się od żółtych piasków zieloną plamę utworzoną z tysięcy drzew  mamy ze szczytu ksaru - wzniesionej na wzgórzu twierdzy. W pobliżu jest też kościół z grobowcem zabitego w 1916 roku ojca Charles`a de Foucauld, francuskiego zakonnika który wiele lat swojego życia spędził na algierskiej pustyni tworząc m.in. pierwszy słownik tuaresko-francuski. Jego misyjne dzieło kontynuuje założony przez niego zgromadzenie Małych Braci i Sióstr Jezusa. Jak działa w praktyce przekonuję się w Beni Abbes, gdzie trafiam na siostry zakonne pomagające miejscowym dzieciakom w nauce francuskiego.

algieria - wioska i dzieci.jpg Beni Abbes to moje ulubione na Saharze miasteczko. Tło stanowią ogromne wydmy Wielkiego Ergu Zachodniego - piaskowe góry ciągną się, bagatela, na przestrzeni 500 km! O zachodzie słońca wraz z okoliczną dzieciarnią wspinamy się na nie aby… pojeździć na nartach. Trzeba przyznać, że dość osobliwie wyglądają Beduini w turbanach i długich dżalabijach, szusujący po piachu na markowych Rossignolach.

O nocleg się nie martwię bo mam namiot, ale i tak nie dane jest mi go użyć - poznany nauczyciel z miejscowej szkoły zaprasza mnie na kolację w gronie swojej licznej rodziny. Mam wrażenie, że w każdym, nawet bardzo biednym domu algieria- trzy gracje.jpgnajważniejszym elementem wyposażenia jest telewizor, oczywiście podłączony do talerza anteny satelitarnej. Stołu nie ma, siedzimy na podłodze jedząc z jednej miski pyszny kuskus. Potem razem z żoną gospodarza i jego córkami (panowie śpią gdzie indziej) rozkładam się do snu na dachu służącym jako taras.

Następnego dnia pada propozycja wyprawy na wielbłądach. Nie posiadam się z radości - wkrótce siodłamy nasze "pojazdy". Moi współtowarzysze to Beduini z krwi i kości, tak więc wiedzą jak radzić sobie ze swoimi dromaderami. Ja początkowo mam trochę problemów, ale wkrótce jakoś się dogaduję z krnąbnym garbusem. Może pomaga obietnica, że nie tknę wielbłądziego mięsa? Poprzedniego dnia, na targu, rozłożone na chodniku wielbłądzie kości i głowy zrobiły na mnie wstrząsające wrażenie…

Gościnność do potęgi


algieria-chlopak z wielbadem.jpg Spędzamy na pustyni cały dzień. Zresztą nie mamy wyboru - wyruszyliśmy rano, a żeby wrócić musimy poczekać do późnego popołudnia, bo w środku dnia po rozgrzanym piachu wielbłądy chodzić nie mogą. Piknikujemy na skraju niewielkiej oazy. Ku mojemu zaskoczeniu w tutejszej sadzawce żyją… żaby. Żaby na pustyni! Ahmed, jeden z Beduinów rozpala ognisko i przygotowuje herbatę. Słodki, mocny napar, odpowiednio nalewany (tak aby powstała pianka; cały rytuał)! to sztandarowy saharyjski napój. Na obiad mamy robione na miejscu i pieczone w ognisku placki z warzywnym nadzieniem. Rewelacja!

Z gościnnego Benni Abbes wyruszam do Taghit zobaczyć prehistoryczne, pochodzące sprzed 6 tys. lat malowidła naskalne. Jadę autostopem - kierowca zostawia mnie na krzyżówce kilka kilometrów od celu. Ledwo zaczynam iść, mija mnie policyjna terenówka. Jedzie w przeciwnym kierunku, zaraz jednak zawraca. -Podwieziemy cię…

Przejawy uczynności i gościnności w Algierii spotykam ciągle. W miasteczku In Salah także mam do czynienia z policją. Tyle że tym razem ląduję na komisariacie, a szef posterunku próbuje mi coś żarliwie wytłumaczyć. Zastanawiam się co przeskrobałam,algieria-obiad.jpg ale w końcu ściągają policjanta mówiącego po angielsku. -Jesteś sama, w dodatku dziewczyna... Dajemy ci do dyspozycji samochód z kierowcą… 

