Korona ze śnieżynką
Hits: 3180
NARTY W STUBAITAL (AUSTRIA)

W rankingu DSV (cenionego niemieckiego stowarzyszenia narciarskiego) wielokrotnie uznawano go za najlepszy do szusowania lodowiec. Ale nie tylko Niemcy chętnie odwiedzają austriacki Stubai. Polską mowę również często się tam słyszy.


Im bliżej Innsbrucka tym nasze zmęczenie podróżą z Polski zamienia się w  podeskcytowanie. Już niedaleko! Miasto zostaje gdzieś z boku, jeszcze tylko monumentalny most Europy (192 m wysokości! Dopiero w grudniu 2004 r. przestał być najwyższym mostem naszego kontynentu) i już zjeżdżamy z autostrady w długą na 20 km dolinę Stubaital. Na jej końcu, tam gdzie się urywa droga, startują gondole w kierunku lodowca. Na dole ze śniegiem kiepsko, no ale na tutejszym stubai-narciarze i widok.jpglodowcu (właściwie to 5 połączonych wyciągami lodowców) można jeździć nawet latem. W końcu  nie na darmo logo ośrodka to korona ze śnieżynką z dumnym napisem "Królestwo śniegu".

Pakujemy się do wagoników i wjeżdżamy do stacji pośredniej, gdzie trzeba podjąć decyzję, którym wyciągiem piąć się wyżej. Z poziomu 1750 m po dwóch przesiadkach dostaniemy się maksymalnie na wysokość 3150 m. W sumie są tu 24 wyciągi, które obsługują 106 km tras. Tworzą one tzw. "karuzelę narciarską", co w praktyce oznacza że metodą kombinacji zjazdów i wyciągów można objechać dookoła górujące nad lodowcem skały Schaufelspitze (3333 m n.p.m.).

Ostry rombik


Ci, którzy narzekają, że na lodowcach stoki są zbyt płaskie, na Stubaiu będą mile zaskoczeni. Owszem, jest tu sporo tras łatwych (43 km), ale trudnych też nie stubai-pomidory.jpgbrakuje (27 km). Wśród nich - oznaczona numerem 13-tym czterokilometrowa trasa "Fernau Mauer". Widoczny na mapie romb i przerywana linia sugerują, że jest ona nieprzygotowana przez ratraki, jak również nie patrolowana przez ratowników.

-Próbujemy? - mruga do mnie mój mąż, wiedząc oczywiście jaka będzie odpowiedź. Jesteśmy już po rozjeżdżeniu, ale mimo to z lekkim niepokojem patrzymy na tabliczki z ostrzeżeniami, że to tylko dla naprawdę doświadczonych narciarzy. Zjazd okazuje się rewelacyjny, choć fakt, że stromo jest, a warunki śniegowe na które natrafiamy - niełatwe. Rozochoceni jedziemy jeszcze na trasę z muldami. Oczywiście utrzymywanymi specjalnie, bowiem na pozostałych stokach na powstanie muld nie pozwalają ratraki. Paweł jest zachwycony, ja mniej. Cóż, chyba za muldami jednak nie przepadam.

Pogoda jest rewelacyjna, postanawiamy więc to wykorzystać i na lunch wciągamy się gondolką do najwyższej w Austrii restauracji - "Jochdohle". Jesteśmy na 3150 m n.p.m. - widok z przyczepionego do skał tarasu obłędny! Według informacji z folderów ponoć można stąd prawie zobaczyć Wenecję. To że nie widzę placu św. Marka, zrzucam na swoją krótkowzroczność, za to bez problemów zauważam piękno otaczających mnie alpejskich szczytów, wierząc tym samym folderom że jest wśród stubai-myszka miki.jpgnich 109 trzytysięczników. Na dowód, że jesteśmy w tym tzw. "Top of Tirol", czyli na "Dachu Tyrolu" w ustawionym w schronisku komputerze robimy sobie darmowe zdjęcie i dzięki inteligentnej maszynie wysyłamy je mailem naszej rodzinie (na lodowcu Stubai są trzy takie internetowe stanowiska).

Po obiedzie - zmiana sprzętu. Wykorzystuję rozlokowane na stoku sklepo-wypożyczalnie sieci InterSport i biorę snowboard. Z myślą o miłośnikach deski zrobiono również fun park. W ogóle każdy znajdzie tu coś dla siebie - można poszaleć carwingowo, zmierzyć sobie czas przejazdu między bramkami slalomu, dla biegaczy jest specjalna wysokogórska, licząca 4,5 km pętelka, dla dzieci - Klub Myszki Miki, do którego zaprasza ogromna, dmuchana bohaterka bajek Disneya. Swoją drogą dzieci mają na Stubaiu specjalne preferencje - do 10 roku życia, jeśli jeżdżą w towarzystwie dorosłych, za wyciągi nie płacą. Tak samo jest z seniorami po 80-tce - oni także mają darmowe ski-passy.

