Śladami Indiana Jones
Hits: 3736

petra10.jpgPETRA (JORDANIA)
W 2007 roku w głośnym międzynarodowym plebiscycie w trakcie którego oddano 90 mln głosów, wybrano Nowe Siedem Cudów Świata. Jednym z nich została jordańska Petra


     

                                            



Petra to po grecku „skała”. Trudno o trafniejszą nazwę dla miasta, którego najważniejsze budowle zostały wykute w piaskowcowych klifach. Ich kolory zmieniają się jak w zależności od pory dnia – od żółtego, po czerwony. Najbardziej charakterystyczny jest róż – stąd też mówi się, że Petra to „różowe miasto”.



Chwała Nabatejczykom


petra15.jpgPrzed wiekami trudno było do tej starożytnej metropolii trafić. Do ukrytego między wzgórzami „centrum” docierała tylko jedna droga, wijąca się przez długi i wąski wąwóz zwany Sik`iem. Z punktu widzenia obrony, była to lokalizacja idealna. Dość powiedzieć, że ta naturalna forteca ani razu nie została zdobyta, chociaż próbowały ją atakować silne armie, m.in. Heroda - króla Judei i słynnej egipskiej królowej – Kleopatry.

Również i teraz zwiedzanie Petry rozpoczyna spacer Sik`iem. No chyba że wolimy ten odcinek przejechać dwukółką ciągniętą przez rącze rumaki (araby rzecz jasna). Pieszo jednak lepiej, bo więcej się zauważa. Wznoszące się wysoko ku niebu skały to jedno, ale po drodze są też pozostałości dawnej kanalizacji, antyczne symbole religijne czy niespodzianki w stylu wyrytego w skale wizerunek kupca z wielbłądem.
petra6.jpg
Większość tego co w Petrze najciekawsze, to pozostałość po Nabatejczykach, arabskich nomadach którzy Petrę założyli, w czasach od III do I wieku p.n.e. traktując ją jako stolicę swojego królestwa. Dawni pasterze szybko zmienili fach – podstawowym źródłem ich dochodów stał się handel (lubiano ich, bo mieli opinię bardzo uczciwych), zaopatrywanie przechodzących przez tutejsze tereny karawan, a także cła i podatki nakładane na transportowane srebro, kadzidła, mirrę, przyprawy czy kość słoniową. Nic dziwnego że miasto szybko się rozwijało - w I wieku p.n.e. liczba mieszkańców wahała się między 30 a 40 tys. mieszkańców! Gorzej, że bogactwo sprawiło, że zainteresowali się nim Rzymianie. Żeby nie zadzierać z dużo silniejszym imperium, Nabatejczycy wykazali się dużą dozą dyplomacji – przyjęli zasadę, że zamiast walczyć, lepiej negocjować ugodę i zgodzili się płacić Rzymowi trybut, w zamian zachowując niezależność. Dopiero w 106 roku n.e., decyzją cesarza Trajana włączono Petrę do rzymskiej prowincji nazwanej Arabia.

Niestety, zmiana tras karawan, niszczące budowle trzęsienia ziemi, a także kryzys cesarstwa rzymskiego w początkach IV wieku stała się początkiem końca metropolii. Mieszkańcy zaczęli przenosić się w inne, łatwiej dostępne miejsca. Petra opustoszała.



