Odeskie "Déja vu"
Hits: 5659

odessa-schody.jpgODESSA (UKRAINA)

Większości turystów Odessa kojarzy się z filmem "Pancernik Potiomkin", a konketnie ze sceną, w której wśród panicznie uciekającego przed kozackimi kulami tłumu, stacza się po schodach wózek wypuszczony przez zabitą matkę. Schody Potiomkinowskie to obecnie jeden z symboli z miasta.

 



Na mapie widnieją często jako "Schody Primorskie", choć nazwa "Potiomkinowskie" jest zdecydowanie bardziej popularna. Przyjęła się jednak dopiero po wydarzeniach czerwca 1905 roku, czyli po sławetnym powstaniu na pancerniku "Potiomkin"; wcześniej mówiono o nich "Gigantyczne" albo "Wielkie Bulwarne".

Wybudowano je w latach 1837-41 jako reprezentacyjne wejście z portu do centrum miasta. Początkowo miały 200 stopni, ale po tym jak na dole powstała ulica, osiem z nich zostało przykrytych jezdnią. W sumie długość wznoszących się na 27 metrów schodów wynosi 136 metrów. Bardziej imponująco wyglądają z dołu - to dlatego , że pnąc się do góry zwężają się (na dole mają 21 metrów szerokości, u góry tylko 13).

Burmistrz rodem z Francji


odessa-port.jpgWprawdzie film "Pancernik Potiomkin" odbiegał znacznie od faktów, ale masakra faktycznie miała na schodach miejsce: 15 czerwca 1905 r. zginęło na nich ok. 2 tys. ludzi. Do wymyślenia efektownej sceny z wózkiem doprowadził przypadek. Ponoć reżyser S. Eisenstein długo zastanawiał się nad koncepcją "skręcenia" schodów, aż któregoś dnia, siedząc na stopniach i jedząc czereśnie zwrócił uwagę na staczającą się pestkę. Reżysera olśniło - pestka została wkrótce zastąpiona przez wózek.

Dzisiaj schody to ulubione przez turystów miejsce. Z ich szczytu mamy ładną panoramę; widać stojące w porcie statki, wielki i nowoczesny Dworzec Morski, a tuż za nim mający siedemnaście pięter pięciogwiazdkowy hotel sieci Kempinski.

Pośrodku punktu widokowego, czyli niewielkiego placyku, stoi sobie spokojnie pomnikowy książę de Richelieu. Szlachetny Francuz przybył do Rosji uciekając przed gilotyną, jaka mu groziła w czasie Rewolucji Francuskiej. Mimo że cudzoziemiec, bardzo dużo dla miasta zrobił. Miał ku temu zresztą możliwości, został bowiem pierwszym burmistrzem (lata 1823-28). Złośliwi powiadają, że pod naciskiem rodziny ożenił się z bardzo dobrą, ale wyjątkowo brzydką dziewczyną. Nie mogąc przełamać niechęci do żony całą swoją energię przelewał na pracę dla rozwijającej się metropolii.

Na odeskim pomniku Richelieu przedstawiono jako patrycjusza, w rzymskiej todze, z wieńcem laurowym na głowie, z rulonem dokumentu w ręku. Minę ma poważną, zdaniem niektórych wręcz smętną, bo jak tłumaczy lokalna anegdota, dostał list, że przyjeżdżają krewni z Paryża, a jak zobaczył na schodach ilu, to skamieniał. Swoją drogą Odesiti, jak mówi się o mieszkańcach Odessy, kochają anegdoty i słyną z poczucia humoru. Przekonać się można o tym zwłaszcza podczas festiwalu "Humoryna", organizowanego co roku, 1 kwietnia.