Pomysł na apres ski


Nadchodzi moment zamykania wyciągów. Większość narciarzy zjeżdża z lodowca kolejką, ale na szczęście do parkingów można dostać się też na nartach. Licząca 10 km "Wilde Grube" to najdłuższa w Austrii trasa narciarska. Różnica wysokości jaką mamy do pokonania wynosi 1500 metrów. Tutaj również rozwieszono znaki stubai-zjazd z wyciagu.jpginformujące, że jest to trasa tylko dla dobrych narciarzy, a jednak po drodze spotykamy takich, którzy mocno przecenili swoje umiejętności, no i w efekcie - schodzą z nartami na ramionach. Za to na dole, przy parkingu, już pełny luz. Typowe apres ski - gra muzyka, wszyscy kiwają się w rytm tyrolskich hitów, z kubków dolatuje charakterystyczny zapach grzanego wina.

W drodze z lodowca do hotelu (jeśli nie chcemy dojeżdżać samochodem, można korzystać z darmowych ski-busów) zatrzymujemy się w głównej miejscowości doliny Stubaital - miasteczku Neustift. Z lektury zabranych z biura informacji turystycznej prospektów wiemy że miasteczko jest całkiem stare - pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1387 roku, a najbardziej cennym obiektem jest kościół z XVIII wieku.

W folderach znajdujemy też wyczerpującą listę propozycji na "po nartach" (chyba że chcemy iść jeszcze na oświetlony stok - jest taki w rejonie Serles). I tak można np. pograć w squasha lub tenisa (w hali), można wybrać się na basen lub lodowisko, albo na któryś z 6 znajdujących się w dolinie torów saneczkowych. W naszym wypadku kończy się na wersji bardziej statecznej - po całym dniu intensywnej jazdy na 3 tys. metrów wybieramy opcję pubową.

W leśnej głuszy


Kolejny dzień przynosi załamanie pogody. Przy śniadaniu zerkamy na włączony w telewizorze kanał pokazujący widoki z ustawionych na stokach kamer. Na lodowcu zimno, wietrznie i mglisto. Przy takich warunkach nie ma sensu pchać się tak wysoko, postanawiamy zobaczyć jeden z trzech nielodowcowych rejonów narciarskich stubai-ogolnie.jpgdoliny Stubaital (tym bardziej, że jest objęty ski-passem) i jedziemy do "Schlick 2000". Ponieważ są to tereny dużo niżej położone niż lodowiec (wyciągi kursują na poziomie między 1000 a 2300 m n.p.m.), widoki i charakter wyznaczonych tu 18 km tras też są zupełnie inne. Wiele nartostrad prowadzi przez las, dzięki czemu nie odczuwa się dotkliwości wiatru, który na lodowcu byłby trudny do zniesienia.

W Schlick 2000 przeważają stoki łatwe, szerokie i łagodne. Najtrudniejsze są na samej górze, na śnieżnej pustyni, powyżej granicy lasu. Postanawiam zjechać sobie "czarną czwórką" (jedyna tutaj trasa czarna, zaledwie 1 km), ale mam pecha - jest ona zamknięta, jak informują tablice, ze względu na zagrożenie lawinowe. Cóż, zdarza się - zostają inne, zresztą całkiem przyjemne. Na pewno dobry to teren dla osób uczących się jeździć oraz dla rodzin z dziećmi. Zwykle jest tu też luźniej niż na lodowcu. -I Polaków jakoś nie widać... - stwierdza Paweł. Chwilę potem tuż obok nas toczy się po stoku jakiś mocno ośnieżony ludzki kształt, po czym słychać z góry gromki krzyk w znajomym nam języku: -Kryśka!!! Żyjesz?

Informacje praktyczne (dane z 2006 r.):


stubai-snowboardzisci.jpg Dojazd: z autostrady A13 Innsbruck-Brenner (przejazd płatny) zjeżdżamy zjazdem Schönberg/Stubai. Jeśli wolimy drogę bezpłatną, to z Innsbrucka jedziemy szosą B 182.

Ski passy: za 1 dzień jazdy na lodowcu dorośli w szczycie sezonu (od 30 stycznia do 1 maja) zapłacą 34,50 euro, za 6 dni - 172,70 euro, natomiast za 6 dniowy Stubaier Super Skipass (na cały region, od 30 stycznia do 3 kwietnia) - 191 euro. Młodzież, seniorzy oraz posiadacze tzw. karty gościa (zakwaterowani w miejscowych hotelach) mają zniżki. Uwaga, skipassy można kupić nie tylko przy wyciągach, ale także w Neustift przy trasie dojazdowej na lodowiec, naprzeciw stacji benzynowej Aral.

Informacja turystyczna: Tourismusverband, Dorf 3, A-6167 Neustift im Stubaital, tel. +43 (0) 5226-2228.

Internet: http://www.stubai.at , http://www.neustift.com , http://www.stubai-gletscher.com

Back to top