Z nekropolii do teatru


petra2.jpgMający długość 1,2 km i zwężający się do zaledwie 2 metrów Sik nie jest klasycznym kanionem wyżłobionym przez wodę – to wynik rozsunięcia się skał wywołanego ruchami tektonicznymi. Po prawie półgodzinnej, fakt, niespiesznej wędrówce, naszym oczom ukazuje się niezwykły widok – w wąskiej pionowej szparze prześwituje różowa (od koloru skał) budowla, a po wyjściu  na niewielki naturalny plac w ogóle odejmuje nam z wrażenia mowę! Wiele osób kojarzy to miejsce z kinowego ekranu  –  tu właśnie kręcono sceny filmu „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” z Harrisonem Fordem w roli głównej. W Petrze mówi się o tej budowli Skarbiec (arab. Al-Khazneh), bowiem przez długi czas wierzono, że w urnie wieńczącej imponującą fasadę miałby jakoby znajdować się skarb, najprawdopodobniej egipskiego faraona. Wieść gminna niesie, że aby rozbić niedostępną urnę, miejscowi Beduini strzelali do niej z wiatrówek (faktycznie widać uszkodzenia). Na szczęście niewiele zdziałali - urna ocalała.

Swoją drogą nie jest jednoznaczne, jakie przeznaczenie miała ta elegancka budowla, stanowiąca teraz symbol Petry. Z wyglądu najbardziej przypomina świątynię, ale aktualnie najwięcej zwolenników ma hipoteza, że miał to być królewski grobowiec. Niech nas nie zmyli pozornie barakowa fasada – w rzeczywistości dzieło to datuje się na  I lub II wiek p.n.e.

Inna sprawa, że Petra jak najbardziej jest w dużej części nekropolią - większość najciekawszych budowli to właśnie grobowce. Najbardziej monumentalne znajdują się w tzw. Ścianie Królewskiej, gdzie każdemu nadano jakąś współczesną nazwę. Jest więc Grobowiec Koryncki (bo ma kolumny z korynckimi kapitelami), Jedwabny (od barwnych wzorów na skalnych ścianach, kojarzących się z materiałem), grobowiec Renesansowy (przypomina renesansowy kościół) i wiele innych. Nie ma wśród nich dwóch takich samych, za to wyraźnie widać, że Nabatejczycy inspirowali się różnymi kulturami (egipską, syryjską grecką, rzymską…).

petra9.jpgOczywiście pozostałości normalnego, tętniącego życiem miasta, też w Petrze są, choć większość już z czasów rzymskich. Na przykład łatwo rozpoznawalna po kolumnach główna ulica (kiedyś otaczały ją sklepy), mająca formę łuku triumfalnego brama, pozostałości agory, a także ruiny dawnej świątyni, wykorzystywanej aż do czasów Bizancjum (warto zajrzeć ze względu na dobrze zachowane mozaiki). No i jest teatr – prawdopodobnie z I wieku n.e., całkiem spory, bo mogący pomieścić około 8,5 tys. widzów.

Aby to wszystko obejrzeć trzeba się nieźle nachodzić. Dwukółki stanowiące transport w Siku, po Petrze „głównej” jeździć nie mogą (wyryte gdzieniegdzie ślady pochodzą jeszcze od starożytnych rydwanów!), za to można przesiąść się na osła lub wielbłąda. Na tych którzy wolą chodzić, z nadzieją patrzą sprzedawcy pamiątek. Najpopularniejsze są chustki „arafatki”, buteleczki z wsypanym do nich kolorowym piaskiem, beduińska biżuteria, niby antyczne lampki oliwne, a nawet kolorowe kamienie z miejscowych skał (niestety często odłupywane od ścian zabytkowych obiektów).


Urodzony w jaskini


petra1.jpgRzut oka na mapę uświadamia mi, że z ważnych w Petrze miejsc zostaje mi do zobaczenia jeszcze tzw. Klasztor, albo inaczej Monastyr (Al-Deir). Większość turystów już go odpuszcza, bo droga do niego to ostre podejście pod górę, z pokonaniem około 800 schodów. –Madame, osła?! – proponują Beduini. Dziękuję, dam radę.

