Szlakiem Biblii i kibuców
Hits: 4299

GALILEA (IZRAEL)

Większość powierzchni Izraela zajmują pustynie. Kontrastem do nich jest położona na północy zielona, górzysta Galilea z jeziorem zwanym "morzem". Znajdujące się tu miejsca biblijne - Kana, Nazaret, góra Tabor i wiele innych, to magnes dla licznych pielgrzymek, także z Polski.

 
Głównym miastem Galilei, a zarazem świetną bazą wypadową do zwiedzania północnej części Izraela jest Tyberiada. Położone na wzgórzach osiedla przypominają trochę komunistyczne, polskie blokowiska, ale główne centrum turystyczne nad wodą jest całkiem sympatyczne. Hotele, knajpki, otoczony sklepami deptak, w szczycie sezonu przyciągają tłumy.

izrael-tyberiada.jpgNajwiększą atrakcją jest oczywiście jezioro. Różnie się o nim mówi: Galilejskie, Tyberiadzkie, Genezaret, albo w nawiązaniu do pierwotnej nazwy - Kinneret, od hebrajskiego słowa "kinnor" czyli "harfa" (z lotu ptaka przypomina ten instrument). Zasilane przez wody rzeki Jordan stanowi główne źródło wody Izraela. Leży 212 metrów poniżej poziomu morza, a jego imponujące jak na pustynny kraj rozmiary (21 km długości, 12 km szerokości) sprawiają, że nazywa się je "morzem". To właśnie z jego okolic pochodziła większość uczniów Jezusa - rybaków. Nic dziwnego, że jeden z lokalnych specjałów kulinarnych to wyławiana z tutejszych głębin "ryba św. Piotra" (bardzo dobra, choć oścista). Z kolei pływające po jeziorze, wożące turystów łodzie to zwykle repliki łodzi, na której pływałizrael-rybacy.jpg Chrystus. My również taką płyniemy. Kapitan jest doskonale przygotowany na przyjmowanie Polaków - w pewnym momencie z głośników płynie "Mazurek Dąbrowskiego", a na maszt wciągana jest biało-czerwona flaga. Na zakończenie 2-godzinnego rejsu dostajemy wydrukowane po polsku pamiątkowe dyplomy.

Ale oprócz zrekonstruowanych łodzi jest też nad jeziorem ta jedna jedyna, autentyczna. Tak przynajmniej twierdzą w kibucu Ginosar gdzie owe znalezisko można zobaczyć. Kiedy papież Jan Paweł II odwiedził Izrael, poruszono sprawę łodzi. Watykan poprosił o jej przekazanie, na co Izrael miał się ponoć zgodzić, pod warunkiem, że władze Kościoła oddadzą słynną menorę ze zburzonej świątyni jerozolimskiej. Do porozumienia nie doszło.


Śladami Jezusa

izrael-zyd.jpgNazwane na cześć cesarza Tyberiusza miasto nad jeziorem nie ma imponujących zabytków, co nie znaczy, że nie ma tu co oglądać. Są np. w Tyberiadzie fragmenty wzniesionych w XVIII wieku murów obronnych, pozostałości zamku krzyżowców, XVIII wieczny meczet, a także zabytkowy kościół w kształcie łodzi (w czasie II wojny jego dziedziniec odrestaurowano siłami polskich żołnierzy).

Ja urządzam sobie spacer do znajdujących się 2 km za miastem grobowców żydowskich duchownych. Po drodze mijam rozległy cmentarz, ruiny łaźni z czasów rzymskich, wreszcie dochodzę do przesiąkniętego modlitewną atmosferą kompleksu świątynnego przy grobie rabiego Meira Baal Hanesa. W pobliżu są też źródła termalne - ci którzy chcą skorzystać z ich dobroczynnych efektów (dobre na choroby skóry), mają do użytku nowoczesne centrum odnowy biologicznej. Mnie bardziej interesują dawne łaźnie tureckie sprzed 200 lat i odkryte obok nich mozaiki stanowiące pozostałość synagogi z IV wieku.

