Jedno miasto, trzy religie
Hits: 3704

JEROZOLIMA (IZRAEL)

Nie znam drugiej takiej metropolii. Dla wyznawców każdej z trzech największych religii monoteistycznych świata - żydów, chrześcijan i muzułmanów, Jerozolima jest świętym miastem. Nie ma jednak znaczenia czy jest się wierzącym, czy nie - pobyt tutaj jest przeżyciem dla każdego.

 

Od samego początku Jerozolima czymś mnie zaskakuje. Wchodzę w hotelu do windy - ta zatrzymuje się na każdym piętrze. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że przecież jest sobotni poranek, czyli szabat, w związku z czym z myślą o ortodoksyjnych żydach działają specjalne windy nie wymagające wciskania żadnych guzików (jest to rodzaj "pracy" w szabacie zabroniony).

Chwilę potem wychodzę na ulicę. Do grona wsiadających do autobusu młodych, roześmianych dziewczyn dobiega ich koleżanka. Dodatkiem do normalnego stroju jest... karabin. Potem już się przyzwyczajam do takich scenek - do izraelskiej armii zaraz po skończeniu szkoły obowiązkowo idą wszyscy, i chłopcy, i dziewczęta. A to, że nosi się przy sobie broń w miejscach publicznych, w tym akurat kraju jest sprawą zupełnie normalną.

Samo miasto na pierwszy rzut oka nie zachwyca, zwłaszcza rozrzucone na wzgórzach stanowiących skraj pustyni nowoczesne bloki. Wystarczy jednak znaleźć się na starówce, spojrzeć na Górę Oliwną i od razu stają przed oczami sceny, które rozgrywały się tu 2 tys. lat temu. Od tego momentu dociera już do mnie, że to miejsce rzeczywiście wyjątkowe.


Święty mur

Kwintesencją Jerozolimy jest oczywiście Stare Miasto. Na początek można spojrzeć na nie z murów obronnych, wzniesionych w XVI wieku na polecenie sułtana Sulejmana Wspaniałego (przez kilka wieków był to teren imperium osmańskiego). Wraz z przejściem którejś z siedmiu prowadzących na starówkę bram, wkraczamy w inny świat. Nie ma tu samochodów, choć na dachach wyrósł las anten satelitarnych. Podział na dzielnice - żydowską, muzułmańską, chrześcijańską i ormiańską narzuca ich charakter.

Na początek trafiam do dzielnicy żydowskiej. Nazwy ulic są trójjęzyczne - po hebrajsku, w coraz rzadziej używanym jidysz oraz po angielsku. Przewodniczka - Miriam z Krakowa (wyjechała z Polski mając 10 lat) prowadzi nas na plac z antycznymi kolumnami stanowiącymi pozostałość po Cardo Maximus, głównej ulicy w czasach rzymskich i bizantyjskich. Trochę kluczenia i dochodzimy do wielkiego placu przy którym czeka nas kontrola toreb. Widać już słynną Ścianę Płaczu, będącą dla żydów miejscem opłakiwania zburzonej przez Rzymian w 70 roku n.e. tak ważnej dla nich Drugiej Świątyni. Kamienny mur to jedyny jej zachowany fragment. "Drugiej", bo powstałej na miejscu jeszcze wcześniejszej świątyni króla Salomona.

jerozolima-sciana placzu.jpgPodchodząc tutaj trzeba być odpowiednio ubranym (zakryte nogi i ramiona, panowie w jarmułce, którą mogą za darmo otrzymać przy bramce). Dla kobiet przeznaczona jest niewielka, wąska część z prawej strony, mężczyźni mają dużo więcej miejsca, po lewej. Niełatwo jest wetknąć w mur karteczkę z intencjami - zwitkami papieru wypełnione są najmniejsze szczeliny. Pobożne osoby bardzo uważają, aby nie odwrócić się do muru plecami - niektórzy po prostu idą tyłem, bijąc przy tym pokłony. Miejsce tchnie modlitewną atmosferą. W 1948 roku kiedy Jerozolimę zajęli Jordańczycy, żydzi nie mogli się pogodzić z brakiem dostępu do Ściany Płaczu. Podczas wojny sześciodniowej 19 lat później, zadaniem zrzuconych nad miastem izraelskich spadochroniarzy było opanowanie w pierwszej kolejności tego właśnie rejonu. Wkrótce po tym, jak się to udało, zburzono okoliczne arabskie domy, tworząc przestronny plac.

W sytuacji jaka obecnie panuje w Izraelu, ironią losu jest fakt, że prawie po sąsiedzku w stosunku do najświętszego miejsca żydów znajduje się Kopuła Skały - miejsce niezwykle ważne dla muzułmanów, dzięki któremu Jerozolima stała się trzecim pod względem ważności wśród świętych miast islamu (po Mekce i Medinie). To stąd wedle tradycji Mahomet poszedł do nieba, a jeszcze wcześniej - tu miało odbyć się złożenie przez Abrahama ofiary z jego syna (wydarzenie ważne także w judaizmie i w chrześcijaństwie).