Przy kramiku z pamiątkami poznaję małą Fatimę. Ma 8 lat i w zależności od klienteli, umie zachęcić do kupowania w siedmiu językach, w tym także po japońsku! Przy okazji poznaję jej brata – choć zarzekam się, że nie potrzebuję żadnego przewodnika, dalszą część drogi pokonujemy razem. Chłopak twierdzi, że jest wspinaczem i chce mi coś pokazać, po czym na klasztornych murach zamienia się w człowieka-pająka. Nim zdążę zaprotestować, że to mało bezpieczne, no a poza tym to przecież chronione zabytki, zdejmuje buty i na boso, bez żadnej asekuracji pnie się na znajdującą się 40 metrów nad ziemią skalną kulę, wyciąga zrobiony z aluminiowej rurki flet i zaczyna grać. Spokojna melodia sprawia, że wszyscy wokoło stają jak wryci i z zadartą głową, w kompletnej ciszy, słuchają niezwykłego koncertu.

Oczywiście Klasztor architektonicznie również robi wrażenie – to największa w Petrze fasada (48 metrów wysokości), choć wpetrra50.jpg stosunku do Skarbca jednak mniej ozdobna. Przypuszcza się, że pierwotnie i to również był grobowiec, choć wersji że to dawna świątynia, a w czasach bizantyjskich – chrześcijański klasztor, też się nie wyklucza.

W drodze powrotnej Hakan (tak mój nowy kolega ma na imię) pokazuje mi klif z charakterystycznymi wnękami-grotami. To pozostałości po domostwach. Jeszcze nie tak dawno mieszkali w nich miejscowi Beduini, zwani tutaj Bdoul. Bardzo praktyczne były takie izby – latem panował w nich przyjemny chłód, zimą izolowały od panującego na zewnątrz zimna (bo w Petrze zdarza się nawet śnieg). Poza tym w miarę powiększania się rodziny łatwo było, dłubiąc w miękkiej skale, takie lokum powiększyć. Właśnie w takich warunkach Hakan przyszedł na świat i spędził pierwsze lata swego dzieciństwa. Wpisanie Petry w 1985 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, dla żyjących na jej terenie Beduinów oznaczało konieczność przeniesienia się do wybudowanego specjalnie dla nich pobliskiego osiedla. Niechętnie to wówczas robili – woleli swoje jaskinie. Teraz przyzwyczaili się już do luksusu stawianych z pustaków domów, ale wciąż traktują Petrę jako miejsce będące ich własnością.

-Jak chcesz zobaczyć jak mieszkamy, to zapraszam. Moja mama ucieszy się, jeśli zostaniesz naszym gościem! – mówi Hakan. Nie waham się ani minuty. Miałam wprawdzie nocować w hostelu w miasteczku Wadi Musa, ale co tam, u Beduinów ciekawiej.

petra4.jpgZanim jednak ruszymy do wioski, piknikujący na skale poganiacze wielbłądów wołają nas na świeżo przygotowaną herbatę. Miejsce wybrali fantastyczne – z widokiem na Petrę, oświetlaną przez chylące się ku zachodowi słońce. Nie ma już żadnych turystów –  oficjalnie Petra jest już zamknięta. Siedzimy zahipnotyzowani ciszą, wpatrzeni w rozpoczynający się spektakl barw. Chciałoby się powiedzieć: różowo mi!

Kiedy zjawiamy się wreszcie w domu Hakana, jego rodzina już czeka z kolacją. Stołu nie ma, bo to sprzęt w tutejszej tradycji bezużyteczny – siada się na rozłożonych na podłodze dywanikach i poduchach, a jedzenie stawia na podłodze. Jak to w kuchni arabskiej, potraw jest kilka, podanych w miseczkach z których wszyscy się częstują, zaś widelców czy łyżek się nie używa, bo przecież ręce wystarczą. A właściwie - ręka, bo korzysta się wyłącznie z prawej, lewą uznając za nieczystą.