Najbardziej zaskakujące są problemy z płaceniem. Nie, nikt mnie nie oszukuje, nie zawyża cen, a jeśli nawet przez pomyłkę dam za dużo pieniędzy - uczciwie mi je zwracają. Problem w tym, że bywa iż miejscowi nie chcą ode mnie zapłaty! Konduktor w autobusie mnie omija. -Od ciebie nie biorę - jesteś u nas gościem - mówi. Podobna sytuacja zdarza mi się w restauracji, w której chcę uregulować rachunek za suty obiad. Innym razem poznany Algierczyk ciągnie mnie do sklepu… Tłumaczę mu, że nie zamierzam nic kupować, ale w końcu po długich namowach, dla świętego spokoju idę. Okazuje się, że nikt nie oczekuje ode mnie wyciągania portfela. To mój miejscowy kolega chce mi kupić tradycyjną suknię i nie wie jaki rozmiar wybrać. Prezent był jak najbardziej bezinteresowny - zaraz potem wyruszałam w dalszą drogę.


Pustynia o wielu obliczach


algieria-tuareg.jpgOgromne wydmy Wielkiego Ergu z morzem piasku robią wrażenie. Ale Sahara nie jest wszędzie taka sama. W Djanet, blisko granicy z Nigrem ogląda się głównie ciekawe formy skalne - powstałe w wyniku erozji mosty, grzyby, jest nawet skalny słoń. Upał jest niesamowity, ale poznaję Barkę, który jest prawdziwym Tuaregiem i uczy mnie jak sobie w takich warunkach radzić. Zaczynamy od zawiązywania szeszu, czyli turbana. Zamotanie pasa materiału mającego 10 metrów długości to cała sztuka. Zakrywa głowę, nos, usta i wbrew pozorom wcale nie jest w tym gorąco… Jeśli chodzi o picie to szybko zapominam o wodzie w butelkach - przestawiam się na tę z wypatroszonej kozy wożonej na zderzaku lub przy oknie samochodu. Dzięki tej metodzie jest orzeźwiająco zimna. Przekonuję się jednak, że do daktyli, typowej saharyjskiej przekąski, lepsze od wody jest zimne mleko! A pragnienia i tak nic tak dobrze nie gasi jak pita w malutkich szklaneczkach gorąca herbata miętowa. Nic dziwnego, że jeden z pierwszych zwrotów jaki przyswajam z dialektu tuareskiego to "Akan ataj!" - "Poproszę herbatę!".

algieria-pustynia zacmiona.jpg Ciemnych, wysmaganych wiatrem Tuaregów, zwanych "błękitnymi ludźmi" (od niebieskich szat jakie noszą) spotykam na Saharze w wielu miejscach. M.in. w oddalonym o 1500 km od Algieru Tamanrasset będącym bazą wypadową do eksplorowania regionu Hoggar (po arabsku Al-Hajjar). Wyrastające z pustyni skały rejonu Hoggar, przywodzące na myśl krajobrazy znane z westernów (coś a`la amerykańska Monument Valley) to nie tylko miejsce piękne widokowo, ale także mekka miłośników wspinaczki! Notabene właśnie w tym rejonie znajduje się najwyższy szczyt Algierii - osiągający 2918 m Tahat. Tutaj akurat turystów widzi się dość często. Główne trasy, którymi jeżdżą dżipy w ramach safari, prowadzą wzdłuż wadi, czyli wyschniętymi dolinami rzek. Ale wypełnione wodą, całoroczne strumienie też są, a już kuriozalnie wyglądają… wodospady. I to całkiem spore. Wbrew pozorom, mimo że to pustynia, czasem deszcz tu pada - błyskawicznie pojawia się wówczas roślinność, kwitną nawet kwiaty.

algieria-kolorowi ludzie.jpg Jeśli interesują nas ludzie i tutejszy folklor (i to taki autentyczny, nie pod turystów) przyjedźmy do Timimoun podczas wiosennego festiwalu ludów Sahary. Najważniejszą imprezą są wyścigi wielbłądów ujeżdżanych przez dumnych Tuaregów. Wielbłądy w tutejszej kulturze są bardzo użyteczne - to nie tylko środek transportu, ale także źródło wełny, mleka, mięsa. W jednej z wiosek, w której byłam, na 200 jej mieszkańców przypadało 140 wielbłądów!

