Przez lodowce i doliny
Hits: 5393

kaukaz-widok z uszba 2.jpgKAUKAZ (ROSJA)

Większość wypraw na Kaukaz cel ma jasny: zdobycie Elbrusa (5642 m n.p.m.), najwyższego szczytu całej Rosji. Ale Kaukaz to także inne góry i nie mniej ciekawe - doliny.

 



Zdobywanie Elbrusa, od wyjścia z miasteczka Terskoł do powrotu, zajęło większości z nas 3 dni. Pozostały czas wykorzystaliśmy na wędrówki po okolicznych dolinach oraz ćwiczenia technik wspinaczkowych na lodowcach. Tym bardziej, że była to wyprawa szkoleniowa ratowników z grupy żywieckiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Komu w drogę, temu czekan

kaukaz - armata 2.jpgOglądanie rosyjskiej mapy dostarcza nam dużo zabawy. Ale fajne nazwy gór: "Przyjaźń", "Lokomotywa", "WF-ista", jest też szczyt "Wolnej Hiszpanii", "Związków Zawodowych", "Lotnictwa" i "Kolejarzy"...

Nie zastanawiamy się długo - pakujemy plecaki i wyruszamy w dolinę rzeki Adył-su. Bałkarska nazwa sugeruje, że powinno być ładnie ("adył" to "piękny", "su" to "górska rzeka"), no i faktycznie tak jest. Krajobrazy podobne jak w Alpach, niemal spod nóg uciekają nam sympatyczne, małe gryzonie zwane suslikami. Po drodze przystanek przy armacie - w okolicy jest kilka takich. Wyglądają jak zabytki, ale tak naprawdę są w niezłym stanie - zimą ciągle wykorzystuje się je do odstrzeliwania lawin.

kaukaz-w szczelinach.jpgIdziemy na lodowiec Kaszkatasz. Jego trawers wcale okazuje się trudniejszy, niż nam się początkowo wydaje. Najgorsze, że co i rusz wyłaniają się kolejne, głębokie szczeliny, których pokonanie, zwłaszcza z plecakami, wcale nie jest łatwe. Nagrodą jest biwak w przepięknym miejscu - w otoczeniu lśniących grani, z Elbrusem na horyzoncie, na skraju lodowca, z fantastycznym widokiem na dolinę o zachodzie słońca zasnuwająca się mgłą. W nocy już nam się mniej podoba - nadchodzi burza, w szumie ulewy co i rusz słychać obsuwające się po błotnistym zboczu głazy spadające w niedaleką przepaść. Trudno jest usnąć - rano przyznamy się wzajemnie, że każde z nas miał wrażenie, że kamienie zjadą prosto na nasze namioty.

Nasze namioty przemokły, tak więc kolejny dzień rozpoczyna suszenie mokrych rzeczy. Potem aplikujemy sobie ciąg dalszy wspinaczkowych ćwiczeń, a na zakończenie mamy jeszcze przedzieranie się przez zbocza porosłe rododendronami kaukaskimi. Ich krzewy, osiągające wysokość do 1,5 m, ale na ogół wiecznie przygięte do ziemi od dźwigania zimą śnieżnej pokrywy, służą miejscowym jako substytut herbaty. Inną użyteczną rośliną jest tu wysokogórski klon - ze względu na jego słodki sok, nazywa się go cukrowym.

kaukaz-lodowcowy biwak.jpgNastępną noc spędzamy już przykładnie na polu biwakowym. Żadnych luksusów - mycie w strumieniu, zero infrastruktury, ale od cudzoziemców opłatę 3 dolarów od osoby ponoć się zbiera ("ponoć", bo podobno inkasjer zjawia się od czasu do czasu; my na niego nie trafiliśmy). Wieczorem rozpalamy ognisko - zaraz dosiadają się do niego spotkani przypadkowo inni Polacy, potem dochodzą Ukraińcy i Rosjanie. Ktoś przynosi gitarę - piosenki rodem z Beskidów przeplatają się z rzewnymi dumkami i twórczością Wysockiego.

Nazajutrz - wycieczka do jeziora Baszkirińskiego. Pod drodze jeszcze formalności - posterunek uzbrojonych w kałasznikowy pograniczników sprawdzających  czy mamy stosowne zezwolenie na poruszanie się w terenie przygranicznym (pobliskimi szczytami przebiega granica z Gruzją). Mamy! Droga wolna! Co i rusz pojawiają się atrakcje typu przejście przez potok, niby-poręczówki, potem ścieżka granią. W pewnym momencie pojawiają się pisane po rosyjsku tabliczki "Miny". Profilaktycznie nie zbaczamy ze szlaku, choć jak się potem dowiemy - po niebezpieczeństwie pozostało już tylko ostrzeżenie.