Kilka kilometrów dalej znajduje się tzw. miejsce chrztu Jezusa. Drugie tak samo reklamowane ma u siebie Jordania (i to jordańskie wydaje izrael-piotr.jpgsię być bardziej prawdopodobne). Kontrowersje nie wpływają jednak na to, że i w jednym i drugim można spotkać licznych pielgrzymów dokonujących rytualnych chrztów.

Po południu, już z całą grupą, jedziemy na północną stronę Jeziora Galilejskiego. Mijamy plantacje bananowców i innych cytrusów. W końcu docieramy do Kafarnaum, gdzie można oglądać pozostałości synagogi w której jakoby nauczał Jezus oraz ruiny domu św. Piotra. -To w rzeczywistości dom teściowej apostoła - uściśla nasza przewodniczka. I dodaje: -Księża prowadzący pielgrzymki mówią, że św. Piotr trzykrotnie wyparł się Jezusa, za to, że uzdrowił mu teściową…

Robimy sobie zdjęcia przy posągu ulubionego ucznia Chrystusa (swoją drogą św. Andrzej też stąd pochodził) i jedziemy do pobliskiego Kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb. Przypominają się znane z religii opowieści o tym, jak Jezus chodził po wodzie i o jego słynnym cudzie, w efekcie którego mając 2 ryby i 5 bochenków Jezus wykarmił 5 tysięczny tłum. Wybudowaną na tym miejscu świątynią kryjącą pozostałości mozaik z V wieku, opiekują się niemieccy benedyktyni.

Z kolei kilka kilometrów dalej jest kolejne biblijne miejsce - Góra Błogosławieństw z sanktuarium, w którym żyją franciszkanki z Italii. Świątynia powstała w 1937 roku z datków włoskiego społeczeństwa, w tym samego Mussoliniego. Piękny marmur jak przystało na Włochów, sprowadzono z Carrary. Ładny stąd widok na jezioro.


Do Kany na wino

W Galilei co krok trafiamy na znane z Biblii miejsca. Nie ma szans, by w trakcie krótkiej wycieczki objechać wszystkie z nich. Nie oglądamy więc Kościoła Prymatu, w miejscu w którym Chrystus pokazał się uczniom po zmartwychwstaniu, z daleka też tylko patrzymy na obły kształt góry Tabor (590 m n.p.m.), na której wznosi się godna uwagi bazylika. Nie omijamy za to Kany, słynnej z chrystusowego cudu zamiany wody w wino. Szczerze mówiąc znam trzy miejsca, w których twierdzi się, że to prawdziwa Kana (jedna z nich w południowym Libanie), za to ta którą teraz odwiedzamy, 7 km od Nazaretu, jest zdecydowanie najbardziej skomercjalizowana.

izrael-kana.jpg Jeszcze nie zdążamy wysiąść z autobusu, a już jesteśmy zapraszani na degustacje wina. Do najlepszych na świecie wprawdzie ono nie należy, ale co tu kryć - sympatyczna to pamiątka, i co ważne - po kolejnej kolejce próbowania humory stają się lepsze. Właściwie sklepami zabudowana jest cała droga od parkingu do kościoła, w którym poza mozaikami z aramejskimi inskrypcjami ogląda się też stągwie takie same jak te, które mieściły wino "jezusowe". Autentycznymi ponoć kadziami chwali się sąsiedni kościół greckokatolicki.

Wreszcie najbardziej wyczekiwany przez nas punkt programu - Nazaret. To w sumie wielkie, stutysięczne miasto. Bloki wysoko na wzgórzach zamieszkują Żydzi, niższe zbocza to dzielnice arabskie (Arabowie stanowią połowę tutejszych mieszkańców), centrum natomiast opanowali chrześcijanie. Chrześcijański jest też burmistrz. -Wyobraźcie sobie jak trudno tutaj cokolwiek załatwić. Ciągle się tu świętuje - śmieje się nasza przewodniczka. W piątek mają wolne muzułmanie, w sobotę żydzi, w niedzielę chrześcijanie. Trzeba po prostu wiedzieć z kim do kogo, kiedy chodzić…