algieria-tance.jpg Festiwal w Timimoun trwa kilka dni. Przy okazji jest dużo strzelaniny, tak po prostu, na wiwat (nieodłącznym atrybutem jeźdźców są strzelby) i dużo rytmicznej muzyki. Udziela mi się nastrój miejscowych - którejś nocy rezygnuję ze spania w hotelowym łóżku, biorę śpiwór i tak jak najbardziej lubię - idę spać na pustynię. Leżąc na piasku patrzę w rozgwieżdżone niebo i słucham dobiegających z oddali odgłosów bębnów. Budzi mnie chłód - noce na Saharze są zimne. Wsuwam się głębiej w śpiwór; kolejne przebudzenie to już wschód słońca. Jest pięknie - dla takich chwil warto podróżować.

Wracam do miasteczka; postanawiam kupić jakieś pamiątki. Podoba mi się siodło wielbłąda, ale przecież w plecaku tego nie przewiozę. Kończy się na kilku różach pustyni i wisiorku z tuareskim krzyżem. Dokładniej to stylizowany Krzyż Południa - gwiazdozbiór będący symbolem "Synów Pustyni".

Starożytna przeszłość


algieria-ruiny dzemili.jpg Pustynia jest piękna, zawsze inna, ale w końcu przychodzi moment kiedy tęskni się już za zielenią i inną niż piaskowa scenerią. Wtedy trzeba wrócić na północ Algierii, tym bardziej, że tam również jest co zwiedzać. Ci którzy lubią historię starożytną, będą usatysfakcjonowani - algierskie ruiny są bardzo dobrze zachowane, a o ich znaczeniu świadczy wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Najciekawsze to dumna z rzymskich mozaik Djemila (w początkach naszej ery 20 tysięczne miasto) i Timgad, gdzie oprócz imponującego Łuku Triumfalnego czy amfiteatru do obecnych czasów przetrwały m.in. antyczne toalety i ślady domu publicznego! Dla tych którzy mają mało czasu, a są w Algierze, zostaje położona zaledwie 70 km od stolicy, mająca fenickie korzenie (V wiek p.n.e.) Tipaza.

algieria-konstantyna.jpg Ze współczesnych, nowoczesnych miast na północy na pewno warto zobaczyć Oran kojarzony z powieścią Alberta Camusa pt. "Dżuma", jednak prawdziwą perełką jest Konstantyna. Wyrosłe nad głębokim kanionem miasto spinają mosty - jeden z nich - Sidi M`Cid, wisi 175 m ponad wstążką rzeki! Wrażenie robi też potężny meczet Emira Abdelkadera - jedna z największych muzułmańskich świątyń w skali świata. Dość powiedzieć, że każdy z dwóch minaretów ma 107 m wysokości! Ale przecież Algieria to nie tylko islam, to także miejsca przyciągające pielgrzymów… katolickich. To stąd wywodził się św. Augustyn, którego teraz upamiętnia specjalnie wyznaczony szlak turystyczny. Można zobaczyć miejsce gdzie się urodził, gdzie chodził do szkoły (w Madauros), a także gdzie pełnił biskupie obowiązki i zmarł. W bazylice w Annabie (dawna Hippona), w pobliżu granicy z Tunezją, święty został pochowany. Tyle że jego grób stoi pusty - zawartość zabrali Włosi, Algierczykom zostawiając jedynie relikwie kości przedramienia św. Augustyna

Jedno jest pewne - nie ma szans by poznać Algierię w ciągu jednego wyjazdu. Kraj to zbyt rozległy, a podróżowanie po nim - czasochłonne. Ja za każdym razem wybieram inny region, a że jeszcze trochę mi do zobaczenia zostało, mam więc powód by wrócić. Inszaallah - jeśli Bóg (Allah) pozwoli! - jak mawiają Algierczycy.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE (2012 r.)

algieria-pan z osiolkiem.jpgJak dotrzeć: Bilet z Warszawy do Algieru lub Oranu można kupić za ok. 1500 zł. Najpopularniejsze połączenia to dolot do Paryża i stamtąd liniami Air Algerie lub Air France, ewentualnie Al Italią via Rzym lub Mediolan albo Lufthansą przez porty niemieckie. Niektórzy korzystają też z czarterów do Tunezji i przekraczają granicę z Algierią lądem. Alternatywą jest prom z Marsylii lub Alicante.

