Wieści spod Kremla
Hits: 981

MOSKWA
W liczącej osiem i pół wieku historii Moskwa nie raz przechodziła trudne chwile. Teraz miasto to zmienia się w szalonym tempie.


Kilka lat już nie byłam w Moskwie. Co się w międzyczasie zmieniło? Lenin jak leżał w mauzoleum tak leży, wielkie budynki jednoznacznie kojarzące się z naszym Pałacem Kultury (w sumie jest ich siedem) jak stały tak stoją, rozmowy telefoniczne w rejonie miasta jak były tak i są darmowe, po szerokich ulicach (po kilka pasów w każdą stronę) nadal jeżdżą poczciwe łady, choć dużo bardziej rzucają się w oczy lśniące limuzyny. Ale tak naprawdę zmieniło się wiele – to zupełnie inne miasto. Jak grzyby po deszczu wyrosły kolorowe cerkiewki (zwykle to rekonstrukcje tych, które kiedyś zniszczono), zakłady przemysłowe „wyrzuca się” na przedmieścia, by stworzyć lepsze warunki dla centrów biznesowych i rozrywkowych, przy głównych ulicach zaroiło się od ekskluzywnych sklepów i pomysłowo urządzonych, choć drogich knajpek. Przede wszystkim jednak odnawiane są historyczne budynki, a te które nie pasują do koncepcji konsekwentnie się wyburza (taki los spotkał np. kilkunastopiętrowy hotel Intouristu). W ramach tworzenia wizerunku miasta powstał nawet specjalny urząd ustalający, jak mają być pomalowane budynki (dominują barwy pastelowe) i jak podświetlone (możemy pozazdrościć jak wielką wagę  przywiązuje się do wyglądu Moskwy „by night”). Ostatnio nawet wydano dekret o... konieczności świątecznego udekorowania witryn. Które sklepy nie zdążyły tego uczynić przed 1 grudnia, albo nie przestrzegają godzin podświetlania dekoracji (od 16.30 do 1 w nocy) – zostaną ukarane grzywnami. Mogą się takie nakazy nie podobać, ale trzeba przyznać że atmosfera przedświąteczna – jest.

Według prognoz Światowej Organizacji Turystyki w roku 2020 Moskwa wejdzie do dziesiątki najczęściej odwiedzanych miast świata. Liczba gości zagranicznych w stolicy Rosji w tym roku przekroczy liczbę 2 mln. Ponoć tragedia w teatrze na Dubrowce zahamowała przyjazdy zaledwie o 5 proc. Najwięcej przyjeżdża Niemców (w ubiegłym roku – 147 tys.) i Amerykanów (121 tys.), na dalszych miejscach są Włosi, Francuzi i Japończycy. Co do Polaków – są pewno rozbieżności. W hotelach zarejestrowano w ubiegłym roku 11,7 tys. naszych rodaków, podczas gdy służby graniczne odnotowały jedynie... 6 tys. Tak czy owak – o Moskwie jakby zapomnieliśmy. Niesłusznie. –Wykreowany w mediach wizerunek naszego miasta nie jest prawdziwy – twierdzą Moskwiczanie. I dodają: -Telewizyjne programy typu „Kryminalna Rassija” nie przynoszą nam chwały. W Nowym Jorku nie będzie się w środku nocy bezpiecznym, a u nas można spokojnie spacerować przez całą noc. Sprawdziłam – mają rację. Tym bardziej, że Moskwa to miasto, które nie zasypia. Najlepiej widać to przy ul. Twerskiej (dawna Gorkiego) gdzie wiele sklepów czynnych jest do północy albo i dłużej, natomiast puby i restauracje – do rana.


Stolica dla bogaczy?