Religijnie i zakupowo

Nowoczesna izrael- nazaret.jpgBazylika Zwiastowania, na ogół główny cel przyjazdu do Nazaretu, wyraźnie wyróżnia się w zabudowie miasta. Wybudowana w 1955 roku jest już piątą świątynią wzniesioną na tym miejscu. Otaczający ją mur zdobią wizerunki Matki Boskiej izrael- nazaret - polski witraz.jpgpodarowane przez różne kraje, w tym także mozaika z Polski. W środku najważniejsza jest grota w której Archanioł Gabriel objawił się Maryi. Ale i sama konstrukcja kościoła (właściwie dwóch - dolnego i górnego) też jest ciekawa. 

Potem jeszcze krótki spacerek i jesteśmy przy kościele pw. św. Józefa wybudowanym nad miejscem, gdzie jakoby stał dom i warsztat św. Józefa. Przed wejściem mamy kolejny polski akcent - polskojęzyczną tablicę z 1944 roku z napisem "Zwróć Ojczyźnie naszej wolność i nam wolnymi do niej powrócić pozwól".

Przeżycia duchowe to jedno, ale nawet najbardziej religijny pielgrzym w pewnym momencie gubi się w biblijnych detalach i przestaje kojarzyć, czym różniły się kolejne kościoły. To znak, że trzeba zrobić przerwę. Bazarowe uliczki Nazaretu są doskonałą okazją do pamiątkowych zakupów. Z dogadaniem się po polsku nie ma problemu. Dominują oczywiście pamiątki religijne. Są więc rzeźbione szopki, figurki świętej rodziny albo Maryi z Aniołem Gabrielem, różańce, krzyże… Od taniego kiczu po prawdziwe dzieła sztuki. Pomyślano nawet o zestawach "wszystko w jednym". Choćby takie pudełeczko, a w nim buteleczki zawierające: świętą wodę (z Jordanu), trochę kamyczków (w końcu to Ziemia Święta), święty olej (z Betlejem) i święte kadzidło. A jak nie chcemy nic religijnego? Klient nasz pan… Panie przebierają zwykle w szalach paszminowych, panowie wolą T-shirty, np. z reklamą izraelskiego piwa.


Utopia, która działa

galilea-kubic.jpgNa obiad jedziemy do kibucu. -To nie kołchoz, tylko dobrowolna spółdzielnia - podkreśla miejscowy opiekun. Ten typowo izraelski pomysł gospodarczo-społeczny, budzi w nas różne odczucia. Przede wszystkim niedowierzanie, że wydawałoby się utopijny system jednak może funkcjonować, i to na dodatek całkiem dobrze.

W kibucu wszystko jest wspólne. Mieszkańcy nie mają żadnego własnego majątku, a ci którzy pracują poza nim, oddają do wspólnej kasy zarabiane pensje. Z fiskusem rozliczają się jako kibuc. Samochody? Prywatny jest tylko jeden - ma go niepełnosprawny, kilka pozostałych jest do wspólnego użytku. Za to każdy ma rower.
Ważne też że w kibucowej społeczności wszyscy są równi, mają takie same prawa i obowiązki, jak choćby dyżury w kuchni. Sobota jest wolna od pracy. Wszelkie decyzje podejmuje się wspólnie - dwa razy w miesiącu są spotkania kibucników. Nikt nikogo do mieszkania w kibucu nie zmusza - w każdej chwili można odejść (w zależności od zasług otrzymuje się stosowną odprawę) i ewentualnie też wrócić.