Jeziorko, które widzimy w otoczeniu "alpejskich" łąk wprawdzie nieco rozczarowuje, za to otaczające go góry prezentują się imponująco. Zwłaszcza przypominający  Matterhorn trójkątny szczyt Dżantugan. Tuż pod nim obozowisko mają miłośnicy skalnej wspinaczki.

Nas tymczasem znowu pcha na lodowce - zakładamy raki i znowu idziemy między seraki. Trzeba być jednak ostrożnym - głębokie szczeliny, podstępnie zasypane śniegiem studnie i niepewne lodowe mosty sprawiają, że niezależnie od powiązania linami, rozważny musi być każdy krok. Widzimy jak z pobliskiej przełęczy wali się z hukiem lawina - tu naprawdę nie ma żartów.

 

Nie tylko wspinaczkowo

Nawet jeśli nie kaukaz-iceclimbin.jpgzamierzamy bawić się w ice-climbing czy przechodzić niekiedy dość stresujących, porytych szczelinami lodowców, też nie będziemy się na Kaukazie nudzić. W rejonie Prielbrusia za jedną z najładniejszych uchodzi dolina Irik (po bałcharsku "irik" oznacza "barana") - świetne miejsce na całodniowy trekking. W jej głębi mamy kolejny lodowiec - jeden z 23 wypływających spod Elbrusa. Lodowcem dostępnym dla każdego, nie wymagającym specjalistycznego sprzętu, jest Szhelda. W latach 60. XIX wieku został on zasypany odłamkami skał, które spadły tu podczas potężnego obrywu górującego nad nim szczytu, co w sumie wyszło mu na dobre - zasypanie chroni go przed topnieniem.

Jeśli za bazę wypadową na wycieczki przyjmujemy miasteczko Terskoł (spory wybór tanich kwater prywatnych), możemy wybrać się np. do okolicznych wodospadów (po  dwóch godzinach wędrówkikaukaz - dolina 2.jpg zobaczymy jeden z nich, zwany "Dziewczęcymi Warkoczami") oraz do widocznego z doliny obserwatorium dysponującego trzema teleskopami do gwiazd i dwoma do słońca. Inną propozycją jest wejście na górę Czegiet (wersja dla leniwych- można skorzystać z wyciągów krzesełkowych). Warto , choćby ze względu na widoki - Elbrus i dolinę Baksan u jego podnóża. Prowadzący dalej, w kierunku granicy gruzińskiej szlak, od pewnego momentu wymaga już jednak zezwolenia. O tym jakie są konsekwencje jego braku, przekonali się moi koledzy GOPR-owcy, otoczeni nagle przez wyskakujących z krzaku pograniczników. Cena oswobodzenia nie była na szczęście zbyt wysoka - kilka paczek papierosów, ale niestety, trzeba było zawrócić.

Swoją drogą trasą, którą teraz chodzą w kierunku granicy turyści, w czasie wojny ewakuowały się wojska rosyjskie. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że żołnierze przenieśli na sobie 16 ton (!)  molibdenowego koncentratu i przegnali 28 tys. (!) sztuk bydła.

 

Z okien autobusu

kaukaz-pomnik.jpg

Już sama droga z lotniska w Mineralnych Wodach w rejon Prielbrusia może stanowić temat specjalnej wycieczki. - Czy wiesz, że tu w okolicy, w mieście Kisłowodsk, w 1918 roku urodził się Aleksander Sołżenicyn? - mówi mi kierowca. Nie, nie wiem, choć Sołżenicyna, laureata nagrody Nobla bardzo lubię, a jego powieść "Archipelag Gułag" zainspirowała mnie kiedyś do wybrania się na położone na północy Rosji Wyspy Sołowieckie.

Tymczasem nasz autobus mija największe miasto tego rejonu - Piatigorsk. Słynie ono również jako uzdrowisko. Cudowną moc tutejszych wód okryto w XVIII wieku, kiedy przypadkowo zauważono, że kurowani ranni żołnierze po kąpielach w lokalnych wodach, wracają do zdrowia szybciej. Chętnych do uzdrawiania się przybywało. Wśród częstych gości był m.in. Michaił Lermontow, którego upamiętniają stojące do dziś Łaźnie Lermontowa. Niestety, w przypadku słynnego poety pobyt w Piatigorsku zakończył się tragicznie - w 1841 roku zginął w pojedynku. A co do wód - pomagają prawie na wszystko: leczą system nerwowy, skórę, serce, mięśnie i kości, przy czym nie trzeba się wcale w nich moczyć - można poprzestać na piciu.kaukaz -wielki lodowiec 2.jpg