Modlitwa między straganami

izrael-dewocjonalia.jpg W końcu nadchodzi moment wejścia na Drogę Krzyżową. Przebieg tej tzw. Via Dolorosa wciąż budzi sporo kontrowersji, nie zmienia to jednak faktu, że stąpanie tymi samymi drogami, które przemierzał Jezus, jest głębokim przeżyciem. Inna sprawa, że tu akurat trudno o modlitewny nastrój, droga prowadzi bowiem wzdłuż… bazaru. Poszczególne stacje sąsiadują a to z kafejką internetową, a to ze straganem sprzedającymi seksowne stroje do tańca brzucha… Atmosfera jak to na arabskim suku - bądź co bądź to dzielnica muzułmańska. W tutejszych sklepach można kupić dosłownie jerozolima-bazylika grobu - kopt.jpgwszystko - fajki wodne przemieszane są z gwiazdami Dawida, krucyfiksami i równoramiennymi krzyżami jerozolimskimi, pachną przyprawy, kuszą kosmetyki z Morza Martwego. Przy stacji trzeciej Drogi Krzyżowej wisi polskojęzyczna tablica informująca, że kaplicę odbudowali po wojnie wdzięczni za ocalenie polscy wygnańcy. Zaraz potem przedsiębiorczy palestyński dzieciak przynosi mi przewodnik po Drodze Krzyżowej wydrukowany w polskim języku.

Wkrótce wchodzimy na teren dzielnicy chrześcijańskiej - ulice od razu stają się szersze i mniej zatłoczone. Bazylika Grobu Świętego, przy której kończymy wędrówkę trochę zaskakuje - z zewnątrz nie wygląda wcale na kościół. W pobliżu wejścia stoi masywny metalowy pojemnik - to na wypadek gdyby znaleziono podejrzany ładunek.
Świątynią opiekują się wspólnie rzymsko-katolicy, Etiopczycy, grekokatolicy, Koptowie, Ormianie i Syryjczycy, natomiast klucze do jej wrót ma od XVI wieku rodzina… muzułmańska. W środku mnóstwo ludzi. Każdy chce zobaczyć miejsce, gdzie stał krzyż, dotknąć Skały Golgoty, no i pomodlić się przy grobie Jezusa, do którego często prowadzą długie kolejki. A swoją drogą jest w Jerozolimie… jeszcze jeden grób Chrystusa. Miejsce to znajduje się w dzielnicy protestanckiej, na terenie ładnie utrzymanego ogrodu stanowiącego sprzyjającą medytacjom oazę zieleni. Opiekujące się tym terenem Angielki utrzymują, że właśnie tam znajdowała się autentyczna Golgota.


Powtórka z Biblii

Najlepsza panorama Starego Miasta roztacza się z Góry Oliwnej. W otoczonej murami zabudowie o piaskowym kolorze najbardziej wyróżniająca się budowlą jest złota Kopuła Skały. Dolina Cedronu oddzielająca starówkę to jeden wielki cmentarz z częścią żydowską, chrześcijańską i muzułmańską. Uważa się, że właśnie tutaj rozpocznie się Sąd Ostateczny, wiele osób nie szczędzi więc pieniędzy, aby odpowiednio wcześniej znaleźć się bliżej Boga.

Wysiadamy z autokaru przy kościele zwanym "Ojcze Nasz". Wybudowano go w XIX wieku nad grotą, w której Chrystus miał nauczać Modlitwy Pańskiej. Na tablicach z ceramicznych płytek można poczytać jak modlitwa ta brzmi w ponad 60 językach. Wersja polska też jest, ale nie brak i naprawdę egzotycznych, np. w suahili, sanskrycie, po chińsku czy islandzku. Na maszcie powiewa francuska flaga - znak, że miejscem opiekują się francuskie karmelitanki.

jerozolima-gora oliwna.jpgKrótki spacer w dół i jesteśmy przy mającej kształt łzy kaplicy Dominus Flevit czyli "Pan zapłakał". Tu z kolei była skała, na której Jezus płakał nad losem Jerozolimy i swoim. Mijamy cerkiew Marii Magdaleny (rosyjski car Aleksander III zbudował ją ku pamięci swojej matki) i wchodzimy do ogrodów Getsemani, w których pojmano modlącego się Chrystusa. Rosnące tu drzewa oliwkowe o poskręcanych pniach zaliczane są do najstarszych na świecie. Naukowcy potwierdzili, że trzy z nich rzeczywiście mają ponad 2 tys. lat, mogły więc być świadkiem wydarzeń, które miały tak wielki wpływ na historię ludzkości.

Kilka minut później jesteśmy już na tzw. Górze Syjon. W pierwszej kolejności zaglądamy do kościoła Zaśnięcia Maryi Panny. Przypominam sobie, że przecież miejsce w którym Maryja miała spędzić ostatnie lata swojego życia już widziałam, w obecnej Turcji, koło Efezu (jest to logiczne z uwagi na to że żył tam mający opiekujący się Matką Jezusa św. Jan). Niezależnie od tego jak było naprawdę, pomodlić się nie zaszkodzi. Przed wyjściem warto wstąpić jeszcze do przykościelnej kafejki i zafundować sobie smaczne "ciastko Zaśnięcia Matki Boskiej".