Szutka Pinoczeta


odessa-deza wi.jpg Wspomnianą na wstępie scenę z wózkiem, choć już w zupełnie innej, bo komediowej konwencji, widzieliśmy też w filmie "Déja vu" J. Machulskiego. Ukraińcy i Rosjanie bardzo dobrze znają ową produkcję. W oparciu o nią, działa jedna z najmodniejszych odeskich restauracji, otwarta w pobliżu wejścia na schody Potiomkinowskie "Deża wiu". Wejścia strzeże wąsaty portier (niczym ten z filmu), obok niego stoi popiersie Lenina z podpisem "Wódz światowego proletariatu", w tle ściana oblepiona zdjęciami-kadrami z filmu, z Jerzym Stuhrem w roli głównej. Kelnerzy przebrani za komsomolców uwijają się jak w ukropie zbierając  zamówienia. Już sama lektura menu dostarcza niezłej zabawy; można zamówić "Żart (ros. szutka) Pinoczeta", "Zakąskę Proletariacką", albo też spróbować co to takiego "Siódma Flota USA" (sałatka z tuńczykiem), ewentualnie "Ateizm po chłopsku" (jesiotr w warzywach). Obok propozycji co zjeść - rysunki. Na przykład lokomotywa i podpis: "Pociąg jedzie od stacji Socjalizm do stacji Komunizm". Swoistą twórczość stanowią też autentyczne plakaty na ścianach. Pouczają: "O każdego z nas troszczy się na Kremlu towarzysz Stalin", "Robotnico! - walcz o czystą stołówkę" czy: "Kto nie pracuje - ten nie je". Kto chce, może uwiecznić się w księdze pamiątkowej. Jakiś Anglik wpisał: "Czułem się jak gość KGB".

 

 

Spacerkiem po bulwarze


Nazywana "Perłą Morza Czarnego" Odessa nie ma zbyt wielu zabytków, nie jest też wcale specjalnie pięknie położona. Ma jednak Odessa owe "coś", co sprawia, że trudno jej nie lubić.

odessa-dzieci.jpg"Wiekowo" Odessa jest jeszcze stosunkowo "młoda"; liczy 206 lat. Wiadomo, że już w starożytności istniała w tym miejscu grecka osada Istrion, zaś w średniowieczu słowiańskie osiedle Kaczuba. W XV wieku tereny te zajęli tatarzy krymscy, a po nich Turcy. O mieście jednak możemy mówić dopiero od roku 1795, kiedy to po zdobyciu tureckiej twierdzy Rosjanie założyli tutaj port i nazwali go Odessa od greckiego imienia niedalekiego antycznego portu Odessos. Dzisiaj jest to piąte co do wielkości miasto Ukrainy (1,1 mln mieszkańców) i największy port Morza Czarnego.

W przeciwieństwie do wielu czarnomorskich miast (choćby do Jałty), w Odessie brakuje typowej nadmorskiej promenady. Jest wprawdzie Bulwar Primorski, ale biegnie na wzgórzu, w pewnej odległości od brzegu.

Spacer bulwarem najlepiej rozpocząć od górnego końca Schodów Potiomkinowskich, a zakończyć przy Pałacu Woroncowa. Po drodze mijamy ładne, choć często zaniedbane XIX wieczne budynki, niektóre należące dawniej do Polaków (np. Dom Gąsowskiego).

Na pewno nie da się przeoczyć budynku starej giełdy, obecnie pełniącego funkcję ratusza. Fasadę zdobią dwa posągi - symboliczni protektorzy miasta: Fortuna (jako bogini szczęścia) oraz Merkury (bóg handlu). Na samej górze stoją  dwie kamienne kobiety - Dzień i Noc, ta druga ustawiona tak, że zawsze znajduje się w cieniu. Co jakiś czas przypomina o sobie ratuszowy zegar; co pół godziny kuranty wygrywają "Pieśń o Odessie".