Trudno powiedzieć ile ludzi żyje w Moskwie uważanej za jedno z największych miast świata. Oficjalne statystyki mówią o 7 mln, ale wiele osób, zwłaszcza z dawnych republik kaukaskich, lekceważy nakaz meldowania. Moskwa to jedno z najdroższych miast świata. –Żeby żyć tu na w miarę normalnym poziomie, potrzeba miesięcznie jakieś 700 dol. – wylicza moja rosyjska znajoma. –Typowa emerytura wynosi 50-70 dol., a dla porównania Ałła Pugaczowa za noworoczny występ inkasuje 100 tys. dol. Ogłoszenia w prasie potwierdzają że nie jest to miasto dla biednych – 35 metrowa kawalerka w bloku, w centrum,  wyceniona jest na 57 tys. dol. W ramach propozycji „dla ludu” otworzono właśnie największe w Europie kryte centrum golfa. Drogie restauracje i puby bynajmniej nie świecą pustkami,  choć z drugiej strony - na każdą kieszeń coś się znajdzie. Przekonaliśmy się o tym kiedy zmarznięci postanowiliśmy napić się herbaty. W barze a`la nasz mleczny (na stojąco, aluminiowe sztućce) zapłaciliśmy za „czaj” 3,5 rubla (czyli ok. 12 groszy), kilka ulic dalej zasiedliśmy w nowocześnie urządzonej knajpce, w której taka sama herbata (fakt, już nie w plastikowym kubku tylko gustownej filiżance) kosztowała 99 rubli (ok. 12,5 zł). Przynajmniej jest wybór...


Wielki plac

Będąc w Moskwie wręcz nie wypada nie być na Placu Czerwonym. Chcę wejść do mauzoleum Lenina (swego czasu był tam kiedyś także Stalin), ale okazuje się, że nie jest to takie proste – czynne jest tylko w niektóre dni. Pod mauzoleum, jak i dawniej, młode pary składają kwiaty. To ci, którzy są komunistami - zwolennicy innych poglądów idą do znajdującego się pod murami Kremla grobu nieznanego żołnierza. A swoją drogą pod murem kremlowskim spoczywa wiele słynnych postaci, m.in. Delisk Dzierżyński, John Reed (amerykański pisarz, autore „Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem”) i Jurij Gagarin.

Na placu – pustki. Może to wina mrozu, choć swoją drogą zapewniano mnie: -Przyszło ocieplenie. Dziś będzie tylko –15”. Dla Rosjan to normalne – większość ludzi chodzi w grubych futrach i futrzanych czapach.

Stojąca na placu Czerwonym cerkiew Wasyla Błogosławionego to moja ulubiona. Siedem kolorowych kopuł oznacza siedem zwycięstw nad Tatarami. Po tym jak już cerkiewkę ukończono (w 1561 roku) jej twórcy wydłubano oczy, by nigdzie nie wybudował ani lepszej, ani nawet podobnej. Stojący przed świątynią pomnik przedstawia księcia Pożarskiego – tego, który zwołał pospolite ruszenie przeciwko stacjonującym na Kremlu Polakom (1612 rok).
Spacerując po długim na 400 m placu, wsłuchuję się w kuranty z wieży Spasskiej wygrywające hymn Rosji (dawniej wygrywały Miedzynarodówkę). W drugim jego końcu – koło muzeum historycznego od niedawna (1995) pojawiła się jeszcze jedna, urokliwa cerkiewka – Kazanskij Sobor, rekonstrukcja XVII-wiecznej świątyni ufundowanej jako wotum za ocalenie Moskwy przed Polakami. W środku ruch – często wpadają tu ludzie w drodze z pracy. Najważniejszy jest tu obraz Matki Boskiej Kazańskiej, a właściwie jego kopia, gdyż oryginał ciągle znajduje się w Watykanie. Wprawdzie papież Jan Paweł II wyraził chęć jego zwrócenia, niemniej w efekcie pewnych różnic zdań między kościołem katolickim a cerkwią prawosławną do zwrócenia słynące cudami ikony jeszcze nie doszło.


Diamenty i puszka cara

Sam Kreml też oczywiście powinniśmy zobaczyć. Już w 1156 uważany za założyciela Moskwy książę Jurij Dołgorukij wybudował pierwszą, wtedy jeszcze drewnianą twierdzę, ale tak naprawdę dopiero od XV wieku zaczęto wznosić przemyślane założenia pałacowo-świątynne. W czasach rządów Stalina niektóre z obiektów wyburzono, a cały kompleks stanowiący symbol potęgi państwa dla „szaraczków” zamknięto. Dopiero od 1955 roku, czyli 2 lata po śmierci Stalina, Kreml znowu udostępniono zwiedzającym. Wprawdzie przy bramie koło Wielkiego Pałacu Kremlowskiego nadal stoi groźny milicjant krzyczący na tych, którzy chcą robić zdjęcia, niemniej 50 metrów dalej ten sam obiekt można fotografować już bez żadnych problemów. Zachwyt wzbudzają cerkwie ze wspaniałymi ikonostasami i freskami, a także różne ciekawostki jak np. ważąca 40 ton car puszka (puszka to po rosyjsku armata), odlana w 1586 oraz największy dzwon świata, ważący „drobne” 200 ton.  Jedynie zbudowany w 1961 roku na polecenie Chruszczowa Pałac Zjazdów trochę nie pasuje do tego tchnącego historią otoczenia. Jego główna, licząca 6 tys. miejsc sala powstała z myślą o zjazdach partii komunistycznej, dzisiaj wykorzystywana jest także jako miejsce różnych występów i koncertów.