Wkrótce wchodzimy do kolejnego obiektu. Sala na piętrze to jakoby Wieczernik w którym Chrystus wraz z uczniami spożył Ostatnią Wieczerzę. Na dole z kolei jest święte miejsce Żydów - grób Króla Dawida. Całość przez pewien czas służyła jako meczet.

W tych też okolicach znajduje się grób Oskara Schindlera, bohatera słynnego filmu Stevena Spielberga. Niemiecki przemysłowiec, który w czasie wojny uratował ponad tysiąc żydów, zmarł w 1974 roku. Jego życzeniem było zostać pochowanym w Jerozolimie, tak się też stało.


Przeszłość - teraźniejszość

jerozolima-zyd.jpgMiejscem najbardziej kojarzącym się z martyrologią narodu żydowskiego jest położony na obrzeżach Jerozolimy Yad Waszem (tam właśnie w "cudowny" sposób znalazły się słynne freski Bruno Schulza, które w tajemniczy sposób zniknęły z Drohobycza). Yad Waszem to cały kompleks - archiwum, instytut badawczy, muzeum, pomniki, ale jerozolima-kosz na bomby.jpgprzede wszystkim słynne drzewka zasadzone przez uhonorowanym medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". Osób pochodzenia nieżydowskiego, które w czasie wojny pomagały żydom narażając swoje życie odnotowano już ponad 20 tys.; Polaków jest wśród nich około 6 tysięcy.

W Izraelu dba się o pamięć przeszłości. Także tej naprawdę bardziej odległej. Stąd też bardzo dobre muzea. Najważniejsze z nich to Muzeum Izraela, szczycące się m.in. bezcennymi zwojami znad Morza Martwego. Najstarsze z tych zapisków zrobionych na wyprawionej skórze, a zawierających m.in. teksty biblijne, pochodzą z III wieku p.n.e. Zostały znalezione w 1947 r. przez Beduina szukającego zaginionej kozy. Ponieważ zwoje schowane były w dzbanach, nowoczesny budynek w którym się je teraz eksponuje ma wygląd nawiązujący do... przykrywki dzbana. Przykładów śmiałych form architektonicznych widać w Jerozolimie zresztą wiele. Wystarczy spojrzeć choćby na gmach Sądu Najwyższego czy Kneset - siedzibę parlamentu. Warto wejść tam do środka, by zobaczyć zdobiące sale recepcyjne gobeliny i mozaikę Marca Chagalla - słynnego żydowskiego artysty rosyjskiego pochodzenia. Przed wejściem do budynku stoi wielka menora będąca darem od parlamentu brytyjskiego. Menora, siedmioramienny świecznik, to symbol państwa Izrael. -Liczbą ramion przypomina, że Bóg przez 7 dni stwarzał świat - wyjaśnia nam przewodniczka.



Miasto o wielu obliczach


Jerozolima to nie tylko przesiąknięte religią miejsca. Wystarczy przejść się po tzw. Nowym Mieście, w okolicach placu Zion, ulubionym miejscu młodzieży i tych, którzy lubią się bawić, by przekonać się, że w eleganckich uliczkach są restauracje, bary, dyskoteki nie różniące się od tych w Europie. Wystarczy jednak 10 minutowy spacer odchodzącą w bok ulicą i znajdziemy się znowu w innym świecie. W Mea Shearim, dzielnicy ortodoksyjnych żydów, czas się jakby zatrzymał. Tutejsi mieszkańcy to pejsaci żydzi w kapeluszach i długich płaszczach, kobiety w długich spódnicach, mężatki - w perukach i chustkach zakrywających głowy. Od przychodzących tutaj turystów również wymaga się stosownego ubioru - szorty czy koszulki z odkrytymi ramionami nie wchodzą w grę, u pań źle widziane są nawet długie spodnie. Zresztą dla turystów nie jest to przyjazny rejon. Wyciagnięcie aparatu wywołuje odruchy niechęci, a niekiedy może skończyć się obrzuceniem kamieniami. To jedno z niewielu w świecie miejsc, w którym spotkałam się z takim dystansem, a właściwie wrogością, nawet ze strony dzieci. W znajdującym się w pobliżu Mea Shearim kościele etiopskim już jest normalnie - rozmawiam z mnichem, żartujemy. Jak widać mimo wszystko od religijności w Jerozolimie nie da się uciec. Nie ma chyba odłamu chrześcijaństwa, który nie miał by tu swojej świątyni. Jest nawet świątynia szkocka pod wezwaniem św. Andrzeja, angielski kościół św. Jerzego, sporo rosyjskich cerkwi. Bo też i całe miasto to taki międzynarodowy miks…

Artykuł opublikowany w lutym 2007 r. w dodatku "Moje Podróże" w Rzeczpospolitej
Back to top