Groźna armata na placu przed budynkiem to pamiątka z czasów wojny krymskiej - zdjęto ją z osiadłego na mieliźnie alianckiego okrętu "Tygrys". Aliantom nie udało się zdobyć Odessy. Po ciężkich walkach swoje zainteresowania przenieśli na Sewastopol.

odessa-ukrainka.jpg Jednak najważniejszy przed ratuszem jest Puszkin, a dokładniej jeden z  pierwszych pomników tego poety na Ukrainie, wystawiony w 1888 roku. Puszkin zjawił się w Odessie w 1823 roku i w ramach zesłania mieszkał tu przez 15 miesięcy. Bardzo go w mieście lubiono, choć "grzeczny" wcale nie był. Słynął jako kochliwy - równocześnie zaangażował się uczuciowo w związek z  trzema mężatkami! Jak wyglądała Odessa tamtych czasów możemy przeczytać w "Eugeniuszu Onieginie". Notabene innym poetą-zesłańcem był w Odessie Adam Mickiewicz (przybył już po wyjeździe Puszkina).

Już prawie przy końcu Primorskiego Bulwaru mamy osobliwy most - nazwano go Mostem Teściowej. Wieść gminna niesie, że wybudowano go 30 lat temu na polecenie jednego z komunistycznych kacyków, chcącego w ten sposób skrócić sobie drogę do ukochanej teściowej, by ją częściej odwiedzać. Zdaniem tych, którzy utrzymują że miłość do tesciowej jest niemożliwa,  motywacja była inna: dzięki skrótowi przez most teściowa nie miała pretekstu by u zięcia nocować - bez trudu przecież mogła wracać do siebie.

Tuż za mostem jest Pałac Woroncowa, czyli XIX-wieczna rezydencja jednego z dawnych gubernatorów. W 1917 roku odbyło się tutaj pierwsze zgromadzenie "władzy robotniczej", dzisiaj zaś mieści się tu dziecięca akademia muzyki i tańca. Z tarasu przy pałacyku mamy ładny widok na port.

 

Pięć krów albo bilet do opery


Niewątpliwie najbardziej reprezentacyjnym zabytkiem Odessy jest Opera, uważana za jedną z najpiękniejszych na świecie. odessa-opera.jpgKiedy w 1873 po pożarze teatru, rozpisano światowy konkurs na nowy budynek, zwyciężyli dwaj wiedeńscy architekci: Fellner i Gelmer. Ten pierwszy miał już na swoim koncie projekty Opery w Wiedniu, a także liczne teatry, m.in. w Budapeszcie i Zagrzebiu. W sumie Fellner zbudował w różnych miastach Europy 49 teatrów, ten w Odessie był trzynastym. Potężny gmach, oddany do użytku w roku 1887, powstał w 3 lata i 2 tygodnie. Wprawdzie od frontu widać tylko 3 piętra, ale tak naprawdę, od drugiej strony, jest ich aż 11! Podobno to jeden z pięciu najlepszych akustycznie teatrów świata (konkurencją są Opery w Mediolanie, Londynie, Wiedniu i Paryżu).

Na liczącej 1560 miejsc widowni już od początku nie łatwo było zasiąść - zainteresowanie sztuką było dawniej ogromne i nawet plebs znał włoskie arie. Bilet do opery w końcu XIX wieku kosztował 25 rubli, a dość powiedzieć, że za 5 rubli można było kupić krowę. Mimo to każda przyzwoita rodzina pragnęła mieć w teatrze swoje miejsca, najlepiej lożę wykupioną od razu na cały sezon. Jakby nie było miejsce w teatrze dawało prestiż.

 

Plac grecki i ulica Polska


Najbardziej urokliwą ulicą Odessy jest zamieniona na deptak Deribasiwska. Nazwano ją tak dla uczczenia Francuza De Ribasa, odessa-secesja.jpgdzięki któremu w 1789 roku wyrwano Odessę z rąk Turków.