I jeszcze jedno miejsce na Kremlu którego absolutnie nie powinniśmy pominąć – to Orużejnaja Pałata, czyli zbrojownia, a zarazem skarbiec. Wśród drogocennych darów posłów różnych państw odwiedzających cara są też złożone w XVII wieku dary Polski – imponująca kolekcja sreber. W muzeum są też szaty koronacyjne (już samo ich uniesienie było nie lada wyczynem), trony, powozy, nawet „ekwipunek” koński (bo konie carskie piły ze srebrnych wiader i nosiły srebrne podkowy). Wydzieloną ekspozycję (za osobnym biletem) stanowi Skarbiec Diamentowy. Aż oczy bolą od samorodków złota (jeden z nich waży 36 kg i zawiera ponad 90 proc. czystego złota) i diamentów, wśród których jest m.in. sprezentowany Katarzynie II  przez jednego z kochanków 190 karatowy brylant.


Nawrót do religii

Kiedyś Moskwa była znana jako miasto tysiąca świątyń, ale czasy stalinowskie odmieniły ten wizerunek. Teraz znowu zaroiło się od cerkwi. Niektóre – malutkie, giną w otoczeniu innych budynków, inne – imponujące, przyciągające wzrok złotymi kopułami. Do prawdziwych pereł architektury sakralnej zalicza się pochodzący z XVI wieku klasztor Nowodziewiczy, przy którym jest też cmentarz z grobami wielu znanych osób (groby Czechowa, Gogola, Majakowskiego, Bułhakowa, Szostakowicza, Raisy Gorbaczowej). Największa i najważniejsza jest jednak cerkiew Chrystusa Zbawiciela. To co teraz widzimy to wystawiona w latach 1994-97 rekonstrukcja soboru, który w 1931 roku na rozkaz Stalina został wysadzony w powietrze. Powód był zgoła fantastyczny – na miejscu tym postanowiono wybudować ogromny Pałac Rad – kolejny z serii „pałaców kultury” mający, bagatela, ponad 300 m wysokości i zwieńczony 100 metrową figurą Lenina. Z powodu wybuchu wojny pomysłu nie zrealizowano. Potem koncepcja się zmieniła – powstał odkryty basen,  w którego podgrzewanej wodzie kąpano się nawet zimą. Dzięki inicjatywie mera miasta – Jurija Łuzkowa – zorganizowano ogólnospołeczną zbiórkę funduszy i po zasypaniu basenu znowu mamy miejsce modlitwy.
Od czasów pieriestrojki widać nasilający się powrót do gorliwej wiary. – Jeszcze nie tak dawno, w całej Federacji Rosyjskiej było 20 klasztorów, teraz w samej Rosji jest ich 600. – mówi spotkana Rosjanka.

Są też w Moskwie kościoły katolickie. Od pewnego czasu swoją właściwą funkcję spełnia znowu tzw. kościół polski, w pobliżu Ambasady Polskiej. –Do niedawna były w nim fabryczne składy, teraz to najładniejszy kościół miasta – mówi pani Romualda – Polka, które prawie całe życie spędziła w Moskwie.


Metrem najszybciej!


Moskwa ma bardzo charakterystyczny układ ulic rozchodzących się promieniście od Kremla, a połączonych kilkoma pierścieniami czyli „kalcami”. Swoistą „arterię komunikacyjną” tworzy też rzeka Moskwa, do której na terenie miasta wpływa jeszcze ok. 20 innych rzek. Latem rejs statkiem po rzece Moskwie należy do głównych atrakcji turystycznych, zimą zaś warto zrobić sobie spacer wzdłuż nabrzeży, zwłaszcza tam, skąd mamy widok na Kreml i otaczające go, gdzieniegdzie nawet 6-metrowej grubości mury. Nad rzeką też się sporo zmieniło. Od 5 lat stoi tam np. ogromny pomnik Piotra I Wielkiego ustawiony z okazji  300 lecia rosyjskiej Marynarki Wojennej, której twórcą był ów słynny i zdolny car. Wśród mostów nowością jest ciekawie podświetlany most dla pieszych, a raczej - kryty pasaż z ruchomymi chodnikami. Makieta w gablocie pokazuje plany nowoczesnego „city” jakie ma w tych okolicach powstać, z budynkami na miarę XXI wieku.

