Klockowy świat
Hits: 4664
 
LEGOLAND (DANIA)

Legoland to drugie, po Kopenhadze, najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce w Danii. Wiek nie ma znaczenia - bawią się tu zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy udowadniają, że są po prostu dużymi dziećmi.


Nie ma wątpliwości, gdzie jesteśmyW przeprowadzonym w Wielkiej Brytanii plebiscycie, zabawką XX wieku uznano klocki Lego. Niedawno obliczono, że biorąc pod uwagę liczbę wyprodukowanych klocków i liczbę ludności świata, można przyjąć, iż na każdego człowieka przypadają po 52 kostki Lego. Ich twórca, duński stolarz Ole Kirk Christiansen, w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczał, że jego pomysł zrobi taką karierę!

Wszystko zaczęło się w 1932 roku, wówczas jeszcze od drewnianych klocków. Nazwa "Lego" powstała dwa lata później, jako skrót od duńskiego zwrotu "LEg GOdt", czyli "baw się dobrze". Dopiero później zauważono, że zbiegiem okoliczności "lego" znaczy po łacinie "uczę się", "montuję", co doskonale pasowało do filozofii klockowej firmy.

Wkrótce produkcja klocków - już plastikowych - rozwinęła się na taką skalę, że o klockach Lego wiedziały dzieci niemal w każdym zakątku świata. W 1968 roku, w samym środku należącego do Danii Półwyspu Jutlandzkiego, na obrzeżach miasteczka Billund, powstał Legoland - zbudowany z klocków Lego park rozrywki. Popularność tego miejsca jest tak duża (w każdym sezonie, czyli od marca do końca października, odnotowuje się ponad 1,5 mln odwiedzających), że Legoland ma już swoje filie. Oprócz duńskiego działa Legoland niemiecki (w Günzburg, w pobliżu Monachium), brytyjski (w Windsorze, 35 km od Londynu) oraz amerykański (w Kalifornii, na południe od Los Angeles).

 

Jak prawdziwe


legoland 7.jpgNie da się zobaczyć Legolandu (przynajmniej tego duńskiego) w godzinę czy dwie. Najlepiej przyjechać na cały dzień, tym bardziej że do wielu atrakcji trzeba stać w kolejkach (zwłaszcza w wakacje). W orientacji pomoże nam mapka, którą za darmo możemy wziąć kupując bilet. Jeśli jesteśmy z małymi dziećmi zastanówmy się, czy nie warto skorzystać ze specjalnego systemu "Kidspotter", dzięki czemu w razie zgubienia pociechy (a w tłumie łatwo może się to zdarzyć), szybko ją odnajdziemy. Tajemnica tkwi w urządzeniu, które jest zakładanym na rękę dziecka nadajnikiem. Jeśli maluch zniknie nam z oczu, wysyłamy smsa i natychmiast dostajemy informację w którym sektorze parku "zguba" się znajduje. Z kolei jeśli mamy dużo bagażu, a nie chcemy go zostawiać w przechowalni - możemy wypożyczyć specjalny wózek. W razie czego możemy wsadzić do niego także zmęczoną wrażeniami naszą latorośl.

Podstawowy budulec stosowany w Legolandzie to oczywiście plastikowe klocki. Jest ich tu tyle, że spokojnie można byłoby połączyć nimi Billund (czyli Legoland) z np. włoską Weroną (dystans 1500 km). Z klocków jest tu niemal wszystko, zarówno pomnik słynnego bajkopisarza  J. Ch. Andersena, jak i kosze na śmieci.

legoland 3.jpg Zwiedzanie Legolandu zaczyna się zwykle od Minilandu. Tak nazywa się jedna z "krain" na jakie podzielony jest park. Z góry, niczym Guliwer, patrzymy na miniaturowy świat: między domami jeżdżą malutkie samochody, po kanałach pływają statki, na lotnisku kołują samoloty, widać nawet miniaturowych strażaków gaszących pożar. Nie mogę wyjść ze zdumienia, jak z klocków można stworzyć coś takiego! Są tu fragmenty duńskich miast, holenderska wieś z wiatrakami (nawet o krowach nie zapomniano), chińskie pola ryżowe i różne słynne budowle typu pałac królewski w Kopenhadze czy bawarski zamek Ludwika Szalonego. Można też wsiąść w łódkę i w ciągu kilku minut popłynąć "dookoła świata", oglądając zrobiony z Lego Akropol, waszyngtoński Biały Dom, czy 9-metrowej wysokości Statuę Wolności. Z klocków są nawet zwierzęta na terenie Lego-Safari: żyrafy, lwy, strusie... Na dzieciaki, które zamiast wozić się w klockowym jeepie wolą same kierować samochodem, czeka z kolei Szkoła Jazdy, jedyna w świecie dająca "prawo jazdy" w wieku zaledwie kilku lat. Są tu jezdnie ze znakami, myjnia i stacja paliw (też z klocków)... Aż miło popatrzeć, jak dzieciaki angażują się w prowadzenie auta. Kibicujemy rezolutnemu 7-latkowi rodem z Polski - jakiej narodowości jest dziecko widać po fladze na szybie samochodu.