Na otoczonym pięknymi secesyjnymi kamienicami deptaku ruch. Można zrobić sobie zdjęcie w objęciach pluszowej różowej pantery, albo z prawdziwym, uwiązanym na smyczy lemurem. Jakiś muzyk gra na akordeonie tęskne ukraińskie dumki, obok przysypia babcia, której biznes to waga - można skorzystać za całe 30 kopiejek. Roześmiane dziewczyny okupują telefon. Nie jest to zwykły automat, wygląda jakby miał z 50 lat. Wybierając określony numer możemy posłuchać ulubionej melodii. Kolejka ustawiła się też do brązowego krzesła - występuje ono w znanej na Ukrainie bajce, nic dziwnego, że każdy chce na nim przysiąść. My natomiast  przysiadamy w ulicznej kafejce i gasimy pragnie dobrym, a zarazem tanim tutejszym piwem, do którego zamawiamy lokalny specjał, czyli byczki (wędzone ryby).

Najbardziej tłoczno jest na wypełnionym straganami placyku - można tu kupić kolorowe matrioszki, ręcznie malowane pudełeczka, serwetki haftowane krzyżykami.
Stąd odessa-polski kosciol.jpgjuż niedaleko do placu Katedralnego - w tej okolicy Deribasiwska łączy się z ulicą  Preobrazenską (dawniej Armii Radzieckiej). Katedry, od którego pochodzi nazwa placu dawno już nie ma, bowiem w latach 30. zniszczyło ją radzieckie wojsko.

Ale to nie tu jest serce miasta, lecz na niedalekim Placu Greckim (Hrecka Płoszcza). W ciągu dnia ruch jak w ulu - tutaj mają "pętle" kursujące po mieście mikrobusy, tutaj też są stragany, na których zaopatrują się Odesianie. Nazwa placu przypomina o narodowości, która w Odessie mieszka najdłużej. Swoją drogą jest też ulica Polska oraz Polski Zaułek. Polacy mają nawet własny kościół (pw. Św. Piotra), nad którym już od ponad 40 lat pieczę trzyma salezjanin Tadeusz Hoppe. Większość mieszkańców to jednak ludność prawosławna. Zainteresowanie religią jest teraz naprawdę żywe, także wśród młodzieży. W pięciu klasztorach, które działają w mieście nie narzeka się na brak powołań. Adeptów na mnichów nie odstrasza srogi reżim klasztornego życia, trudny, trwający 7 lat okres próbny, to, że oprócz ubrania mnich nie może mieć nic swojego, ani nawet perspektywa wielogodzinnych modlitw, cały czas na stojąco.

Oprócz cerkwi i kościołów są też i świątynie innych wyznań - można zajrzeć np. do synagogi, ciekawą budowlą jest też Centrum Kultury Muzułmańskiej przy ul. Puszkina.


Kulturalne miasto


odessa-grafiti.jpg Nietypową ciekawostką Odessy są katakumby, jak nazywa się ciągi korytarzy powstałe w tutejszym piaskowcu.  Nie chowano w nich zmarłych - podziemne labirynty służyły bezdomnym, złodziejom, szmuglerom, wyjętym spod prawa, rewolucjonistom, a w czasie II wojny światowej partyzantom, którzy właśnie tutaj urządzili sztab wymyślający akcje przeciw 16-tysięcznym siłom niemieckiego okupanta. Nic dziwnego, że właśnie w tym miejscu ulokowano Muzeum Chwały Partyzanckiej.

W Odessie muzeów nie brakuje. Archeologiczne zostało założone już w roku 1875, zresztą było to pierwsze tego typu muzeum w całym rosyjskim imperium. Poza tym istnieje muzeum Historii Morskiej i Historii Regionalnej, Literatury, Puszkina, muzeum Sztuki w którym można zobaczyć stare ikony, czy Sztuki Zachodniej i Orientalnej, gdzie dla odmiany eksponowane są prace m.in. Canaletta czy Caravaggia. Ciekawy już sam w sobie jest Pałac Potockich mieszczący Muzeum Malarstwa. Innego rodzaju atrakcją jest odeskie delfinarium - latem występują w nim "gościnnie" sprowadzane z Sewastopola delfiny. W tym sezonie główni gwiazdorzy to trzylatki Sonia i Kuzia.