Wiza: Wydaje ją Ambasada Algierii w Warszawie, ul. Dąbrowiecka 21, tel. 022 617 58 55. W przypadku turystów indywidualnych jej uzyskanie jest o tyle trudne, że wymaga zaproszenia albo potwierdzonej (co na ogół znaczy: opłaconej) rezerwacji hotelowej. Koszt wizy 190 zł, czas jej załatwienia - z dnia na dzień.

Kiedy jechać: Najlepsze miesiące to wrzesień październik oraz kwiecień-czerwiec, kiedy na północy jest piękna wiosna (słonecznie i kolorowo od kwiatów), a na Saharze - jeszcze nie za gorąco. Miesiące letnie to już upały, zimą natomiast może być bardzo zimno (w najwyższych partiach gór śnieg i temperatury nawet do -10 stopni). Od listopada do lutego trzeba się też liczyć z opadami

Czas:
w stosunku do Polsku minus 1 godz.

Przepisy celne: Nie ma specjalnych ograniczeń. Jeśli chodzi o alkohol można wwieźć do 2 butelek mocnego alkoholu lub 5 butelek wina oraz 2 kartony papierosów. Wysokie kary grożą za próby wwiezienia narkotyków i ich posiadanie.

Porozumiewanie się: Mimo że językiem urzędowym jest arabski, jest on inny niż arabski np. w Egipcie. Potoczny "algierski" to miks arabskiego, francuskiego i dialektów berberskich. Bardzo przydatna jest znajomość francuskiego (warto zabrać algieria - drogowskazy arabskie.jpgchoćby podstawowy słowniczek), natomiast na znajomość angielskiego poza dużymi miastami raczej nie liczmy. Francuskim porozumiewać się można głównie na północy - znają go przede wszystkim ludzie lepiej wyedukowani. Wiele osób preferuje rodzime dialekty berberskie.

Pieniądze: dinar algierski (DZD); 1DZD = 100 centymów. 1 USD = 68,42 DZD, 100 DZD = 4,10 zł. Poza stolicą i większymi metropoliami na północy mogą być problemy z wymianą waluty, a dolarami i euro miejscowi często nie są zainteresowani. Lepiej wymienić pieniądze w bankach w Algierze - zwykle jest tam lepszy kurs niż gdziekolwiek indziej. Handel walutą jest oficjalnie zabroniony.

Zdrowie: Nie są wymagane żadne szczepienia (chociaż warto mieć zaszczepioną żółtaczkę), nie ma zagrożenia malarią. Należy unikać picia wody niewiadomego pochodzenia - praktycznie w każdym mieście można kupić butelkowaną. Państwowa służba zdrowia jest na średnim poziomie, w większych miastach na północy nie ma problemu z płatną, prywatną opieką medyczną o standardzie europejskim.

Ekwipunek: Mimo, że turyści często noszą krótkie spodenki, trzeba pamiętać, że ze względu na miejscowe, związane z islamem zwyczaje, nie wszędzie jest to na miejscu (zwłaszcza w przesiąkniętych tradycją wioskach). Mój standardowy strój to długa spódnica lub spodnie z odpinanymi nogawkami (na saharyjskich wydmach nie ma problemu z noszeniem ich krótszej wersji), koszulka z rękawkami i chusta. Nie jest wprawdzie konieczne zakrywanie przez kobiety głowy, ale chusta przydaje się wchodząc do meczetu, do przykrycia się w klimatyzowanym autobusie, do ochrony głowy przy dużym nasłonecznieniu lub do zasłonięcia twarzy w czasie burzy piaskowej. Pamiętajmy o filtrach lub okularach przeciwsłonecznych i koniecznie - prezentach dla sympatycznych Algierczyków, których na pewno spotkamy.