Z Piatigorska w okolice Elbrusa jedziemy Doliną Baksańską. To już teren Republiki Bałkarsko-Kabardyjskiej, jak wynika z nazwy - zamieszkiwanej w dużej części przez Bałkarów (muzułmański lud o turko-tatarskim rodowodzie) oraz Kabardyjczyków. Po latach prześladowań obie nacje są bardzo dumne ze swej historii. Swój pomnik ma np. Kabardyjczyk K. Szahirow, który w 1829 roku jako pierwszy stanął na wschodnim wierzchołku Elbrusa, ale dla równowagi jest też pomnik Bałkarca Achii Sottajewa który stał się pierwszym zdobywcą wierzchołka zachodniego (w 1874).

Widoczne z okien autobusu góry także mają swoje  historie. Przy wiosce Kyzburyn widać ostrą skałę - kiedyś zrzucano z niej niewierne żony. Nieco dalej jest góra Chara-Chora, co znaczy "pies i świnia". Wedle miejscowej legendy to efekt gniewu ojca, który nie akceptując wybranka serca swojej córki, zamienił oboje w wymienione zwierzęta.

Niestety, mimo pięknych krajobrazów, Dolina rzeki Baksan dawno już przestała być dziewiczą. Największe miasto tego rejonu to 15 tys. Tyrnyauz, słynący z wydobycia złóż wolframu i molibdenu. Molibden odkryła przypadkowo studentka, która w 1934 roku przyjechała tu na praktyki. Jak na ironię dziewczyna zginęła dwa lata później w tych okolicach... przechodząc przez rzekę.

Ingerencję człowieka w przyrodę widać w tych okolicach w wielu miejscach. Koło miejscowości Kyzbyryn znajduje się zbudowana w 1936 roku elektrownia wodna, z której swego czasu Rosjanie byli bardzo dumni, zaś koło osady Nejtrino wykopano w górach 4 km tunel. Prowadzi on do obserwatorium astronomicznego, w którym za pomocą ogromnego teleskopu neutronowego obserwuje się tarczę słoneczną. Wejście do tunelu oznaczone jest literą M - w ten sposób upamiętniono budowniczych metra, którzy tu pracowali.

kaukaz - henio z lina 2.jpgChwilowa przerwa w podróży - podjeżdżamy na tzw. Polanę Narzanow, gdzie wśród szczelin w granitowych skałach są naturalne źródełka. Niektórzy nabierają wody w butelki - nie jest może zbyt dobra w smaku (czuć związki żelaza), ale za to zdrowa. Zaledwie 2 km za polaną kierowca pokazuje hotel  "Itkoł" - kiedy go wybudowano (w 1965 roku) miał służyć głównie obcokrajowcom oraz ekipom sportowców-olimpijczyków. Zadbano nawet o jego specjalne parametry konstrukcyjne - budynek miał być odporny na trzęsienia ziemi. Pamiątkowa tablica wewnątrz hotelu upamiętnia Władymira Wysockiego, który też tutaj bywał, no i tworzył swoje legendarne pieśni o górach.

Ostatnią, a zarazem najwyżej położoną (2133 m) wioskę doliny stanowi Terskoł, nieco zepsuty typowo socjalistyczną architekturą szkaradnych bloków. Zaledwie 3 km dalej, na Polanie Azau jest już koniec doliny i zarazem koniec drogi. Od Piatigorska pokonaliśmy dystans 160 km. Dalej można iść już tylko na piechotę, albo kolejką linową wjechać na zbocza Elbrusa.

 

 

 

Informacje praktyczne (dane z 2003 r.):


Mapy: Na miejscu można kupić całkiem niezłe mapy, do tego - bardzo tanie (1-1,5 dol.).

Noclegi:
Kwatery prywatne kosztowały nas 100-150 rubli/od osoby za noc. W górach biwakowaliśmy w namiotach.

Sprzęt: Jeśli wybieramy się na lodowce - czekany, raki, uprzęże, liny, śruby lodowcowe, przyrządy zjazdowe, kaski, itp. sprzęt, są konieczne. Przydają się też kijki.

Jedzenie: na miejscu nie ma problemów z zaopatrzeniem. W sklepie alpinistycznym w miejscowości Tierskoł można kupić butle do maszynek gazowych różnego rodzaju.

Zezwolenia: jeśli chcemy chodzić w terenie przygranicznym konieczne jest załatwienie zezwolenia (wydawane w Nalcziku, darmo, zwykle w ciągu kilku godzin).

Back to top