Ekologiczne mercedesy


petra19.jpgDo snu układam się wraz z siostrami Hakana na dachu ich murowanego domu. Jest ciepła, rozgwieżdżona noc. Przed zaśnięciem przenoszę się myślami do roku 1812, kiedy do Petry dotarł młody Szwajcar, Johann Ludwig Burchard. To on odkrył zapomniane ruiny „na nowo”, bo od czasów wypraw krzyżowych nie było w nich żadnych Europejczyków. Miejscowi rzecz jasna o ruinach wiedzieli, ale utrzymywali to w tajemnicy. Młody Burchard, znający język arabski, na dodatek podróżujący w lokalnym przebraniu, miał szczęście, bo zyskał sobie przychylność tubylców. Dzisiaj obecność Europejczyków to już dla Beduinów normalka. W wiosce mieszka nawet Holenderka, która wyszła za jednego z nich i akceptując beduińskie obyczaje, postanowiła spędzić w tym miejscu resztę życia.

Rano, po wczesnej pobudce, wracam do ruin. Tym razem nie muszę iść na piechotę, bo Hakan wypożycza mi należącego dopetra52.jpg rodziny… mercedesa! "Mercedes" ma cztery nogi, ogon, co jakiś czas z wdziękiem ryczy i, jak przystało na osła, jest wyjątkowo uparty. Przynajmniej kiedy ja chcę go dosiąść, bo Hakana się słucha. Jazda na oklep nie jest jednak tym co lubię najbardziej - szczerze mówiąc po 10 minutach dochodzę do wniosku, że chyba wolę iść na piechotę, zaś bolącą kość ogonową czuję jeszcze cały następny dzień.

Zanim pojawiają się pierwsi turyści, zdążam zobaczyć grobowce, których turystom raczej się nie pokazuje (jakby nie było w Petrze zachowało się ponad 500 skalnych grobowców). Ale nie tylko… Hakan zwraca mi uwagę na jedno ze wzgórz. -Tam pochowano Aarona, brata Mojżesza – zapewnia (dla muzułmanów Mojżesz to bardzo ceniony prorok).

Właściwie gdzie tylko okiem nie sięgnąć, widać jakieś budowle czy miejsca związane z liczącą już dobre ponad dwa tysiące lat Petrą. Dopiero teraz dociera do mnie jak wielki to teren – to co można zobaczyć przy jednodniowym zwiedzaniu to zaledwie mały ułamek tego, co w rzeczywistości tutaj jest. Z zamyślenia wyrywa mnie mała Fatima. –Monika, kup naszyjnik! – mówi. Nie przesłyszałam się - małoletnia poliglotka woła do mnie po polsku!

 
 
CZY WIESZ, ŻE...?
MAŁE TEŻ FAJNE

petra54.jpgMało kto wie, że kilka kilometrów od Petry jest jeszcze tak zwana Mała Petra (Siq Al-Barid). Nie jest tak spektakularna jak jej słynna „siostra”, ale jeśli mamy wolny czas, warto ją zobaczyć, tym bardziej że wstęp jest darmowy. Również i w niej jest Siq (wąski wąwóz), w tym przypadku 400 metrowy, wykuta w skale świątynia, pochodzący z  czasów nabatejskich Malowany Dom, cysterna na wodę i inne starożytne pozostałości. 

 

 

 

ŚLADAMI MOJŻESZA

Wadi Musa (nazwa miejscowości stanowiącej bazę wypadową do zwiedzania Petry) to w tłumaczeniu z arabskiego Dolina Mojżesza. Zdaniem miejscowych to właśnie w tym miejscu (choć jest w Jordanii konkurencyjne, w którym mówi się to samo) wydarzyła się opisana w Biblii historia, kiedy to Mojżesz uderzył laską w skałę i ku radości spragnionych Izraelitów wytrysnęła woda. Sławetne źródło znajdujące się przy wjeździe do miasteczka w przykrytym trzema kopułami budynku, często odwiedzają pielgrzymi, ale szczerze mówiąc nie jest to atrakcja „pierwszej kolejności odwiedzania”.