 

Robot agenta 007


Zmieniamy otoczenie - przenosimy się na Dziki Zachód nazwany tu "Legoredo Town". W saloonach przesiadują kowboje, jest też wigwam przed którym czeka indiański wojownik. Ten akurat prawdziwy, ale wznosi się nad nim 14 metrowej wielkości groźny wódz - Siedzący Byk, powstały z 1,4 mln klocków.

Górniczym wagonikiem wjeżdżamy do "kopalni złota", potem zaliczamy rejs canoe z końcówką w postaci... wodospadu.  Woda nie jest z klocków, wychodzimy więc trochę ochlapani. Płukanie złota sobie odpuszczamy, za to przyciąga nas zamieszanielegoland 5.jpg w Krainie Zamkowej. Akurat zaczyna się "show", a raczej krótki spektakl wystawiany kilka razy dziennie. Patrzymy na zachwycone buzie dzieciaków - przeżywają akcję, której bohaterką jest oczywiście królewna. W Legolandzie znajomość języków nie jest wcale potrzebna - dzieci udowadniają, że jak się chce, to wszystko można zrozumieć.

Po zaliczeniu głównej atrakcji "Zamków" czyli przejechaniu się kolejką we wnętrzu "średniowiecznej" budowli, w której czyha niebezpieczny smok, wreszcie dochodzimy do "Krainy Przygody". Tutaj mamy prawdziwą dawkę adrenaliny. Hitem jest wielki roller-coaster, czyli super szybka "kolejka górska" z torami w formie spiral. Patrzę na rodzinkę zajmującą pierwszy wagonik - dzieci są wniebowzięte, mama mniej, ale nadrabia miną, ojcu trudno ukryć przerażenie. Przy szalonym zjeździe w dół cała czwórka piszczy tak, że mimo iż siedzę trzy wagoniki dalej, puchną mi uszy. Ledwo pociąg hamuje, rodzinka... staje na koniec kolejki do powtórnej przejażdżki.

Najwięcej emocji dostarcza jednak Power Builder, czyli wykorzystany w jednym z filmów z Jamesem Bondem wielki robot o 10 ramionach unoszących śmiałków 5 metrów ponad ziemię, zwykle na tej wysokości odwracając ich głową w dół. Jak będziemy przez robota obracani, decydujemy sami, programując go według własnych życzeń. Nie za bardzo mogę pojąć, gdzie mam co nacisnąć, żeby zafundować sobie legoland-lew.jpgjak najbardziej ekstremalną opcję, korzystam więc z pomocy Johanna - 11-latka ze Szwecji, który błyskawicznie coś tam rozbi na ekranie i po chwili wręcza mi kartę, którą potem robot sobie odczytuje. Uff! Ale ta technika skomplikowana! A te współczesne dzieci jakie mądre!

Przed wejściem do robota wyjmuję wszystko z kieszeni, co jest wskazane, bo wkrótce potem zaczyna mną rzucać na wszystkie strony z efektami dającymi namiastkę stanu nieważkości. Wychodzę z lekka skołowaciała. Po tej przejażdżce inne atrakcje Legolandu to już pestka. A jest przecież jeszcze Kraina Piratów, w której można zjechać po linie ze szczytu latarni morskiej czy popływać po "morzu" nie bacząc na strzelające wokół pirackie pociski. Nie można też ominąć "Strefy wyobraźni" gdzie główną atrakcję stanowią filmy zrobione techniką 4D (oprócz trójwymiarowego obrazu mamy jeszcze wrażenia słuchowe, zapachowe, dotykowe etc.). Efekt tego jest taki, że oglądając film o wyścigach samochodowych, czujemy jakbyśmy sami w nich uczestniczyli. Podłoga wibruje, czuć smród palonych opon, słychać ryk silników, a w pewnym momencie jadąc przez zamieć, w kinowej sali spadają płatki śniegu.

 

Klocki na wagę


Nie da się opisać wszystkich atrakcji Legolandu. Jest jeszcze centrum komputerowe, w którym dzieci uczą się programowania robotów zbudowanych z klocków, mozna też przeprowadzić rodzinną akcję strażacką, samemu gasząc płonący budynek. Są też różne wystawy - np. ekspozycja zabawek z dawnych lat i słynny Titania`s Palace, czyli największy w świecie miniaturowy pałac, jaki Sir Neville Wilkinson zrobił dla swojej córki której przykro było, że bajkowe elfy muszą mieszkać w jaskiniach. Pałac budowano od roku 1907 przez 15 lat - 18 pokoi wypełniają ręcznie robione mahoniowe mebelki, które teraz co roku odkurza się wyjmując pincetą.

legoland 4.jpgŻeby wszystko zobaczyć trzeba nie tylko czasu, ale też... pogodzenia rodzinnych interesów. No cóż, sama byłam świadkiem rodzinnych negocjacji, kiedy trzydzieostoletni ojciec zafascynowany jazdą na roller coasterze tłumaczył małoletniemu synowi lat ok. trzech, że "tato jeszcze raz się przejedzie", a potem wrócą do przeznaczonego dla maluchów ExploreLandu, gdzie mały wsiądzie wreszcie na upragniony, zbudowany z klocków Duplo samolot.