Ale choć najlepiej miasta poznawać na piechotę, w Moskwie ze względu na jej wielkość nie jest to czasem możliwe. Poza tym moskiewskie metro to atrakcja sama w sobie, a poza tym należy do najbardziej funkcjonalnych na świecie (nie mówiąc że w stosunku do np. nowojorskiego jest tu czysto i nie ma bezdomnych). Sieć tras obejmuje ponad 265 km i ok. 170 stacji, z których praktycznie każda jest inna. Najciekawsze są te wybudowane przed wojną, głęboko pod ziemią (mogły służyć jako schrony przeciwbombowe), zdobione w duchu socrealizmu.
Metrem możemy wybrać się np. na Izmajłowo słynące z pchlego targu i ogromnego, jednego z największych w Europie parków (12 km kw.). Na tutejszym stawie Piotr I jako dziecko uczył się pływać starą łodzią – być może to był właśnie początek jego morskich pasji. Niestety, metro nie dojeżdża do Kuskowa – przedmieść Moskwy z interesującym zespołem pałacowo-parkowym należącym do Borysa P. Szeremietjewa, jednego z najbogatszych ludzi XVIII wiecznej Rosji (mawiano iż był bogatszy od cara). 


Kultura dla każdego

Moskwa zawsze słynęła jako miasto kultury. Z licznych muzeów dla cudzoziemców najważniejsze są dwa – Galeria Trietiakowska (ok. 100 tys. prac!) oraz muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina. Szczególnie usatysfakcjonowani mogą być miłośnicy literatury – czekają na nich muzea: Puszkina, Dostojewskiego, Czechowa, Gogola, Gorkiego, Majakowskiego, Tołstoja... Jest też inna, zupełnie innego charakteru ekspozycja – to tzw. „cmentarz pomników”. Zamiast niszczyć posągi, potraktowano je jako relikty przeszłości i po prostu złożono w jednym miejscu, czyniąc z niego atrakcję turystyczną. Najważniejszy jest tu przeniesiony z placu na Łubiance Feliks Dzierżyński.

Jeśli chodzi o muzea, warto wiedzieć, że w większości z nich cena biletów dla gości zagranicznych jest kilkakrotnie wyższa niż „dla swoich”. Np. w Trietiakowce my zapłacimy 250 rubli, a Rosjanie – 35.

Niezależnie od nacji jednakowe ceny obowiązują w Teatrze Wielkim. Tu wszystko zależy od tego gdzie się siedzi. Na balkonach na samej górze bilety są po 250 rubli, na parterze możemy zapłacić i po 1500 za miejsce. Nawet jeśli nie przepadamy za baletem lub operą warto tu przyjść bo obiekt naprawdę imponuje ogromem. Na 6-kondygnacyjnej widowni może usiąść 2500 osób.

Po wizycie w teatrze może spacer po Arbacie? Nazwa ta oznaczała po prostu „przedmieście”. Zamieszkujący tu niegdyś rzemieślnicy w XVIII wieku zostali wyparci przez arystokrację i intelektualistów i w końcu stało się to ulubione miejsce moskiewskiej bohemy. Żył tu m.in. Puszkin – przypomina o tym sympatyczny pomnik z postacią poety i jego wysokiej żony. Główna ulica – Arbat to obecnie deptak przyciągający malarzy, karykaturzystów, muzyków i  natchnionych retoryków. Pełno tu też knajpek i barów. –Mołodoj cieławiek! – wychyla się z jednego z nich sprzedawczyni. –Możet czeburek? Czeburek to rodzaj pierożka. A co do „mołodego ciełowieka” – ten do którego krzyczano miał na oko 60 lat. W Moskwie to popularna forma zwracania się, podobnie jak „diewuszka”, która także może być już dość leciwa. W sumie to miłe. I jak tu nie lubić Moskwy?

Back to top