 

Z MIŁOŚCI DO KONI

Około 300 koni pracuje w Petrze przy obsłudze turystów, do tego dochodzą jeszcze te wykorzystywane na okolicznych polach. Nie wszystkie z nich są dobrze traktowane, tak więc z inicjatywy księżniczki Alii (córka jordańskiego króla), w 1988 roku w  pobliżu wejścia do Petry powstała specjalna klinika weterynaryjna (formalnie filia brytyjskiego Brooke Hospital for Animals). Placówka zajmuje się nie tylko pomocą chorym zwierzętom, ale także uświadamianiem miejscowym, jak należy o nie dbać, zaszczepianiem miłości do czworonogów wśród dzieci, prowadzeniem bezpłatnych badań koni i pomocą medyczną tym, które pracują w trudniej dostępnych rejonach.




INFORMACJE PRAKTYCZNE

petra3.jpgJak dotrzeć: Dolecieć można do stolicy Jordanii, Ammanu albo do nadmorskiego kurortu – Akaby. Niestety, bezpośrednich lotów z Warszawy do Jordanii aktualnie nie ma – najtańsza możliwość to przelot do Ammanu z jedną przesiadką (zwykle przez Frankfurt) za ok.1500-2000 zł w obie strony. Jak już znajdziemy się w Jordanii, wycieczki do Petry możemy wykupić w każdym lokalnym biurze turystycznym, jeśli zaś podróżujemy na własną rękę, trzeba pytać o mikrobusy do Wadi Musa (z Ammanu trzy godziny jazdy, z Akaby – dwie).

Waluta: dinary jordańskie. 1 JD to ok. 4,4 zł.

Wiza: wymagana. Niestety nie mamy w Polsce ambasady Jordanii, najbliższa jest w Berlinie, chociaż można znaleźć w petra13.jpgInternecie biura pośredniczące w załatwianiu formalności. Jeśli przylatujemy do Ammanu, wizę możemy dostać po wylądowaniu, na lotnisku. Opłata za wizę to 24 dinary do czego, jeśli nasz pobyt w Jordanii nie przekracza 72 godzin, dochodzi jeszcze podatek wjazdowy (w zależności od środka transportu 4-10 dinarów). W przeciwieństwie do innych krajów arabskich nie ma problemu, jeśli mamy w paszporcie stempel izraelski!

Wstęp: Teren Petry otwarty jest od godziny 6 rano do 18 w lecie i 16 w zimie (w niektóre dni są jeszcze specjalne spacery nocne). Jeśli spędzamy w Jordanii minimum 1 noc, 1-dniowy bilet wstępu kosztuje 50 dinarów (JD), 2-dniowy – 55 JD, 3-dniowy – 60 JD (1 JD to 4,4 zł). Turyści przyjeżdżający do Jordanii tylko na 1 dzień (zwykle w ramach wycieczek z Izraela czy Egiptu), muszą zapłacić 90 JD. Uwaga! Trzeba mieć gotówkę – nie ma możliwości korzystania z kart.

Noclegi:
Na terenie Petry nie można nocować. Głównym zapleczem noclegowym jest położone przy wejściu głównym miasteczko Wadi Musa, gdzie znajdziemy sporo możliwości, od tanich hosteli oferującymi m.in. łóżka w dormitorium, po ekskluzywne hotele z basenami.

Ważne przy zwiedzaniu: Teren Petry jest bardzo rozległy, dlatego też konieczne są wygodne buty (najlepiej trekingowe). Ze względu na nasłonecznienie (praktycznie nie ma drzew), warto zabrać zapas wody (choć na miejscu też można ją kupić), kremy z filtrem przeciwsłonecznym i okulary. Swoją drogą warto zwiedzanie rozpocząć jak najwcześniej (choćby od 6-tej, zaraz po otwarciu), kiedy jest jeszcze w miarę pusto, nie gorąco i jest dobre światło do zdjęć. Na zwiedzanie powinno się przeznaczyć minimum 1 dzień.

Internet:
Informacje o Petrze: www.visitpetra.jo , www.go2petra.com , ciekawostki o Nabatejczykach: www.nabataea.net .

Back to top