algieria-policja.jpg Bezpieczeństwo: W Polsce Algieria wciąż kojarzy się z krwawą wojną domową, chociaż to już przeszłość, a Sahara i tak była zawsze stosunkowo bezpieczna. Ukazujące się w mediach lub zamieszczone w Internecie informacje na temat braku bezpieczeństwa w Algierii są na ogół przesadzone albo wręcz nieaktualne, a to co nazywa się terroryzmem to na ogół przypadki pospolitej przestępczości (rabunki). Ja jeżdżę do Algierii od roku 2001 i obecnie uważam ten kraj za bardziej bezpieczny od Polski. Warto jednak brać pod uwagę wskazówki miejscowych, przestrzegających w które rejony lepiej nie zapuszczać (np. algierska Kazba po nocy) albo którą trasą lepiej nocą nie jeździć (ryzyko zatrzymania samochodu i obrabowania). Ja w każdym razie, podróżując jako samotna kobieta, nigdy nie miałam żadnych problemów, a wręcz przeciwnie - spotykałam się zawsze z ogromną serdecznością i bezinteresowną pomocą. Informacje o stanowiących wyjątkowe zdarzenia porwaniach z tego co mówią Algierczycy, były mocno "podkręcone" przez rządne sensacji media - jak np. w przypadku Niemców którzy nie tyle zostali porwani, co sami oddzielili się od grupy a złapano ich na kradzieży prehistorycznych naskalnych malowideł (zachodnia prasa o tym pisała, polska chyba nie).

algieria - autko na pustynii.jpgJak się poruszać: Do wyboru są bardzo przystępne cenowo samoloty (warto je wziąć pod uwagę zwłaszcza gdy np. z Algieru do Tamanrasset mamy do pokonania 2000 km!), tanie autobusy, zaś na krótszych dystansach - mikrobusy i samochody osobowe kursujące niczym zbiorowe taksówki. Ponadto na północy jeżdżą również pociągi. Nie można nic planować co do minuty - opóźnienia, nawet i samolotów, są nagminne, a stan techniczny nie gwarantuje że nie zaliczymy po drodze żadnej awarii. Jeśli chcemy, możemy wypożyczyć samochód już na lotnisku. Na szczęście sieć dróg jest całkiem niezła - nawet do najdalej na Saharze położonych miast da się dojechać samochodem.

Gdzie spać:
Największy wybór hoteli jest w Algierze - włącznie z międzynarodowymi sieciami typu Hilton, Mercury czy Sheraton. Praktycznie w każdym mieście coś się znajdzie, tyle że ze standardem może być różnie. Ja nocowałam zwykle w hotelach dla "lokalesów" płacąc równowartość kilku dolarów, ale godząc się na korzystanie z łazienki na korytarzu (nie zawsze była ciepła woda). Kilkakrotnie spałam też w schroniskach młodzieżowych - płaciłam za łóżko w dormitorium przy czym, przy czym i tak byłam tam jedyną nocującą.

algieria-w el salah.jpg Podróż w pojedynkę: Do Algierii często przyjeżdżają grupy turystyczne - zazwyczaj z biur włoskich, niemieckich, hiszpańskich i oczywiście francuskich. W Polsce wyjazdy do tego kraju są dopiero w stanie rozruchu - proponują je takie biura jak MK Tramping czy Logos Travel. Turyści indywidualni to rzadkość, chociaż z moich kilkukrotnych doświadczeń (raz z kolegą, kilkakrotnie jako samotna kobieta) wynika, że podróż po Algierii z plecakiem jest dużo łatwiejsza niż się wielu osobom wydaje. Problemem jest brak przewodników (choć ostatnio ukazał się Lonely Planet po Algierii), na foldery też specjalnie nie liczmy. Znajomość francuskiego bardzo ułatwia komunikację, no ale mój przykład (nie znam ani francuskiego ani arabskiego) potwierdza że zawsze można sobie poradzić.

Gdzie i co jeść: Ze znalezieniem restauracji nie ma problemów. Można też skorzystać z ulicznych barków i straganów - ja w każdym razie nigdy problemów żołądkowych po takim jedzeniu nie miałam. Ceny jedzenia są niższe niż w Polsce. Do najpopularniejszych dań należy kasza kus-kus, doskonale przyrządzana baranina, sałatki.

Weekendy:
wolne od pracy są czwartek i piątek. Muzea i placówki kulturalne są zwykle zamknięte w soboty.

Ambasada RP w Algierii: 37 Av. Mustapha Ali Khodja, 16 030 El-Biar, Alger BP 60, tel. 00213-21 923-474, faks 00213-21 921-435, Wydział Konsularny 00213-21-925-875

Internet:

Informacje ogólne po polsku - http://pl.wikipedia.org/wiki/Algieria
Po angielsku: http://www.algeria.com/travel/http://www.infoplease.com/ipa/A0107272.html

Back to top