Wschodnia specyfika


odessa-lenin.jpg Dawno nie ma już ZSRR, ale na ogromnym placu Kulikowo Polie (wcześniej plac Rewolucji) nadal możemy zobaczyć dumnego Lenina. Tyle że teraz pomnik ma już inny charakter - swego czasu go nawet zdjęto, ale ostatecznie uznano za zabytek i postawiono powtórnie.

Odessa się zmienia - szarość komunizmu zastępowana jest kolorowymi reklamami, witrynami sklepów zachodnich firm, choć mimo wszystko dominuje tu "wschodnia specyfika". Największy dom towarowy to nadal Centralnyj Uniwersalnyj Magazin, po szerokich ulicach mkną głównie łady i żiguli, na ulicach obok ogródków piwnych stoją beczki z kwasem chlebowym. Na jednej z głównych ulic część chodnika wydzielają kraty. Za kratami - dzieci. To przedszkole, ale nie mogę zrozumieć co robią dzieci wśród spalin. -Wyprowadziłyśmy je na świeże powietrze - wyjaśnia przedszkolanka.

odessa-przedszkole.jpg Zaglądam do księgarni. Ładnie wydany atlas samochodowy Europy kosztuje 70 hrywien, czyli tyle, ile wynosi przeciętna emerytura! W sklepie odzieżowym sukienki za równowartość 20 dolarów - to z kolei średnia pensja. Niełatwo tu żyć...

Wchodzę na podwórko - tu zupełnie inny świat niż od frontu ulicy. Powiewa rozwieszone pranie, przeciągają się leniwie koty, siedzące na taboretach staruszki machają  przyjaźnie. Rozmawiamy po rosyjsku - w przeciwieństwie do innych regionów Ukrainy,  w Odessie to na co dzień główny język. Ukraiński obowiązuje w urzędach i szkołach. Dla wielu dzieci zresztą to spory problem, bo już od I klasy wszystkie przedmioty wykładane są w języku, którym w domu się nie posługują.

 

Do wstrieczi!


odessa-ja w pubie.jpgDla większości przyjeżdżających nad Morze Czarne Ukraińców i Rosjan Odessa to przede wszystkim kurort wakacyjny. Słońca tu nie brakuje, w obrębie miasta jest aż 40 km wybrzeża, na którym jest sporo ładnych, choć na ogół zatłoczonych plaż. Którą z nich wybrać? - Jedź tramwajem na Bolszoj Fontan - poleca mi Katia. Plaża plażą, ale moją uwagę przykuwa potężna wieża ciścnień. Jak się okazuje słodka woda od zawsze stanowiła dla miasta spory problem, bo najbliższa rzeka to dopiero Dniestr oddalony od Odessy aż o 40 km. Kiedyś wodę dowożono, aż w końcu jeden z kupców wpadł na pomysł zrobienia wodociągu. Niestety, początkowo nie było chętnych do płacenia za wodę, więc nieszczęsny biznesmen popełnił samobójstwo rzucając się z wieży.

Regułą w nadmorskich kurortach jest życie nocne. Tak jest i w Odessie. Spotkana młodzież poleca nam Arkadię, dzielnicę słynącą z ogrodów, eleganckich restauracji i pubów. Zostajemy jednak w centrum. We wspomnianej już restauracji Deża Wju gra na żywo zespół, a choć obowiązujące w lokalu ceny jak na warunki ukraińskie do niskich nie należą ("Ceny u nas są śmieszne. Ale tylko dla tych, którzy mają poczucie humoru" - lojalnie się tu uprzedza), aż trudno o miejsce przy stoliku.

Wkrótce zmieniamy lokal na modny Amsterdam, przypominający replikę uliczki z holenderskiej metropolii. O 23-ej rozpoczyna się show - zespół tańca nowoczesnego daje naprawdę profesjonalny popis, po którym czas na dyskotekę. Poznani Ukraińcy stawiają szampana "Odessa". W ramach toastu  życzenia - "Do wstrieczi!". Czyli po protu "do zobaczenia", w Odessie oczywiście.

Back to top