Pierwszy kibuc powstał w 1910 roku. To istniejąca do tej pory Degania nad południowym brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego. Ten, do którego my przyjechaliśmy to Kibbutz Lavi, także w Galilei, niedaleko Tyberiady, z widokiem na Wzgórza Golan. Podstawą dochodu jest tu hodowla krów, drobiu i koni, ale jakiś czas temu ruszono jeszcze z produkcją mebli dla synagog. -Jak tu przyszliśmy, w 1949 roku, nie było nic - ani wody, żadnych drzew, tylko kamienie. Było nas 48 osób, teraz jest ok. 700… - galilea-wojsko.jpgopowiada nasz opiekun. Każdy z mieszkańców ma domek - ok. 70 m kw., zapewnione wyżywienie, opiekę lekarską, kształcenie. W otoczeniu przypominającym park są korty tenisowe, basen. Pozornie wydaje się, że to ośrodek wypoczynkowy…

Dla wielu rodzin, zwłaszcza tych niebogatych i nie mających wielkich potrzeb, kibuc to bardzo wygodny system. Na indywidualność  miejsca raczej brak.
A jak kibucowy obiad? Charakter stołówki, ale jedzenie bardzo dobre! Wiele kibuców w ramach swojej działalności zarobkowej oferuje noclegi i posiłki. Bardzo to wygodne, zwłaszcza w przypadku grup.

Wieczorem wracamy do Tyberiady. Rozpoczął się weekend - miasto się zaludniło, w hotelach rozbrzmiewa dancingowa muzyka. Bawimy się i my. To nic, że rano trzeba wcześnie wstać. Kolejne dni spędzimy już na pustyni…

 

Informacje praktyczne (dane z 2007 r.):

Przelot:

z Polski bezpośrednie połączenia zapewniają linie El Al oraz LOT. Po ok. 4 godzinach podróży wylądujemy na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie.

Wizy, formalności:

dla Polaków wizy nie są już potrzebne. Jeśli nie chcemy mieć w paszporcie izraelskiego stempla (może uniemożliwić wjazd do niektórych krajów arabskich), trzeba poprosić o wbicie go na kartce papieru (pamiętajmy o tym także przy wylocie). Zarówno przy podróży do Izraela (już na lotnisku Okęcie) jak i przy powrocie (na lotnisku w Tel Awiwie) trzeba być przygotowanym na dokładną kontrolę nadawanego do luków bagażu i mnóstwo pytań.

Waluta:
szekle (ILS) podzielone na 100 agorot. 1 euro = 5,50 ILS, 1 ILS = 0,70 zł. Pieniądze można wymienić w bankach i hotelach, jak również - już bez prowizji, w kantorach. Trzeba uważać na monety 10 szeklowe - często zdarzają się podróbki.

Zwiedzanie:
ceny wstępów są dość wysokie. Na zniżki mogą liczyć studenci z legitymacją ISIC. Przy planowaniu zwiedzania warto wziąć pod uwagę poobiednie sjesty - większość obiektów czynna jest od 8.30 do 12 i potem od 14-14.30 do 17. Przy wejściu do miejsc kultu trzeba pamiętać o stosownym ubiorze.

Ważne telefony:
pogotowie - 101, policja - 100.

Ambasada RP w Izraelu:
Soutine St. 16, Tel Aviv 64-684, tel. (00972) 03 7253 111. This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it..

Konsulat w Jerozolimie:
Konsul Honorowy Zeev Baran, Jabotinsky St.27, Jerusalem 92 141, tel. 02 5665 845

Informacje:
w lokalnych biurach informacji turystycznej można dostać bezpłatne broszury i mapy, także po polsku.

Ceny:
ryba św. Piotra - serwowana w restauracji portowej w Tyberiadzie, z frytkami i sałatką - 50 szekli; piwo w restauracji - 10-15 szekli; pocztówka - 1,5 szekli, znaczek do Polski - tyle samo. Kurs: 1 szekla to 0,64 zł.

Noclegi:
Najtańsze lokum w Tyberiadzie to hostele, w których pokój ze skromną łazienką kosztuje 60 szekli za jedynkę i 100 szekli za dwójkę. Za nocleg w kibucu Lavi zapłacimy od 64 dol. od osoby w pokoju dwuosobowym, za jedynkę - od 110 dol. (w szabat drożej; grupy mogą liczyć na zniżki). Szczegóły: http://www.lavi.co.il

Back to top