Oczywiście trudno wyjść z Legolandu, żeby nie zahaczyć o sklep. Szczerze mówiąc wychowana na tradycyjnych Lego, nie mogę wyjść z podziwu na widok serii słynnych klocków oferowanych współczesnym dzieciakom. Oglądam na półkach m.in. kolekcję LegoSports, do której należą pudełka hokejowe czy koszykówki NBA, z kolei dziewczynkom proponuje się serię Clikits, umożliwiającą zrobienie sobie dodatków do włosów, bransoletki czy torebki. W sumie nie da się chyba stąd wyjść, żeby czegoś nie kupić. Nie chcemy zestawu? Nie ma problemu - możemy brać "cegiełki" na wagę - do wyboru jest 500 różnych ich rodzajów. Oprócz klocków są też ubranka z motywami Lego i różnego typu akcesoria na bale maskowe.

No cóż, bogaci we wrażenia i lżejsi o kilka banknotów z portfela opuszczamy Legoland. Na koniec robimy pamiątkowe zdjęcie przed bramą, na której wśród licznych flag powiewa także polska...

 

Informacje praktyczne (dane z 2005 r.):

Jak dotrzeć: Jadąc z Polski mamy do wyboru zarówno drogę w całości lądową - przez Niemcy, albo połączenie promem do Kopenhagi i dalej już autostradami przez wyspę Fionię (połączenia mostami) na Jutlandię. W Vejle zjazdem nr 60 skręcamy na lokalną drogę nr 28. Uwaga - mając bilet z Legolandu, a wracając do Kopenhagi płatnym (dość drogim) mostem przez Wielki Bełt mamy 50 proc. zniżki!
Do Vejle z Kopenhagi można dojechać też pociągiem; dalej do Billund dowiezie nas już autobus. Inna opcja to dotarcie do Billund samolotem (z Kopenhagi).

Informacje: http://www.legoland.dk , tel. +45 7533 1333.

Godziny otwarcia: Codziennie od 10 do 18-21 (zależy od miesiąca). Na ogół sezon w Legolandzie trwa do 30 października, chociaż we wrześniu i październiku bywa on w niektóre dni zamykany.

Bilety: 1-dniowy - 185 DKK (ok. 27 euro - dokładny przelicznik zależy od kursu korony w danym dniu), 2-dniowy - 300 DKK (ok. 43 euro). Bilet daje możliwość skorzystania z prawie wszystkich atrakcji; wyjątek stanowią np. szkoła jazdy, wypłukiwanie złota etc. Za darmo wchodzą dzieci do drugiego roku zycia.

Noclegi: Najbardziej wygodny jest hotel "Legoland" - ponieważ połączony jest on z Legolandem, zmęczeni atrakcjami w każdej chwili możemy wrócić do pokoju. W hotelu najważniejszymi gośćmi są dzieci, przez co nawet stoły z bufetem są dopasowane do ich wzrostu, a potrawy zgodne z ich gustami. Oczywiście w obiekcie nie zabrakło pokoju, w którym można bawić się klockami albo pograć w komputerowe Lego-gry. Kontakt do hotelu: tel. +45 7533 1244, http://www.hotellegoland.dk , This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it..
Do tańszych opcji należy mający rodzinny charakter "Hostel Legoland Village", położony ok. 500 m od Legolandu. Informacje: http://www.legoland-village.dk . W rezerwacji noclegów (wybór od hoteli po miejsca na campingu) pomaga biuro Legoland Travel - http://www.LEGOLAND-Travel.dk , tel. +45 9623 4792.

MINIATUROWY ŚWIAT

Słynne budowle w miniaturze można obejrzeć nie tylko w Legolandzie. Podobne miejsca mamy np. w Austrii czy Holandii. Tyle że tam nie są one zrobione z klocków.

Minimundus

Powstały na obrzeżach austriackiego miasta Klagenfurt park można potraktować jako przerywnik w drodze do Włoch (tym bardziej, że jest on tuż obok autostrady). Oglądanie najsłynniejszych budowli świata w skali 1:10 stanowi świetną lekcję geografii i kultury zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Wśród przedstawionych w Minimundusie 170 obiektów są też dwa polskie - miniaturowy warszawski Zamek Królewski oraz krakowskie Sukiennice. Więcej: http://www.minimundus.at

Madurodam

maurodram-port.jpgW tym przypadku chodzi nie tyle o świat, ile o Holandię w miniaturze. W skali 1:25 wykonano m.in. amsterdamski ratusz, Trybunał w Hadze, wrota śluzy na wejściu do portu w Rotterdamie, czy rynek w Alkmaar na którym "z lotu ptaka" można spojrzeć na odbywający się targ sera. Również i tutaj mamy "polski element" - wśród samolotów na miniaturowym lotnisku imitującym amsterdamki Schipchol stoi boeing w barwach PLL LOT. Więcej: http://www.madurodam.com

Back to top